12.08.13, 08:50
Od października będę na 4 roku dziennych studiów doktoranckich. Chyba, bo dojrzewa we mnie myśl, żeby z nich zrezygnować. Główne powody:
- studia miały być darmowe, ale nie są. Nie otrzymuję stypendium, na badania nie ma, na publikacje nie ma. Za wszystko muszę płacić.
- 3 lata minęły, a ja nie widzę efektów. Mój opiekun ma 7 doktorantów pod opieką. Jeszcze nie miałam spotkania dot. omówienia mojej koncepcji, tak sam na sam. Zazwyczaj odbywa się spotkanie doktorantów i pracowników katedry, i na nim jest omawiana koncepcja (po prostu wszystko ulega wydłużeniu, bo przecież trzeba wyznaczyć termin zebrania itd.);
- pracuję zawodowo i na zajęcia jestem zwalniana, ale wszelkiego rodzaju obowiązkowe spotkania zżerają mi urlop;
- do pracy zawodowej doktorat mi się nie przyda. Dyplom ukończenia studiów tym bardziej.
Z drugiej strony wszyscy mi mówią o tych 3 latach, że szkoda itd. Nie żałuję tych 3 lat, dały mi bardzo wiele nienamacalnych rzeczy, ale chcąc zminimalizować straty (kolejny bezproduktywny rok, wydane pieniądze itd.), poważnie myślę o rezygnacji.
Poproszę o radę, bo jestem na rozdrożu, nie znacie mnie, dlatego myślę, że nie będziecie tak emocjonalni jak moi najbliżsi.
Obserwuj wątek
    • dala.tata Re: Rozterki 12.08.13, 09:09
      Rzuc to w diably. Jesli jeszcze nie mialas sensownej dyskusji nt koncepcji pracy, przed toba kolejne 3 lata.

      Doktorat to fajna sprawa, ale dla ludzi, ktorzy sie chca bawic w nauke. Dla reszty musi to byc spelnienie wielkich marzen, albo fajna zabawa. Dla ciebie zadne z tych kryteriow chyba nie jest spelnione. Wiec na spokojnie i bez emocji rozwaz rezygnacje.
      • pfg Re: Rozterki 12.08.13, 09:37
        dala.tata napisał:

        > Doktorat to fajna sprawa, ale dla ludzi, ktorzy sie chca bawic w nauke. Dla res
        > zty musi to byc spelnienie wielkich marzen, albo fajna zabawa. Dla ciebie zadne
        > z tych kryteriow chyba nie jest spelnione.

        Popieram w całej rozciągłości.
    • charioteer1 Re: Rozterki 12.08.13, 12:35
      i.tak.zapomne.haslo napisał(a):

      > - 3 lata minęły, a ja nie widzę efektów. Mój opiekun ma 7 doktorantów pod opiek
      > ą. Jeszcze nie miałam spotkania dot. omówienia mojej koncepcji, tak sam na sam.
      > Zazwyczaj odbywa się spotkanie doktorantów i pracowników katedry, i na nim jes
      > t omawiana koncepcja (po prostu wszystko ulega wydłużeniu, bo przecież trzeba w
      > yznaczyć termin zebrania itd.);

      A prosilas o takie spotkanie w cztery oczy? Moze promotor zaklada, ze skoro nic nie robisz, to nie ma o czym rozmawiac? Moze to promotor oczekuje od ciebie efektow i ich nie widzi?

      Z tego, ze promotor ma 7 doktorantow niewiele wynika. Po prostu w wiekszej rodzinie dzieci musza byc bardziej samodzielne, dosc obrazowo mowiac. Poza tym, doktorat jest praca samodzielna. Promotor musi zaakceptowac temat i koncepcje, ale na wiele z twoich pytan szczegolowych nie odpowie. To ty musisz koniec koncow stanac przed rada, czy komisja, i ten doktorat obronic. Stad omawianie koncepcji pracy, czy wynikow, na zebraniu katedry nie jest zlym rozwiazaniem. Oczywiscie, jako promotor wole z wyprzedzeniem wiedziec, co moj doktorant zamierza publicznie prezentowac, ale na szczegolowe pytania w rodzaju: co ma byc w drugim rozdziale pracy, moja odpowiedz najczesciej brzmi: nie wiem, jak napiszesz, to zobaczymy, czy dobrze. Promotor w twojej glowie nie siedzi i nie wie, co i jak zamierzasz zrobic.
    • sendivigius Re: Rozterki 12.08.13, 12:56
      i.tak.zapomne.haslo napisał(a):

      > Poproszę o radę,


      Obawiam sie ze nie prosisz o rade tylko o magiczna różczkę, ktora metodą "stoliczku nakryj sie" wyczaruje ci doktorat.

      Uleglas falszywej wizji ze doktorat to mozna napisac lewa reka na prawym kolanie, w co trzeci weekend jak akurat pogoda jest zla. Napisanie doktoratu wymaga 10 godzin pracy 6 dni w tygodniu przez 5 lat. W kazdym innym przypadku otrzymujesz produkt doktoratopodobny w opakowaniu zastepczym.

      Z powodow pozamertytorzycznych gorsze rzeczy przechodza przed wieloma radami wydzialu - tyle za ja potem nie rozumiem czemu czlonkowie tych samych rad sie dziwia jak wszystkie mozliwe wskazniki ktore licza sprawy merytoryczne a nie tytylarne lokuja polska nauke na wstydliwych miejscach.

      Daj wiec sobie teraz spokoj. Tym bardziej ze promotor tez wyraznie sie do roli nie nadaje. Poczekaj az Giertych zostanie ministrem NiSW i tak jak przyznal matury tym ktorzy nie zdali to przyzna doktoraty tym co doszli do 3 roku.

      A jesli sie czyms interesujesz a twoje dochody biora sie z innej pracy niz naukowa to zacznij od szukania sensownej, kontaktownej i na wskros normalnej osoby na ewentualnego promotora i nie ograniczaj sie do Polski.
    • daifuku Re: Rozterki 12.08.13, 13:06
      Po co ci studia doktoranckie? Po co na nie poszlas?

      Primo - jesli ktos mysli o powaznym zajmowaniu sie nauka, idzie na powazne (czyt. zagraniczne) studia doktoranckie na ktorych dostaje stypendium i nie musi dokladac z wlasnej kasy do badan.

      Secundo - wybralas taka dziedzine zycia zawodowego, w ktorej papier (dyplom) nie ma zadnego znaczenia.

      Szkoda zycia, serio. Zdaje sobie sprawe, ze w Polsce tytuomania jest dosc silna ale ty wyzsze wyksztalcenie juz masz. Nie potrzebujesz kolejnego papierka, ktory nic w twoim zyciu nie wniesie. Ludzie lubia sie umartwiac i konczyc cos, co im nie odpowiada "bo zaczeli" ale obiektywnie rzecz ujmujac w twoim przypadku nie warto, bo nie bedziesz miala z tego zadnych realnych profitow.
    • trzy.14 Re: Rozterki 12.08.13, 13:41
      1. Najpóźniej na 3. roku powinnaś była otworzyć przewód.
      2. Żeby otworzyć przewód, trzeba mieć publikację.
      3. Żeby mieć publikację, trzeba minimum rok wcześniej mieć sprecyzowany cel badań. W praktyce cel badań trzeba mieć sprecyzowany najpóźniej po 1. roku. I zasuwać. Sama walka z wydawnictwem może trwać rok i dłużej!
      4. Co to jest urlop?
      5. Albo rybki, albo te drugie.... Jeżli pracujesz poza badaniami i jednocześnie robisz doktorat, to kogoś (siebie na pewno) oszukujesz. Chyba, że doktorat planujesz robić 10 lat.
      6. Rezygnacja ze studiów doktoranckich nie musi oznaczać rezygnacji z doktoratu...
      7. To wy nie macie cotygodniowych spotkań katedry? Nie możesz tak po prostu pójść do promotora i z nim pogadać? Już tylko z tego powodu rzuciłbym to w diabły!



      • shane00 Re: Rozterki 20.08.13, 10:35
        Chyba problem doktoratów znasz tylko w teorii:
        3. Publikacje nie muszą być bezpośrednio związane z tematem doktoratu i mogą to być publikacje w czasopismach lub zbiorowych tomach pokonferencyjnych - walka z wydawnictwem nie jest koniecznością. Możesz mieć kilka dobrych publikacji i nadal nie mieć sprecyzowanego tematu doktoratu
        5. Większość doktorantów ma poza uczelnią pracę, bo za zajęcia uczelnia nie płaci a z samego stypendium i grantów się nie utrzymasz (mój przykład - otrzymałam wszystkie dostępne stypendia i to było łącznie... 1400 zł na miesiąc)
        7. Nie chodzi o to, ale o poczucie, że promotor ma Cię w dooopie i chodzi mu tylko o dodatkowe pieniądze za prowadzenie doktorantów. Też miałam taką promotorkę, zero wsparcia, zero zainteresowania, zero czegokolwiek
        • titta Re: Rozterki 20.08.13, 13:14
          Serio?
          To dlatego polska nauka lezy i kwiczy.
          Doktorat jak ktos juz wyzej napisal (taki na powaznie) to praca naukowa - zazwyczaj zajmuje znaczne wiecej niz 8 h dziennie (nocnie) wliczajac weekendy. Gdzie tu miejsce na prace zarobkowa? Dochodzi dydaktyka (i dobrze) ale ona wydluza zcas doktoratu.
          Publikacje "z poza" mozna (a nawet "wypada") miec ale te nie wlazcaja sie do doktoratu.
          Z promotorami roznie jest... najlepiej byc maksymalnie samodzielnym, kontaktowym i rozmawiac z kim sie da (nie bac sie zadawac "glupich" pytan).
          Reasumujac: jak ja sie ciesze, ze w Polsce mnie nie chcieli.
        • ewa_65 Re: Rozterki 20.08.13, 14:27
          zależy, u nas musi być publikacja z IF i z pierwszym nazwiskiem doktoranta plus ewentualnie jakieś inne
    • klaun.szyderca Re: Rozterki 20.08.13, 11:12
      Znam problem z perspektywy "osoby najbliższej" bo żona też akuratnie (dzięki Bogu!) kończy robić doktorat. Co się napatrzyłem, co nasłuchałem (nawet nie wiedziałem że dziewczę potrafi tak bluzgać ;) to moje i w zasadzie wybiło mi z głowy marzenia o robieniu doktoratu, chociaż praca naukowa zawsze mnie pociągała. No może nie wybiło, ale odłożyło na "po 40", jak już będę obrzydliwie bogaty i będę się bawił w doktorat dla przyjemności.

      Moja lepsza połówka dodatkowo płaciła za studia, doktorat pochłonął jej cały urlop (od dwóch lat nie mieliśmy wakacji), pracuje w dziedzinie niezwiązanej z przedmiotem studiów. Tyle, że promotorka ostro ją przycisnęła i od 1 roku praca systematycznie posuwała się do przodu. W Twoim przypadku, jeżeli na 4 roku nie masz nic, to rzuć to w diabły. Jeżeli jednak jakaś wstępna wersja pracy jest, tylko koncepcja nie omówiona (a patrząc na Twojego promotora - przejdzie cokolwiek...), to ja bym się pomęczył i dociągnął to do końca.

      Niczego bardziej z perspektywy czasu się nie żałuje, niż zawracania w połowie drogi.
      • carnivore69 Re: Rozterki 20.08.13, 13:58
        > Niczego bardziej z perspektywy czasu się nie żałuje, niż zawracania w połowie d
        > rogi.

        Owszem, jest takie cos. Jest to dokonczenie przedsiewziecia, ktore wiadomo, ze bedzie zwiazanie z nizszymi benefitami niz nakladami dlatego, ze "ponioslo sie juz jakies koszty".

        Pzdr.
    • kacha_0 Re: Rozterki 20.08.13, 12:03
      Drodzy Polscy Doktoranci! Uwierzcie w siebie, zawalczcie o stypendia, doktoryzujcie się na zachodzie, a potem wracajcie do kraju i zmieńcie oblicze polskiej nauki! :)
      Ja szczęśliwie już skończyłam doktorat, w Wlk. Brytanii. Tak jak już ktoś to określił jest to praca 10 godzin na dobę przez 6 (czasem i 7) dni tygodnia, przez 4 lata. Kontakt z promotorem miałam cały czas, raz na dwa tygodnie obowiązkowa konsultacja, ale w praktyce widzieliśmy się o wiele częściej bo np. prowadziłam zajęcia i "przy okazji" "czy mogę na 5 minut?" ;) Był fantastycznym promotorem - nigdy nic nie narzucał - zawsze była to taka "partnerska dyskusja", sugerował artykuły i książki do przeczytania, konferencje na która powinnam pojechać etc. Od czasu do czasu pytał też ogólnie o to jak mi się wiedzie, czy stypendium starcza (a było spore - normalna angielska pensja) etc. - czyli czy mam jakiekolwiek problemy które mogłyby wpływać na pracę naukową. Miałam po prostu wsparcie ze strony uczelni, informowano mnie o dostępnych grantach badawczych czy wyjazdowych, sprowadzano książki do biblioteki. Kiedy słucham moich znajomych którzy męczą się z doktoratami na polskich uczelniach to włosy mi się jeżą na głowie - i nasuwa mi się jedno pytanie "po co?"
      • dobrycy Re: Rozterki 20.08.13, 14:23
        kacha_0 napisała:

        > Drodzy Polscy Doktoranci! Uwierzcie w siebie, zawalczcie o stypendia, doktoryzu
        > jcie się na zachodzie, a potem wracajcie do kraju i zmieńcie oblicze polskiej n
        > auki! :)


        Ha, ha ha malo ekranu nie oplulem. Juz to widze jak zwyczajne belwedery
        z otwartymi ramionami witaja doktorantow z dzikiego zachodu
        ktorzy ich beda pouczac jak uprawiac polska nauke...
        Raczej nasze polskie naukowe zombi albo zniszcza albo zaraza takich
        emisariuszy progresu :-) (pomijam juz taki szczegol ze swiezy doktor to na ogol nic uzytecznego nawet w rzecyzwistej a nie tylko polskiej nauce nie umie :-)



        • kacha_0 Re: Rozterki 20.08.13, 16:55
          Po pierwsze nie zgadzam się z twoją opinią, że "swiezy doktor to na ogol nic uzytecznego nie umie", pozwól że będę miała na swój temat trochę lepszą opinię. Po drugie najłatwiej jest oczywiście powiedzieć, że nic się nie da zrobić, więc lepiej zasadniczo nie próbować. Jedyna zmiana jak następuje w świecie akademickim (nie tylko w Polsce) to właśnie zmiana pokoleń, ale żeby ta zmiana była pozytywna, owe nowe pokolenia muszą najpierw poznać inny sposób uprawiania nauki.
          • dobrycy Re: Rozterki 20.08.13, 17:26
            Zauwaz ze napisalem: na ogol, zdarzaja sie wyjatki ale w dzisiejszych czasach to mysle ze jest gora 10-20%. A zmiana pokolen nie szczegolnie zachodzi bo mlodzi przejmuja nawyki i wady starych (zreszta z reguly tylko
            tacy mlodzi sa przez starych akceptowani ) i tym samym tradycja trwa w najlepsze.

            kacha_0 napisała:

            > Po pierwsze nie zgadzam się z twoją opinią, że "swiezy doktor to na ogol nic u
            > zytecznego nie umie", pozwól że będę miała na swój temat trochę lepszą opinię.
            > Po drugie najłatwiej jest oczywiście powiedzieć, że nic się nie da zrobić, więc
            > lepiej zasadniczo nie próbować. Jedyna zmiana jak następuje w świecie akademic
            > kim (nie tylko w Polsce) to właśnie zmiana pokoleń, ale żeby ta zmiana była poz
            > ytywna, owe nowe pokolenia muszą najpierw poznać inny sposób uprawiania nauki.
      • silky6 Re: Rozterki 20.08.13, 17:55
        A ja dołączę się do zachęty, ale na przykładzie polskiej uczelni.
        Z promotorką jestem w stałym kontakcie od końca studiów mgr (doktorat zaczęłam po roku przerwy). Nie naciska, nie wymusza, ale zachęca. Podsyła ciekawe linki i artykuły, wskazuje pozycje do bibliografii, dzieli się zaproszeniami na konferencje naukowe. Na pierwszą pojechała ze mną, żeby kibicować i krytycznie ocenić moje wystąpienie.
        Chwali moje publikacje, na które się natknie (publikuję także poza uczelnią), zbiera opinie od moich studentów, aby potem mi je przekazać.
        Wie, że pracuję zawodowo i przymyka oko na długi czas powstawania kolejnych rozdziałów, ale potrafi to zrozumieć. Potem drobiazgowo je sczytuje i komentuje. Co jakiś czas pyta o moje życie zawodowe i rodzinne, żeby wysondować, gdzie leżą przeszkody i jak może mi pomóc.

        Publikacji mam po trzecim roku około 10 w czasopismach punktowanych, ale przyznaję, że trzeba się wokół nich nachodzić. I w przeciwieństwie do tych powstających podczas pracy zawodowej, muszę do nich raczej dopłacać:)

        Stypendium z uczelni to nie kokosy (dostawałam dwa), ale też trudno traktować maraton po tytuł jak pracę zarobkową. Z uczelni dostaję informacje o grantach, konkursach, stypendiach i dodatkowe możliwości dorobienia. Sprawnie prowadzony facebook i strona internetowa samorządu też podrzuca ciekawe informacje. Sporo miałam szans na współpracę badawczą międzynarodową i międzyuczelnianą.

        Podsumowując: trzeba mocno stać na ziemi, zdawać sobie sprawę czego się naprawdę chce, a potem konsekwentnie dążyć do celu. Nie czekać aż się zadzieje, tylko działać. To pozostaje uniwersalne: i w Polsce i za granicą trzeba pracować na to, żeby spełnić swoje marzenia.
    • a0a0a0 Re: Rozterki 20.08.13, 14:36
      Doktoraty podobnie jak magistraty zeszly na psy.
      Ale nie wszedzie i nie zawsze tak bylo.
      W naukach scislych jest niewyobrazalnym robic doktorat zaocznie.
      Sporo z wymieniane 10 godz siedzi sie przy aparaturze.
      Nie jest tez tak, ze nigdzie nie dostaje sie stypendiow. Fakt sa za male ale wymagaja tylko dorobienia sobie.
      Nieporozumieniem jest tez robienie doktoratu dla samego tytulu.
      Albo jest to chec zostana w nauce albo zdobycie paieru i kompetencji do dalszego rozwoju zawodowego (tak jest na zachodzie).
      Niestety to same uczelnie tak jak studia magisterskie zepsuly i studia doktoranckie.
      Doktrant to murzyn, ktory odwala brudna robote (cwiczenia) za kadre naukowa.
      Kiedys prowadzenie 2-3 doktorantow rownolegle bylo nie do wyobrazenia.
      Co robic? Doktoryzowac sie na najlepszych poskich uczelniach i w instytutach badawczych.
      I pamietac ze doktorat to przepustka do swiata badan naukowych lub rozwoj swojej wiedzy i umiejetnosci a nie jakis papierek za ktory sie bedzie dostawalo lepsza kase.
      Bycie doktorem to tytul swiadomego badacza (habilitacja - samodzielnego).
      Wtedy dobry doktorat bedzie gwarancja otrzymania dobrej posady postdoca a nawet stalej posady w kraju lub kontraktu za granica.
      Co do promotora to powinien on byc jak ojciec (matka). To surowy i wymagajacy przyjaciel, ktory firmuje soba doktorat i ktory musi miec czas dla doktoranta.
      Z tym ze to juz nie nauka chodzenia ale raczej latania.
    • krzysztof.bartyzel Re: Rozterki 20.08.13, 14:56
      Ważne pytanie. Z jakiej dyscypliny jest to doktorat?

      Mogę odpowiedzieć czy warto z dumnej pozycji posiadacza doktoratu z informatyki. Warto się pomęczyć (5 lat pracy nad dysertacją) ale nie oczekuj, że ktoś cię kiedyś za to doceni. Ani zawodowo ani finansowo nic nie zyskałem.

      Koszt finansowy poważny (czesne+ dojazdy do innego województwa+dojazd do promotora do jeszcze innego województwa). Lekko licząc 5lat *5000 czesne + 8000 obrona + kilkadziesiąt (kilkaset) wyjazdów na zjazdy i do promotora. Nie zwróci się:(

      A teraz do meritum. Doktorat to się robi samodzielnie. Promotor ma podrzucić pomysł, koncepcję, problem, literaturę. W moim przypadku mogłem się spotykać z promotorem kilka razy w roku a w razie potrzeby to kontakt mailowy bądź telefoniczny. W którymś z komentarzy padło stwierdzenie, że przewód powinien być już na 3 roku otwarty. Na szanujących się wydziałach przewód otwierają jak jest 90-95% pracy. W moim przypadku w czerwcu otwierałem przewód a w grudniu już oddałem do recenzji. Te 6 miesięcy praktycznie poszły na poprawianie interpunkcji i dobieranie kolorów diagramów.

      Co zyskujemy? Niesamowitą pewność siebie. Udało nam się osiągnąć coś czego 99,99% ludzi nigdy nie będzie miało. Byliśmy wytrwali, umiemy dążyć do celu i to przez wiele lat.

      Naprawdę fajnie jak się robi jak 4 letnia córka chwali się w przedszkolu, że jej tata jest doktorem:))

      WALCZ !!! dasz radę tylko trzeba duuuuuuuuzo pracować samodzielnie
      • a0a0a0 Re: Rozterki 20.08.13, 15:20
        Daj spokoj.
        Doktorat to licencja na bycie naukowcem.
        Chwalic sie doktoratem? Predzej chwalilem sie byciem doktorantem.
        Dr nie kojarzy mi sie z nichym prestizowym.
        Kiedys doktorat byl czescia kariery naukowej.
        Obecnie przyjelismy glupi system i stal sie w duzej mierze kolejnym szczeblem...no wlasnie do czego? W krajach rozwinietych ma to jeszcze sens. Doktor jest porzadanym pracownikiem ktory plynie przechodzi z nauki do przemyslu. Wybiera czesto pomiedzy pieniedzmi a pasja.
        W Polsce taki system jeszcze wiele lat sie nie wyksztalci.
        Dodam tylko, ze system uprawiania nauki na zachodzie przechodzi kolejna degeneracje.
        Jest to ostra walka o publikacje, o pozycje, o granty i gdzies zostaje zaprzepaszczona swobodna wizja rozwoju nauki - jedyna prowadzaca do istotnych odkryc naukowych.
        Mlody doktor dostaje tytul PhD - Dr Philosophy ale jego umiejetnosci sprowadzajac sie do rzemieslnika w waskiej dziedzinie.
        Powtarzam. Doktorat jako wymierna korzysc w dalszej pracy zawodowej lub jako decyzja uprawiania nauki (nie gwarantowana) - jestem za.
        Zajmowanie sie tym dla samego tytulu - bez sensu
        • dobrycy Re: Rozterki 20.08.13, 15:29

          > Powtarzam. Doktorat jako wymierna korzysc w dalszej pracy zawodowej lub jako de
          > cyzja uprawiania nauki (nie gwarantowana) - jestem za.
          > Zajmowanie sie tym dla samego tytulu - bez sensu


          W zasadzie sie zgadzam. Dodam jeszcze ze jezeli po doktoracie sie
          nie ma jakis sukcesow w nauce, to stopien dr, przynajmniej dla mnie
          jest oznaka frajerstwa danego delikwenta, ktory dal sie zwyczajnie nabrac
          kadrze akademickiej (ktorej jest 5 razy bardziej potrzebny od zwyklego studenta, a takze jest potrzebny do profesury).Cos tak jakby miec
          tytul ze sie jest stalym klientem amway'a albo innej piramidki finansowej, dobrze to o kims nie swiadczy. Mysle tu oczywiscie o dyscyplnach w ktorych
          dr nie daje wymiernych korzysci (czyli np nie o medycynie czy prawie)


          • krzysztof.bartyzel Re: Rozterki 20.08.13, 16:10
            Z tym to ja się akurat nie zgodzę. Doktorat z dziedzin typu medycyna i prawo kompletnie nic nie wnosi nawet w rozwój konkretnego doktoranta. To jest sztuka dla samej sztuki.

            Ja zrobiłem doktorat po to by moje CV się wyróżniało pośród 100 innych trafiających na biurko rekrutera.
          • skory1 Re: Rozterki 05.09.13, 09:55
            dobrycy napisał:

            > Cos tak jakby miec
            > tytul ze sie jest stalym klientem amway'a albo innej piramidki finansowej,

            AMWAY nigdy nie był i nie jest piramidą finansową, to kłamstwo.
        • krzysztof.bartyzel Re: Rozterki 20.08.13, 16:21

          > Daj spokoj.
          > Doktorat to licencja na bycie naukowcem.
          > Chwalic sie doktoratem? Predzej chwalilem sie byciem doktorantem.
          Czym tu się chwalić? Doktorantem dziś się jest jutro już nie :)) to tak jakby chwalić się z tego że jest się studentem

          > Dr nie kojarzy mi sie z nichym prestiżowym.
          Tobie może nie ale wielu osobom raczej tak. W każdej formie wymaga ogromnego nakładu pracy.

          > Kiedys doktorat byl czescia kariery naukowej.
          Teraz też jest
          > Obecnie przyjelismy glupi system i stal sie w duzej mierze kolejnym szczeblem..
          Prawda
          > .no wlasnie do czego? W krajach rozwinietych ma to jeszcze sens. Doktor jest po
          > rzadanym pracownikiem ktory plynie przechodzi z nauki do przemyslu. Wybiera cze
          > sto pomiedzy pieniedzmi a pasja.
          Prawda
          > W Polsce taki system jeszcze wiele lat sie nie wyksztalci.
          Prawda
          > Dodam tylko, ze system uprawiania nauki na zachodzie przechodzi kolejna degener
          > acje.
          > Jest to ostra walka o publikacje, o pozycje, o granty i gdzies zostaje zaprzepa
          > szczona swobodna wizja rozwoju nauki - jedyna prowadzaca do istotnych odkryc na
          > ukowych.
          Prawda
          > Mlody doktor dostaje tytul PhD - Dr Philosophy ale jego umiejetnosci sprowadzaj
          > ac sie do rzemieslnika w waskiej dziedzinie.
          A czegoś innego oczekiwałeś? Jak ktoś specjalizuje się we wszystkim to tak naprawdę specjalizuje się w niczym.
          > Powtarzam. Doktorat jako wymierna korzysc w dalszej pracy zawodowej lub jako de
          > cyzja uprawiania nauki (nie gwarantowana) - jestem za.
          > Zajmowanie sie tym dla samego tytulu - bez sensu
          To niestety jest wniosek osoby która nie widzi sensu w stawianiu przed sobą problemów, wyzwań i ich rozwiązywaniu. Zdecydowanie wygodniej w ten sposób podchodzić do życia.
          • a0a0a0 Re: Rozterki 21.08.13, 10:19
            "To niestety jest wniosek osoby która nie widzi sensu w stawianiu przed sobą problemów, wyzwań i ich rozwiązywaniu. Zdecydowanie wygodniej w ten sposób podchodzić do życia. "
            Wprost przeciwnie. Mam tytul doktora i wcale sie tym sie jakos nie szczyce. Zdac przesiewowy egzamin i zostac doktorantem to bylo cos. Jeszcze student ale juz robiacy cos powaznego. A moze to wynikalo tylko z tego ze decydujac sie na s doktoranckie wiedzialem, ze prace obronie. Choc bywalo i ciezko i straszno itp.
            Wybralem taka droge zyciowa wlasnie z zamilowania do nauki i nadal to robie.
            Mialem przyzwoite stypendium i wszytsko co potrzeba do spokojnej pracy badawczej i napisania doktoratu. Oczywiscie wszystkie bolaczki uprawiania nauki w Polsce mnie dotyczyly.
            Dobra jednostka padawcza bedzie najczesciej lepsza niz kiepska uczelnia.
            Niestety sposob finasowania sprawia, ze uczelnie postawily na biznes/zarabianie a nie nauczanie. Stad dokoranci w koncu tez zostali wciagnieci do tego samego mlyna co studenci
    • piotrek-256 Re: Rozterki 20.08.13, 15:27
      1) Bądź pragmatyczna z doktoratu nie rezygnuj bo to zniżki na przejazdy, która ci się należy.
      2) Jeśli doktorat ci niepotrzebny i tylko ci zawadza to nie trać na niego czasu.
      3) Jeśli chcesz z jakiś przyczyn zrobić doktorat, to rób! Tylko najpierw znajdź promotora, który pokieruje twoimi badaniami, lub przynajmniej będzie miał dla ciebie czas przez kilka godzin w tygodniu.

      Przy okazji ;)
      4) Szanujące się wydziały wcale nie potrzebują 90% pracy, żeby otworzyć przewód. Otwarcie przewodu pomaga w staraniach o granty i subsydia więc szanujące się wydziały nalegają, żeby ludzie otwierali przewody jak najszybciej.

      • adept44_ltd Re: Rozterki 20.08.13, 15:30
        przy okazji... otwarcie przewodu nie pomaga w staraniu się o granty i subsydia...
        • piotrek-256 Re: Rozterki 20.08.13, 16:11
          Zależy, na pewno nie zaszkodzi....

          Konkurs ETIUDA 1 na stypendia doktorskie.

          15 grudnia 2012 r.

          Na podstawie art. 18 pkt 5 oraz art. 26 ustawy z dnia 30 kwietnia 2010 r. o Narodowym Centrum Nauki (Dz. U. z 2010 r. Nr 96, poz. 617 z późn. zm.) Rada Narodowego Centrum Nauki ogłasza konkurs ETIUDA 1 na stypendia doktorskie.

          Adresaci konkursu:
          Z wnioskami o finansowanie stypendiów doktorskich mogą występować osoby rozpoczynające karierę naukową nieposiadające stopnia naukowego doktora, zgodnie z art. 28 ust. 1 ustawy z dnia 30 kwietnia 2010 r. o Narodowym Centrum Nauki (Dz. U. z 2010 r. Nr 96, poz. 617 z późn. zm.) zwane dalej „wnioskodawcami”, które przygotowują rozprawę doktorską i mają wszczęty przewód doktorski w polskich jednostkach naukowych.
          Wnioski mogą składać również osoby, które zobowiążą się do wszczęcia przewodu doktorskiego do dnia 30 czerwca 2013 r.
          • adept44_ltd Re: Rozterki 20.08.13, 16:27
            ok, etiuda tak. ale można się starać w preludium bez, więc brak otwartego przewodu nic nie zmienia.
    • antychreza Re: Rozterki 20.08.13, 17:02
      Z prespektywy partnerki doktoranta i pseudo-szwagierki doktora: nie męcz się, raczej nie zrobisz tego doktoratu. Mój lepszy połówek na pierwszą rozmowę z wtedy jeszcze potencjalną promotor szedł z gotową koncepcją pracy, oczywiście do dopracowania, ale wiedział co chce pisać. Z okazji robienia doktoratu odszedł z pracy na etacie - nie wyrabiał czasowo, a i tak dostawał niewiele więcej niż stypednium, więc wyszło nam że bardziej opłaca się żeby jeździł na konferencje, publikował porządne artykuły, dostawał za to punkty i miał stypendium i pracował na zleceniu kilkanaście godzin w tygodniu niż żeby usiłował robić doktorat + etat, ale żadne porządnie i w dodatku chodził zły bo traci urlop na konferencje itp. "Szwagier" zapitalał na uczelni bite 4 lata - robił badania i miał zajęcia ze studentami, pracował w 3 miejscach na kawałki etatu (w tym brał nocne dyżury w aptece), a na koniec 2 miesiące nie wychodził z domu bo pisał (temu to dopiero urlop zżarło i to w dodatku bezpłatny).
      Wydaje mi się, że myslałaś że to będzie przedłużenie studiów i dopiero teraz dostrzegasz jak bardzo się pomyliłaś.
    • freya Re: Rozterki 20.08.13, 18:11
      Jakieś dziwne te studia doktoranckie... Trzy lata bez koncepcji pracy??!!
      Jak można startować na studia doktoranckie bez szczegółowego projektu??!!
    • i.tak.zapomne.haslo Re: Rozterki 20.08.13, 18:42
      Dziękuję wszystkim za wpisy, ale na razie nie rezygnuję z doktoratu. Właściwie to już byłam pewna, że rezygnuję, napisałam do opiekuna, no i...miałam dziś z nim spotkanie. Przekonał mnie, że mam tak dużo zebranego materiału itd. itp. :) Także do końca tygodnia mam przesłać mu koncepcję rozprawy i we wrześniu otwieram przewód. Żeby nie było sielankowo, to wydział nadal kasy nie ma, także publikacje, konferencje itd. z własnej kiesy.
      Pozdrawiam
      • assembea Re: Rozterki 20.08.13, 19:04
        > Dziękuję wszystkim za wpisy, ale na razie nie rezygnuję z doktoratu. Właściwie
        > to już byłam pewna, że rezygnuję, napisałam do opiekuna, no i...miałam dziś z n
        > im spotkanie. Przekonał mnie, że mam tak dużo zebranego materiału itd. itp. :)

        Chyba (znów) dałaś mu się nabrać. ;-) On będzie miał z tego jeszcze przez rok kuuupę forsy, a Ty? Jeśli nie masz jeszcze żadnej publikacji, to albo nie napiszesz tego doktoratu (to przy założeniu, że w grę wchodzi instytucja porządna jak na polskie warunki) albo doktorat zatwierdzi Ci taka instytucja, że wydany przez nią dyplom doktorski nie będzie papieru, na którym go wydrukowano...
        • charioteer1 Re: Rozterki 20.08.13, 19:56
          Ludzie, jaka kupe? Promotor dostaje wyplate za obroniony doktorat, nie za manie doktoranta.
        • adept44_ltd Re: Rozterki 20.08.13, 20:50
          raczej będzie miał kupę... forsy w to nie mieszaj.
      • kerkopithekion przepraszam, że co...? 20.08.13, 21:49
        "Także do końca tygodnia mam przesłać mu koncepcję rozprawy i we wrześniu otwieram przewód. "

        ???

        minęły trzy lata a szanowna autorka wątku nawet jeszcze tej świętej koncepcji nie przedstawiła...?
        hehehehe fajne studia doktoranckie
        jaka to uczelnia, wyższa szkoła prasowania przez szmatkę czy coś w tym stylu...?
        no ja bym się bardzo zdziwiła gdyby za trzy lata bezczynności ktoś płacił stypendium
        • piotrek-256 Re: przepraszam, że co...? 20.08.13, 23:08
          No rety, człowieku, ręce mi opadają....

          Nie masz pojęcia co Autorka robiła przez ostatnie trzy lata, a mimo to wylewasz na nią pomyje i frustracje. Weź się zastanów poco i czemu piszesz takie rzeczy...

      • ebro888 Re: Rozterki 23.08.13, 18:36
        No-i to jest właściwe.Należy dokończyć bez dwóch zdań.Inaczej,włożona praca okazałaby się daremna.Ten dr będzie procentował tak czy inaczej przez całe życie,wierz mi.Przerwany przewód byłby,analogicznie,przez całe życie strapieniem.
    • adept44_ltd apel 20.08.13, 18:43
      bezwzględnie przed rozpoczęciem studiów doktoranckich powinno się zapoznać z dezyderatami, które na forum opublikował pfg - link w opisie forum (Jak zacząć doktorat), natomiast ja dodam jeszcze coś - patrzcie, robaczki, gdzie chcecie robić ten doktorat - mnóstwo średniej jakości jednostek naukowych w kraju ma prawa doktorskie, niestety. Więc patrzcie, ile znaczą badacze z wybranych jednostek w dyscyplinie, gdzie publikują - to student V roku powinie już rozumieć. I wtedy wybierajcie. A jak tego nie robicie, no to pretensje możecie mieć do siebie i do ministerstwa zbyt łatwo rozdającego prawa doktorskie.
    • fajnytoster Re: Rozterki 21.08.13, 00:34
      Chciałbym tylko zauważyć, że owa absurdalna dyskusja w tym wątku jest już na stronie głównej gazeta.pl z wymownym tytułem "Doktorat: miał być darmowy, przydać się w życiu, ale... Zrezygnować?".
      Tym samym wpisujecie (wpisujemy?) się świetnie w nową akcję promocyjną polskich mediów: studiowanie to chłam, doktorat to chłam do kwadratu, uczmy się obróbki skrawaniem bo to jest świetlana przyszłość naszego narodu.
      • nullified Re: Rozterki 21.08.13, 01:42
        i jest jak powinno być - zgodnie z przewodnią linią Partii, czy tam teraz... parafii...whatever
        • fajnytoster Re: Rozterki 21.08.13, 12:25
          A tu kolejna durna manipulacja tytułem:
          Tekst linka
          Wprawdzie treść artykułu mówi o tym, że wykształcenie wyższe silnie wpływa pozytywnie na poziom satysfakcji zawodowej, na zadowolenie z zarobków i na szanse bycia zatrudnionym. Ale tytuł/odnośnik na głównej gazeta.pl jest: Dyplom już nie ma żadnej wartości? "Wykształceni zarabiają grosze"

          Jak ma się tytuł do treści artykułu? A czy to ważne? Przecież wiadomo, że dzisiaj ludzie czytają same tytułu i one się liczą (co zresztą widać po treści komentarzy pod artykułem).
      • daifuku Re: Rozterki 21.08.13, 07:54
        Bo studiowanie w Polsce to w wiekszosci chlam.

        Malo tego - studiuje 50% mlodych ludzi czyli o polowe za duzo. Te dolne 50% powinno sie uczyc obrobki skrawaniem, gdyz w przeciwnym razie po 5 latach studiow trafi na kase do Tesco/callcenter czy do innego mcjoba, bo na nic innego zwyczajnie nie ma kwalifikacji i co gorsza - mozliwosci.

        To samo z doktoratem - powinni go robic ci, ktorzy chca pracowac naukowo badz wtedy, gdy doktorat przyczyni sie do ich rozwoju zawodowego. W innym przypadku nie ma to najmniejszego sensu.

        • fajnytoster Re: Rozterki 21.08.13, 12:20
          Spoko, dobrze że ty lepiej wiesz ile osób powinno studiować. Skąd ci się wzięło te 25%? Od czapy czy z jakichś poważniejszych przesłanek?
          • daifuku Re: Rozterki 21.08.13, 13:46
            Statystyki, ktore przytoczyles obejmuja wszystkie osoby pracujace - lacznie z tymi, ktore weszly na rynek pracy, gdy wyksztalcenie wyzsze wciaz bylo elitarne. Wiarygodne statystyki powinny obejmowac okres ostatnich 10-20 lat, gdy zaczela sie masowac produkcja magistrow.

            Aczkolwiek nawet te statystyki mowia cos ciekawego - osoby z wyksztalceniem policealnym generalnie sa bardziej zadowolone ze swojej pracy niz osoby, ktore ukonczyly studia I stopnia.

            A skad biore swoje wnioski dotyczace 25% (nie wiem czy akurat powinno byc dokladnie 25%).

            Ano chociazby
            stad

            Niemcy sa krajem, w ktorym bezrobocie wsrod mlodych jest najmniejsze a odsetek osob, ktore po zakonczeniu edukacji otrzymuja satysfakcjonujaca prace - najwiekszy. Jednoczesnie da sie zauwazyc, ze odsetek osob studiujacych (20-24 lata) jest tam znacznie nizszy (w wiekszosci mniej niz 30%) niz w innych krajach europejskich - zwlaszcza w Polsce, gdzie w wielu województwach studiuje wiecej niz 75% mlodziezy.

            Jesli Niemcy ze swoja prezna gospodarka, zaawansowana technologia i rozwinietym przemyslem potrzebuja mniej niz 30% ludzi z wyzszym wyksztalceniem, to ile potrzebuje Polska - kraj slabo rozwiniety, bez przemyslu i silnej gospodarki?
            • fajnytoster Re: Rozterki 21.08.13, 21:42
              daifuku napisał(a):

              > Statystyki, ktore przytoczyles obejmuja wszystkie osoby pracujace - lacznie z
              > tymi, ktore weszly na rynek pracy, gdy wyksztalcenie wyzsze wciaz bylo elitarne
              > . Wiarygodne statystyki powinny obejmowac okres ostatnich 10-20 lat, gdy zaczel
              > a sie masowac produkcja magistrow.
              >

              Nie zmienia to w niczym faktu, na który zwracałem uwagę w swoim poście: tytuł odnośnika na stronie głównej gazeta.pl jest skrajnie manipulatorski i nijak się nie ma do treści artykułu, za to dobrze się wpisuje w klimat nagonki na studiowanie itd.

              > Aczkolwiek nawet te statystyki mowia cos ciekawego - osoby z wyksztalceniem pol
              > icealnym generalnie sa bardziej zadowolone ze swojej pracy niz osoby, ktore uko
              > nczyly studia I stopnia.
              >

              Jakbym miał strzelać, to powiedziałbym raczej, że odpowiada za to mniejsze rozbudzenie aspiracji absolwentów szkół policealnych, a nie fakt, że rzeczywiście wiedzie im się lepiej.

              > A skad biore swoje wnioski dotyczace 25% (nie wiem czy akurat powinno byc dokla
              > dnie 25%).
              >
              > Ano chociazby
              > stad
              >
              > Niemcy sa krajem, w ktorym bezrobocie wsrod mlodych jest najmniejsze a odsetek
              > osob, ktore po zakonczeniu edukacji otrzymuja satysfakcjonujaca prace - najwiek
              > szy. Jednoczesnie da sie zauwazyc, ze odsetek osob studiujacych (20-24 lata) je
              > st tam znacznie nizszy (w wiekszosci mniej niz 30%) niz w innych krajach europe
              > jskich - zwlaszcza w Polsce, gdzie w wielu województwach studiuje wiecej niz 75
              > % mlodziezy.
              >

              Też manipulujesz.
              A dlaczego mówisz akurat o Niemczech? I na przykładzie jednego kraju chcesz wykazać swoją tezę, pomijając jak sprawy mają się gdzie indziej? Wcale nie jest tak, że im mniej osób studiuje, tym lepsza pozycja młodych na rynku pracy.
              A pomijasz takie kraje jak np. Austria, Szwajcaria, Norwegia, Finlandia, Holandia. Tam osób studiujących też jest dużo, mniej więcej tyle co w Polsce, a bezrobocie wśród młodych jakoś nie kwitnie.
              Proszę bardzo: blog.thomsonreuters.com/wp-content/uploads/2012/09/young-and-out-of-work-1024x872.jpg
              Widać jest po prostu jedno: poziom bezrobocia wśród młodych jest niski tam, gdzie po prostu są silne i nowoczesne gospodarki - a nie tam, gdzie stawia się na szkolnictwo zawodowe.

              > Jesli Niemcy ze swoja prezna gospodarka, zaawansowana technologia i rozwinietym
              > przemyslem potrzebuja mniej niz 30% ludzi z wyzszym wyksztalceniem, to ile pot
              > rzebuje Polska - kraj slabo rozwiniety, bez przemyslu i silnej gospodarki?

              Dwie rzeczy:
              Po pierwsze, wychodzisz z założenia, że studia mają po prostu być szkołą zawodową, przygotowującą absolwentów pod kątem aktualnego rynku pracy. Ja sądzę, że studia służą do czegoś więcej, ale OK, każdy może myśleć jak chce.
              A po drugie, mówisz że skoro gospodarka słaba to i kadry też powinniśmy mieć z niższym wykształceniem. A ja powiem, że odwrotnie: bez wykształconych ludzi nasza gospodarka zawsze będzie słaba. Gdyby do twoich rad zastosowali się kilkadziesiąt lat temu np. Finowie i Irlandczycy, to pierwsi nadal produkowaliby kalosze, a drudzy pozostali narodem rolników.

              Ale żeby nie było - nie twierdzę, że szkolnictwo wyższe w PL to miód i cud. Tyle że nagonka na nie jest przesadzona i rozmija się z oczywistymi faktami dotyczącymi zatrudnienia, zarobków, zadowolenia z życia itd., które wynikają praktycznie z wszystkich badań (np. Diagnoza Społeczna, dane GUS, badania poznańskich socjologów).
              A że różni ludzie mogą się czasem ze swoimi indywidualnymi strategiami, możliwościami, zdolnościami itd. nie dopasować,
              A że studia nie są gwarantem późniejszego życia w dostatku,
              A że gazetom łatwiej i bardziej opłacalnie jest pisać o 20% tych, którzy sobie nie poradzili i mają pretensja niż o 80% tych, którzy pracują i jakoś sobie radzą...
              To już zupełnie co innego.
              • rifak studia 21.08.13, 22:59
                uważam, że studia w moim przypadku, bardzo mi pomogły
                po skończeniu zawodówki zacząłem pracować w tartaku - najczęściej przycinam deski na zadaną długość - lub okorowuję deski, bardzo byłem nieszczęśliwy z tego powodu i praca była trudna dla mnie do zniesienia, kilka razy próbowałem popełnić samobójstwo, miałem depresje, alkoholizowałem się, czasem jakieś miękkie narkotyki i udział w bójkach z nadzieją, że ktoś mnie zabije lub przynajmniej na chorobowym odpocznę od pracy, chcąc podnieść kompetencje w międzyczasie zrobiłem technikum chemiczne - wieczorowo
                po skończeniu technikum i zdaniu matury najlepiej ze szkoły zacząłem szukać innej pracy - ale życie jest takie, że nie znalazłem innej pracy i nadal musiałem pracować w tartaku - najczęściej przycinam deski na zadaną długość - lub okorowuję deski, ale też zrozumiałem, że warto pójść na studia, technologia chemiczna, inżynierska praca z chemicznych metod ochrony drewna, magisterium z podobnego zakresu. W czasie studiów, tylko na pierwszym roku coś dokładałem, potem stypendium za wyniki w nauce plus program wsparcia naszego wójta pokrywał niemal wszystkie wydatki a czasem nawet z niewielką górką (program gminny dla kilku studentów odnoszących najlepsze wyniki w gminie, byłem 4 lub 5 w gminie i na to wsparcie się łapałem).
                po skończeniu uniwersytetu zacząłem szukać innej pracy - ale życie jest takie, że nie znalazłem innej pracy i nadal musiałem pracować w tartaku - najczęściej przycinam deski na zadaną długość - lub okorowuję deski, ponieważ jeszcze byłem kawalerem, nawiązałem kontakt z profesorem, który prowadził moją pracę magisterską. Namawiał mnie na zostanie doktorantem. Na pieniądzach mi nie zależało, ale dla porządku dowiedziałem się ile w tamtym czasie dostałbym stypendium, ile miałbym po obronie doktoratu, ile zarabia profesor... nie jestem pazerny, ale jak dowiedziałem się, że po obronie doktoratu, o ile będę adiunktem, otrzymam pensję w wysokości 70-80% tego co obecnie mam w tartaku i że profesor z dodatkiem za bycie kierownikiem katedry ma prawie tyle co nasz mistrz zmianowy, na początku się zdenerwowałem, że na pewno profesor ze mnie sobie żartuje, ale potem przedstawiono mi dowody, którym nie mogłem nie dowierzać.
                Obecnie nadal muszę ale i chcę pracować w tartaku - najczęściej przycinam deski na zadaną długość - lub okorowuję deski. Nie mam już depresji, nie piję alkoholu, poza jakimiś wielkimi okazjami, ale się nie upijam, jestem szczęśliwy, i mistrzem zmianowym zostanę szybciej i łatwiej niż zostałbym adiunktem. Pod ochraniaczami słuchu mam słuchawki z audiobookami, których przed technikum i studiami nie rozumiałem, a teraz są one dla mnie bardzo ciekawe. Studia i kontakt z uniwersytetem uczyniły mnie szczęśliwym, mimo, że pensja nie urosła mi nic a nic jeśli wezmę pod uwagę inflację - ale do mojego stanu zbydlęcenia (tak dziś oceniam swój stan sprzed technikum) nie chciałbym wrócić.
              • daifuku Re: Rozterki 23.08.13, 14:52
                Ja niczym nie manipuluje. To oczywiste jest, ze w silniejszych gospodarkach miejsc pracy dla osob wyksztalconych jest wiecej, sama edukacja stoi na zdecydowanie wyzszym poziomie, praca ponizej kwalifikacji pozwala godnie zyc a efekty masowej produkcji dyplomow moga byc odczuwalne zdecydowanie pozniej. Nie pisze tez, ze im mniej osob studiuje, tym mniejsze bezrobocie wsrod mlodych. Pisze, ze im lepiej edukacja jest dostosowana do gospodarki danego kraju (co nie oznacza wypuszczania bezmozgich wyrobnikow, ktorzy nie poradza sobie przy zmianie sytuacji), tym mniejsze bezrobocie.

                Nie wiem czy wiesz ale kraje skandynawskie rowniez stawiaja na szkolnictwo zawodowe (wiekszosc tamtejszych uczelni to kolegia oferujace 2-3 letnie studia zawodowe). Przede wszystkim jednak stawiaja na dobre szkolnictwo. Nie mam pojecia jakim cudem rzesze kiepsko wyksztalconych na pseudo-studiach ludzi maja pomoc polskiej gospodarce. Jest tez cos takiego jak bezrobocie strukturalne - osoby po studiach humanistycznych maja problem ze znalezieniem zatrudnienia rowniez w krajach o silnej gospodarce.

                Realia sa takie, ze zeby dostac dobra prace nie wystarczy skonczyc studia - trzeba jeszcze cos umiec. Poki te dwie rzeczy byly ze soba tozsame wszystko co mowisz o zarobkach i satysfakcji z pracy bylo prawda. W tej chwili dyplom nie przedstawia soba zadnej realnej wartosci - wiekszosc osob po studiach reprezentuje soba to samo co przed studiami. Krzywa gaussa jest bezlitosna - tak jak z polowy spoleczenstwa nie da sie zrobic profesjonalnych sportowcow, tak z polowy spoleczenstwa nie zrobi sie tuzow nauki.

                30% absolwentow nie ma pracy, nie wiadomo ilu pracuje ponizej kwalifikacji (w USA 50%). Po to, by "jakos" sobie radzic nie trzeba konczyc 5 lat studiow. A jesli az tylu osobom sie nie udaje (znow krzywa gaussa) to jest w tym cos niepokojacego, czego nie mozna zwalic na absolwentow.

                Uwielbiam argument o szkole zawodowej - ze studia niczego nie ucza no bo przeciez to nie szkola zawodowa, by uczyla konkretow. Student ma "rozwijac swoja osobowosc" i "poszerzac horyzonty", mniejsza o wiedze i umiejetnosci.

                • fajnytoster Re: Rozterki 25.08.13, 02:20
                  Jeżeli rzeczywiście chcesz tylko napisać, że "im lepiej edukacja jest dostosowana do gospodarki danego kraju (...), tym mniejsze bezrobocie", to masz rację. Tyle że jest to banał nad banały.
                  Niemal takim samym banałem jest to, że same ukończone studia niewiele dają na rynku pracy - oprócz nich trzeba mieć jakieś doświadczenie zawodowe, coś extra umieć itd.
                  No i wreszcie takim samym banałem jest stwierdzenie, że jeśli ktoś nie ma ochoty, nie wiąże z tym przyszłości, męczy się itd., to nie powinien studiować/robić doktoratu czy cokolwiek.

                  Natomiast stwierdzenia te nie podważają tych moich, z którymi chciałeś polemizować: po pierwsze, tytuł artykułu jest manipulatorski bo nijak się ma do treści, za to ma zniechęcać do studiowania (bo dzisiaj to w modzie). po drugie, jeżeli weźmiemy całą populację osób młodych, to mitem jest stwierdzenie o tym, że ci którzy pokończyli zawodówki czy technika mają teraz świetną pracę i zarobki, a absolwenci studiów są w czarnej d... Jest w sporej mierze odwrotnie - tyle że te 20% absolwentów, którym potem nie poszło jest dużo bardziej widowiskowe od tych pozostałych, którzy sobie radzą.
                  Artykuł nie odnosił się do wpływu edukacji na gospodarkę kraju, nie wiem skąd ci się wzięło, żeby o tym właśnie pisać. Odnosił się do indywidualnej satysfakcji, zarobków itd. I tu dane są jasne: masz możliwość, chęć i wystarczające kompetencje - to studiuj. Dla twoich indywidualnych szans życiowych to prawdopodobnie daje największe (statystycznie) możliwości. Nawet jak gazety, premier i inni mówią coś innego. Im jest łatwiej i korzystniej mówić to co w modzie, a nie to jakie są fakty.
                  • daifuku Re: Rozterki 25.08.13, 10:44
                    Banaly ale te banaly sa ignorowane - produkcja magistrow trwa.

                    Po pierwsze - zniechecanie do studiowania ma pewne konkretne podloze - nie jest to kwestia chwilowej mody tylko faktu, ze uczelnie wypuszczaja coraz wiecej, coraz gorszej jakosci absolwentow otwierajac coraz to dziwniejsze kierunki studiow bedaca kompilacja kilku juz istniejacych.

                    Po drugie - tak pieknie piszesz o kompetencjach - zdecydowana wiekszosc studentow NIE POSIADA kompetencji do studiowania. Trafiaja na studia z ledwo zdana matura a potem sa na sile przepychani przez 5 lat. Malo tego - wiekszosc uczelni w Polsce nie jest wstanie zaoferowac edukacji na prawdziwie akademickim poziomie. Mimo tego ci ludzie koncza studia i otrzymuja tytul magistra.

                    Pseudo-studia, ktore koncza ww osoby nie zwiekszaja szans zyciowych. W tym kontekscie lepiej jest skonczyc technikum/policealna i miec konkretny fach w reku dzieki ktoremu mozna godnie zyc - jak nie w Polsce to za granica. Gdyby studia faktycznie tak zwiekszaly szanse, absolwenci nie wracaliby do szkol policealnych albo na kursy zawodowe.


                    Swoja droga - to jest cos czego ja nie potrafie zrozumiec. Skoro rzad ma x kasy do wydania na studia, to co mu szkodzi te x kasy rozdysponowac miedzy uczelnie, przy zalozeniu, ze limity na dany kierunek studiow wynosza 20-40 osob?

                    Jesli chodzi o statystyki i fakt, ze bezrobotnych mlodych po liceum trzeba gdzies upchnac, by opoznic ich wejscie na rynek pracy o 5 lat to przeciez sa 2 wyjscia:

                    1) Te nisze szybciutko zapelnia prywatne uczelnie. Tylko, ze wtedy bedzie ogromna roznica w poziomie miedzy panstwowymi a prywatnymi ale i tak kazdy kto bedzie chcial tego magistra bedzie mial i rzad nadal moglby sie chwalic statystykami.

                    2) Zrobic tak jak w Norwegii - ktos kto konczy 2-letnia szkole policealna (wlasciwie kolegium) rowniez otrzymuje wyzsze wyksztalcenie (na zachodzie nazywa sie to bodajze associate degree). Ot 2-letnie studia zawodowe. Wtedy dalej mozna sie chwalic statystykami a jednoczesnie wiecej mlodych ma konkretny fach w reku i nie ma masowej produkcji magistrow.
                    • piotrek-256 Re: Rozterki 25.08.13, 11:33
                      Pytasz, czemu nie wprowadzić limitów na kierunki. Ogólnie to uważam, że to świetny pomysł!

                      Tylko, dosyć trudny, bo:
                      1) kto ma ustalać limity na kierunkach?
                      2) kto ma ustalać jakie kierunki są finansowane?
                      3) kto ma ustalać na których uczelniach jakie katedry pozamykać, bo jeśli np. kierunek X na uniwersytecie Y jest najlepszy w Polsce, to może zamiast zmniejszać go 10 razy to weźmy i skasujmy go gdzie indziej.

                      A co z profesorami z tych innych uczelni.
                      4) przedefiniujmy wyższe wykształcenie, dla poprawy statystyk. O już chce zobaczyć jak opozycja i media aż skaczą z radości :). Ci wszyscy sfrustrowani naukowcy z uczelni nie Y, których planuje się zwolnić; może nie są to 10 w naszym kraju, ale będą się wypowiadać w mediach.

                      5) studia to trochę beztroski okres, ludzie nawet jeśli się nie uczą, to zmieniają im się klapki w głowach. Wyjeżdżają do dużych miast, piją i swawolą. Czują się wyżej wykształceni na uniwersytecie, nie wypada im mieć ciemno-zagrodowych poglądów. Może kupią każdą kiełbasę wyborczą, ale przynajmniej nie będą palić murzynów na stosach. To też się liczy...

                      Ogólnie to wcale nie jest proste...

                      Choć dla nauki byłoby lepiej gdyby, używając terminologii rolniczej, uciąć gałęzie, które przynoszą małe owoce.

                      Socjolog lub politolog pewnie będzie umiał rozwinąć te punkty i dopisać jeszcze z 10.
                      Ja kiedyś o tym myślałem i to mi wystarczyło, żeby zrozumieć, że raczej nie należy oczekiwać, że władza zrobi radykalne kroki. Jak dobrze pójdzie, to będą powoli zakręcali kurek tak, żeby to co ma odpaść, uschło i odpadło samo. Ja ani wy pewnie tego nie dożyjemy :).

                      A tak poza tym, mam wrażenie, że ta dyskusja dawno pożegnała się z tematem wątku ;).


    • karl.franc Re: Rozterki 21.08.13, 07:18
      jezeli robisz doktorat tylko po to zeby miec dr przed nazwiskiem, to zrezygnuj bo to nie ma sensu
    • kac Re: Rozterki 21.08.13, 09:49
      Nie wiem co dokładnie masz na myśli, że studia miały być darmowe a nie były, chodzi o opłatę za semestr czy coś innego... ? Generalnie dzienne studia (o ile nie mówimy o uczelni prywatnej) powinny być bezpłatne.

      Natomiast co do efektów, to po trzech latach powinny one już jakieś być, zależą w końcu przede wszystkim od Ciebie. Wiele osób na czwartym roku składa już pracę do recenzji.
      Podobnie stypendia, szczególnie na studiach doktoranckich trzeba się o nie wystarać,
      nawet jak się ma dobre efekty pracy a siedzi się cicho to nic się nie uzyska.
      Publikacje - o ile są dobre - nie kosztują wiele lub nawet wcale.
      Dobre angielskojęzyczne recenzowane periodyki o ile przyjmą pracę to nie żądają za to pieniędzy. Podobnie praca przyjęta na międzynarodową konferencję wymaga tylko opłacenia uczestnictwa w samej konferencji aby została opublikowana.
      To czy się na niej będzie czy nie to już inna sprawa, choć oczywiście lepiej być
      (tutaj mogą być dodatkowe koszty jednak jeżeli Twoja praca zostaje przyjęta na konferencję,
      to i uczelnia na tym zyskuje, więc można często liczyć na dofinansowanie wyjazdu)
      Publikacja aby być przyjęta na konferencję lub do recenzowanego periodyku musi być jednak na prawdę dobra. Periodyki open access nie stawiają tak wysokich wymagać, jednak tam za opublikowanie pracy już się płaci.

      Doktorat w typowej pracy zawodowej nie daje ogromnej różnicy,
      co innego gdy ma praktyczne zastosowanie lub gdy pracuje się potem w jakimś ośrodku badawczym.

      Generalnie robi się go dla siebie i na Twoim miejscu
      - o ile oczywiście widzisz szansę na uzyskanie dobrych wyników badań -
      bym nie rezygnował, nie warto.

      Generalnie to 4~5 lat na prawdę ciężkiej indywidualnej pracy,

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka