bella691
12.03.14, 14:05
Zaczeło się od błachej wizyty w dziekanacie a skończyło moją rezygnacją ze studiów.
Jakiś czs temu byłam w dziekanacie odnośnie ustalenia tego czy muszę ,czy nie muszę składać podania o przedłużenie terminu składania indeksów ze względu na brak wpisów u jednrgo z mgr. Pan mgr nie dał wpisów nikomu. Miałam wyrzuty sumienia bo sama(15 lutego) utwierdziłam go w błędzie że czas na składanie indeksów jest do 30 marca-ale gdy dowiedzieliśmy się (cała gr) ze jest inaczej i gdy Koleżanki powiadomiły go o tym ze mamy czas do tylko do 28 lutego to on i tak stwierdił że nie da rady przyjechać, Poczytałam troche o konsekwencjach jakie mooże nieść niedotrzymanie terminów przy obronie doktoranckiej i miałam wyrzuty sumienia, a wizyta w pokoju doktorantów tylko mnie utwierdziła że terminowe złożenie protokołów z naszymi ocenami jest bardzo ważne, Panie specjalnie w tygodniu przychodziły tylko aby dotrzymać terminów i trzęsły się że nie chcą zadzierać z dziekanem...Dziś wiem że niepotrzebnie się o niego martwiłam...
W dziekanace powiedziano mi że skoro zbliża się 28 luty a pan mgr nie może się zjawić to Pani może udzielić wpisów (później powiedziano że skoro jest tylko doktorantem to musi się zjawić osobiście,ale pamiętam o takiej sytuacji z licencjatu ze wykładowca miał wypadek i nie mógł być z nami fizycznie żeby udzielić nam wpisów
okazał się zaświadczeniem zdrowotnym,przesłał listę naszych ocen i dał mam je ktoś inny) byłam w tej sprwie u PaniP zarówno w któryś poniedziałek jak i we wtorek. To czego się dowiedziałam od PaniP czyli: w poniedziałek że postara się PaniP skontaktowć z mgr , we wtorek że nie mogła się Pani skontaktoweć z mgr i najwidoczniej bedzie konieczne kontaktowanie się z nim poprzez pormotora przekazałam kolegom i koleżnkom z grupy(którzy sami nie wiedzieli co mają zrobić w tej sytuacji) za co zostłam ostatecznie wyzwana od donosicieli i konfidentów itp, zarzucali mi że Pan mgr nie da im teraz żyć-że zacznie czegoś (wreszcie) od nich wymagać itp... Koledzy z grupy postanowili napisac zbiorowego maila do Pana mgr ze nie mają nic wspólnego z moim "donosem"- Było to spowodowane najprawdopodobniej tym że wku*ny Pan mgr zadzwonił do jednego z nich że ma problemy z Profesorem-promotorem, albo z Panią P(?) . Zmuszona zostałam do przyznania się ze to ja "doniosłam" na niego do dziekanatu. Napisałam mu wiadomość która brzmiała min :
To ja na Pana "doniosłam" do dziekanatu - donos mój polegał na tym że zadałam pytanie czy muszę składać podanie o przedłużenie terminu składania indeksów w związku z tym że nie otrzymałam od Pana wpisu... Bardzo Pana przepraszam.(..)
Byłam u Pani Prodziekan ale nawidoczniej nie mogła się z Panem skontaktować i wiem że miała się skontaktować z Panem pzez promotora. Przepraszam jeżei ma Pan przezemnie problemy(...) itp
Wiem że mój dobór słow był nie zbyt trafny ale pisałam najprościej jak się dało bo i Pan mgr tak do nas mówi.
Pod wiadomością się podpisałam. Myślałam że to mój akt odwagi, a okazał się aktem głupoty..., myślałam że człowiek współpracujący z wymiarem sprawiedliwości w życiu ceni szczerość, że wszyscy się teraz odemnie odczepią i nikt nie brdzie miał przezemnie problemów- że jeżeli ktoś ma odpowiedzieć za mój "donos" to tylko i wyłącznie ja... ale w sobotę okazało się że pan mgr zwołał wszystkich i zacytował wybrane fragmenty mojej wiadomości. Krzyczał.Podziękował i z ironicznym uśmiechem na twarzy .Nie chciał ze mną porozmawiać -Krzykną tylko że nikt ztn PaniP się z nim nie kontaktowała( uważał być może że poszłam bezpośrednio do jego promotora) i a jak chciałam z nim porozmawiać to stwierdził że nie bo teraz "pewnie oskarże go o molestowanie"!!!
Teraz Nikt z gr się do mnie nie odzywa...
Nikt nigdy mnie tak nie upokorzył. Tak postępuje pedagog? Poniża? Upokarza? Może i w więzieniu panują takie zasady ale nie na uczelni! Nigdy w życiu nie miałam żadnych konfliktów. Jestem zbulwersowana tą sytuacją.Długo nie mogłam sobie uświadomić co ja takiego złego zrobiłam? Czy rozzłościlo go że byłam w dziekanacie, że byłam u PaniP (ale gdzie miałam się udać?), może słowo "donos" a może pan Profesor Promotor go pouczył...tego nie wiem. Za wszystko go przeprosiłam...
Jestem sfrustowana może nawet nie tym że miał do mnie jakieś pretensje ale tym że w ten sposób postąpił.
Pisząc do Pana mgr myślałam że wezmę całą winę na siebie, żę jeżeli ktoś ma mieć problemy z zaliczeniem to tylko ja-( winę czyli uzyskanie odpowiedzi na pyatanie czy muszę skadać podanie o przedłużenie terminu składania indeksów, a może to że sam profesor-promotor się z nim skontaktował, albo że poszłam z tym do dziekanatu/do PaniP). Idąc do dziekanatu nie miałam pojęcia ze Pan mgr nie poinformował nikogo o tym że nie może przyjechać po wpisy. (Myśle że nie poruszała bym tej sprawy w dziekanacie, ale stała się dla mnie dosyć istotna gdy okazało się że ze nie z przyczyn niezależnych nie mogę dostac wpisu z zaliczonego przedmiotu u Pani dr a następna możliwość jego uzyskania będzie dopiero w marcu)
Dużo daje mi to do myslenia...Pan mgr myślał że skoro umawia się na wpisy wtedy kiedy mu pasuje jest dobrze nie bierze pod uwagę że zarówno my jak i on mogliśmy mieć przez to poważne problemy. Ale to już nie jest wazne.
Idąc na studia myślałam że spotkam tu wielu ludzi którzy zainspirują mnie do pomysłu na życie, pokaża nowe oblicza pracy z młozieżą , skazanymi i tak myślałam aż do wczoraj . Teraz wiem że na studiach są ludzie z pasją ale też tacy którzy studiują dla podniesienia swojego prestiżu=wypłaty. Osoby które nie powinny(!) miec kontaktu ze studentami bo same nie potrafią przekazać nic, a samym sobą także nie wiele reprezentują. Myślą że są pępkiem świata. Może jestem tylko studentką ale mam swoją godność i nie dam się poniżać Takiemu mg.
Myślałam o tym żeby spotkać się z PaniąP i z mgr(żeby mnie nie podejrzewał o próbę molestowania) może w PaniP obecności zechciałby mnie wysłuchać ...Jednak na taką propozycję wykonał by kolejny pewnie to tylkotelefon do kogoś z mojej gr i wszyscy by wiedzieli ze i tym razem do Pani DONIOSŁAM, albo że nie daję mu spokoju-prześladowuję go. Ale dziś wiem że zarówno on jak i ja mamy za dużo do stracenia ciągnąć to za sobą. Ja byćmoże mogłabym pogrążyć jego karierę naukową-(bo istnieje wiele uchybień w chociażby sposobie oceniania,prowadzenia zajęć itp), ale on ma "znajomości" i jako dyrektor więzienia może zaszkodzić mi i mojej rodzinie, a sobotę udowodnił że potrafi się mścić.
Zostało mi 5 zjazdów do obrony (w tym 10 godzin ćw z panem mgr z których i tak nie dostałabym pewnie zaliczania) a ja podjełam decyzję o rezygnacji z wymarzonych studiów. Po co mam się męczyć z takim "kimś" wiedząc że i tak mnie niczego dobrego nie nauczy .
Znając Pana mgr wiem że gdyby dostała się w jego ręce ta wiadomość to zdolny byłby do wydrukowania jej i rozdania wszystkim na roku...albo nawet i podania mnie do sądu o zniesławienie. Myśle że nawet gdybym została na studiach to on i tak każdy Problem jaki by napotkał (np konieczność prowadzenia zajęć w pełnym wymiarze czasowym-(u niego zajęcia zamiast 5 godzin trwały 30 min-bo się spieszył), albo zajęcia z hospitacją,albo przekazanie nam chociaż minimum programowego)utożsamiał by ze mną . Myśle że były by tylko takie komentarze z jego strony " no wiecie normalnie skończylibyśmy już zajęcia ale dzięki waszej KOLEŻANCE musimy siedzieć do końca"
10 tygodni temu zostałam mamą i myślę że moje malutkie dziecko ma więcej empatii i zrozumienia niż Pan mgr. A i ono zapłaciło za to dużą ceną bo z nerwów związanych z tą sytuacją straciłam pokarm :( i tego najbardziej mi żal.
Jeżeli macie jakieś pomysły to piszcie.
Pani P=Pani Prodziekan ds studentów