flamengista
23.06.15, 22:31
Cytatwww.nauka.gov.pl/g2/oryginal/2015_06/a6435263c76eecaa0821221e6bd708ac.pdf
Jest gorzej, niż myślałem. Oprócz Poloneza, nad którym już debatowaliśmy miliony pójdą na tworzenie portali informacyjnych dla cudzoziemców (program "Ready, Study, Go! Poland") - efekt będzie podobny jak powrotnik, czyli portal z radami dla chcących wrócić na Zieloną Wyspę rodaków z emigracji. Czyli zerowy.
Ale są też inne kwiatki:
1. oczekiwanie, że uczelnie będą się ubiegać o międzynarodowe akredytacje - to oczywiście jest ważne, ale w naszych warunkach spodziewam się utrudnień podobnych jak przy KRK
2. postulat umiędzynarodowienia kadry zawiera taki fragment (s. 15) CytatZaangażowane w proces umiędzynarodowienia uczelnie i jednostki naukowe muszą zwrócić uwagę na konieczność zapewnienia przyjeżdżającym nauczycielom akademickim adekwatnych i zachęcających do przyjazdu warunków bytowych – opieka zdrowotna, wsparcie socjalne – np. mieszkania służbowe, ubezpieczenia czy zapewnienie dodatkowych warunków dla rodzin, w tym szkół międzynarodowych dla dzieci, pracy dla partnera. - co ciekawe, od polskich naukowców oczekuje się bezwarunkowej mobilności, również wewnątrzkrajowej tylko nigdy ministerstwo nie zająknęło się na temat mieszkań służbowych, problemu rodziny i pracy partnera...
3. Na koniec perełka (s. 16): CytatDziałania uczelni muszą zmierzać w kierunku wyeliminowania przypadków zniechęcających do mobilności i niepotrzebnego wydłużania okresu studiów np. o semestr. Ważne są również elastyczna organizacja roku akademickiego i zapisy regulaminu studiów eliminujące niemożność przystąpienia do egzaminów, które odbywają się wyłącznie raz w roku. - jeśli dobrze rozumiem, Ministrze rozchodzi się o to by Erasmusowcy przyjeżdżający do nas na semestr letni "nie musieli się ograniczać" i mogli podchodzić do egzaminu z mojego przedmiotu z semestru zimowego. Oczywiście bez robienia ponownych wykładów, chodzić będzie wyłącznie o zaliczenie w trybie indywidualnym. Czyli dodatkowa praca za friko, w dodatku polegająca na uprawianiu fikcji dydaktycznej, byle tylko wesoły Erasmusowiec mógł "zaliczyć" i mieć święty spokój. Wtedy do nas chętniej przyjadą. A i przyrost naturalny może ulec poprawie.
Takie rzeczy oczywiście mogą wypisywać weseli urzędnicy z ministerstwa, wspomagani przez idealistów-młodych naukowców z PAN, którzy hobbystycznie prowadzą 1 monograficzny kurs na poziomie magisterskim/doktoranckim na elitarnym kierunku i pojęcia nie mają o orce dydaktycznej na masowych kierunkach społecznych.
Niby nie powinniśmy się przejmować, bo idzie nowe - ale takie pomysły czasem bywają kontynuowane przez nową ekipę.