gruszka_wierzbowa
16.11.12, 12:11
Od jakiegoś czasu zastanawiam się nad kwestią dotyczącą innowacyjności doktoratu. Widziałam już ileś recenzji owych, w tym swoje. I zastanawia mnie, na ile doktorat musi być innowacyjny dla nauki. Kiedy czytam, że w doktoracie są fragmenty, które stanowią przedstawienie tego co zostało już dobrze w literaturze opracowane i traktowane jest to jako zarzut, mam mieszane uczucia. Mam bowiem nieodparte wrażenie, że każda praca naukowa musi się odnieść do tego co już było jako podstawy dla rozważań, czy coś się zmieniło albo dla przedstawienia nowych koncepcji. Uderza mnie przy tym to, że recenzenci potrafią napisać "rozdział w znacznym stopniu jest przedstawieniem rzeczy znanych" i pomijają wspomnienie, że jednocześnie w tej pozostałej części są zawarte wcześniej nie proponowane rozwiązania czy też rozważania nie poruszone wcześniej w literaturze. Nie da się ukryć, że takie sformułowanie recenzji jest nie tylko stwierdzeniem faktu, ale zawiera w sobie negatywną ocenę.
I tak się zastanawiam, ile doktoratu powinno być innowacyjne i czy tę innowacyjność powinniśmy określać tylko na podstawie nauki polskiej czy też zagranicznej. Zdarza się bowiem, że dla jednego recenzenta napisanie o czymś po raz pierwszy po polsku, mimo, że za granicą jest to świetnie omówione, to duże zasługi dla rozwoju nauki, dla innego to nic nowego, nawet jeśli zostało opatrzone krytycznymi rozważaniami doktoranta.
Tak mnie naszło na te rozważania po rozmowie z koleżanką, która właśnie otrzymała pierwszą recenzję doktoratu i wczorajszej wypowiedzi Jacusia69e o wkładzie w naukę w wątku skandaliczne recenzje.