Dodaj do ulubionych

Program umiędzynarodowienia - są konkrety

23.06.15, 22:31
Cytatwww.nauka.gov.pl/g2/oryginal/2015_06/a6435263c76eecaa0821221e6bd708ac.pdf

Jest gorzej, niż myślałem. Oprócz Poloneza, nad którym już debatowaliśmy miliony pójdą na tworzenie portali informacyjnych dla cudzoziemców (program "Ready, Study, Go! Poland") - efekt będzie podobny jak powrotnik, czyli portal z radami dla chcących wrócić na Zieloną Wyspę rodaków z emigracji. Czyli zerowy.

Ale są też inne kwiatki:

1. oczekiwanie, że uczelnie będą się ubiegać o międzynarodowe akredytacje - to oczywiście jest ważne, ale w naszych warunkach spodziewam się utrudnień podobnych jak przy KRK
2. postulat umiędzynarodowienia kadry zawiera taki fragment (s. 15) CytatZaangażowane w proces umiędzynarodowienia uczelnie i jednostki naukowe muszą zwrócić uwagę na konieczność zapewnienia przyjeżdżającym nauczycielom akademickim adekwatnych i zachęcających do przyjazdu warunków bytowych – opieka zdrowotna, wsparcie socjalne – np. mieszkania służbowe, ubezpieczenia czy zapewnienie dodatkowych warunków dla rodzin, w tym szkół międzynarodowych dla dzieci, pracy dla partnera. - co ciekawe, od polskich naukowców oczekuje się bezwarunkowej mobilności, również wewnątrzkrajowej tylko nigdy ministerstwo nie zająknęło się na temat mieszkań służbowych, problemu rodziny i pracy partnera...
3. Na koniec perełka (s. 16): CytatDziałania uczelni muszą zmierzać w kierunku wyeliminowania przypadków zniechęcających do mobilności i niepotrzebnego wydłużania okresu studiów np. o semestr. Ważne są również elastyczna organizacja roku akademickiego i zapisy regulaminu studiów eliminujące niemożność przystąpienia do egzaminów, które odbywają się wyłącznie raz w roku. - jeśli dobrze rozumiem, Ministrze rozchodzi się o to by Erasmusowcy przyjeżdżający do nas na semestr letni "nie musieli się ograniczać" i mogli podchodzić do egzaminu z mojego przedmiotu z semestru zimowego. Oczywiście bez robienia ponownych wykładów, chodzić będzie wyłącznie o zaliczenie w trybie indywidualnym. Czyli dodatkowa praca za friko, w dodatku polegająca na uprawianiu fikcji dydaktycznej, byle tylko wesoły Erasmusowiec mógł "zaliczyć" i mieć święty spokój. Wtedy do nas chętniej przyjadą. A i przyrost naturalny może ulec poprawie.

Takie rzeczy oczywiście mogą wypisywać weseli urzędnicy z ministerstwa, wspomagani przez idealistów-młodych naukowców z PAN, którzy hobbystycznie prowadzą 1 monograficzny kurs na poziomie magisterskim/doktoranckim na elitarnym kierunku i pojęcia nie mają o orce dydaktycznej na masowych kierunkach społecznych.

Niby nie powinniśmy się przejmować, bo idzie nowe - ale takie pomysły czasem bywają kontynuowane przez nową ekipę.
Obserwuj wątek
    • rudamaruda1949 Re: Program umiędzynarodowienia - są konkrety 23.06.15, 23:06
      w czym widzisz różnicę między możliwością uznawalności kwalifikacji zdobytych poza uczelnią dla Polaka przychodzącego z ulicy zdawać egzaminy z przedmiotów w których nie uczestniczył a możliwością uznawalności kwalifikacji zdobytych eksternistycznie dla wesołego erasmusowca przebywającego na Twojej uczelni i zdającego egzaminy z przedmiotów z których się nauczył i umie bez Twojego wysiłku?
      Co przez to niby tracisz?
      • flamengista oba przypadki są równie złe 23.06.15, 23:46
        przy czym jest trochę inaczej, niż piszesz.

        W przypadku polskich studentów problemem są wracający ze stypendium, mający rozliczenie roczne. Zupełnie nie wiem dlaczego nie mogą oni powtarzać kursu w kolejnym roku - niemniej są to incydentalne przypadki, dostają sporo literatury do przeczytania, projekt naukowy (tekst do napisania), a następnie do obronienia go podczas rozmowy. Sporo wysiłku ich to kosztuje. Mnie również, ale robię to za darmo i to jest problem.

        Natomiast w przypadku erasmusowców z zagranicy problem jest o wiele, wiele większy. Oni się zapisują na kursy które de facto MUSZĄ zaliczyć. Jak nie zdadzą u mnie uczelnia ma problemy. Dodatkowo to nie jest tak, że studenci z erasmusa "zdają egzaminy z przedmiotów z których się nauczyli i umieją bez Twojego wysiłku". Oni się nie zapisują na kursy kanoniczne, które można się nauczyć z byle podręcznika. Niestety, interesuje ich specjalistyczny kurs monograficzny, do którego mam rozpisane case'y, często poparte własnymi badaniami. Ten kurs jest bardzo popularny - średnio mam ca. 60 studentów z normalnego programu i co najmniej drugie tyle erasmusowców. Tyle że kurs jest w zimie. Jeśli pozwoli się im wybierać kurs w lecie i zdawać go eksternistycznie - będę miał kolejne 40-50 osób, które zwabione fajną nazwą kursu będą chciały mieć zaliczenie najmniejszym kosztem.

        Natomiast meritum sprawy jest zupełnie inne. Ministerstwo widzi problem w sztywności EGZAMINÓW, nie KURSÓW. Czyli chce by zgadzały się oceny i zaliczenia, a nie jakość dydaktyki. Przecież sprawę można by rozwiązać w cywilizowany i zachodni (np. amerykański) sposób. Czyli robi się kursy modułowe i intensywne. 30 godzin rozpisanych na 2-3 tygodnie. W ten sposób naukowiec ma okresy intensywnej pracy dydaktycznej, a później może wrócić do nauki. Student i uniwersytet zyskują możliwość realizowania tego kursu 2, a nawet 3 razy w ciągu roku. Jest tylko "malutki" problem. Koszty i konieczność rozliczenia 60, a nawet 90 godzin zamiast 30.
        • rudamaruda1949 Re: oba przypadki są równie złe 24.06.15, 01:05
          to co opisujesz nie jest problemem ministerstwa - problemem jest Twoj pracodawca
          u nas, gdy zglasza sie ktos z ulicy i jest 1, to na niego dostaje sie 10 godzin. Podobnie jak pojawi sie dziki student z erasmusa. Za kazdego studenta 3 godziny, ale nie mniej niż 10 godzin na przedmiot i nie wiecej niz zgloszone w syllabusie (np. 60 godzin to odpowiednik 20 studentow).
          Jak sie zglasza w zimowym ktos na kurs, ktory normalnie jest w letnim, to sie ten kurs z radoscia odpala bo to dodatkowe 10 godzin, a jak zbierze jak u ciebie 49 kolegow, to jesli twoj kurs ma planowo 120 godzin - dostajesz cale 120 godzin (50 * 3 = 150 ale w sylabusie 120, wiec 120).
          Zmien pracodawce bo cie wykorzystuje i brzydko z Toba pogrywa.
          • flamengista ten pracodawca 24.06.15, 09:31
            ma najlepsze warunki płacowe w Krakowie, a prawdopodobnie również w całej południowej Polsce. Nie mówiąc już o możliwości rozwoju naukowego - te mam całkiem przyzwoite.

            Bardzo piękne te zasady u was, ale nie bez przyczyny SGH miało kilkadziesiąt milionów złotych długu, a my co roku wypracowujemy zysk. Proszę pamiętać, że SGH jest w Warszawie i zawsze sobie poradzi, a my w Krakowie w przypadku kłopotów będziemy mieli redukcję zatrudnienia i zarząd komisaryczny. Nas na taką rozrzutność nie stać, trzeba to powiedzieć otwarcie.

            W dodatku podane rozwiązanie nie jest doskonałe. Ja np. mam tak, że sezon zimowy wypełniony jest dydaktyką, a letni jest luźniejszy - więc mam czas na pracę naukową. W przypadku gdybym jeszcze miał dodatkowo (oprócz 2 kursów w lecie) indywidualnie obsługiwać kilkudziesięciu studentów z erasmusa to o pracy naukowej mógłbym wtedy zapomnieć.

            Jedyne sensowne rozwiązanie to otwieranie kursu, gdy zapisze się na niego X osób. Oczywiście pod warunkiem, że prowadzący taki kurs zgłosi. Alternatywą - skomasowanie takiego kursu w 2-3 tygodnie, wtedy można kurs realizować nawet 3 razy w roku. Tylko takie rozwiązanie jest uciążliwe da administracji planującej obciążenia i sale - wymaga totalnej rewolucji w systemie układania zajęć.
            • rudamaruda1949 Re: ten pracodawca 24.06.15, 18:25
              Zatem nie psiocz na administrację centralną bo winna jest administracja lokalna
              Mi opisane w otwierającym wątek poście zmiany i nowe zasady zasadniczo się podobają i kojarzą się pozytywnie.
              Nie mam też tak negatywnej oceny studentów erasmusa. Na moje kursy zapisują się głównie Niemcy, Polacy z Ukrainy i Rosjanie. Rosjanie (a właściwie Tatarzy będący obywatelami FR, bo tacy do nas głównie przyjeżdżają) są bardzo sumienni i pracowici. Dodatkowo bardzo solidarni. Nie ma solidniejszych studentów od Niemców, chyba, że akurat Niemcem jest niemiecki Kurd, to wtedy ich poziom jest bliski hiszpańsko - włoskiemu poziomowi. Ale nie mogę przecież wszystkim dawać pozytywnych ocen. Zazwyczaj 20% najsłabszych studentów dostaje ndst z wpisem do systemu. Nikt mnie nie woła na dywaniki - jest to pozostawione osobistej ocenie prowadzącego (o ile jest samodzielnym). Z kolei na adiunktów bez habilitacji są naciski, aby podnosili wymagania. Ba, kiedyś dostaliśmy z Niemiec list, podpisany przez koordynatorów kilku współpracujących z nami uniwersytetów, a wystosowany przez uniwersyteckiego koordynatora będącego inicjatorem, że z niepokojem obserwują, że studenci otrzymują u nas średnio lepsze oceny niż te, które otrzymywali w Niemczech, i że w przypadku dalszego zbyt pobłażliwego oceniania, będą zmuszeniu ograniczyć liczbę studentów wysyłanych do nas. A niemieccy erasmusowcy są najlepszymi uczestnikami anglojęzycznych zajęć, najliczniejszymi, trzeba na nich chuchać. Stąd naciski na młodszych kolegów aby nie doprowadzali do inflacji ocen. Zresztą doktor nie może zgłosić wykładu, może być przylepiony jako ćwiczeniowiec do wykładu prowadzonego przez samodzielnego. Są oczywiście wyjątki, ale te musi zatwierdzić rada naukowa wydziału - co jest czynione tylko u tych, którzy lada chwila się habilitują.
              • flamengista ależ winna jest administracja centralna 24.06.15, 19:25
                bo nie ma pojęcia jak to wygląda poza Warszawą. A system premiuje takie zachowania. Powtórzę się: na takie numery jak wyprawiało SGH z finansami nie pozwolono by nigdzie indziej. Dużemu wolno więcej i tyle. Nie można jednak waszych zasad przenosić do innych uczelni ekonomicznych, bo będą one katastrofalne dla naszych finansów.

                Co do studentów zagranicznych... Mam podobne odczucia odnośnie Ukraińców, Białorusinów czy Rosjan studiujących u nas po angielsku, tylko że to nie są erasmusowcy:) Ci studenci przychodzą do nas na całe 3-letnie studia, a Polskę postrzegają jako część mitycznego Zachodu, więc im zależy.

                Mam też podobną ocenę Niemców, ale też Skandynawów. W zasadzie nie ma z nimi problemów. Natomiast w lecie dominują erasmusowcy z południa: głównie Hiszpanie, następnie Włosi, Francuzi, także Portugalczycy. I tu problem jest, głównie z dyscypliną. Nie chodzą, nie wiedzą nic o wymaganiach i pytają się po 1000 razy, w ostatniej chwili "muszą" mieć wcześniejsze zaliczenie, ocena im się nie podoba i chcą poprawić, egzamin powinien zostać przedłużony bo za mało czasu a w ogóle to krzesła niewygodne i zbyt duszno.
                • rudamaruda1949 Re: ależ winna jest administracja centralna 25.06.15, 07:40
                  Nie musi tego wiedziec jak jest poza Warszawą
                  sa przepisy krajowe i przepisy unijne i Krakow nie ma miec innych zasad
                  skoro masz w Krakowie takie zasady, to prawdopodobnie gdzies jest lamane prawo
                  jesli Twoje prace zwiazane z praca dydaktyczna przekrocza 42,5 h tygodniowo to juz jest to na pewno za duzo. A jesli nie - to po prostu robisz to w ramach etatu z ktorego jestes bardzo zadowolony i co Warszawie do tego?
                  Co do podejscia. Kiedys pisales, ze jestes bardzo asertywny i zarzadzac umiesz Twoim czasem. Teraz widze, ze albo cos sie z Toba zlego porobilo i powinienies przeczytac Twoje wlasne wpisy sprzed lat w ktorych widac mloda krakowska Wande co daje odpor nieokrzesancom.
                  Fla - dzialasz szkodliwie na Twoj rozwoj naukowy.
                  Unikaj jak ognia zbednej dydaktyki, nie bierz nadogodzin (nawet sekundy nadgodzin). To nieetyczne - słuchacz myśli, że przyszedł na pełnowartościowy wykład a prowadzi go wyżęty Fla zmęczony nadgodzinami. To też zbędne - nikt za nadgodziny nie da Ci medalu. Jako ekonomista znasz tragedie wspolnego pastwiska - jesli kazdy przestanie brac nadgodziny, to za chwile dostaniecie lepsze wynagrodzenie, ktore bedzie wyzsze niz obecna Twoja pensja z nadgodzinami.
                  Ta regulacja z erasmusem jest OK, o ile bedzie sie ja bralo doslownie.
                  Jesli bez wynagrodzenia chca Cię uszczęśliwić jakąś dodatkową pracą - to jej nie bierz. Ja nigdy nie biorę. Dopieszczam moich studentów z pensum i pozwalam im wchodzic sobie na glowe. Ale nie biorę nadgodzin. Celuje tez w mniej liczne grupy. Wyklad dla 15 studentow zamiast dla 300. I radze jak najszybciej zmienic podejscie - bo skonczysz jak Rysiek T. z Adamem J. - konczac jak oni - ale bez fruktow po drodze.
                  • piotrek-256 Re: ależ winna jest administracja centralna 25.06.15, 11:29
                    Wiesz, to chyba zleży jakie są układy na wydziale. Umiem sobie wyobrazić, że fla nie ma pola manewru. Jak nie weźmie nadgodzin, to dostanie karnie do poprowadzenia zajęcia z najgorszych przedmiotów, do pokoju dokwaterują mu 10 doktorantów, żeby nie mógł pracować, zabiorą mu całą kasę na wyjazdy, sprzęt itd. oraz dziekan przestanie akceptować jego wydatki z grantów.

                    Może iść się sądzić do sądu pracy, powodzenia, tylko kto w tym czasie utrzyma rodzinę...
                    • rudamaruda1949 Re: ależ winna jest administracja centralna 25.06.15, 11:44
                      Bzdury.
                      W takim przypadku należy przestać współpracować z daną uczelnią i przenieść się do uczciwszej.
                      Fla ma dobry dorobek opublikowany w JCR wszędzie przyjęliby go z otwartymi ramionami. Nawet za zachodnią granicą. Jego publikacje są realizowane w międzynarodowych zespołach - mogą go też zatrudnić w najlepszych ośrodkach na świecie. Po co kisić się w układzie mafijnym? Chyba tylko dobre dla osoby, która sama chce być mafiozem.
                      • czlowiek.z.makulatury Re: ależ winna jest administracja centralna 25.06.15, 12:47
                        Czy aby na pewno? UEK czy szerzej polska ekonomia nie jest znana z tego, że no ekhm publikuje w JCR poza Osiewalskim rzecz jasna.
                        • rudamaruda1949 Re: ależ winna jest administracja centralna 25.06.15, 12:54
                          No więc poza Osiewalskim i poza Fla (Fla to nie Osiewalski)
                          Teraz jest już dwóch.
                          • flamengista :) 25.06.15, 21:07
                            Nie ograniczajmy się, jest ich dwóch: Stiglitz i Fla. A w zasadzie kolejność powinna być odwrotna.

                            A na poważnie: dla większości młodych i mających ambicje naukowe na naszej uczelni prof. Osiewalski jest oczywiście guru i wzorem do naśladowania. Niedoścignionym wzorem. Dla mnie zaszczytem był sam fakt, że był w mojej komisji doktoratowej i głosował za;)
                            • tadeuszryszardzinskiout Re: :) 26.06.15, 22:39
                              W Krakowie dzieje się dużo dobrych rzeczy ostatnio.
                      • piotrek-256 Re: ależ winna jest administracja centralna 25.06.15, 15:11
                        Nie wiem ile jest uczelni ekonomicznych w Krakowie, a przenosiny poza Kraków? Fla chyba nie jest doktorantem, pewnie ma mieszkanie, rodzinę, która wcale nie ma ochoty przenosić się do innego miasta czy nawet kraju...

                        Mobilność wcale nie jest prosta...
                        • rudamaruda1949 Re: ależ winna jest administracja centralna 25.06.15, 15:58
                          Ależ to nie jest powód aby iść na zgniłe kompromisy.
                          Wyraźnie w pracy Fla czuje się źle - czego wyrazem są jego zbyt częste wpisy z pretensjami. Rysuje siebie na uciemiężonego i ciągnącego resztami sił w zamian za niesatysfakcjonujące głodowe stawki - które i tak są lepsze niż gdzie indziej - ale głęboko niesprawiedliwie niezadowalające.
                          Lepiej za wczasu zmienić warunki pracy poprzez uczciwe wypełnianie swoich obowiązków i asertywne nie przekraczanie uprawnień, a jeśli to się nie da - to pracodawcę na lepszego. Szkoda chłopa.
                    • pan.toranaga Re: ależ winna jest administracja centralna 25.06.15, 11:56
                      O ile wiem niewelką (30 - 60 nie pamiętam) liczbę nadgodzin można pracownikowi wcisnąć bez jego zgody.
                      • rudamaruda1949 Re: ależ winna jest administracja centralna 25.06.15, 12:23
                        OK
                        ale ani minuty więcej bez zgody pracownika
                        wystarczy sie nie zgadzac
                        a jak ktos sie zgadza, to chcacemu nie dzieje sie krzywda
                  • flamengista niestety Warszawa nie wie 25.06.15, 21:02
                    i to jest nieszczęście - Warszawy a jeszcze bardziej wszystkich spoza. Te ośmiorniczki za 1800 złotych i pogardliwe wypowiedzi o frajerach za 6 tys. miesięcznie to tylko jeden z przykładów, co gorsza tak myślą wszystkie "elyty" niezależnie od formacji politycznej.

                    Ale mniejsza o to. Co do mojej sytuacji: dziękuję bardzo, nie jest aż tak źle. Mnie bardziej martwi że mogłoby być znacznie lepiej, ale uparcie marnujemy swoje szanse przez mentalność zwykłego prowincjusza. I to jest największy problem. Mamy świetny kampus, mamy coraz więcej dobrych naukowców z dorobkiem naukowym (rozumiem, że porównanie mnie z prof. Osiewalskim to był żart, ale poza nim jednak jest grupa ca. 20 osób w wieku 35-45, która właśnie w ostatnim czasie zaczęła publikować w niezłych czasopismach; sądzę że z czasem będzie jeszcze lepiej). Ale zmienienie mentalności i zerwanie z kompleksem niższości wobec UJ to jeszcze długa droga.

                    Co do obciążeń: cały czas tłumaczę, że nie o godziny się rozchodzi. Ja przez ostatnie lata sprawnie bronię się przed godzinami i robię miedzy 250 a 300 godzin, co nie jest liczbą specjalnie obciążającą. Problemem jest wrzucanie bocznymi drzwiami dodatkowych obowiązków - a tu jest człowiek bezradny, bo to nie zależy od szefa katedry który jest po naszej stronie. Więcej nie napiszę, bo jest to oczywiste.

                    Problem różnic programowych i studentów zdających eksternistycznie zaległości był zawsze, ale to były jednostki. Jeśli Ministra zezwoli na zdawanie wszystkiego w trybie rocznym problem zrobi się gigantyczny, szczególnie u nas z masą erasmusów zagranicznych. Oczywiście, da się to obejść w prostacki sposób: mnożąc wymagania i zniechęcając studentów jak się tylko da. Ale trochę brzydzę się takim rozwiązaniem. Szczególnie że chodzi o mój ulubiony kurs monograficzny, z którego jestem naprawdę dumny:)
    • nieopierzony Re: Program umiędzynarodowienia - są konkrety 23.06.15, 23:39
      A jaki jest problem z tym, że można będzie podejść do egzaminu bez uczestnictwa w kursie? Wystarczy dać egzamin na tym samym poziomie co dla regularnych studentów.

      Podjeść może, zdać nie musi - o tym nie ma mowy w dokumencie.

      Na WPiA UJ żadne zajęcia nie są obowiązkowe. Egzaminy są trudne i to tylko od studenta zależy czy chce skorzystać z oferty ćwiczeń i wykładów. Mimo, że nie ma zajęć obowiązkowych to otwieramy ponad 30 grup ćwiczeniowych 30-osobowych w tygodniu (dla zaocznych dodatkowo).
      • flamengista wyborny dowcip! 23.06.15, 23:54
        spróbuj oblać 50-75% erasmusowców, szczególnie w przypadku kierunku na którym w ciągu roku stanowią oni ponad połowę studentów. I zrób to konkretnie, czyli wpisując dwóję do systemu.

        Jeśli jeszcze nie łapiesz o co chodzi - oprócz tradycyjnego wezwania na dywanik do wszystkich liczących się na uczelni doprowadzisz prawdopodobnie do zerwania kilku umów uczelnianych i zostaniesz słusznie uznany za szkodnika, przez którego w przyszłym roku studentów zagranicznych będzie znacznie mniej, bo pójdą do konkurencji. A to wszystko w sytuacji niżu demograficznego i presji na internacjonalizację. W najlepszym wypadku zabiorą ci kursy po angielsku, co i tak przełoży się na niedobór do pensum.

        Piszesz sobie protekcjonalnie z pozycji wesołego grajdołka, w którym nigdy nie trzeba się było martwić o kandydatów na studia ani ich poziom. Gdzie można uwalić studenta bez konsekwencji, bo zapłaci za poprawkę bo marzy o waszym dyplomie. Takich rajskich i sielskich oaz jest na polskich uczelniach bardzo mało, a ostatnio coraz mniej.
        • nieopierzony Re: wyborny dowcip! 24.06.15, 00:10
          Ok, nie zdawałem sobie sprawy z tego typu problemów.

          Jednak to poddaje pod wątpliwość pierwotne narzekanie. Skoro i tak nie można oblać erasmusowców to cały system ich "egzaminowania" już wcześniej był fikcją - cytowany fragment tylko to potwierdza.
          • flamengista oczywiście że był 24.06.15, 09:47
            macie za mało studentów zagranicznych, żeby to wiedzieć. Z grzeczności nie podam alternatywnej nazwy programu erasmus. Powiem tylko, że przez pierwsze 3 lata prowadzenia dla nich zajęć pytałem, po co do Polski przyjechali. Teraz nie pytam, bo studentki bywały zażenowane odpowiedzią męskiego grona z zagranicy. "Cheap beer and nice girls" było najłagodniejsze, a i tak trzeba się cieszyć że nie podawali na odwrót...

            Dla 90% studentów przyjeżdżających do nas na erasmusa zależy na wszystkim, ale nie na studiowaniu. I to chyba trend ogólnoeuropejski, nie tylko polski.

            Mniejsza więc o poziom egzaminów, ale chodzi o CZAS. Jeśli mają zdawać egzaminy, to nie firmujmy totalnej fikcji - niech będą do nich zajęcia, na które przynajmniej mają szansę uczęszczać. My ustalimy niski próg na tróję, żeby mieć ich z głowy a zajęcia będzie się tradycyjnie prowadziło dla 10% zainteresowanych.

            Erasmus wymaga totalnego przeorientowania, ale to wymaga zmian na poziomie ogólnokrajowym i ogólnoeuropejskim. Pora skończyć z wolą amerykanką i możliwością wyjeżdżania wszędzie. Każdy kierunek powinien mieć pulę miejsc w partnerskich uczelniach, ze sprawdzonym programem i z góry określoną liczbą przedmiotów. W ten sposób przynajmniej na papierze student wyjeżdżając będzie miał szansę czegoś się nauczyć. Teraz nasi najlepsi studenci jadą na erasmusy do Fachhofschule, uczą się o zarządzaniu jakością produkcji (na stosunkach międzynarodowych!), a potem mają 10 różnic programowych do zdania w 4 tygodnie.
            • czlowiek.z.makulatury Re: oczywiście że był 24.06.15, 10:08
              A ja podam. To Socrates-Orgasmus, bo co do zasady niegrzeczny jestem.
            • pan.toranaga Re: oczywiście że był 25.06.15, 11:55
              >Fachhofschule
              Chyba raczej Fachhochschule - wyższa szkoła zawodowa, nie Fachhofschule czyli Zawodowa Szkoła Dworska :)
              Przepraszam, że się czepiam, ale takie znaczące pomyłki mnie nieodmiennie bawią.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka