Dodaj do ulubionych

Na dzisiaj, a najlepiej na wczoraj

10.07.13, 08:13
do niedawna okres lipcowo-sierpniowy był świętym czasem "wakacji" - studenci już nie pojawiali się na uczelni, a my mieliśmy czas na pracę naukową. Uczelniane korytarze były puste, przejmująca cisza a parking pełen wolnych miejsc. Po prostu bajka:)

I nagle - u mnie dokładnie w tym roku - nagle wszystko się zmieniło. Boję się nawet oficjalnie (tzn. ogłaszając dyżur) pojawiać na uczelni - pod moimi drzwiami zawsze mam kilku-kilkunastoosobową grupę studentów. A to wpisy, a to oddawanie prac przez seminarzystów, albo prośby o wcześniejsze egzaminy. I jeszcze się zapowiadają na sierpień. Jakieś totalne nieporozumienie. Takie rzeczy powinno się załatwiać we wrześniu.

Stąd pytanie: jak jest u Was? Czy w lecie macie dyżury na uczelni? Czytacie prace dyplomowe swoich seminarzystów?

Niestety, z pewnych powodów o których nie mogę tu pisać nie mogłem wziąć pełnego urlopu na lipiec i sierpień. Ale wygląda na to, że w przyszłym roku to będzie konieczność...
Obserwuj wątek
    • chilly Re: Na dzisiaj, a najlepiej na wczoraj 10.07.13, 09:18
      Dzisiejszy student to klient. A klient, wiadomo, nasz pan. Nie dziwi mnie zatem mail od studentki, w którym pisze (ok. godz. 23), że będzie w mieście jutro ok. godz. 10, więc czy sprawdziłem fragment jej pracy, bo chciałaby go odebrać. I nie chodzi nawet o wakacje (jaki konsultacje?), ale jest to gorący czas obron, pisania recenzji i przesiadywania na egzaminach. Próby przenoszenia egzaminów, ustalania indywidualnych terminów (bo w I terminie miałam akurat rocznice ślubu...) są na porządku dziennym. Umawiam się z grupą seminaryjną w celu wpisania zaliczeń na godz. 9:00 (przyjeżdżam specjalnie w tym celu). Wychodzę o godz. 11:00. Ok. 12:30 telefon z dziekanatu, bo z wielkim rabanem szuka mnie studentka - przecież umawialiśmy się dziś na wpisy... Nota bene, po wpis przychodzi z pracą, która miała oddać miesiąc wcześniej (a najpóźniej - przed dwoma tygodniami) w celu jej sprawdzenia. Normalka.
      Trening asertywności niezbędny. A coraz częściej myślę, że również pewnej bezwzględności i brutalności. Inna sprawa, że władze dziekańskie nas w tym nie wspierają. Przeciwnie, starają się pomóc "klientom", pomimo ewidentnego zawalania przez nich kolejnych spraw. Ostatni przykład - dziekan przedłuża termin obrony do grudnia, nawet nie pytając promotora o zdanie. A promotory ma już na głowie nowe grupy...
      Tak więc, nie przejmuj sie, fla. Nie jesteś wyjątkiem. Ani Twoi studenci.
      • flamengista ale czy zrobi to samo u lekarza? 10.07.13, 19:15
        moim zdaniem sytuacja w szkolnictwie wyższym bardzo przypomina naszą służbę zdrowia.

        Czyli z relacji pacjent-lekarz zrobiła się relacja klient-usługodawca. Z wszystkim tego konsekwencjami.

        A więc mamy limity z NFZ, na darmowy termin trzeba czekać a jeśli się go przegapiło, to znowu trzeba się wpisać na listę. I nikt nie oczekuje, że będzie inaczej. Tak ma być i basta.

        Zgadzam się więc: trening asertywności niezbędny. I działania wychowawcze, bo te dzieciaki z takim podejściem strasznie dostaną od życia w d. Terminy są po to, by ich przestrzegać. Nie można zjeść ciastka i mieć ciastko.

        Władze dziekańskie - to akurat oczywiste, bo wybiera się takich, którzy nikomu nie wadzą i unikają kłopotów. No więc przerzucą problem na twoje barki, rzecz jasna - po co się użerać z kolejnym studentem?

        Ale ku mojemu przerażeniu największą krecią robotę robią moi koledzy. Puszczają tych lesserów za nic, a potem ja wychodzę na złego wilka, bo "tylko Pana Doktora wpisu brakuje mi do obrony, a to już jutro".

        To pocieszające, że nie jestem wyjątkiem. Ale smutne, że solidarność zawodowa u nas nie istnieje.
        • spokojny.zenek Re: ale czy zrobi to samo u lekarza? 10.07.13, 21:55
          Kurczę, znów post pod którym mógłbym się podpisać. A naprawdę nie jestem Tobą ;-))

          Coraz częsciej jesteśmy zdumieni niektórymi pomysłami niektórych studentów. Mówię wtedy: "no przecież ktoś ich tego nauczył - gdzieś sie przekonali, że tak się da".

          Giełda egzaminacyjna praktycznie zanikła. Dobrze sie ma giełda "załatwieniowa". I od czasu do czasu o samych sobie dowiadujemy się rzeczy zdumiewających. Kolegom mogę nie ufać ale sobie raczej ufam i raczej dobrze pamiętam, na co sie godziłem a na co nie.
        • spryciurka Re: ale czy zrobi to samo u lekarza? 11.07.13, 11:08
          flamengista napisał:
          >Terminy są po to, by ich przestrzegać. <

          No właśnie. Jakoś nie zauważyłam, żeby matematycy mieli z tym kłopot. Każdy student wie, że z nimi nie ma żartów, że oni przestrzegają terminów i dlatego studenci się do tych rygorów podporządkowują.
          @flamengisto, oczywiście są wyjątki, ale o ekonomistach słyszę od studentów, że nie przychodzą na planowe zajęcia, nie przestrzegają godzin konsultacji, a tak w ogóle to nie lubią przebywać na uczelni. ( przepraszam, nie chciałam urazić ekonomistów, liczę nawet na Twoją korektę, taką "z ręką na sercu")

          Internet wprowadził nowe możliwości komunikacji ze studentami. Jej forma jeszcze się dopracowuje, ale ogólnie poprzez nią pozyskujemy czas dla siebie.
    • brooklyn7 Re: Na dzisiaj, a najlepiej na wczoraj 10.07.13, 11:48
      Nic podobnego, żadne wakacje. Urlop dopiero w trzeciej dekadzie lipca bo egzaminy i obrony. Dyżury i konsultacje tak jak w okresie zajęć dydaktycznych obowiązują i teraz. A studenci ... niektórzy nie rozumieją że nam też należy się urlop i zdziwieni ze np. ktoś prze cały sierpień będzie niedostępny.
      • flamengista dużury i konsultacje? 10.07.13, 19:18
        Przecież to 2 różne rzeczy. Konsultacje jak sama nazwa wskazuje są do skonsultowania spraw związanych z kursem. Skoro się skończył semestr i zajęcia, nie ma konsultacji. BTW: konsultacje nie są też do robienia wpisów, zaliczania kolokwium i pisania kolejnego terminu egzaminu.

        Natomiast dyżur może być, choć nie musi. U nas nie ma wytycznych władz w tym zakresie, wszystko zależy od szefa katedry.
        • brooklyn7 Re: dużury i konsultacje? 11.07.13, 10:00
          Różnica między konsultacjami a dyżurem jest dla mnie zrozumiała, gorzej ze studentami, którzy w lipcu wzorem wcześniejszych miesięcy, wręcz "wyrywają" klamkę z drzwi w godzinach kiedy wcześniej były konsultacje. Czasami najprostsze rzeczy najtrudniej zrozumieć
    • rudamaruda1949 Re: Na dzisiaj, a najlepiej na wczoraj 10.07.13, 12:19
      Normalka.
      Wakacji ponad oficjalnie wzięty urlop nie miałam już od ho ho, 1995 roku.
      Wreszcie w Wielkim Krakowie zaczyna się po prostu robić normalnie.
      U nas, zgłaszając do kadr termin urlopu, po akceptacji przez przełożonego, tylko ten czas 35-40 dni w sierpniu i kawałku wczesnego września można uznać za "swój". Ale również dziekan korzysta - na przykład w czasie rekrutacji - z prawa wezwania pracownika z urlopu.
      Trzeba stać pod namiotami w centrach miast, rozdawać ulotki, rozmawiać z kandydatami. Logiczne, że teraz czas lipca, sierpnia i września, to czas boju. Nawet pełni profesorowie deklarujący naszą uczelnie jako podstawowe miejsce pracy są zobowiązani do minimum 5 godzin miesięcznie (poza miesiącem urlopu) pracy na rzecz rekrutacji - ale oni głównie chodzą do radio, lokalnych TV, lub uczestniczą w jakichś spotkaniach jako główni mówcy.
      Dzięki temu mamy w czasach niżu demograficznego pełen nabór. W wakacje nadrabiamy to co tracimy w czasie wcześniejszych faz rekrutacji. Zwłaszcza ostatnio - niemal 3 lub 4 dni w tygodniu, są jakieś obowiązki związane z rekrutacją - aby potem studenci przyjechali studiować do nas, my teraz jeździmy do nich, do mniejszych miejscowości. Oczywiście kluczowym odbiorcą są głównie rodzice przyszłych studentów.
      • kardla Re: Na dzisiaj, a najlepiej na wczoraj 10.07.13, 18:00
        Brrrrr.....
      • flamengista nie, to jest chore 10.07.13, 19:28
        w Krakowie nie robi się normalnie, to raz. Kraków jest pępkiem świata i to my narzucamy światowe standardy, żeby to było jasne;)

        A na poważnie: szczerze Wam współczuję. Po raz kolejny pokazujesz, że Wasze warunki pracy przy naszych przypominają scenki z Zoli czy Żeromskiego. Masakra.

        U nas próby zaangażowania nas w akcje promocyjne już były. Zakończyły się totalną klapą i żenadą. Mieliśmy jeździć po szkołach i robić prelekcje. Okazało się jednak, że:
        - zabrakło materiałów promocyjnych - ja na 3 szkoły dostałem 3 gumowe piłeczki, 6 smycz na klucze i 15 folderków (autentyk!);
        - zabrakło spotkania informacyjno-szkoleniowego - jak mam mówić o pełnej ofercie dydaktycznej, skoro jej nie znam?
        - okazało się (jak zwykle) że są frajerzy zapędzani do roboty za free (nikt nam nawet nie podziękował, nie mówiąc o zapłacie za dodatkową pracę, albo wliczeniu tych godzin do pensum) i cwaniacy. A więc nasza katedra licząca 7 osób, prowadząca 2 specjalności i produkująca tonę publikacji rocznie dostała tą fuchę, a np. zaprzyjaźniona katedra 40-osobowa nie mająca żadnej specjalności - już nie. Więc w kolejnym roku większość ex-frajerów po prostu zignorowała polecenie i nie wydelegowała nikogo. Pomysł umarł śmiercią naturalną.

        Myślę, że gnano by nas bardziej do roboty, gdybyśmy mieli faktyczne problemy z rekrutacją i gdyby ta akcja była efektywna. Ale jej sposób organizacji był żenująco słaby, więc i efektywność żadna. Zaś bez promocji w zeszłym roku mieliśmy wzrost liczby kandydatów.

        U nas niestety działa to tak, że jeśli jesteś na miejscu, to biorą cię z łapanki do egzaminów wstępnych. A jak bierzesz urlop, jesteś kryty. Kilka lat płaciłem frycowe żółtodzioba, teraz płacą inni. A są tacy, którzy przez 30 lat pracy na uczelni nie zhańbili się obecnością w 1 komisji uczelnianej, przy egzaminach, dniach otwartych etc. I wcale nie są to profesorowie!
        • rudamaruda1949 dyżury i konsultacje 10.07.13, 20:25
          U nas niestety okazuje się, że akcja rekrutacyjna jest skuteczna.
          Plakaty robimy sobie sami. Wspieramy się w organizacji poprawkowiczami, którzy chętnie pomagają (czego student nie zrobi byleby nie musiał się uczyć), choć u mnie nie puszczę go, dopóki się nie nauczę, ale termin zaliczenia poprawkowego jest we wrześniu a nawet na początku października, a "pomoc wolontariuszy" jest w czasie całej akcji.
          Ulotki robimy sobie sami - na ksero w swoim sekretariacie - ściągane z emaila wysłanego przez dział promocji uczelni. Rekrutacja jest albo na otwartych placach (namiot w centrum miejscowości, pan z działu aparatury ze wzmacniaczem głosu) albo w szkołach ponadgimnazjalnych, których dyrektorzy chętnie nas zapraszają, mają chyba za to jakieś plusy u ich przełożonych. Czasem są jacyś lokalni politycy, zwłaszcza w okresach zwiększonej aktywności przedwyborczej. Czego to sie nie nasłuchałam, że oni tak dbają i w ogóle. Folklor.

          Dyżury w czasie wakacji są raz w tygodniu dwie godziny lub dwa razy po godzinie.
          Konsultacje są w wymiarze trzech godzin tygodniowo i nie mogą być w jednym kawałku trzygodzinnym, nie mogą być w dniach w których jest dyżur. Konsultacje są obowiązkowe i z myślą o słabszych studentach, którzy mają poprawkę. Uczą się do poprawki i wiadomo, jak nie dają rady się połapać - konsultują. W wakacje mamy o 1 godzinę konsultacji i o 1 godzinę dyżuru tygodniowo więcej. Połowa z nich ma być w godzinach dostępnych dla pracujących. Jedynie w czasie urlopu oficjalnie zgłoszonego do kadr, nie ma się tego obowiązku. Mamy też regularnie zebrania zakładu (przygotowujemy i konsultujemy granty na wrześniowe terminy NCN) i zebrania instytutu (średnio raz na 2-3 tygodnie, zawsze w ten sam dzień tygodnia w którym zazwyczaj nie ma zebrań zakładu).
          • adept44_ltd Re: dyżury i konsultacje 10.07.13, 20:27
            Boże, jak pięknie...
            • assembea Re: dyżury i konsultacje 11.07.13, 21:38
              adept44_ltd napisał:

              > Boże, jak pięknie...

              Ależ nie wierz w to! Tak się zastanawiam, w jakim celu Rudy (Ruda1949) tak konfabuluje... Wychodzi mi, że chodzi mu o to, żeby ludzie z konkurencyjnych uczelni - konkurenci grantowi - więcej zajmowali się dydaktyką a mniej pracą naukową.
              • adept44_ltd Re: dyżury i konsultacje 11.07.13, 21:45
                ależ nie wierzę :)
          • charioteer1 Re: dyżury i konsultacje 10.07.13, 21:08
            36 dni roboczych w czasie wolnym od zajec dydaktycznych - tyle ustawowo trwa urlop. To kiedy to wlasciwie wykorzystujecie? Dostajecie ekwiwalent pieniezny za niewykorzystany urlop wypoczynkowy?
            • rudamaruda1949 pensum 1600h 11.07.13, 11:40
              ja akurat sanatoryjna jestem - a sanatorium dostaje się w terminie w jakim akurat się dostanie w NFZ, i dostaję je zazwyczaj nie jako chorobowe a w ramach urlopu, a czy to jest luty czy kwiecień - jak wypadnie - tak jest.
              z kolei w latach, gdy takiego skierowania nie przewiduję, biorę w czasie sugerowanym przez naszych przełożonych i pokrywa się to z czasem gdy zamknięta jest biblioteka, na przykład dwa lata temu był to po części sierpień, po części wrzesień, około 30-25 dni roboczych ciurkiem, resztę wykorzystuje się na wydłużanie "długich weekendów".

              Polecam uwadze ofertę pracy z cywilizacji: www.ssrn.com/update/fen/fenjob/job13083.html
              z Finlandii.
              CytatHanken School of Economics, Department of Finance and Statistics
              Assistant Professor of Finance
              JOB DESCRIPTION: As Assistant Professor (Swedish universitetslektor) you will teach, conduct independent research and carry out administrative duties. The total working time per year is 1600 hours.

              Podstawowe pensum 1600 godzin - niby niedużo - ale trochę więcej niż moje 400 i to już z nadgodzinami. Oczywiście niewątpliwym plusem 1600 godzinnego pensum jest to, że zapewne nikt im nie wciska nadgodzin na poziomie 100% pensum :-|
              • charioteer1 Re: pensum 1600h 11.07.13, 13:08
                rudamaruda1949 napisała:

                > ja akurat sanatoryjna jestem - a sanatorium dostaje się w terminie w jakim akur
                > at się dostanie w NFZ, i dostaję je zazwyczaj nie jako chorobowe a w ramach url
                > opu, a czy to jest luty czy kwiecień - jak wypadnie - tak jest.

                Na panstwowej uczelni nikt nie da mi urlopu wypoczynkowego w czasie trwania zajec. Jezeli sanatorium, to L4 i nie ma innej opcji.

                > resztę wykorzystuje się na wydłużanie długich weekendów".

                Jak wyzej. Nie ma takiej opcji.

                > na przykład dwa lata temu był to po części sierpień, po części wrzes
                > ień, około 30-25 dni roboczych ciurkiem,

                30 dni roboczych to 6 tygodni. Jezeli wszyscy wezma te 30 dni roboczych w sierpniu, to nie ma mowy o cotygodniowych zebraniach katedry, bo wszyscy beda w tym czasie na urlopach, byc moze poza sekretarka, jezeli katedra taka posiada.

                >
                > Assistant Professor of Finance
                > JOB DESCRIPTION: As Assistant Professor (Swedish universitetslektor) you will t
                > each, conduct independent research and carry out administrative duties. The tot
                > al working time per year is 1600 hours. [/quote]

                Total working time to sa lacznie obowiazki naukowe, dydaktyczne, w tym przygotowanie do zajec, i organizacyjne. "Cywilizacja" w tym przypadku polega na tym, ze jezeli pracujesz 16 godzin na dobe i sie nie wyrabiasz, to nikt ci nie powie, ze to oznacza, ze pracujesz za malo i powinnas mniej spac, bo to jest tylko i wylacznie twoje lenistwo. 1600 godzin to jest 200 dniowek. To oznacza ok. 60 dni roboczych wolnych od pracy w ciagu roku, czyli lacznie urlop wypoczynkowy + dni ustawowo wolne od pracy. Wychodzi wiecej wolnego niz u nas.
                • spokojny.zenek Re: pensum 1600h 11.07.13, 15:09
                  charioteer1 napisał:


                  > Na panstwowej uczelni nikt nie da mi urlopu wypoczynkowego w czasie trwania zaj
                  > ec. Jezeli sanatorium, to L4 i nie ma innej opcji.

                  Tu wypada powtórzyć po raz kolejny: "Warszawa to nie cała Polska".
                  Pamiętam to bezgraniczne zdumienie pred laty, gdy w środku semestru dowiedzieliśmy się od koleżanki z innego ośrodka, że idzie właśnie na dwutygodniowy urlop i jedzie sobie do ciepłych krajów. To znaczy nasze zdumienie było dość jeszcze umiarkowane ale za to bezgraniczne było jej zdumienie naszym zdumieniem. Chyba naprawdę myślała że ją wkręcamy mówiąc, że u nas tak nie ma.
                  Państwowa uczelnia.


                  > > na przykład dwa lata temu był to po części sierpień, po części wrzes
                  > > ień, około 30-25 dni roboczych ciurkiem,
                  >
                  > 30 dni roboczych to 6 tygodni. Jezeli wszyscy wezma te 30 dni roboczych w sierp
                  > niu, to nie ma mowy o cotygodniowych zebraniach katedry, bo wszyscy beda w tym
                  > czasie na urlopach, byc moze poza sekretarka, jezeli katedra taka posiada.

                  Jeśłi uczelnia z powów oszczędnościowych nie jest w sierpniu zamknięta a złe psy spuszczone.

                  > Total working time to sa lacznie obowiazki naukowe, dydaktyczne, w tym przygoto
                  > wanie do zajec, i organizacyjne. "Cywilizacja" w tym przypadku polega na tym, z
                  > e jezeli pracujesz 16 godzin na dobe i sie nie wyrabiasz, to nikt ci nie powie,
                  > ze to oznacza, ze pracujesz za malo i powinnas mniej spac, bo to jest tylko i
                  > wylacznie twoje lenistwo. 1600 godzin to jest 200 dniowek. To oznacza ok. 60 dn
                  > i roboczych wolnych od pracy w ciagu roku, czyli lacznie urlop wypoczynkowy + d
                  > ni ustawowo wolne od pracy. Wychodzi wiecej wolnego niz u nas.

                  Tak.
                  • chilly Re: pensum 1600h 11.07.13, 18:31
                    U nas wszyscy mają urlop w sierpniu, a pozostające do wykorzystania dni niektórzy biorą po 15 lipca (gdzie te czasy, gdy w lipcu - od rana do wieczora - zajęcia mieli zaoczni!) lub w pierwszych dniach września. Od kilku lat jesteśmy też zmuszani do wzięcia urlopu między Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem (uczelnia oszczędza, zamykając budynki i mniej grzejąc).
                    • spokojny.zenek Re: pensum 1600h 11.07.13, 19:19
                      A więc co kraj to obyczaj. Zamykanie uczelni między świętami (albo niezamykanie ale wyłączanie ogrzewania) - dość częsta chyba praktyka, zgoła powszechna. Ale pomysł z urlopami przymusowymi wówczas - już niekoniecznie.
                  • charioteer1 Re: pensum 1600h 11.07.13, 22:08
                    spokojny.zenek napisał:

                    > charioteer1 napisał:
                    >
                    >
                    > > Na panstwowej uczelni nikt nie da mi urlopu wypoczynkowego w czasie trwania zaj
                    > > ec. Jezeli sanatorium, to L4 i nie ma innej opcji.
                    >
                    > Tu wypada powtórzyć po raz kolejny: "Warszawa to nie cała Polska".
                    > Pamiętam to bezgraniczne zdumienie pred laty, gdy w środku semestru dowiedzieli
                    > śmy się od koleżanki z innego ośrodka, że idzie właśnie na dwutygodniowy urlop
                    > i jedzie sobie do ciepłych krajów.

                    Ciekawe, bo o prawie do urlopu w czasie wolnym od zajec dydaktycznych mowi ustawa z 2005 roku. W ustawie z 1990 r. bylo 6 tygodni w ciagu roku, wiec teoretycznie mozna bylo byc urlopowanym przez pol semestru.
                    • spokojny.zenek Re: pensum 1600h 12.07.13, 09:08
                      Co "mówi" ustawa to akurat wiem, ale dziękuję za przypomnienie :-))
                • rudamaruda1949 Re: pensum 1600h 11.07.13, 22:34
                  charioteer1 napisał: > Na panstwowej uczelni nikt nie da mi urlopu wypoczynkowego w czasie > trwania zajec.

                  A kto mówi o trwaniu zajęć? Najpierw dostaje skierowanie. Potem przesuwam w dziale planowania dydaktyki zajęcia, posiłkując się czasami zastępstwami (u nas w systemie wykład może prowadzić kilku wykładowców, przypisujemy się do konkretnych dat - jeśli to ma miejsce), potem pismo od kierownik instytutu do kadr (napisane przeze mnie, ale podpisane przez nią), że nie mam w tym czasie zajęć dydaktycznych, i już jestem w Ciechocinku.
                  Zresztą, jakby nie dali - to nie kasowałabym skierowania, tylko właśnie wzięłabym L4. Wystarczy pójść do lekarza na uczelni. Ale wszyscy wiedzieliby, że to "lewe" L4, stąd jest spora elastyczność. Dzięki temu mniej ludzi idzie na urlopy "na poratowanie zdrowia", bo można liczyć na daleko idącą współpracę.

                  Pozostałe Twoje wpisy @charioteer1, wynikają z tego, że masz jakieś dziwne dla mnie doświadczenia. Jedno prawo krajowe, ale w każdym zakątku kraju jest lokalna interpretacja. To już nasza specyfika, a uczelnie mają takie prawo, jakich mają radców prawnych, a że budżet na ich pensje jest kiepski - to i prawnicy są - mówiąc delikatnie - niewystandaryzowani.
                  • charioteer1 Re: pensum 1600h 11.07.13, 22:59
                    Urlop dla poratowania zdrowia bierze sie w dwoch przypadkach. Przypadek pierwszy to noz na gardle, z obojetnie jakiego powodu. Przypadek drugi to widoczna perspektywa zaprzestania zatrudnienia. Przypadek trzeci moge sobie wyobrazic w sytuacji, kiedy pracuje na dwa etaty i uznaje, ze powstrzymanie sie od pracy u jednego z pracodawcow wystarczy, by przeprowadzic niezbedna kuracje ;)
                    • rudamaruda1949 Re: pensum 1600h 12.07.13, 00:00
                      no widzisz, znowu inaczej
                      u nas urlop na poratowanie zdrowia przysługuje raz na 7 lat, bierze się go aby poratować zdrowie, a więc w czasie, gdy jest jeszcze co ratować - jak się już zdrowia nie ma, to nie ma czego ratować.
                      Teraz urlop ten stał się świadomym narzędziem zarządzania pensum.
                      W części katedr nie ma pensum dla wszystkich, i jak się wyśle z 15 pracowników, 2 rocznie na roczny urlop, to na 15 pracowników wystarczy 13 kompletów godzin. Oczywiście idą ludzie bliscy zniszczenia zdrowia. Ale nie ma ludzi zdrowych, czasem tylko badania są niewystarczająco dogłębne.
                      Czy w prywatnych jest też taki urlop?
                      > kiedy pracuje na dwa etaty i uznaje, ze powstrzymanie sie od pracy u jed
                      > nego z pracodawcow wystarczy, by przeprowadzic niezbedna kuracje ;)

                      Wydawało mi się, że nie można pracować w czasie tego urlopu.
                      • charioteer1 Re: pensum 1600h 12.07.13, 00:53
                        rudamaruda1949 napisała:

                        > u nas urlop na poratowanie zdrowia przysługuje raz na 7 lat,

                        Mylisz urlop dla poratowania zdrowia z tzw. urlopem siodemkowym, ktory ze zdrowiem nie ma nic wspolnego. Na ratowanie zdrowia przysluguja lacznie 2 lata w calym okresie zatrudnienia. Jezeli nie ma zagrozenia zycia, zagrozenia utrata glosu lub wzroku, ani nie grozi rotacja, lub rozwiazanie umowy z innych powodow, to nie oplaca sie tego urlopu brac. Jak do emerytury daleko, to trzeba sie liczyc z tym, ze rozne rzeczy moga sie jeszcze zdarzyc i moze zajsc pilniejsza potrzeba urlopowania sie.

                        > > kiedy pracuje na dwa etaty i uznaje, ze powstrzymanie sie od pracy u jed
                        > > nego z pracodawcow wystarczy, by przeprowadzic niezbedna kuracje ;)
                        >
                        > Wydawało mi się, że nie można pracować w czasie tego urlopu.

                        To ci sie wydaje. Ustawa nie zabrania. Urlopu udziela sie celem przeprowadzenia zalecanego leczenia. Mozna sie leczyc od poniedzialku do piatku, a w weekendy pracowac. Mozna leczyc alergie na przelozonego pracujac dla kogo innego.
                        • klisiewitz siódemkowy 12.07.13, 10:07
                          Co to jest ten urlop siódemkowy? Jest taki w Polsce? Jakie akty prawne go regulują?

                          No i komu przysługuje na poratowanie zdrowia?

                          Czy mając roczny kontrakt umowy o pracę corocznie odnawiany "konkursem" szytym na miarę - z któregoś z nich mam szansę skorzystać?

                          Ostatnio kolega rozmawiał ze stolarzem, który w USA miał pracodawcę, który go jako stolarza bardzo cenił. Ale ponieważ był nielegalnie i chodziło o to, by ściągnąć tego stolarza na legalnie, było pełno fikcyjnych konkursów ogłaszanych w prasie, po to by potem skorzystać z odpowiedniego przepisu. Zatem szyte na miarę konkursy fikcyjne - nie są naszym wynalazkiem - to pomysł z USA znany polskim elitom, które dorabiały w krajach Zachodu przy nielegalnym malowaniu kominów, kładzeniu kafelek, a teraz są u władzy i to co znają z Zachodu przywożą do nas.
                          • charioteer1 Re: siódemkowy 12.07.13, 10:36
                            klisiewitz napisała:

                            > Co to jest ten urlop siódemkowy? Jest taki w Polsce? Jakie akty prawne go regul
                            > ują?

                            Art. 134. ust. 1. ustawy Prawo o szkolnictwie wyzszym z 27 lipca 2005 roku:

                            CytatMianowany nauczyciel akademicki moŜe, nie częściej niŜ raz na siedem lat
                            zatrudnienia w danej uczelni, otrzymać płatny urlop dla celów naukowych, w wymiarze do
                            roku.


                            >
                            > No i komu przysługuje na poratowanie zdrowia?

                            Art. 134. ust. 5.

                            CytatNauczyciel akademicki zatrudniony w pełnym wymiarze czasu pracy, po
                            przepracowaniu co najmniej pięciu lat w uczelni ma prawo do płatnego urlopu dla
                            poratowania zdrowia w wymiarze nieprzekraczającym jednorazowo sześciu miesięcy, jeŜeli
                            stan jego zdrowia wymaga powstrzymania się od pracy w celu przeprowadzenia zaleconego
                            leczenia. Łączny wymiar urlopu dla poratowania zdrowia w okresie całego zatrudnienia
                            nauczyciela akademickiego nie moŜe przekraczać dwóch lat.


                            >
                            > Czy mając roczny kontrakt umowy o pracę corocznie odnawiany "konkursem" szytym
                            > na miarę - z któregoś z nich mam szansę skorzystać?

                            Z urlopu dla poratowania zdrowia, jezeli przepracowales co najmniej 5 lat na tej samej uczelni w pelnym wymiarze czasu pracy.
                            • spryciurka Re: siódemkowy 12.07.13, 14:40
                              charioteer1 napisał:
                              > Art. 134. ust. 1. ustawy Prawo o szkolnictwie wyzszym z 27 lipca 2005 roku:
                              Mianowany nauczyciel akademicki moŜe, nie częściej niŜ raz na siedem lat zatrudnienia w danej uczelni, otrzymać płatny urlop dla celów naukowych, w wymiarze do roku.[/quote]<

                              Te cele naukowe to zapewne doktorat lub habilitacja?
                              Widzę tu jednak pewne trudności, przynajmniej u nas:

                              - część pensji dydaktyków jest opłacana z projektów, a zapewne w czasie takiego urlopu nie można wykonywać prac zleconych. Co w takim przypadku z wynagrodzeniem w czasie urlopu? Czy prawo to jakoś reguluje?

                              - niż demograficzny, więc mniej dydaktyki. Po powrocie z takiego urlopu można zostać bez zajęć.


                              • charioteer1 Re: siódemkowy 12.07.13, 15:11
                                Przede wszystkim trzeba byc zatrudnionym na podstawie mianowania, co moze nie byc oczywistoscia w przypadku kandydatow na doktorow i habilitowanych.
                                • spryciurka Re: siódemkowy 12.07.13, 15:13
                                  charioteer1 napisał:

                                  > Przede wszystkim trzeba byc zatrudnionym na podstawie mianowania, co moze nie b
                                  > yc oczywistoscia w przypadku kandydatow na doktorow i habilitowanych.
                                  >

                                  większość z nas ten warunek spełnia
          • flamengista zastanawialiście się nad reality show? 10.07.13, 22:02
            bo wygląda na to, że macie uczelnię jak szpital w "scrubsach". I to w rzeczywistości.

            Żaden scenariusz i aktorzy nie są potrzebni. Tylko przyjść i nagrywać.

            Cały czas liczę, że jednak trochę koloryzujesz.
        • spokojny.zenek Re: nie, to jest chore 10.07.13, 22:08
          Katedra 40-osobowa? To oni sie nawzajem znają choćby z widzenia?
          • spryciurka Re: nie, to jest chore 11.07.13, 10:44
            spokojny.zenek napisał:

            > Katedra 40-osobowa? To oni sie nawzajem znają choćby z widzenia?

            U mnie znamy się doskonale. Nowe kierownictwo wprowadziło zakaz spotkań towarzyskich. Do tej pory spotykaliśmy się 40 razy w roku imieninowo, a do tego jeszcze cotygodniowe zebrania naukowo-organizacyjne.
            • sendivigius Re: nie, to jest chore 11.07.13, 11:51
              spryciurka napisał(a):


              > U mnie znamy się doskonale. Nowe kierownictwo wprowadziło zakaz spotkań towarzy
              > skich. Do tej pory spotykaliśmy się 40 razy w roku imieninowo, a do tego jeszcz
              > e cotygodniowe zebrania naukowo-organizacyjne.


              Niech zgadne - 36 kobiet na 40 ?
              • spryciurka Re: nie, to jest chore 11.07.13, 13:39
                sendivigius napisał:

                > Niech zgadne - 36 kobiet na 40 ?
                Pudło,
                Chęć spotkań jest obustronna, różnicą jest tylko pora dnia, koledzy wolą późniejsze godziny, my wcześniejsze.
            • spokojny.zenek Re: nie, to jest chore 11.07.13, 15:11
              No nie mów! To nie dało się cztery razy w roku dla 10 osób od razu?
              A te 40 osób to sami pracownicy czy może 5 pracowników i 35 doktorantów w tym tacy, którzy bywają widziani raz w roku?
              • spryciurka Re: nie, to jest chore 11.07.13, 16:16
                spokojny.zenek napisał:

                > No nie mów! <
                Miło, że się odezwałeś, ale naprawdę chcesz rozważać takie szczegóły?
                Doktoranci z reguły bawią się u nas w swoim gronie i mają standardowo 8-godzinny dzień pracy, w przeciwnym razie przestają być doktorantami.

                Taką już jesteśmy Katedrą, do tańca i do nauki (różaniec to już prywatnie).

                • spokojny.zenek Re: nie, to jest chore 11.07.13, 16:26
                  Aha. Czyli jest Was 40 pracowników w jednej katedrze, z doktorantami będzie tak coś ze 340...
                  • spryciurka Re: nie, to jest chore 11.07.13, 17:50
                    spokojny.zenek napisał:

                    > Aha. Czyli jest Was 40 pracowników w jednej katedrze, z doktorantami będzie tak
                    > coś ze 340...

                    jeszcze 50 emerytowanych, 10 chemików od IF, z 20 zagranicznych profesorów, no i oczywiście z 10 ekonomistów (bo oni muszą na kilka etatów).

                    A powaznie, czy 40-osobowa katedra to jakiś ewenement?


                    • ford.ka Re: nie, to jest chore 11.07.13, 18:27
                      Nie, pracowałem w takiej, która miała ok. 70 pracowników, kiedy w końcu przekształcono ją w instytut. Granicę między pracownią / katedrą / instytutem są mocno płynne i zależą od wielu czynników, z których liczebność pracowników nie musi być decydującym.
                    • chilly Re: nie, to jest chore 11.07.13, 18:37
                      spryciurka napisał(a):
                      > A powaznie, czy 40-osobowa katedra to jakiś ewenement?
                      Dziś chyba już tak. Ale doktorat robiłem w Zakładzie (nie katedrze!) grupującym ponad 40 pracowników (oprócz tego szef - jedyny "samodzielny" - miał 12 doktorantów). W tym połowa to byli pracownicy techniczni. Dzięki nim prace badawcze były bardzo intensywne, a doktoranci byli w stanie dojść do obrony po 4 latach.
                      • chilly Re: nie, to jest chore 11.07.13, 18:41
                        P.S. Wspomniałem o pracownikach technicznych, bo po przemianie ustrojowej niemal zniknęli oni z pejzażu uczelnianego - ich obowiązki przejęli pracownicy n-d. Ze szkodą dla efektywności prac i karier tych ostatnich. Od kilku lat ten brak zaczynają równoważyć coraz liczniejsi doktoranci (wcześniej - darmowa siła robocza, ostatnio - niektórzy mogą liczyć na stypendia tak pokaźne, że żal będzie kończyć SD).
                        • spryciurka Re: nie, to jest chore 12.07.13, 16:15
                          chilly napisał:

                          > P.S. Wspomniałem o pracownikach technicznych, bo po przemianie ustrojowej niema
                          > l zniknęli oni z pejzażu uczelnianego - ich obowiązki przejęli pracownicy n-d.
                          > Ze szkodą dla efektywności prac i karier tych ostatnich. Od kilku lat ten brak
                          > zaczynają równoważyć coraz liczniejsi doktoranci (wcześniej - darmowa siła robo
                          > cza, ostatnio - niektórzy mogą liczyć na stypendia tak pokaźne, że żal będzie k
                          > ończyć SD).

                          W kontekscie tego, co dalej pisze @spokojnyzenek, zaczynam się zastanawiać, czy jednostka o której piszę, to przykład 'zacofania' organizacyjnego, czy też prekursora nowoczesnego trendu.

                          W jednostce o której piszę, pracownicy techniczni są nadal w cenie. Są bardzo wyspecjalizowani w swojej działalności, żaden n-d ich nie zastąpi (chyba, że zostanie na ten etat przeniesiony). Ostatnio minimalnie wzrosła ich liczba, natomiast były pierwsze pożegnania dydaktyków.
                          N-D zajmują się badaniami, publikacjami i składaniem grantów. Stroną techniczną i administracyjną się nie zajmują (jeżeli, to w ograniczonym zakresie).
                          Doktoranci to oddzielna grupa, nie zauważyłam, żeby byli 'darmową siłą roboczą', bo co mieliby robić? Na stronie technicznej się nie znają, na administracyjnej też nie, pracują w projektach na siebie i na swój doktorat, a nie na profesora, który nad nimi czuwa i wnosi swój wkład.

                          Proszę tylko nie odpisywać mi, że piszę herezję, ponieważ to mi nic nie da. Jeżeli juz ktoś zechce się do tego odnieść, to raczej przykładami ze swojej działki i uzasadnieniem wynikających z nich pozytywów.

                    • spokojny.zenek Re: nie, to jest chore 12.07.13, 09:12
                      Może nie ewenement ale patologia bez wątpienia.
                      • spryciurka Re: nie, to jest chore 12.07.13, 15:30
                        spokojny.zenek napisał:

                        > Może nie ewenement ale patologia bez wątpienia. <

                        Jestem całkowicie bezradna, gdy słyszę mocne słowa bez uzasadnienia.
        • spryciurka Re: nie, to jest chore 11.07.13, 11:29
          flamengista napisał:

          > - zabrakło materiałów promocyjnych - ja na 3 szkoły dostałem 3 gumowe piłeczki,
          > 6 smycz na klucze i 15 folderków (autentyk!);
          to chyba żart? z piłeczkami na akcję informacyjną?

          > - zabrakło spotkania informacyjno-szkoleniowego - jak mam mówić o pełnej oferci
          > e dydaktycznej, skoro jej nie znam?
          Nie macie informatorów uczelnianych, stron internetowych wydziałów, do tego aż szkolenie potrzebne?


          > Myślę, że gnano by nas bardziej do roboty, gdybyśmy mieli faktyczne problemy z
          > rekrutacją i gdyby ta akcja była efektywna. Ale jej sposób organizacji był żenu
          > jąco słaby, więc i efektywność żadna.
          Powierzcie tę akcję "ścisłowcom", oni bez zajęć z promocji i marketingu przeprowadzą to doskonale.

          > Zaś bez promocji w zeszłym roku mieliśmy wzrost liczby kandydatów.<
          A prognozy długofalowe przeprowadziliście? W tym roku może być inaczej.


          > U nas niestety działa to tak, że jeśli jesteś na miejscu, to biorą cię z łapank
          > i do egzaminów wstępnych. A jak bierzesz urlop, jesteś kryty. Kilka lat płaciłe
          > m frycowe żółtodzioba, teraz płacą inni. A są tacy, którzy przez 30 lat pracy n
          > a uczelni nie zhańbili się obecnością w 1 komisji uczelnianej, przy egzaminach,
          > dniach otwartych etc. I wcale nie są to profesorowie!
          I znowu brak sensownej organizacji. Jak tu zarządzać gospodarką?
          • flamengista Re: nie, to jest chore 11.07.13, 22:28
            No ja te piłeczki uznałem za żart, spece od promocji niekoniecznie. Liczyli, że na te piłeczki przyciągnę tabuny kandydatów.

            Szkolenie miało być po to, by sensownie wytłumaczyć cel całej akcji i pokazać w pigułce naszą ofertę dydaktyczną. Chyba nie oczekujesz, że każdy zrobi kwerendę na własną rękę;)

            Speców od marketingu mamy sporo, problem w tym że robią w biznesie za spore pieniądze. Więc żeby ich w to wciągnąć trzeba mieć pomysł i narzędzia. Sensowne marchewki i kije. Tu tego zabrakło.

            Akcja upadła nie z powodu prognoz, tylko dlatego że była totalnie nieprofesjonalna. Sam pomysł nie jest głupi, ale wymaga sensownego planowania i wykonania.

            A co do sensownej organizacji: najciemniej pod latarnią, a szewc bez butów chodzi. Największe problemy z zarządzaniem są zaś na uczelniach ekonomicznych;)
          • spokojny.zenek Re: nie, to jest chore 12.07.13, 09:13
            A co masz do piłeczek?
            • spryciurka Re: nie, to jest chore 12.07.13, 15:07
              spokojny.zenek napisał:

              > A co masz do piłeczek?<

              piłeczka do tenisa stołowego z autografem Krzewickiej, jak najbardziej wskazana do akcji informacyjno- zachęcającej na AWF,
              jeżeli @flamengista taką przeprowadzał, to nawet mi się podoba.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka