Dodaj do ulubionych

Polski wysyp doktorantów

08.07.11, 10:46
Tekst linka
Obserwuj wątek
    • pfg Re: Polski wysyp doktorantów 08.07.11, 13:08
      Cytat
      łatwość zdobycia tytułu magistra, zwłaszcza w niektórych uczelniach niepublicznych sprawia, że traci on na znaczeniu


      Tocq, a ta opinia to też szkodliwy stereotyp czy jest w niej może jakieś ziarno prawdy?
      • tocqueville Re: Polski wysyp doktorantów 08.07.11, 13:16
        dyskretnie zakamuflowane przesłanie, niby piszą że "w niektórych" ale komunikat jest jasny - niepubliczne sprzedają dyplomy (a że niektóre państwowe też sprzedają, to się nie zająkną)
        • adept44_ltd Re: Polski wysyp doktorantów 08.07.11, 14:00
          nie zająkną się też tym, że gdyby prywatne nie wprowadziły na rynek tego obyczaju sprzedawania dyplomów, to te niektóre państwowe (zresztą które?), nie robiłyby tego na tymże, zupełnie zdegenerowanym, rynku... ;-)
        • spokojny.zenek Re: Polski wysyp doktorantów 08.07.11, 16:56
          A słowa "zwłaszcza", tam przypadkiem nie ma?
          • tocqueville Re: Polski wysyp doktorantów 08.07.11, 17:11
            znaczenie słowa "zwłaszcza" użyte w tym komunikacie jest przecież jasne
            pozwól że ci wyjaśnię:
            łatwość zdobycia tytułu magistra, zwłaszcza w niektórych uczelniach niepublicznych sprawia, że traci on na znaczeniu znaczy:
            w uczelniach niepublicznych jest łatwo zdobyć tytuł magistra, zwłaszcza w niektórych uczelniach niepublicznych - tzn. że w niektórych jest jeszcze łatwiej niż w pozostałych

            • spokojny.zenek Re: Polski wysyp doktorantów 08.07.11, 17:21
              No dobrze, a gdzie puenta?
    • flamengista doktorantów... 08.07.11, 17:26
      ale nie doktoratów. Skoro 10% się broni. Moim zdaniem i tak za dużo, poziom rozpraw jest naprawdę niski.
      • tocqueville Re: doktorantów... 08.07.11, 17:38
        nigdy nie uwierzę że poziom rozpraw na wspaniałych polskich państwowych uczelniach może być niski
      • spokojny.zenek Re: doktorantów... 08.07.11, 17:39
        flamengista napisał:

        > ale nie doktoratów. Skoro 10% się broni. Moim zdaniem i tak za dużo, poziom roz
        > praw jest naprawdę niski.

        Spora część nawet nie udaje, że coś pisze. Po prostu zależy im na statusie doktoranta i na świadectwie ukończenia studiów III stopnia.
        Owszem, liczba obronionych doktoratów wzrasta (a ich poziom spada), ale to jeszcze nie wysyp.


        • flamengista ale trzeba coś z tym zrobić 08.07.11, 20:32
          Po pierwsze - nie widzę powodu, by państwo finansowało fanaberie edukacyjne tych, którzy chcą się dodatkowo wyróżnić z tłumu. Owszem, finansować dzienne studia doktoranckie wraz ze stypendiami - ale z limitem miejsc, przy rygorystycznej procedurze rekrutacyjnej.
          Po drugie - nie podoba mi się ta fikcja, służąca do wykorzystywania młodych ludzi. Tabun darmowej siły roboczej na uczelniach - to psucie rynku i fundowanie frustracji na masową skalę.
          Po trzecie - jednak w miarę upływu czasu będzie narastać presja, by zwiększyć odsetek kończących studia obroną pracy. W rezultacie musi dojść do nieuchronnego, dramatycznego spadku poziomu bronionych rozpraw. Już teraz stopniowo spada, za chwilę będzie jeszcze gorzej. To ostatni moment, by powiedzieć: stop.
          • spokojny.zenek Re: ale trzeba coś z tym zrobić 09.07.11, 20:07
            flamengista napisał:

            > Po pierwsze - nie widzę powodu, by państwo finansowało fanaberie edukacyjne tyc
            > h, którzy chcą się dodatkowo wyróżnić z tłumu. Owszem, finansować dzienne studi
            > a doktoranckie wraz ze stypendiami - ale z limitem miejsc, przy rygorystycznej
            > procedurze rekrutacyjnej.

            W mojej dziedzinie stypendia dostaje mikroskopijny odsetek doktorantów. Czy w Twojej jest inaczej?

            > Po drugie - nie podoba mi się ta fikcja, służąca do wykorzystywania młodych lud
            > zi. Tabun darmowej siły roboczej na uczelniach - to psucie rynku i fundowanie f
            > rustracji na masową skalę.

            Owszem. Wiąże sie to zresztą z tym, co napisałem w punkcie 1.

            > Po trzecie - jednak w miarę upływu czasu będzie narastać presja, by zwiększyć o
            > dsetek kończących studia obroną pracy.

            Nie sądzę. A juz na pewno nie na zaocznych studiach doktoranckich, gdzie uczelniom chodzi o zarobek, wiec niby czemu miałyby wprowadzac mechanizmy odstraszające?
            Na dziennych - owszem, trochę, zresztą ja taki nacisk - umiarkowany - obserwuję.

            • clas_sic Re: ale trzeba coś z tym zrobić 09.07.11, 23:33
              "W mojej dziedzinie stypendia dostaje mikroskopijny odsetek doktorantów. Czy w Twojej jest inaczej?"
              u mnie czyli na UJ wygląda to różnie. Statystycznie co 4 doktorant ma tu stypendium. Ale na moim filologicznym wydziale na 140 doktorantów jest 9 stypendiów, a np. na takim Farmaceutycznym doktorantów jest 41 a stypendiów 39
              link do listy
              www.uj.edu.pl/documents/1333504/fd484aa0-18e9-479b-b79d-489577e6893d
          • pr0fes0r Re: ale trzeba coś z tym zrobić 09.07.11, 23:37
            > Po trzecie - jednak w miarę upływu czasu będzie narastać presja, by zwiększyć o
            > dsetek kończących studia obroną pracy. W rezultacie musi dojść do nieuchronnego
            > , dramatycznego spadku poziomu bronionych rozpraw.

            Filtr powinien być na wejściu, nie na wyjściu. Kształcenie doktoranta kosztuje, skuteczność rzędu 20-30% to totalna porażka. W cywilizowanych krajach zwykle koło 90% doktorantów się broni.
            • pfg Re: ale trzeba coś z tym zrobić 10.07.11, 10:44
              pr0fes0r napisał:

              > Filtr powinien być na wejściu

              Nic takiego nie zajdzie - obawiam się, że filtr wejściowy ulegnie dalszemu osłabieniu.

              1. Doktoranci są cennym źródłem finansowania dla wydziałów. Każdy doktorant liczy się w ministerialnym algorytmie służącym do ustalania dotacji dydaktycznej jak pięciu studentów I/II stopnia. Także granty zdobywane przez doktorantów - pamiętajmy o osobnej puli "dla młodych"! - służą finansowaniu uczelni i wydziałów, raz w postaci narzutów (kosztów pośrednich, overheads), dwa, bo z grantów doktorantów mogą być finansowane materiały, odczynniki, książki, na które nie trzeba wobec tego wydawać innych środków lub których wydział inaczej by nie kupił.

              2. Znowelizowana ustawa o tytule naukowym etc wymaga, aby kandydat do tytułu naukowego wypromował trzech doktorów (obecnie wystarcza jeden).

              3. Wraz z postępującą amerykanizacją nauki, doktoranci - przynajmniej w niektórych dyscyplinach - w coraz większym stopniu stają się wołami roboczymi. Mają prowadzić badania, przygotowywać publikacje, które liczą się do dorobku nie tylko ich, ale także ich szefów (jak pisałem gdzie indziej, *nie* musi to oznaczać nieuzasadnionego dopisywania się szefów do prac). Poza tym na doktorantów spada coraz więcej obowiązków administracyjnych, organizacyjnych i dydaktycznych - doktoranci są dla uczelni o wiele tańsi, niż asystenci, którzy robiliby to samo.

              Możemy mieć tylko nadzieję, że filtr na wyjściu gwałtownie nie zwiększy swojej przepustowości.
              • sendivigius Amerykanizacja made in Poland 11.07.11, 08:44
                Ad. 1. Doktoranci to najwiekszy bol glowy i zrodlo wydatkow dla wydzialu. Poniewaz nie ma ministerstwa nie ma tez algorytmu, co gorsze nie ma tez ministerialnych dotacji. Doktoranci nie dostaja zadnych grantow. To promotor swoim nazwiskiem moze sie wystarac o granty dla swoich doktorantow, wystarac czyli narobic, granty te zawsze plyna przez promotora i samodzielnie doktorant nic tu nie moze. Moga doktoranci, jak wszyscy studenci dostawac raczej stypendia, najczesciej jednak wg. kryteriow socjalnych, to troche co innego. Z tych (malych) pieniedzy i tak sie nic nie kupi materialnego a overhead'u tu sie nie kasuje. Ksiazki dzieki Bogu i G. Washingtonowi kupuje biblioteka.

                Ad. 2. Nie ma tytulow naukowych wobec tego nie ma tez ustawy o nich, problem rozwiazany po najmniejszej linni oporu. Promocje wyznacza sie lokalnie kazdy wydzial tak jak lubi i mu sie wydaje. Za to socjalizm sam problemy tworzy a potem heroicznie z nimi walczy - kto to powiedzial?

                Ad.3.
                a. Doktoranci sa wolami roboczymi ale w stadzie innych wolow roboczych. Od doktorantow sie wymaga ale przede wszystkim amerykanski profesor wymaga od siebie, to nie przepis, to mentalnosc purytanskiego kultu pracy i uczciwosci. U nas metnalnosc jest inna, szlachecka - zagonic kmiotow do roboty a potem pisac jak to "Chytrze bydlą z pany kmiecie", "a Kali próżnować i jeść".
                b. Publikacje doktorantow licza sie do ich dorobku. Kazdy tu rozumie i jest to po prostu konwencja ze szef grupy (principal invesitgator) zawsze w publikacji byc musi. Nikt tu nie kaze potem zadac od niego oswiadczenia jaki jest jego procentowy udzial, bo nikt tu sie nie stara o habilitacje, bo tej nie ma.
                c. Od obowiazkow administracyjnych jest administracja, ktroej jest tu zaskakujaco malo ale rownie zaskakujaco jest ona kompetentna i rownie zaskakujaco uwaza ze jej celem jest pomoc ani szarogesienie sie.

                • bumcykcyk2 Re: Amerykanizacja made in Poland 11.07.11, 11:02
                  Sendi, moi studenci z Work & Travel opowiadają, że większego syfu jak USA to w życiu nie widzieli. Plastik pomalowany złotą farbą i obóz pracy, do tego w otoczeniu kompletnych kretynów czyli zjawiska przyrodniczego pod nazwą "przeciętni Amerykanie". Dziewczyna pracowała jako ratownik na plaży na Florydzie, ale zamiast Słonecznego patrolu dostała w dupę niczym w hitlerowskim kacecie. Kontrola plus wyzysk plus gówniane pieniądze plus podejście typu "robimy ci wielką łachę, że możesz u nas tyrać za grosze". Zero jakichkolwiek perspektyw.

                  Wszelkie statystyki pokazują, że w USA jest obecnie społeczeństwo kastowe, gdzie dziedziczy się pozycję majątkową, a kariera od pucybuta do milionera jest możliwa wyłącznie podczas sennych rojeń zakończonych zmazą nocną.

                  I tak, sto tysięcy razy wolę kraj, gdzie mam szansę aby po jakimś tam wysiłku odcinać kupony oraz "próżnować i jeść" niż obóz pracy, gdzie każdy chce mnie wydymać przy okazji zaganiania batem do roboty w kamieniołomie.


                  • sendivigius Re: Amerykanizacja made in Poland 12.07.11, 08:34
                    Bumcyk, twoja postawa jest dobrze znana tutaj. Sam widzialem ja wiele razy na wlasne oczy, gdy ogladalem "visitorow" z Polski. Przyjezdza taki i mysli ze beda mu sie w pas klaniac bo przodkowie pobili Krzyzakow w 1410. Do roboty nie ma ochoty, to jemu, wyslannikowi kraju Kopernika (Niemca) i Curie (Francuzki) powinni inni sluzyc. "Sloneczny patrol". On co najwyzej moze podebatowac a potem laskawie pozwolic sie dopisac do publikacji. I tak dalej. Polecam lekture opowiadania Redlinskiego "Tancowaly dwa Michaly" - jest to tam ladnie po literacku opisane.

                    Do Ameryki Bumcyk, nigdy nie jechaly dzieci ministrow, biskupow ani prezesow. Jechaly tam niepismienne kmiioty (kiedys) albo ludzi z poza ukladu - dzis. Dlatego ludzie z klas posiadajacych, zyjacych z reka w cudzej kieszeni (gornicy, rolnicy, profesorowie, administracja, mundurowka etc.) nie moga pojac na czym polega Ameryki atrakcyjnosc. No przeciez JA mam lepsze biuro, etc. JA mam PRAWO do odcinania kuponow bez pracy. Tymczasem ci od ktorych pracy ten kupon chcesz odcinanac uciekaja coraz bardziej stadnie. Jezeli sadzisz ze przyjda Chinczycy i od ich roboty ty i cala reszta zgnusnialej Europki bedzie sobie odcinac kupony to czeka cie przykre przebudzenie. W poprzednim wieku udalo sie wam nawzajem sie calkiem dobrze pomordowac - ten wiek dopiero sie zaczal, w 1911 swiat wygladal pieknie i mial rozowe perspektywy.
                    • bumcykcyk2 Re: Amerykanizacja made in Poland 13.07.11, 00:52
                      Sendi, obawiam się, że dziś z Europy do Ameryki raczej w ogóle nikt masowo nie jedzie na emigrację. Jeśli Herr Mueller wsiada w samolot to celem tanich zakupów, albo żeby zobaczyć Wielki Kanion. Dodrukiem zielonych papierków bez jakiegokolwiek opamiętania, raczyliście ten swój raj troszkę obesrać. A teraz mając jedną rękę w nocniku, drugą sięgacie po bandyckie metody, żeby własne gówno rozlać też po Europie. Aby zniszczyć euro jako potencjalną walutę światową konkurencyjną do dolara, wasze pieski łańcuchowe Standard & Poor's (S&P), Moody's i Fitch już ujadają swoimi "rankingami" - dziś chyba walili we Włochy?

                      Chińczycy robią właśnie na Was, Amerykanów, kitwasząc tony makulatury amerykańskich obligacji, które co najśmieszniejsze MUSZĄ nadal kupować ("złapał Kozak Tatarzyna..."). To Wy Amerykanie odcinacie kupony i jesteście PASOŻYTEM co najmniej od końca drugiej wojny światowej, a już na pewno od załamania układu z Bretton Woods w 1971r. i drukowania pustego pieniądza bez opamiętania.

                      To co napisałeś było kiedyś prawdą, owszem, ale być nią przestało. Dawno temu.
                      • sendivigius Re: Amerykanizacja made in Poland 13.07.11, 16:20
                        Pozostalo ci Bumcyk nalozyc sankcje na USA. Czyzbys mial kredyt w CHF? Aaaaa, po 2 sierpnia dopiero sie bedzie dzialo. Nasza waluta - wasz problem.

                        A jesli chodzi o pasozytow to nie musisz Bumcyk podrozowac za ocean, zrob wpierw porzadek w domu:

                        wyborcza.biz/biznes/1,100896,9936774,Zarzad_KGHM_wysyla_zwiazkowca_na_zasluzona_emeryture.html

                        Kurek formalnie zatrudniony jest jako sztygar oddziałowy. W rzeczywistości jednak od ponad dwudziestu lat nie przepracował ani jednego dnia pod ziemią. Od tego czasu jest etatowym pracownikiem związku w kopalni Lubin, gdzie pełni funkcję przewodniczącego organizacji zakładowej. Zgodnie z prawem pensję jednak otrzymuje w takiej wysokości, jakby nadal pracował w kopalni, a nie w biurze związku. W ubiegłym roku utrzymanie 42 związkowych etatów kosztowało KGHM 9,3 mln zł. Kurek zarobił 265 tys. zł.

                        Prawo do emerytury nabył w 2000 roku. Później pracował na umowach podpisywanych na czas określony.



                        Jezeli wolicie Bumcyk, placic zwiazkowcom i innym to sie potem nie czepiaj Amerykanow, to nie oni sa temu winni.
                        • bumcykcyk2 Re: Amerykanizacja made in Poland 13.07.11, 17:23
                          Sendi, wybacz, ale jedziesz już argumentacją typu "A u Was biją Murzynów!"

                          Patologie związkowe występują w Polsce wyłącznie w wielkich państwowych molochach (niestety należą do nich również spółki giełdowe z dominującym udziałem własnościowym skarbu państwa). W sektorze prywatnym najczęściej w ogóle nie ma związków, a próby ich założenia kończą się wywalaniem z pracy całego komitetu założycielskiego, o ile nie działaniami kryminalnymi.
                          www.se.pl/wydarzenia/kronika-kryminalna/kasjerce-z-biedronki-groza-smiercia_93051.html
                          Ameryka usiłuje ratować swoje finanse osłabiając Europę. Gra nieczysto i fauluje, kopiąc metalowym butem po jajach. Sendi, napisz może jak tam idzie przesuwanie dopuszczalnego progu zadłużenia w Kongresie?

                          • pfg Re: Amerykanizacja made in Poland 13.07.11, 17:35
                            bumcykcyk2 napisał:

                            > Sendi, napisz może jak tam idzie przesuwan
                            > ie dopuszczalnego progu zadłużenia w Kongresie?

                            Właśnie chyba NIE idzie - stąd uwaga sendiego o 2 sierpnia. A najlepszy z możliwych światów właśnie przestaje być najlepszy - ciekawe, with a bang or with a whimper? Zdecydowanie wolę Europę.
                          • sendivigius Re: Amerykanizacja made in Poland 13.07.11, 17:39
                            A ty bys chial Bumcyk aby Ameryka grala fair? Zbudujcie sobie kilka lotniskowcow to moze ja przekonacie - wczesniej - gadanie po proznicy. Totez mowie o 2 sieprnia - bedzie sie dzialo, jakie sa twoje szanse Bumcyk wyekzekwowac cokolewiek do wujka Sama? Zerowe. Ja np. zbieram jednodolarowki - robie sobie z nich tapete. Wam i waszym rzadom zostana zapisy na kontach.

                            Nie, Bumcyk, Ameryka to kraj nie raj - i to i owo jest tu nie najlepiej. Tym niemniej Polska wyglada jak wyglada dokladnie z jednego powodu - jest zle rzadzona. 20 lat minelo, minely wszelkie wymowki. KGHM to firma panstwowa. Ameryka, summa summarum jest rzadzona lepiej.
                            • dala.tata Re: Amerykanizacja made in Poland 13.07.11, 19:35
                              suma sumarow, to troche zalezy od tego, gdzie siedzisz i jak patrzysz, nie? 40 mln ludzi bez ubezpieczenia medycznego to jest wg ciebie dobre rzadzenie? wg jakich to kryteriow? wez przejedz po prowincji w Arizonie i zobaczysz to 'dobre rzadzenie'.

                              sendivigius napisał:

                              > Nie, Bumcyk, Ameryka to kraj nie raj - i to i owo jest tu nie najlepiej. Tym ni
                              > emniej Polska wyglada jak wyglada dokladnie z jednego powodu - jest zle rzadzon
                              > a. 20 lat minelo, minely wszelkie wymowki. KGHM to firma panstwowa. Ameryka, su
                              > mma summarum jest rzadzona lepiej.
                            • bumcykcyk2 Re: Amerykanizacja made in Poland 14.07.11, 02:19
                              Oj Sendi, uwaga o lotniskowcach jest nie na miejscu. To nie są dobre argumenty.

                              Stany nie są rządzone dobrze. Nie chce mi się szukać najświeższych danych, ale na 2010 rok aż 44 amerykańskie stany przewidywały deficyty na łącznym poziomie 121 mld US$. Przyczyną deficytów, grożących bankructwem wielu stanów, w tym największej ludnościowo Kalifornii, nie są niskie podatki, lecz nieroztropne i zbyt wysokie wydatki. Kalifornia, której dług wynosi ponoć 41 mld US$, jeszcze w 2001 roku miała nadwyżkę budżetową w wysokości 10 mld US$. Zejść w 10 lat od taaaakiej nadwyżki budżetowej do prawie bankructwa, to trzeba być bardzo zdolnym w "dobrym rządzeniu", co nie?

                              Ps. Jeszcze co do tej Ameryki jako raju dla ubogich i tłamszonych w zacofanej Europie klas nie-posiadających. W Kalifornii 3 procent najbogatszych Kalifornijczyków generuje aż 60 procent dochodów stanu. To jest dopiero prawdziwa demokracja i równość do sześcianu...
                              • bumcykcyk2 Re: Amerykanizacja made in Poland 14.07.11, 02:31
                                I przepraszam, ale jeszcze zapomniałem odnieść się do tych nieszczęsnych związków zawodowych. Nie wyjeżdżaj nam tutaj z KGHM-em, który jest firmą rozsadzaną przez nadmiar forsy, wynikający zresztą z chwilowych światowych spekulacji na surowcach, w tym miedzi w szczególności. KGHM-owi pensje związkowców nie zaszkodzą, dużo bardziej zrobią to polityczni nominaci w zarządzie. Których tam nie brakuje.

                                I tak, owszem, można wyciągać asy z rękawa typu KGHM, PKP SA czy Orlen, aby udowadniać kompletnie fałszywe tezy.

                                Smutna prawda jest taka, że u prywatnego pracodawcy na dźwięk słów 'związek zawodowy' ludzie dostają nerwowego dygotu i oglądają się za siebie. Bo jeszcze ktoś doniesie, że o tym MYŚLĄ. Żeby założyć związek potrzeba 10 osób, usiłowałem to swego czasu zrobić i czułem się jak rewolucjonista w Rosji przed 1905 rokiem. Nic nie wskórałem, bo ludzie sztywnieli ze strachu. Więc racz nie pier**** mi tutaj o wszechwładzy związków w Polsce!
                              • sendivigius Re: Amerykanizacja made in Poland 14.07.11, 08:30
                                Uwagi o lotniskowcach sa zupelnie na miejscu. "Kto nie ma oręża marna jego dola".

                                Wiec 44 stany maja deficyt a ile ma deficyt krajow UE - wszystkie! Kaliforni grozi bankructwo od mniej wiecej 40 lat. Grozi i co z tego.

                                Nie patrz Bumcyk na jekies ulotne kryteria makroekonomiczne ale na codzienne zycie. A moze lepiej na szanse urzadzenia takiego zycia wlasnym wysilkiem - bo to jest lajtmotif emigracji. Ja nie przecze ze w Polsce wielu zyje sie dobrze, a nawet zyje sie im znacznie lepiej niz na porownywalnych posadach w USA (vide KGHM). Idzie jednak o to czy taka szanse ma ktos kto zaczyna od zera. Ja Bymcyk swietnie znam te wszystkie dobre rady i te madre opinie osob ktorych najwiekszym wysilkiem w zyciu bylo zjedzenie tego co przygotowali im rodzice. To wlasnie z takich osob (a pelno ich w polskich srodowiskach akademickich) wywodza sie owi wspomniani wyzej "visitorzy z Polski".

                                Teoretyczne wyliczone indexy Gini pokazuja ze rzeczywiscie rozwarstwienie w USA jest wieksze niz srednia w EU ale mniejsze niz w Polsce. Tym niemniej nienaukowa obserwacja zycia pokazuje ze chyba nie liczy sie tego dobrze. Ja nie widze takich kolosalnych roznic w USA jak na kazdym szczeblu i w kazdym miejscu w Polsce. Ponadto rozwarstwienie w kraju bogatszym to nie to samo co w biedniejszym bo istnieje hierarchia potrzeb a nie ich rownosc.

                                Wracajac Bumcyk do KGHMu i dobrego rzadzenia. Dowiedz sie jak sprawa podatku od wydobycia miedzi wyglada u najwiekszego jej producenta - Chile. Chilijski profesor ma udzial w bogactwie narodowym swojego kraju, ty Bumcyk masz fige. Bo chilijski rzad juz dawno, dawno (po wplywem zreszta amerykanskich doradcow) taki system podatkowy ze zyski ze spekulacji na rynku miedzi trafiaja do chilijskiego budzetu, w Polsce trafiaja do zwiazkowcow KGHMu. To nie dopust Bozy to rzad, Bumcyk - rzad i tylko niedolny, niechlujny, krotkowzroczny i bezmyslny rzad. I aby zakonczyc sprawe zadluzenia - sprawdz Polskie jak jeszcze nie znasz, ale cale, cale calusienkie. Szykuj sie na wielkie BUM.
                                • bumcykcyk2 Re: Amerykanizacja made in Poland 14.07.11, 16:16
                                  1. Sendi, bajanie o własnych lotniskowcach zostawmy pisarzom fantastyki. Unia Europejska nie ma pieniędzy, ani tym bardziej woli politycznej na rezygnację z usług NATO i stworzenie własnych sił zbrojnych z prawdziwego zdarzenia. Jednostkowe próby napinania muskułów, w dodatku w antyamerykańskim sosie, mogą zaś się skończyć wyłącznie tak, jak harce Serbów w byłej Jugosławii (których nie popierałem, żeby była jasność).

                                  2. Dług publiczny USA przekroczył w tym roku 14 bilionów USD i oczywiście można mówić, że wszyscy nadal żyjemy i świat się nie zawalił. Jeżeli produkuje się jednak dług, który jest praktycznie niespłacalny, a chytra metoda dewaluacji tegoż długu poprzez dodruk własnej waluty przestaje z wolna działać (zaczyna brakować chętnych na zakup obligacji rządowych, a ich oprocentowanie wymuszane przez rynek może eksplodować w górę na poziomy nie do obsłużenia przez budżet), no to robi się z tego, drogi Sendi, wielka kicha.

                                  3. Codzienne życie w Stanach ma owszem swoje plusy i minusy. Plusy to m.in. relatywnie niskie ceny nieruchomości, bardzo niskie ceny samochodów i paliwa, tania śmieciowa żywność, tania elektronika i ciuchy. Minusy to kosmiczne ceny ubezpieczenia zdrowotnego, kosmiczne ceny dobrej edukacji (emigrant raczej płodzi sobie dzieci...) i przede wszystkim -wbrew temu co piszesz- kosmicznie trudny start. Pomijam tu casus wybitnych naukowców podkupywanych z Europy, bo to jest wyjątek. W ogóle sektor nauki jest tu niereprezentatywny. Statystyczny Pan Kowalski z Polski może sobie zawodowo wystartować przy zrywaniu azbestu z dachów, i to się akurat nie zmieniło od lat 80-tych.

                                  4. Emigracja osób zawodowo czynnych jest CHOROBĄ. Przypadki pełnej aklimatyzacji i sukcesu prywatno-zawodowego w pierwszym pokoleniu emigrantów są rzadkie. Emigrując wybiera się w praktyce lepszą przyszłość dla swoich dzieci (a czasem dopiero wnuków), a nie dla siebie.

                                  5. Jakość życia wielokrotnie lepiej mierzy się skalą rozwarstwienia społecznego w danym kraju niż poziomem jego PKB per capita. PKB całego kraju jest niezwykle ogólnym wskaźnikiem , który dobrze unaocznia różnice między Górną Woltą a Niemcami, ale do porównania jakości życia np. we Francji i USA jest bezużyteczny

                                  6. Uwagi o podatku od wydobycia miedzi masz słuszne. Zgadzam się w pełni. To samo zresztą szykuje się w związku z planami wydobycia gazu łupkowego w Polsce. I owszem, rządy w Polsce mamy niedolne, niechlujne, krótkowzroczne i bezmyślne. Możemy mieć też w każdej chwili wielkie gospodarcze BUM. Mimo wszystko, do Stanów raczej nigdy nie pojadę. Wolę już emigrację w biednej i skorumpowanej Argentynie... (ps. byłem...) - być może jest to efekt mojej określonej konstrukcji psychicznej.
                                  • sendivigius Re: Amerykanizacja made in Poland 15.07.11, 09:27
                                    ad 1. Ano właśnie.

                                    ad2. Owszem zrobi sie, dlatego patrz ad 1.

                                    ad3. To jest bardziej zlozone. Jezli chodzi o edukacje na poziomie podstawowym i srednim to jest ona placona z lokalnego podatku katastralnego. Mieszkajac w dobrej dzielnicy ma sie dobre szkoly. Te wszystki opowiesci o analfabetach dotycza szkol w wielkomiejskich gettach. Nikt tam nie musi mieszkac. Wyksztalcenie wyzsze na uniwersytecie nr 400 na liscie rankingowej czyli takim UW, lub UJ nie jest wcale kosztowne, jezeli studiuje sie we wlasnym stanie to ma sie duza znizke czesnego. Z drugiej strony te naj,naj lepsze maja bardzo bogate programy stypedialne zwracajace calosc lub czesc czesnego. Jest to na tyle rozbudowane ze trudno na lepszym uniwersytecie znalezc kogos kto placi ze swojej kieszeni. Sa jednak dziedziny jak prawo lub medycyna gdzie obowiazuje zasada plac, bo w przyszlosci ci sie to zwroci.

                                    Sluzba zdrowia to bardziej jeszcze zlozona struktura. Teoretycznie rzecz biorac w Europie czy nawew w Kanadzie gdzie maja to samo, sprawy wygladaja o wiele lepiej. Tyle ze jedynie teoretycznie. W praktyce w Polsce osoby o niskich dochdach sa pozbawione dostepu do sluzby zdrowia w sposob znacznie wiekszy niz w USA. To jest tez wynik mieszaniny prawa i mentalnosci. Wielkopanstwo polskich lekarzy powoduje ze jak przychodzi do nich osoba nie pachnaca wyraznie duza kasa to po prostu jej sie nie obsluguje - to znaczy obsluguje sie metoda lekarza wojskowego - na wsyzstko "aspiryna i trampki". To sa sytuacje nie do pomyslenia w USA. Za numery ktore trzaskaja w Polsce lekarze, w USA wyladowali by w kiciu nie mowiac o koncu praktyki i bankructwie. Na papierze wiec w Polsce dostep do sluzby zdrowia jest, w praktyce "byc moze" jest, jak sie akurat trafi, jak akurat lekarz ma dobry dzien, jak akurat NFZ nie robi kolejnej reformy etc. W USA w wiekszosci stanow jest prawo ze KAZDEGO pacjenta nalezy obsluzyc tak samo, a serwis medyczny nie ma pojecia, ani dostepu do danych finansowych. Jak mi mowil znajomy lekarz, w praktyce 15% nie placi rachunkow, po prostu wpisuje sie w koszta ogolne i tyle.

                                    ad 4. Bumcyk. Emigracja jest choroba znacznie lagodniejsza niz bezrobocie. Rokowiania tez sa lepsze. Juz pisalem Bumcyk ze jakby moj tato byl biskupem to siedzialbym teraz na cieplej posadce i sie wymadzal w TV i stu komisjach sejmowych. No wiec podaj mi przypadki sukcesu zawodowego bezrobotnych. Bo to nieudacznicy - powiadasz. To wlasnie ci nieudacznicy zbudowali Ameryke. I tylko patrz Bumcyk aby tym nieudacznikowm i ich potomkom nie przyszlo do glowy wyrownac rachunki.

                                    Emigracja, Bumcyk, to jest CHOROBA kraju z ktorego sie emigruje.

                                    I tak wogole to jest forum DNU, a nie forum Polonia. Tamte formum zostalo zamkniete bo obie strony sie zapluwaly na smierc wlasnie dyskutujac o tych sprawach. Nie wywoluj wilka z lasu. EOT.
                                    • bumcykcyk2 Re: Amerykanizacja made in Poland 15.07.11, 15:46
                                      ad 3) Nie mieszkam w Stanach, ale z tego co mi wiadomo na podstawie doniesień prasowych, pacjent nieubezpieczony nie zostanie w USA przyjęty do dobrej kliniki tylko do czegoś na kształt szpitala miejskiego, czytaj mordowni vel kacetu. Uniwersytety stanowe... nie wiem... znałem tylko polskich emigrantów stanowiących ich kadrę i oprócz tego, że harowali jak w kamieniołomie, to o ich poziomie wyrażali się raczej z przekąsem. Ale nie będę się dalej spierał...

                                      ad4) Oczywiście, że emigracja to choroba kraju, z którego się emigruje. Ale skutki owej choroby dotykają głównie biednego emigranta, który zazwyczaj musi zaczynać od zera. Co do wyrównywania rachunków śpieszę poinformować, że stosunki na linii 'Polacy w kraju' - 'młoda polska emigracja' są niezwykle napięte. Zwłaszcza gdy ci pierwsi wracają i usiłują znaleźć pracę w Polsce.

                                      A forum Polonia i forumowe okazy (mój faworyt - "salceson_kujawski") był to najlepszy przykład do czego ww. choroba prowadzi. Wzajemne opluwanie się i popisywanie, kto jest większym cwaniakiem, a kto najgorszym cieciem.

                                      Również EOT, dzięki za wymianę myśli.
                • adept44_ltd Re: Amerykanizacja made in Poland 11.07.11, 17:54
                  no patrz, a kiedyś twierdziłeś że zrezygnowałeś z bycia profesorem, by nie gnębić doktorantów, jak to się wszystko zmienia...
                  • sendivigius Re: Amerykanizacja made in Poland 12.07.11, 08:16
                    Nie z "gnebienia" Adepcie, bo tu nie chodzi o moj ani niczyj innyc charakter. Idzie o logike systemu w ktora wbudowana jest gignantyczna nadprodukcja dyplomow. Odmowilem udzialu w spektaklu obludy, hipokryzji i sprzedarzy zludzen - tyle.

                    Ponadto doktorantow sie nie gnebi w rozumieniu patologii osobowosciowych ale sie na nich naciska aby wydusic jak najlepsze CV bo tylko taka metoda daje im jeszce jakies szanse przebicia. To nie ma nic wspolnego z osobistym chamstwem ani nic takiego.

                    Ponadto, obecnie uniwersytety ani nie reprezetuja niczego ciekawego pod wzgledem swobody badawczej, tematow, wyposazenia, ogolnej atmosfery ani (w USA) prestizu. Debaty o ilosci diablow na koncu szpilki wywoluja nieodmiennie irytacje, a tytuly ataki smiechu - podobne jak sie widzi nadmiernie upudrowana kobiete. Wiec, spij spokojnie Adepcie, nie robie zakusow na twoj dobrobyt.
                    • adept44_ltd Re: Amerykanizacja made in Poland 12.07.11, 09:49
                      rzeczywiście, niepokoiłem się ;-)
                      co do reszty, masz słabą pamięć względem własnych popisów pisarskich na forum, ale to chyba dobrze :)
                • proon Re: Amerykanizacja made in Poland 14.07.11, 18:25
                  @ sendi
                  "Uwagi o lotniskowcach sa zupelnie na miejscu. "Kto nie ma oręża marna jego dola"." - Stalin też się kiedyś pytał ile papież ma dywizji i co wyszło, bez papieski dywizji komunizm padł, wystarczył JP II
                  "wyslannikowi kraju Kopernika (Niemca) i Curie (Francuzki) powinni inni sluzyc" - coś mi się wydaje, że kolega uczył się historii z podręczników wydanych przez Hitlera
                  "Do Ameryki Bumcyk, nigdy nie jechaly dzieci ministrow, biskupow ani prezesow. Jechaly tam niepismienne kmiioty" - a dzisiaj to widać, słychać i czuć
                  "po 2 sierpnia dopiero sie bedzie dzialo" - a co , czy z powodu braku kasy wyrżniecie emerytów, czy może Ameryka przestanie machać szabelką i rżnąć rolę światowego żandarma??

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka