Dodaj do ulubionych

List 145 sierot po PRL

26.02.18, 18:35
wpolityce.pl/polityka/383320-wazny-list-prawie-150-naukowcow-do-ministra-gowina-rewolucja-ktora-przygotowali-tworcy-tzw-konstytucji-dla-nauki-grozi-nieobliczalnymi-konsekwencjami
Lektura tak kuriozalna, że aż nie wiem, co by tu zacytować na zachętę. Podpisał to NPK, kilku polityków-historyków, znana nam Sabina Bober (wciąż z KUL), ten znany lanser z komitetu upadkowego humanistyki i ze 140 Gallów Anonimów nauki wolskiej. Dokonali cudu: pierwszy raz polubiłem reformę Gowina!
Obserwuj wątek
    • adam_beast Re: List 145 sierot po PRL 26.02.18, 20:28
      Przy tej liście sygnatariuszy bardzo brakuje mi wieku podpisujących :)
      • sendivigius Re: List 145 sierot po PRL 26.02.18, 20:46
        adam_beast napisał(a):

        > Przy tej liście sygnatariuszy bardzo brakuje mi wieku podpisujących :)

        I bylbys bardzo zaskoczony. Bo wiekszosc weszla w dorosle zycie po 89. Nie moze pamietac PRLu inaczej niz z opowiesci i "narracji" szkolnych i gazetowych. Na podstawie tych opowiesci wyrobila sobie zdanie. To tak samo jak w obecnym sporze o holokaust, ci co pamietaja wymarli zostali ci wychowani na pewnej propagandzie pisanej pod pewne zamowienie polityczne. Nie nalezy wiec sygnatariuszy listu nazywac sierotami po PRLu. To sa ludzie z nowego awansu. Nie moge uwierzyc, bo sam pamietam, aby ktos w PRLu bronil habilitacji jak Czestochowy, w szczegolnosci w wiekszych osrodkach. A w linkowanym tekscie jest prawie polowa na ten temat. Po 89 nastapil taki zabi skok. Ci co w PRLu znalezliby sie na uczelni, znalezli sie za granica (lub poza nauka). Na ich miejsce przyszli ci co w PRLu.... (dospiewajcie sami bo nie chce nikogo obrazac i wiem ze jest zawsze rozklad Gaussa czy innego). Nie reprezentuja oni wiec PRLu ale wyobrazenie o PRLu. Oni nie chca PRLu trwania ale jego rekonstrukcji i to w formie karykaturalnej, bo oderwanej od realiow czasu i miejsca.
        • petrucchio Re: List 145 sierot po PRL 27.02.18, 00:09
          Odetchnąłem: tylko jeden z mojej firmy, i to z tak bardzo naukowej jednostki jak Wydział Studiów Edukacyjnych (ale PRL pamięta, a jakże!). Nie, nie polubiłem reformy przez ten list, ale fakt
          • adam_beast Re: List 145 sierot po PRL 27.02.18, 06:06
            Ode mnie nikogo, co jest jakimś tam pozytywem. W ogóle brak reprezentacji uczelni technicznych poza Koszalinem i rodzynkiem z Łodzi.
        • adam_beast Re: List 145 sierot po PRL 27.02.18, 06:08
          Mówiąc szczerze, to ja jakoś ten wątek PRL w tej dyskusji pominąłem, bardziej spodziewałem się ludzi przed emeryturą (niezależnie od opcji), którzy absolutnie nie życzą sobie, żeby im cokolwiek zmieniać.
          Przy okazji, na humanistyce się nie znam, czy na tej liście jest ktoś poważny? Tzn. jest Śliwerski, ale on jest tylko znany.
        • h_hornblower etam... 27.02.18, 08:50
          IMHO to ma tyle wspólnego z PRL co z CHRL. Oni bronią status quo, w którym się po '89 umościli i obwarowali. Nie wszyscy zresztą koniecznie zresztą egoistycznie i po linii grupy interesu. Oni tworzyli ('Boże - ja tworze!") naukę w takich warunkach i "osiongli bezzaprzeczalny sukces", co stanowi dowód, że to słuszna i jedyna droga.
          • trzy.14 Re: etam... 27.02.18, 17:29
            h_hornblower napisał:

            > IMHO to ma tyle wspólnego z PRL co z CHRL.

            PRL to dla mnie symbol przeszłości. Poza tym podobno niemal cała Polska po '89 się zmieniła, a uczelnie jakby wcale...

            > Oni bronią status quo, w którym się
            > po '89 umościli i obwarowali.

            w punkt! Tylko to status quo to ja rozumiem jako PRL, w którym władza centralna abdykowała, oddając swoje niegdyś wszechogarniające kompetencje lokalnym klikom uczelnianym (poza finansami).

    • herr7 w czym tkwi kuriozalność tego listu? 27.02.18, 10:43
      Nie bardzo rozumiem, w czym tkwi kuriozalność tego listu? Piszą to głównie humaniści, ale podejmują problemy, które pojawią się też przed przedstawicielami nauk ścisłych, kiedy ta ustawa wejdzie w życie. Nie rozumiem, dlaczego nazywa Pan tych ludzi sierotami po PRL? To niby ma być określenie obraźliwe, ale czego ono dotyczy?

      Od samego początku podejrzewam, że rzeczywistą intencją rządzących jest zmniejszenie nakładów na naukę - przynajmniej w perspektywie kilku lat. Listkiem figowym mają niby być zwiększone nakłady, ale chyba nikt z nas nie wierzy w obietnice, które mają być zrealizowane za 10 lat? To są puste obietnice. W ostateczności stracą nie tylko ośrodki prowincjonalne, ale też uczelnie "flagowe", gdyż tam w wielu przypadkach jest nadmiar pieniędzy i państwo po nie sięgnie.

      Polska klasa rządząca nie widzi powodów, żeby wspierać naukę i uczelnie wyższe, gdyż ma zupełnie inne priorytety. Gospodarka w Polsce też nie potrzebuje wielu wykształconych ludzi. Z drugiej strony, wyjście z obecnej sytuacji - kraju, którego najważniejszym atutem jest tania siła robocza wymagałoby wysiłku, na który rządzący nie potrafią się zdobyć. Tu trzeba mieć perspektywę na 20-30 lat, a rządzący kierują się jedynie perspektywą do najbliższych wyborów.
      • zitterbewegung Re: w czym tkwi kuriozalność tego listu? 27.02.18, 11:19
        Herr, a jakie z wymienionych przez Ciebie perspektyw ten list podejmuje? Czytając to czuje się takie zażenowanie jak patrząc na opozycję w Sejmie.
        • doktorgibek Re: w czym tkwi kuriozalność tego listu? 27.02.18, 11:31
          Włodzimierz Bernacki: list do premiera Gowina jest opinią środowiska. te uwagi są trafne

          Podzielam w dużej części poglądy tych osób. Te uwagi są trafne, celne. Wbrew temu co krytycy tego listu podnoszą, on powstał z głębokiej lektury i znajomości projektu ustawy. Była też pogłębiona refleksja nad tym projektem. W tym liście wskazane są możliwe negatywne skutki wprowadzenia takiego rozwiązania. Zapewniam wszystkich, że profesura czyta tekst ze zrozumieniem, analizuje. Ten list jest opinią środowiska. Nie rektorów, nie władzy. To jest opinia profesury. Tych, którzy na co dzień parają się nauką.

          (Bernacki): zwrócę uwagę, że czymś naturalnym jest to, że projekt ustawy może się stać projektem rządowym. Dopiero wtedy może trafić do Sejmu. Naturą Sejmu jest to, że musi się pojawić debata, dyskusja. Muszą pojawić się też poprawki. Ja sobie nie wyobrażam, że ten projekt przejdzie bez poprawek. Sam premier Gowin powiedział, że dobrym rozwiązaniem byłoby powołanie podkomisji, która by się zajęła tym projektem. Premier oświadczył też, że chętnie by porozmawiał z sygnatariuszami tego listu. Miejscem tej debaty może być posiedzenie komisji lub podkomisji. Nie powinno być inaczej.
          • zitterbewegung Re: w czym tkwi kuriozalność tego listu? 27.02.18, 12:01
            To są jaja? Gdzie tam jest głęboka lektura? Jest sprzeciw przeciwko zmianie kilku pieczątek i kwestiom symbolicznym, poza tym kilka niezwiązanych z niczym poza stałymi obsesjami sygnatariuszy wrzutek na temat habilitacji, grantów, systemu bolońskiego i egzaminów wstępnych. Ile z dziesięciu postulatów ma w ogóle punkty styczne z projektem? To są na pewno postulaty do przedstawionego projektu, czy jakiś inny projekt z którym "środowisko" nie zdążyło przez 2 lata na kongresy?
        • herr7 Re: w czym tkwi kuriozalność tego listu? 27.02.18, 12:39
          np. pozycji rektora i Rady Uczelni. Rektor będący najczęściej człowiekiem w wieku przedemerytalnym będzie miał prawo podejmować decyzje, których konsekwencji sam nigdy nie poniesie. Rektorzy mają spełniać rolę "karbowych" i wydają się być zadowoleni z tego, że państwo daje uczelniom ochłapy. Kto poza rektorami (nie wszystkimi) popiera tę ustawę?

          Problemem polskich uczelni jest ich marne w większości finansowanie, przy ograniczonych możliwościach pozyskania pieniędzy z grantów.
          • zitterbewegung Re: w czym tkwi kuriozalność tego listu? 27.02.18, 13:00
            Samorząd studencki popiera. Rektorzy popierają, bo obecnie mają rolę dekoracyjną. Ja nie widzę żeby krytyka po pierwsze krytykowała, po drugie w ogóle się zastanawiała skoro już chce coś postulować to w jakim sensie. Jest o tym że Rada to symboliczna podległość uczelni nazwijmy to światu świeckiemu.

            Ja sobie całkowicie pięknie wyobrażam, że wszystkie te zmiany wejdą do projektu legutko, zostawiając całą resztę i będzie to piękna chimera (taki bar sałatkowy w Krakowie przyjazny filozofom).
            • herr7 Re: w czym tkwi kuriozalność tego listu? 27.02.18, 15:45
              Na której uczelni rektorzy nie mają realnej władzy? Zna Pan jakąś? Ograniczają ich przepisy? Stoją w końcu na czele instytucji opłacanych z publicznych pieniędzy. Jeżeli chcą mieć pozycję podobną do zarządzających spółkami akcyjnymi to muszą się liczyć z utratą pracy? Ale oni wierzą, że nikt ich nie wyrzuci, bez względu na to co zrobią. Ale chętnie będą wyrzucać innych. Na tym polega patologia, którą nowa ustawa niesie - władza, ale bez odpowiedzialności za błędy.

              Samorząd studencki? Czyli garstka działaczy nie mających nic wspólnego ze studentami?
              • zitterbewegung Re: w czym tkwi kuriozalność tego listu? 27.02.18, 16:29
                Ja jestem nieskończenie zdziwiony gremialnym poparciem tego projektu przez wszelkie ciała kolegialne. A rektor? Jaką politykę prowadzi rektor? Zna Pan jakiegoś rekotra prowadzącego jakąś politykę? Coś by się stało jak by go nie było?
                • trzy.14 Re: w czym tkwi kuriozalność tego listu? 27.02.18, 17:17
                  Nie ma takiego rektora, no może Pałys coś próbuje.

                  Rektora wyobrażam sobie jak kogoś, kto pływa w oceanie szybkozmiennych ustaw, rozporządzeń i aktów (na szczęście już bez telefonów), usiłując swój stateczek dostosować do zmian już zadekretowanych i przewidzieć zmianę wiatrów w najbliższym czasie.

                  W tej chwili rektor nie może niemal nic w sensie twórczym. Może za to skutecznie blokować. I to tyle.

                  zitterbewegung napisał:

                  > Ja jestem nieskończenie zdziwiony gremialnym poparciem tego projektu przez wsze
                  > lkie ciała kolegialne. A rektor? Jaką politykę prowadzi rektor? Zna Pan jakiego
                  > ś rekotra prowadzącego jakąś politykę? Coś by się stało jak by go nie było?
                • sqro Re: w czym tkwi kuriozalność tego listu? 28.02.18, 08:40
                  O nasz poprzedni (był wcześniej politykiem) prowadził polityke że aż furczało i ciągali sie po sądach.
                  Po kadencji uczelnia została z długami (na pokrycie wkładów własnych w betony finansowane z UE) i nowym doświadczeniem że rektor może być kawałem chama.
      • trzy.14 Re: w czym tkwi kuriozalność tego listu? 27.02.18, 18:02
        Po pierwsze, należy zaniechać planu tworzenia rad uczelni złożonych z osób wprowadzonych z zewnątrz w ponad połowie ich członków.

        Głównym problemem polskich uczelni jest skrajnie amatorskie zarządzanie. Moim zdaniem pomysł z radami uczelni jest OK, ale w obecnej postaci został już wykastrowany. Rada wybierana przez senat nie ma najmniejszego sensu. Uczelnia musi odpowiadać na potrzeby otoczenia, mitycznego podatnika, finansującego jej działalność. Dobrze zaprojektowana rada mogłaby zapoczątkować otwarcie się uczelni na te potrzeby. Obecnie uczelnia jest bytem ksobnym, który bohatersko rozwiązuje problemy, jakie sam stworzył. Oczywiście problemem jest nie tylko zarządzanie, ale i finansowanie, przy czym nawet nie jego wysokość, a sztywność. Ale sam pomysł jakiejś "rady" wyłanianej spoza aktualnej GTW to najlepszy pomysł tej reformy - tyle, że już wykastrowany.

        Po drugie, niezbędne jest dodanie postanowienia, iż obok rektora i senatu również wydziały na czele z dziekanami są organami uczelni.


        Było by miło, gdyby Gowin wyjaśnił, dlaczego chce usunąć z ustawy podmiotowość wydziałów. Ten ruch może (ale nie musi) ułatwić ruchy, które doprowadziłyby do czegoś w rodzaju amerykańskiego systemu minor/major. Sztywna struktura wydziałowa skutecznie uniemożliwia jakikolwiek ruch w tym kierunku. Ponadto obecnie wydziały to niemal niezależne byty z własnymi lokalnymi politykami rozwoju lub zwoju, uniwersytet to zaś tylko franczyza. Bez ugryzienia wydziałów w dupę żaden polski uniwersytet nie zmieni swojego charakteru na mniej azjatycki taki.

        Po trzecie, kategorycznie domagamy się porzucenia planu powoływania „profesorów dydaktycznych”.

        Ja bym zaś domagał się rozporządzenia, które będzie to regulować. Bo boję się, że mistrzami dydaktyki nagle zostaną nieudacznicy naukowi. Uczelnia kształcąca masowo, a od tego odwrotu nie ma, na studiach 1. stopnia powinna mieć profesjonalną kadrę zajmującą się głównie/tylko dydaktyką.

        Poza tym pytanie o znaczenie słowa profesor. W USA to każdy nauczyciel akademicki, zdaje się?

        Po czwarte, stanowczo sprzeciwiamy się faktycznemu zniesieniu habilitacji poprzez uchylenie obowiązku jej uzyskania.

        To zdanie jest całkowicie nielogiczne. Poza tym wszyscy wokół narzekają, jak bardzo obowiązkowość habilitacja wpłynęła na "dramatyczny" spadek jej poziomu.

        Habilitacja jest potrzebna jako fundament selekcji kadr. I ona zostaje. Znakiem zapytania jest rozporządzenie, które będzie regulować, ustanawiać inne mechanizmy selekcji kadr (np. dydaktycznych).

        Po piąte, niezbędna pozostaje rezygnacja z projektu udzielania habilitacji na podstawie grantu europejskiego.

        Sami zdobądźcie taki grant. A jak nie, to idźcie w pi...!

        Po szóste, nie do przyjęcia jest zamysł ewaluacji uczelni jako całości, a nie poszczególnych wydziałów, jak ma to miejsce obecnie.

        Dlaczego? Każdy uczonek może się zgłosić z dorobkiem w dwóch dyscyplinach. Odkąd o tym usłyszałem, nie mam zastrzeżeń. Przynajmniej będzie można porównywać Wydział Mat-Fiz-Info w Opolu z wydziałem fiz w Warszawie albo wydziałem Mat-info w Poznaniu. Inna sprawa - co z tego wyniknie. Z poprzednich kategoryzacji wynikło (dla zarządzania jednostkami) bardzo niewiele.

        Po siódme, niezbędne jest przywrócenie kolokwium habilitacyjnego, przynajmniej w naukach humanistycznych i społecznych.

        Tęsknota za władzą. Proponuję dla otrzeźwienia zasadę, że profesura (np. Śliwerskiego) nadawana jest na 4 lata i po 4 latach w razie braku postępów Śliwerski spada na adiunkta.


        Po ósme, jako nie do przyjęcia wydaje się pomysł, aby rektor sam ustanawiał kierunki studiów i je znosił bez jakiejkolwiek kontroli Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

        Jeszcze w okolicach 1993 roku to JM rektor przydzielał mi zajęcia. Nie żartuję, zachowałem takie kwitki. 20 lat wcześniej pewnie sam minister. Na pewno minister zatwierdzał każdy awansik. Może wrócimy do tych czasów?

        Do k. nędzy, czy w USA jakiś Trump czy Krzaczyński Junior/senior mówią/mówili pieprzonemu Harwardowi, jakie ma u siebie lekcje prowadzić? I dlatego Harward tak wystrzelił? Z geniuszu centrali?

        Po dziewiąte, konieczne jest utrzymanie a zarazem zreformowanie Centralnej Komisji jako organu działającego w postępowaniach habilitacyjnych i przewodach profesorskich, gdyż tylko dzięki temu organowi można utrzymać rzetelność doboru recenzentów.

        Konieczne jest utrzymanie źródła dochodów i prestiżu Śliwerskiego. Poza tym reforma Gowina przewiduje "utrzymanie i zreformowanie" CK, pod inną co prawda nazwą i działającą pod rozporządzeniem, którego nie ma...

        Po dziesiąte, nie można nie wyrazić sprzeciwu wobec zaproponowanego systemu punktacji czasopism. Prowadzi on do degradacji setek z nich poprzez umieszczenie ich na „liście B”, stanowiącej swoistą „poczekalnię”, w której wszystkie byłyby punktowane „po równo”.

        Nie ma tego systemu!!! To przeciw czemu protestują? Przeciwko systemowi Kudryckiej, który ma zostać drastycznie zmieniony? Znowu brakuje rozporządzeń... A może coś przegapiłem?

        Spójrzcie na doktoraty Głowaczów. Dalej chcecie dopieszczać te nasze dyscyplinarne Ziemniaki Polskie, czy to na B, czy nawet na A? Są tego warte?
        • herr7 ciekawe, kto się będzie śmiał ostatni? 28.02.18, 08:13
          List 145 można uznać za reakcję konserwatywnej części środowiska akademickiego. Można z tych ludzi się wyśmiewać, wg. zasady "jacy to oni głupi, nie to co my". Może jednak warto się skupić na konsekwencjach, które nowa ustawa ze sobą niesie. Na mojej uczelni władze przedstawiły nam kilka zapisów, które podobno z niej bezpośrednio wynikają. Najciekawsze wydają się zasady nowej oceny parametrycznej, która ma być przeprowadzona w 2021 i ma obejmować lata: 2017-2020. Okazuje się, że każdy pracownik na stanowisku naukowo-dydaktycznym będzie oceniany na podstawie sześciu publikacji - jest to liczba maksymalna. Minimalny dorobek to trzy publikacje za ten okres. Na tym etapie nie jest jeszcze tak źle, gdyż jak wiemy "jedynie lenie nie są w stanie opublikować trzech publikacji z listy "A" w ciągu czterech lat. Ale tu zaczynają się schody. Okazuje się, że jeżeli dana publikacja powstała w wyniku współpracy kilku jednostek to przypisać ją sobie będzie mogła tylko jedna, a właściwie tylko jedna osoba z tej jednostki. Ok, pal diabli. W końcu nie musimy ze sobą współpracować. Ale to nie wszystko. Jeżeli np. realizujemy projekt grantowy w realizacji którego uczestniczą trzy osoby z tej samej katedry to publikacje te nie będą się im wszystkim liczyć, nawet jeżeli osoby te są ich współautorami. Kierownik projektu będzie musiał zadecydować, którą z dajmy na to z czterech publikacji komu przypisze. Biorąc teraz pod uwagę realia, kiedy wykonanie grantu zwykle w warunkach uczelni nie pozwala na uzyskanie dodatkowych publikacji, osoby takie ryzykują, że nie spełnią wymaganego minimum trzech publikacji.
          Być może to o czym piszę nie jest prawdą, ale zostało przynajmniej tak zrozumiane przez osoby, które w tym spotkaniu uczestniczyły. Gdyby to jednak była prawda, to proszę zwrócić uwagę, że rok 2017 mamy już za sobą i jak sądzę, jedynie niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego na co się zanosi. Na tym tle krytykowanie w większości humanistycznej profesury nie ma sensu. Obawiam się, że większości z nas wkrótce nie będzie do śmiechu.
          • js.c Re: ciekawe, kto się będzie śmiał ostatni? 28.02.18, 08:53
            Wprowadzenie maksymalnej liczby publikacji (6) byłoby bardzo dobrym zapisem. Reszta tych informacji nie wygląda zbyt wiarygodnie. Bo oceniane mają być całe dyscypliny w ramach uczelni, a nie katedry czy pojedynczy pracownicy, zatem co za różnica której katedrze, czy pracownikowi, "się przypisze" publikację. Pytanie tylko: której uczelni. A przyporządkowanie publikacji (aby przypadło pomiędzy 3 a 6 na głowę), to sprawa techniczna w ramach uczelni i zapewne będzie tak robiona, by maksymalizować "urobek" uczelni (np. osoba mająca 6 prac samodzielnych o dużej punktacji i 10 współautorskich nie będzie przypisywana do tych współautorskich, bo i po co?).

            Przebija jednak z tych informacji jakby wzrost przewagi wrogów współautorskości międzyuczelnianej, ale to już raz było (niedoszły do skutku projekt obecnej parametryzacji) i jednak pozostało po staremu: totalna dominacja kooperacji (publikacja 5 autorów z różnych jednostek liczona jest 5 razy, ma zatem dla wyników parametryzacji wagę 5 razy wyższą niż praca 5-osobowego zespołu z danej jednostki). Zapewne jakieś rozwiązanie pośrednie byłoby optymalne.

            Podobnie z listą B. Na razie co się mówi, to się mówi, ale punktacja dla B ma stałą tendencję wzrostową, a liczba tych czasopism ekspanduje. Ewentualne zmiany najlepiej, aby były ewolucyjne, bo inaczej u humanistów będą premiowane tylko niszowe dziedziny mające przypadkiem (bo na ogół nie jest to kwestia jakiejś wielkiej mocy) stały dostęp do listy A. Jeśli chodzi o monografie, to byłoby dobrze reaktywować rangę takich wydawnictw jak PWN (który, sądząc po spamie jaki od nich dociera, schodzi lub zszedł na psy).




            • herr7 Re: ciekawe, kto się będzie śmiał ostatni? 28.02.18, 10:56
              Podobno wszystko zależy od przepisów wykonawczych, których nie ma, a także od ich interpretacji na uczelniach. Cel zmian jest aż nadto widoczny - maksymalne zniechęcenie ludzi do zawodu i pozbycie się ich z uczelni. Państwo niewątpliwie na tym zaoszczędzi.
          • trzy.14 Re: ciekawe, kto się będzie śmiał ostatni? 28.02.18, 21:39
            herr7 napisał:

            > Na tym etapie nie jest jeszcze tak źle, gdyż jak
            > wiemy "jedynie lenie nie są w stanie opublikować trzech publikacji z listy "A"
            > w ciągu czterech lat.

            Na fizyce UAM ok 20 osób nie miało *żadnej* publikacji w ciągu 4 lat. Widać, nie dorośli do poziomu Głowaczów.

            Poza tym limit 6 publikacji na głowę wydaje się koszmarnie wysoki. Ja bym optował za MAKSYMALNIE 3 pracami na 4 lata na głowę. Inaczej zaleją nas śmieci (i Głowacze). Proszę sobie wyobrazić 4-osobową grupę eksperymentalną. Przy limicie 6 prac, musieliby oni produkować 6 prac rocznie. Jakim cudem? Chyba że byłoby to 6 prac o tym samym, po szkoleniu u Głowaczów.

            > proszę zwrócić uwagę, że rok 2017 mamy już za sobą

            I podlegamy zasadom kategoryzacji, których nawet Gowin nie zna. Nikt ich nie zna. To daje dziekanom niezwykle czytelną wskazówkę, jak i gdzie mają prowadzić swoje wydziały. Jak? Na luzie. Gdzie? Tam, gdzie wiatr zawieje.
            • js.c Re: ciekawe, kto się będzie śmiał ostatni? 28.02.18, 22:10
              Ale to chyba miałoby być max. 6 na głowę (teraz nie ma żadnego limitu na głowę, może być cokolwiek, nawet jedna osoba może wyrobić parametryzację całej jednostki).
              • trzy.14 Re: ciekawe, kto się będzie śmiał ostatni? 01.03.18, 09:16
                No tak, faktycznie max 6 na głowę zmieniłoby reguły gry tam, gdzi jeden gościu wyrabia parametryzację jednostki.

                Ale dla pozostałych 6 oznaczać będzie pęd za ścinkami z podłogi.

                js.c napisał(a):

                > Ale to chyba miałoby być max. 6 na głowę (teraz nie ma żadnego limitu na głowę,
                > może być cokolwiek, nawet jedna osoba może wyrobić parametryzację całej jednos
                > tki).
        • loleklolek_pl Ale to jest naiwne 04.03.18, 11:38
          "Po pierwsze, należy zaniechać planu tworzenia rad uczelni złożonych z osób w prowadzonych z zewnątrz w ponad połowie ich członków."
          Głównym problemem polskich uczelni jest skrajnie amatorskie zarządzanie. Moim
          zdaniem pomysł z radami uczelni jest OK, ale w obecnej postaci został już wykastrowany. Rada wybierana przez senat nie ma najmniejszego sensu. Uczelnia musi odpowiadać na potrzeby otoczenia, mitycznego podatnika, finansującego jej działalność. Dobrze zaprojektowana rada mogłaby zapoczątkować otwarcie się uczelni na te potrzeby. Obecnie uczelnia jest bytem ksobnym, który bohatersko rozwiązuje problemy, jakie sam stworzył. Oczywiście problemem jest nie tylko zarządzanie, ale i finansowanie, przy czym nawet nie jego wysokość, a sztywność. Ale sam pomysł jakiejś "rady" wyłanianej spoza aktualnej GTW to najlepszy pomysł tej reformy - tyle, że już wykastrowany.


          Ktoś tu widzę serio wierzy, że jakiś prezes wstąpi do Rady, po to, by codziennie bywać na uczelni i nią zarządzać. Dobry żart.

          Te osoby będą się pojawiać raz w miesiącu na jakimś spotkaniu, gdzie obejrzą sobie prezentację w PowerPoincie, by dojść do konkluzji, że trzeba publikować więcej na liście A, bo "ten słupek taki niski". To wszystko za pieniądze, za które można by ze spokojem znaleźć 3 pracowników organizacyjno-technicznych lub 2 PA dla najbardziej rokujących profesorów - tak, żeby odciążyć kadrę naukową od zajęć organizacyjnych.

          Optymistycznie, chociaż zarazem najobleśniej pod względem etycznym, owa rada będzie formą legalnego łapówkarstwa. "My Pana Panie Prezesie weźmiemy do Rady, a Pańska firma przypadkiem zleci nam trochę zadań badawczych. Będzie mógł się Pan pochwalić, że jest Pan tak doskonałym zarządzaczem. Pokażą to przecież obiektywne wskaźniki współpracy z biznesem wyrażone ilością sprowadzonych hajsów". Do tej pory za taką marchewkę robiło pisanie tym ludziom doktoratów. Miało to przynajmniej tę zaletę, że uczelnia była tylko dość silnie promowana za produkcję doktoratów, a te rady będą obowiązkowe.

          Pesymistycznie rzecz ujmując te Rady będą jedynie narzędziem politycznym topienia "nieprawilnych" badań naukowych. Ot Gowinowi nie udało się utopić Gender Studies, to wsadzi do Rady księdza biskupa i ze trzech konserwatywnych bizmenów, którzy zagłodzą ten kierunek od środka.

          Podsumowując, każdy, kto chociaż trochę szanuje kwestie autonomii uczelni i badań naukowych będzie widział w tych Radach największe zagrożenie ze strony reformy.
          • zwski Re: Ale to jest naiwne 04.03.18, 11:56
            loleklolek_pl napisał:

            > ... Uczelnia musi odpowiadać na potrzeby otoczenia, mitycznego podatnika, finansującego jej działa
            > lność. Dobrze zaprojektowana rada mogłaby zapoczątkować otwarcie się uczelni na
            > te potrzeby.

            Teza ze wszech miar słuszna, niemniej nie przystaje do realiów, oderwanie leśnej braci od rzeczywistości jest tak drastyczne że każdą sugestię poprawy stanu rzeczy, nawiązania do rzeczywistości leśna brać odbiera jako atak osobowy, po którym następuje zaplucie i zadeptanie śmiałka.

            > Obecnie uczelnia jest bytem ksobnym,

            nie określonym, nie zajmuje się nauką zostało udowodnione, że nie zajmuje się edukacją na oczekiwanym poziomie zostało udowodnione.
          • trzy.14 Re: Ale to jest naiwne 04.03.18, 23:58
            loleklolek_pl napisał:

            Rady funkcjonują w Skandynawii i tam się sprawdzają. Rada nie musi obradować codziennie, może się zbierać co miesiąc. Ale niech ktoś wyznaczy jakiś kierunek. Na przykład na co przeznaczyć nadwyżkę finansową, jeśli taka istnieje, albo jak pomóc pracownikom w zdobywaniu funduszy na badania.

            nkn.gov.pl/ustroj-uczelni-w-wybranych-panstwach/

            Dania
            Rada uniwersytetu (ang. Board of the University)[40] – jest najwyższym organem uczelni, jej kluczowym zadaniem jest zabezpieczenie celów i interesów uczelni jako instytucji badawczo-dydaktycznej, jak również określanie wytycznych w zakresie organizacji uczelni, długoterminowych programów działania oraz rozwoju. Zadania Rady są określone w duńskiej ustawie o uniwersytetach. Rada odpowiada za planowanie strategiczne, nadzór nad sprawami finansowymi i zawieranie kontraktu z Ministerstwem dotyczącego dotacji na działalność uczelni. Szczególną kompetencją Rady w duńskich uczelniach jest powoływanie i odwoływanie rektora. Rada odpowiada też za ustanawianie statutu uczelni, który jednak podlega akceptacji właściwego ministra. Radę tworzy 11 członków, z czego 6 reprezentuje szeroki zakres ekspertów i interesariuszy zewnętrznych: sektor przedsiębiorstw, uczelnię zagraniczną – najważniejszą uczelnię techniczną w Norwegii, oraz szkolnictwo na poziomie średnim, Wśród pięciu przedstawicieli środowiska akademickiego jest dwóch studentów, którzy z uwagi na dynamikę życia studenckiego, są powoływani na krótszą niż pozostali, dwuletnią kadencję. Rada wybiera rektora oraz, na jego wniosek, zatwierdza wice–rektorów ds. badań i innowacji oraz ds. edukacji, a także dyrektora uniwersytetu.

            Karolinska institute:
            Rada (szw. Konsistoriet)[48] – funkcjonowanie rady regulowane jest ustawowo[49],[50]. Kompetencje rady odnoszą się do: spraw organizacyjnych KI, raportowania, audytu, spraw pracowniczych oraz rekomendacji dotyczących kluczowych spraw KI. Rada składa się z 19 członków, w tym: 8 mianowanych przez rząd szwedzki (są to tzw. interesariusze zewnętrzni, reprezentujący biznes, administrację publiczną czy inne uczelnie skandynawskie: uniwersytety z Kopenhagi i Oslo); rektora, 3 reprezentantów organizacji studenckich; 3 reprezentantów nauczycieli akademickich; 2 reprezentantów pracodawców.

            Wyobraziłem sobie w Polsce członka rady UW reprezentującego TU Berlin albo U Karola w Pradze i szczękę znalazłem na podłodze.
    • dobrycy Re: List 145 sierot po PRL 27.02.18, 16:00
      Po pierwsze, należy zaniechać planu tworzenia rad uczelni złożonych z osób wprowadzonych z zewnątrz w ponad połowie ich członków.

      - Ja proponowałem coś odwrotnego, wprowadzenie rad firmowych w skład których obowiązkowo
      wchodziłyby osoby co najmniej z doktoratem. Obowiązek zatrudniania przez większe firmy
      doktorów i profesorów wiele by rozwiązał problemów środowiska akademickiego. A propozycja
      z ustawy to lustrzane odbicie.

      Po drugie, niezbędne jest dodanie postanowienia, iż obok rektora i senatu również wydziały na czele z dziekanami są organami uczelni.

      - Tak jak człowiek nie może żyć mając tylko jeden organ, ta tym bardziej uczelnia
      zwłaszcza że wiadomo jakim organem jest rektor

      Po trzecie, kategorycznie domagamy się porzucenia planu powoływania „profesorów dydaktycznych”.

      - profesor dydaktyczny brzmi jak profesor oświaty w systemie szkolnictwa. Toż to brzmi jak oksymoron.

      Po czwarte, stanowczo sprzeciwiamy się faktycznemu zniesieniu habilitacji poprzez uchylenie obowiązku jej uzyskania.

      - obowiązek dostania habilitacji w naturalny sposób cementuje więź młodego pracownika
      z resztą jego starszych kolegów. Ten dobry zwyczaja znany z wojska pod nazwą tępienia kotów
      oddaje uczelniom nieocenione przysługi i zmniejsza koszty ich funcjonowania


      Po piąte, niezbędna pozostaje rezygnacja z projektu udzielania habilitacji na podstawie grantu europejskiego.
      - granty europejskie są przyznanawane na ideologiczne projekty, różne gendery i inne homoseksualizmy i są przyczyną zepsucia. Najpierw wpuściliśmy bolonie a teraz włazi nam
      gender. Poza tym granty europejskie nie uwzględniają habilitacji, a więc dostaje je byle
      kto, często dzieci przed czterdziestką, a dla profesury brakuje pieniędzy!

      Po szóste, nie do przyjęcia jest zamysł ewaluacji uczelni jako całości, a nie poszczególnych wydziałów, jak ma to miejsce obecnie.
      - To oczywiste że wydział powinien mieć prawo nauczania tego co chce, w końcu
      wystarczającym dowodem jakośćci stanowi to że zatrudnia profesurę. Przypomnę
      że według obowiązującego prawa każdy dr hab. wnióśł znaczny wkład do nauki, a
      wkład profesora jest wielokrotnie większy. Naturalnym jest że oceniać powinien
      lepszy od ocenianego - kto wobec tego może oceniać naszych profesorów
      skoro w większości miejsc nie ma nawet habilitacji?

      Po siódme, niezbędne jest przywrócenie kolokwium habilitacyjnego, przynajmniej w naukach humanistycznych i społecznych.
      - Dodawanie cyferek może sprawdzić nawet maturzysta, ale prawdziwe dyscypliny naukowe
      wymagają kontroli eksperckiej. Brak mi tutaj jedynie postulatu powrotu superrecenzenta, przecież
      wiadomo że recenzje są obecnie grzecznościowe i bez kolokwium każdy dostaje habiliatcje
      kto się umie podpisać pod wnioskiem i wysłać list.

      Po ósme, jako nie do przyjęcia wydaje się pomysł, aby rektor sam ustanawiał kierunki studiów i je znosił bez jakiejkolwiek kontroli Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego.
      - Kontrola jest najwyższą formą zaufania, dlatego brak zaufania do rektorów jest tu szczególnie
      dotkliwy.

      Po dziewiąte, konieczne jest utrzymanie a zarazem zreformowanie Centralnej Komisji jako organu działającego w postępowaniach habilitacyjnych i przewodach profesorskich, gdyż tylko dzięki temu organowi można utrzymać rzetelność doboru recenzentów.
      - Już tłumacze - chodzi o to aby więcej osób miało dostęp do koryta. Ostatnimi laty
      wzrosła niesamowicie ilość habilitowanych i nie mają oni jak dorobić (wieloetatowość kuleje)
      i potrzebują chociaz zapomogi w formie recenzji

      Po dziesiąte, nie można nie wyrazić sprzeciwu wobec zaproponowanego systemu punktacji czasopism. Prowadzi on do degradacji setek z nich poprzez umieszczenie ich na „liście B”, stanowiącej swoistą „poczekalnię”, w której wszystkie byłyby punktowane „po równo”.
      - Lista B to lista obejmująca prawdziwie polską naukę. Swiat z czasopismami na liśćie A
      nawet nie zauważyłby jakby polska nauka zniknęła. Lista B za to podejmuję tematy
      które jedynie my możemy analizować i rozwijąć ludzkie poznanie w obszarach niedostępnych
      dla osób z zagranicy. Prawdziwie patriotyczny rząd powinien nadać 10x wiekszą ilość punktów
      naszym, narodowym czaspismom z listy B, a wszystkim czasopismom z listy A nadać punktację
      wprost proporcjonalną do ich roli w promowaniu naszych, narodowych interesów!
      • sendivigius Re: List 145 sierot po PRL 27.02.18, 16:14
        dobrycy napisał:


        > Po drugie, niezbędne jest dodanie postanowienia, iż obok rektora i senatu równi
        > eż wydziały na czele z dziekanami są organami uczelni.
        >
        > - Tak jak człowiek nie może żyć mając tylko jeden organ, ta tym bardziej uczeln
        > ia
        > zwłaszcza że wiadomo jakim organem jest rektor

        :D :D :D
    • trzy.14 Re: List 145 sierot po PRL 01.03.18, 10:08
      Bardzo ciekawy wywiad Gowina:
      wpolityce.pl/polityka/383753-gowin-dla-wpolscepl-wszystkim-powinno-zalezec-na-tym-zeby-polscy-humanisci-pisali-w-czasopismach-miedzynarodowych-to-pomogloby-w-sporze-z-izraelem
      Zwłaszcza w części dotyczącej "polityki historycznej".

      Czyżby www.holocaustresearch.pl/index.php?show=5 Centrum Badań nad Zagładą Żydów Instytutu Filozofii i Socjologii PAN było już tylko ośrodkiem polskojęzycznym, ale nie polskim? O czym świadczy to, ze polski rząd ma problemy ze znalezieniem argumentacji w sporze nie tylko z Izraelem, która byłaby też dostępna dla zagranicy? Dlaczego rząd nie sięga do prac opublikowanych przez naukowców z tego centrum (ale pewnie i innych) po angielsku, francusku, niemiecku? Czyżby opierał się na opiniach takich naszych historycznych Biniend, Rońd i Głowaczów? No ale nawet Glowaczowie i Biniendzi dają radę po angielsku... Więc na kim?

      I czy aby tęsknota za (nową) "polityką historyczną" nie jest aby tęsknotą za jakąś cząstką PRL-u utraconego?
      • adept44_ltd Re: List 145 sierot po PRL 01.03.18, 17:27
        pewien problem polega na tym, że jakby rząd tam sięgnął, to musiałby (gdyby oczywiście chciał być uczciwy) zacząć się kajać, bo prawda jest raczej koszmarna dla naszej nacji... :(
    • piotrek786 Re: List 145 sierot po PRL 01.03.18, 11:01
      z tymi "sierotami" to trzeba uważać... W technikum w l. 90 tych miałem dwóch Panów kontestatorów nowego systemu - od automatyki i od elektroniki. Znani byli z tego, że masowo wykształcili kilka pokoleń świetnych fachowców. Dość powiedzieć, że wzmacniacze gitarowe czy drobna, użytkowa elektronika powstawała w tej szkole masowo i potrafił to niemal każdy. Poniekąd wiedza ta była powodem moich problemów, bo po magisterce potrafiłem sobie sam większośc AKPiA zrobić.. Z tego , co pamiętam reformatołka techników Radziwiłl zniszczyła im i zajęcia i laboratoria. Na uczelni miałem kilku wiecznych adiunktów, którzy uczyli, byli przeklinani przez studentów. Wyzwiska i cièżkie manewry co roku w trakcie sesji. Też peerelowskie złogi. A dzisiaj wielu znajomych pracujących na całym świecie stwierdza, że gdyby nie podejście tych betonów, to nie byliby inżynierami. Z punktu widzenia Worda świat jest zatem bardziej prosty niż to pokazuje rzeczywistość

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka