Dodaj do ulubionych

o doli doktorantów

06.10.14, 20:45
natemat.pl/119489,uczelniane-patologie-zniechecaja-mlodych-naukowcow-nepotyzm-wykorzystywanie-i-pomiatanie-doktorantami-to-niestety-codziennosc
Muszę przyznać, że takiego steku bredni dawno nie czytałem... Ale mamy reputację, skoro dziennikarz, a może raczej "dziennikarz", nie boi się puścić tak bezdennie idiotycznego tekstu...
Obserwuj wątek
    • nullified Re: o doli doktorantów 06.10.14, 20:53
      podworkowy napisał(a):


      > Muszę przyznać, że takiego steku bredni dawno nie czytałem... Ale mamy reputacj
      > ę, skoro dziennikarz, a może raczej "dziennikarz", nie boi się puścić tak bezde
      > nnie idiotycznego tekstu...

      jakkolwiek niektóre z relacji wydały mi się dziwnie znajome (także z rzeczywistości, choć w rzeczywistości to bywa daleko bardziej "z buta i subtelnie" niekiedy) cóz... niezły podkład pod kolejną redukcję środków, w końcu potrzebujemy armat! I mięsa do armat!

      A Pan by tam chciał marnowac na jakąś nepotyczną naukę ;)
    • dala.tata Re: o doli doktorantów 06.10.14, 21:03
      Ale ktore to sa te brednie? O promotorze, za ktorego doktoranci prowadza zajecia za darmo slyszalem wczoraj, o promotorze, ktorybierze prace mgr studenta i robi z niej rozdzial ksiazki, przedwczoraj. Mowie powaznie.

      Mnie jednak sie najbardziej podoba ministra, ktora umywa rece stara spiewka o autonomii uczelni. najsmieszniejsze, ze ludzie w to wierza.
      • dala.tata Re: o doli doktorantów 06.10.14, 21:08
        Nie tak dawno tu rozmawialismy o doktoracie promowanym przez tate doktoranta i recenzowanym przez mame. Wlasciciwe brakowalo ciotki jako drugiego recenzenta.
        • nullified Re: o doli doktorantów 06.10.14, 21:11
          dala.tata napisał:

          > Nie tak dawno tu rozmawialismy o doktoracie promowanym przez tate doktoranta i
          > recenzowanym przez mame. Wlasciciwe brakowalo ciotki jako drugiego recenzenta.
          >

          nno niestety, nie każdy ma dostatecznie rozbudowaną rodzinę ;(
      • podworkowy Re: o doli doktorantów 06.10.14, 21:19
        diabeł tkwi i w szczegółach i w sposobie narracji:
        1) "kilkakrotnie prowadziłem zajęcia za kogoś i nie dostałem wynagrodzenia". No faktycznie, real shocker. Też mi się zdarzało, jeśli koledzy np. mieli wyjazd służbowy. Ba, horrible dictu, ze trzy razy będąc podwórkowym wziąłem zajęcia za kolegę doktora i też nie dostałem kasy, bo nie formalizowaliśmy zastępstwa (on też raz zastąpił mnie)
        2) 1/8 etatu - no, litości:) Kto w takiej sytuacji zatrudnia na umowę o pracę, a nie zleca zajęcia?:)
        3) doktorant/pracownik prowadzi na uczelni szkolenie i opłaty idą do "wydziałowej kasy" - a gdzie, za przeproszeniem, mają iść?:) Myśli Pan, że profesor za zajęcia szkoleniowe dostaje forsę do łapy?
        4) doktorant redagujący pracę zbiorową? Przypuszczam, że wątpię...
        5) Są ludzie i ludziska, ale uogólnianie przypadku zielonej doniczki...absurd
        6) "2 tyg. później okazało się, że znajomy prof. dostał etat" - pewnie, ze jest nepotyzm, ale formalne konkursy są - jak to okazało się?;)
        7) promotor nie chciał kogoś na studia doktoranckie, mimo, że milusia organizowała przez cztery lata konferencje, bo to nie jest to samo, co robienie doktoratu. No faktycznie, ku..wa, skandal:) Bo to przecież jest to samo, nie? I każdy studencki, tfu tfu, społecznik ma prawo żądać przyjęcia na doktoranckie....
        8) wolne miejsca pojawiają się wtedy, gdy ktoś z uczelni odejdzie - no pewnie, powinno się wyczarować etat i godziny dydaktyczne
        • dala.tata Re: o doli doktorantów 06.10.14, 21:31
          Kolego podworkowy, czesto sie z panem nie zgadzam, ale zazwyczaj pan nie pieprzy. niestety, zdarza sie.

          1. to, ze pan wzail zajecia za koelge, nie ma nic wspolnego z promotorem, ktory kaze doktorantowi to zrobic.
          4. a ja nie przypuszczam, mnie juz doktoranci pytali, jak sie pisze recenzje doktorskie, bo promotor kazali, bo pisanie recenzji artykulow czy ksiazek to przeciez edukacja.
          5. wie pan co, zgadzam sie, uogolnianie jest nieladne. Ja jednak poczulem 20parolatkiem, jak uslyszalem o pracy mgr, ktora sie stanie rozdzialem. Nic sie nie zmienilo, drogi kolego. I wole, zeby uogolniali niz udawali, ze to tylko ta jedna sliwka robaczywka.
          6. I mysli pan naprawde, ze tym kluczem do sprawy nepotyzmu bylo to, ze sie 'okazalo'. I juz po sprawie, bo glupiego slowa uzyto?
          7. zalezy, czy cczasem profesor w milusie nie oral i obiecywal te studia, co?
          8. ale zgadzam sie - trudno wyczarowac etat. ale moze jakby dzieci i znajomi profesorow nie dostawali tych miejsc bez konkursu, latwiej byloby te braki zaakceptowac co?

          I wie pan co, jak prawnicy zaczynaja o diable w szczegolach wobec patologii, ktore widac dokola, to zal dupe sciska. Bo pan powinien grzmiec, do cholery.
          • podworkowy Re: o doli doktorantów 06.10.14, 21:43
            o.k., chce Pan wierzyć w te historyjki, Pańska sprawa. Chce się Pan bulwersować, ze zdarzyło się kilkakrotnie (podkreślam kilkakrotnie, a nie systematycznie) zastępstwo - proszę bardzo (ja to sobie będąc doktorantem poczytałem za zaszczyt, ze starsi koledzy niemogący akurat poprowadzić zajęć maja do mnie zaufanie, ale cóż - maybe it's just me). Chce Pan wierzyć w historyjkę, jak to bez konkursu zatrudnia się znajomków - proszę bardzo (zatrudnia się znajomków po konkursach, ale NIE O TYM JEST TEN ARTYKUŁ). Chce Pan dopisywać rzeczy, których nie ma w artykule - np., że profesor obiecywał te studia społecznicce - proszę bardzo. Chce Pan wierzyć w doktoranta redagującego pr. zbior. i podejmującego decyzje ws. przyjmowania tekstów do druku - proszę bardzo.
            I żeby było jasne - nie twierdziłem i nie twierdzę, że patologii nie ma. Nie twierdzę nawet, ze nie są częste. Mój kolega z doktoranckich codziennie rano wyprowadzał promotorowi psa. Ja tylko odnoszę się do artykułu, który zawiera mnóstwo informacji z.d.w. I chodzi mi o to, że reputacja społ. polskich naukowców jest tak nędzna, że dziennikarz czuje, że może wciskać ewidentną ciemnotę.
            • dala.tata Re: o doli doktorantów 06.10.14, 21:48
              A ja znam promotorow, ktorzy wysylaja doktorantow do warzywniaka.

              Ja wiem, ze nie o tym jest artykul. Ja sie iburzylem na panskie 'brednie'. Ten artykul miesza wiele rzeczy, ale wole, zeby on byl niz zebysmy udawali, ze kest fajnie, tylko kilka osob, dokladnie 4, sa niemile. Tak nie jest.
              • podworkowy Re: o doli doktorantów 06.10.14, 22:06
                ale mi właśnie o to chodziło - "brednie" dotyczyły tego tekstu, a nie miały być zaprzeczeniem istnienia patologii.
                Reputacja środowiska naukowego w Polsce jest tak nędzna, że nawet normalne rzeczy nabierają jakiegoś złowrogiego zabarwienia. Nie powie mi Pan przecież, że gdyby jakiś profesor w wielkim świecie nakazał/zasugerował swojemu doktorantowi poprowadzenie kilku zajęć z seminarium dyplomowego i podzielenie się swoimi doświadczeniami, to takie zastępstwo zostałoby zawsze sformalizowane. To samo dotyczy np. szkoleń na uczelni. Plus dodajmy do tego ewidentne absurdy typu 1/8 etatu itd.
                I nie wierząc w spiskową teorię nully'ego, retoryka i merytoryczna zawartość tego artykułu przypominają mi teksty z "Trybuny Ludu" o biedzie w Ameryce...
                • dobrycy Re: o doli doktorantów 06.10.14, 22:15
                  podworkowy napisał(a):

                  > ale mi właśnie o to chodziło - "brednie" dotyczyły tego tekstu, a nie miały być
                  > zaprzeczeniem istnienia patologii.
                  Tekst to nie są brednie, to opinia kilku ludzi, być może nie słuszna

                  > Reputacja środowiska naukowego w Polsce jest tak nędzna, że nawet normalne rzec
                  > zy nabierają jakiegoś złowrogiego zabarwienia.

                  Na tą reputacje środkowisko (ale nie tylko one) pracowało całe lata.
                  W ostatnim czasie zgnilec zaczął przyspieszać. Środowisko jednak
                  twierdzi że jest ok i tak ma być, bo tak zawsze było.


                  Nie powie mi Pan przecież, że gd
                  > yby jakiś profesor w wielkim świecie nakazał/zasugerował swojemu doktorantowi p
                  > oprowadzenie kilku zajęć z seminarium dyplomowego i podzielenie się swoimi dośw
                  > iadczeniami, to takie zastępstwo zostałoby zawsze sformalizowane. To samo dotyc
                  > zy np. szkoleń na uczelni. Plus dodajmy do tego ewidentne absurdy typu 1/8 etat
                  > u itd.
                  > I nie wierząc w spiskową teorię nully'ego, retoryka i merytoryczna zawartość te
                  > go artykułu przypominają mi teksty z "Trybuny Ludu" o biedzie w Ameryce...

                  Może, do pewnego stopnia na pewno. Ale jak Pan Panie podwórkowy myśli,
                  przeciętny czytelnik komu daje wiarę ?
                  Lektura komentarzy pod podobnymi "artykułami" jasno pokazuje, że
                  raczej wierzy sie w złych profesorów/nauczycieli niż w złych studentów/uczniów.

                  • podworkowy Re: o doli doktorantów 06.10.14, 22:18
                    wie Pan, ja mam niejakie wątpliwości co do realności istnienia tych osób. To, jak P. Wanda, lat 56, kwiaciarka, z artykułów w "Fakcie". Sorry, ale nie wierzę w żadnego doktoranta opowiadającego o 1/8 etatu...
                    Co do opinii społecznej - zgoda.
                • dala.tata Re: o doli doktorantów 06.10.14, 22:21
                  ale ja to wiem! i dalem odpor, zeby to bylo jasne.
            • loleklolek_pl Re: o doli doktorantów 07.10.14, 08:42
              "Chce Pan wierzyć w doktoranta redagującego pr. zbior. i podejmującego decyzje
              > ws. przyjmowania tekstów do druku - proszę bardzo."

              Eeee, nie takie rzeczy się robiło. Pan chce wierzyć, że wszyscy samodzielni są kopalnią wiedzy i sumienności. Nie są, tzn. nie wszyscy.
          • nullified Re: o doli doktorantów 08.10.14, 11:17
            dala.tata napisał:

            > Kolego podworkowy, czesto sie z panem nie zgadzam, ale zazwyczaj pan nie pieprz
            > y. niestety, zdarza sie.

            często się z Tobą nie zgadzam "ale zazwyczaj pan nie pieprzy. niestety, zdarza sie." ;)

            >
            > 1. to, ze pan wzail zajecia za koelge, nie ma nic wspolnego z promotorem, ktory
            > kaze doktorantowi to zrobic.

            zdarza się, niemniej nie znasz sytuacji, ja też nie; zastępstw standardowo nie rozliczamy jakoś skrupulatnie, najzabawniejszą sytuację jaką pamiętam to egzamin na jednej ze Świętych-I-Wielkich, prof. sam Święty-I-Wielki (choć format raczej bardzo podwórkowy) nakazuje doktorantom nie tylko pilnowac studentów (detaliczne wykorzystanienie) ale jeszcze... sprawdzać zgodność ich prac ze swoim kluczem. Smaczku dodaje, że klucz był na poziomie, który nie dorastał nawet ankietom niekiedy tutaj trafiającym. Ajjj złote czasy ;)

            > 7. zalezy, czy cczasem profesor w milusie nie oral i obiecywal te studia, co?

            sam mówisz, że życie twarde jest i w ogóle ;p

            > 8. ale zgadzam sie - trudno wyczarowac etat. ale moze jakby dzieci i znajomi pr
            > ofesorow nie dostawali tych miejsc bez konkursu, latwiej byloby te braki zaakce
            > ptowac co?

            No tyle, że dostać coś "bez konkursu" jest niemożliwe, patologię to my mamy w drugą stronę. Niedługo będziemy zatrudniać wszystkich w drodze usług zleconych i w ramach przetargu >.>. A co do zatrudniania "swoich" w ramach konkursu... no cóż, mili reformerzy...think before...

            as I said /sigh
            > I wie pan co, jak prawnicy zaczynaja o diable w szczegolach wobec patologii, kt
            > ore widac dokola, to zal dupe sciska. Bo pan powinien grzmiec, do cholery.

            Jak ta krowa co "dużo ryczy i mało mleka daje"? Problem jest z tym, że "się grzmi" a potem narobiąc kaka jedzie do brukselki ^^ A kaka się rozrasta ;p
    • charioteer1 Re: o doli doktorantów 06.10.14, 21:33
      To nie do konca sa brednie, ale jest to faktycznie pomieszanie z poplataniem. Prawda jest taka, ze na polskich uczelniach roi sie od najrozniejszych patologii, ale tego rodzaju wynurzenia to teorie spiskowe w najczystszej postaci.

      Zacznijmy od "doktoranta", ktory placil "haracz" uczelni. Po pierwsze, zadnego haraczu nie bylo. Po drugie, to nie byl doktorant, tylko pracownik, ktoremu nie przedluzono umowy. To jest chore, ale nie jest karalne, nawet naruszenia etyki trudno tu sie doszukac. Byl w tej historii jedynie profesor, ktory pieprzyl jak potluczony, ale nawet tego nie da sie udowodnic.

      pisanie artykułów naukowych przez doktorantów i późniejsza ich publikacja pod nazwiskami profesorów to norma, na którą wszyscy się godzą. Tak już się przyjęło. Profesorowie wymagają od doktorantów serwilizmu, a ci się na to godzą.

      To jest patologia, jezeli nazwisko doktoranta nie figuruje na publikacji. Jezeli doktorant pod wlasnym nazwiskiem publikuje prace zespolu, pomijajac pozostalych autorow, bo przeciez "sam" wszystko zrobil, a ci inni mu tylko pomogli, bo taki ich psi obowiazek, to to tez jest patologia.

      Kiedy na piątym roku powiedziała promotorowi, że po magisterium chce się doktoryzować i poprosiła o pomoc usłyszała, że musi radzić sobie sama. Profesor dodał też, że organizacja konferencji to jedno, a doktorat to drugie i on nie wie czy studentka sobie poradzi.

      Swieta prawda. Doktorat to doktorat, a konferencje to konferencje.

      Jeśli doktor lub doktorant pracuje nad jakąś pracą naukową i zbiera do niej artykuły od swoich kolegów, to nie może odrzucić tekstu nadesłanego od profesora.

      WTF? O co tu chodzi? Jaka praca naukowa? Chyba zbiorowka.
      • dobrycy Re: o doli doktorantów 06.10.14, 21:44
        Generalnie na uczelniach stara profesura zawsze orała młodymi i wykorzystywała młodych,
        problem zaczął się pojawiać kiedy na uczelnie i na doktoraty przyszło trochę bardziej asertywne
        i mające wysokie mniemanie o sobie pokolenie. I mamy wajchę w drugą stronę kiedy
        tym razem na starych cwaniaków trafiły młode cwaniaki, które jeszcze śmią do gazet pisać.
        Ja tam myśle że i leśne dziadki które w pocie czoła tworzyły i konserwowały patologie
        mają sporo za uszami, i ci wielce pokrzywdzeni doktoranci/doktorzy. Po prostu pomału
        trafiła kosa na kamień.
        • charioteer1 Re: o doli doktorantów 06.10.14, 21:51
          Mamy chory system, glupie wladze i coraz bardziej roszczeniowych studentow. Biorac to wszystko razem cuzamen do kupy, to jest postepujaca degrengolada na wszystkich frontach.
          • dobrycy Re: o doli doktorantów 06.10.14, 22:20
            Chory system został wyprodukowany przez głupią władze i biernych
            lub zepsutych akademików, którzy dali przyzwolenie na dalsze psucie systemu. Ja mam tu na myśli głownie dekade 90/2000.
            Roszczeniowi studenci i obecne patologie są tego rezultatem, który
            przewidzieć można było równie łatwo co wybuch pożaru po wykręceniu
            kurka z gazem. System w którym punktuje sie głównie ilość (jak za PRL
            z produkcją stali czy węgla) z natury będzie produkował coraz więcej bubli.
            A że buble są też budulcem systemu, to musi się zawalić.
            Gdy się zawali, to przyjedzie z USA jakiś Sendi i zrobi nowy.
            Albo nikt nie przyjedzie i nie bedzie żadnej nauki, bo po co ona w takim kraju jak nasz.


            charioteer1 napisał:

            > Mamy chory system, glupie wladze i coraz bardziej roszczeniowych studentow. Bio
            > rac to wszystko razem cuzamen do kupy, to jest postepujaca degrengolada na wszy
            > stkich frontach.
            >
            • charioteer1 Re: o doli doktorantów 06.10.14, 22:30
              Nie wiem, czy sie zawali. Raczej nie przypuszczam. Raczej poglebi selekcje negatywna na studia doktoranckie i demoralizacje tych, ktorzy na tych studiach juz sa. Patrzac po doktorantach u mnie na wydziale, najlepiej radza sobie ci, ktorzy w zadne uklady sie nie mieszaja i nie angazuja w zadna dzialalnosc. Reszta jest coraz bardziej roszczeniowa i zbiera punkciki do stypendium w najmniej kosztochlonny sposob.
    • flamengista to może być prawda 06.10.14, 21:56
      ale w jakiejś specyficznej dyscyplinie. U nas jest dokładnie na odwrót: doktoranci nie mają na nic czasu, bo pracują a naukę robią hobbystycznie. Profesorowie może by i chcieli im wrzucić jakąś robotę, ale doktoranci są bardzo asertywni i mówią zdecydowane "nie". Potencjał naukowy ma jakieś 3-4 osoby na 60-80 doktorantów, z czego połowa już na wstępie jest wyłuskana i zatrudniona na pełny etat przy projektach. Pozostali odchodzą, bo dostają lepsze oferty w sektorze prywatnym.

      Jak otwierano doktoranckie to słyszałem, że ma być to bat na leniwych asystentów i adiunktów, ale nic z tego nie wyszło...
    • pisiarz Re: o doli doktorantów 08.10.14, 10:30
      Proszę zwrócić uwagę na słowa klucze:

      "Chociaż nie wszystkie polskie uczelnie trawione są patologami..." - to jednak w dalszej części artykułu będę starał się wytworzyć przekonanie, że nauka to jedno wielkie szambo.

      "Mój pierwszy rozmówca (...) mówi mi, że sam ma świetnego szefa, ale widzi co się dzieje z jego koleżankami i kolegami." <

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka