Dodaj do ulubionych

Matury a uczelnie

16.07.14, 09:14
Pojawiły się własnie informacje, że UJ rezygnuje od przyszłego roku z brania pod uwagę matury z fizyki, a wprowadza matematykę do rekrutacji na medycynę. I to mówi teraz, kiedy rocznik, który będzie zdawał w 2015, od co najmniej roku ma wybrane rozszerzenia, część pewnie pod kątem medycyny na UJ (przynajmniej te krakowskie szkoły tak miały, u nas i tak żaden biol-chem nie przewiduje innych rozszerzeń niż dwa kierunkowe). Zawsze mówię, co matma, to matma.

" Kandydatów zainteresowanych podjęciem studiów na kierunku lekarskim i lekarsko-dentystycznym informujemy, że trwają prace nad zmianą kryteriów kwalifikacji. Począwszy od roku akademickiego 2015/2016 wprowadzony zostanie przelicznik dla poziomu podstawowego egzaminu maturalnego z matematyki tj. wynik egzaminu na poziomie podstawowym dzielony będzie przez 2 oraz wyłączony egzamin z fizyki z astronomią na poziomie rozszerzonym.
Powyższe oznacza, iż w postępowaniu rekrutacyjnym brany będzie pod uwagę egzamin maturalny z biologii i chemii na poziomie rozszerzonym oraz matematyki na poziomie rozszerzonym lub podstawowym z przelicznikiem j.w."
Obserwuj wątek
      • kontra.punkt Re: Matury a uczelnie 16.07.14, 10:53
        Podczas jednego z dni otwartych w liceum usłyszałem od pani dyrektor, że liczy na poważną postawę uczelni i ogłoszenie przez nie warunków rekrutacji przez uczelnie zanim gimnazjaliści wybiorą profile. A wystarczyło tak zgrać terminy ustawowe, by nie trzeba było odwoływać się do dobrej woli.
        • Gość: kontra.punkt Dwie ustawy, różne daty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.07.14, 23:48
          Mam na myśli ustawę o szkolnictwie oraz ustawę o systemie oświaty, z których wynikają terminy ogłaszania warunków naboru do szkół i na studia. Terminy nie są zgrane,wiec dochodzi do takich przypadków, że uczelnie ogłaszają warunki naboru już po terminie wyboru liceum przez przyszłych studentów. A wystarczyłoby powiązać obydwa terminy, co powinno byc psim obowiązkiem ustawodawcy.
      • cyggnus Re: Matury a uczelnie 16.07.14, 15:23
        Masz rację, rzeczywiście rok temu były już zapowiedzi. Zmylił mnie szum w krakowskiej prasie i protesty. Zapewne gdyby w klasach rzeczywiście rozszerzenia zaczynały się od II klasy, nie byłoby tych protestów, ale w większości szkół rozszerzenia zaczynają się już w I klasie i wtedy jest kłopot, bo szkoły sobie poustawiały plan i nie chca być elastyczne.
        • jakw Re: Matury a uczelnie 16.07.14, 20:02
          To chyba jest tak, że szkoły muszą dać do zatwierdzenia 3-letni plan nauczania organom zarządzającym przed rekrutacją do danej klasy i nie mogą sobie , ot tak elastycznie zmienić.
          I raczej trudno mieć do uczelni pretensje, że nagle rezygnuje z liczenia egzaminu z fizyki podstawowej do rekrutacji skoro od przyszłego roku nie będzie takiej matury. A że takiej matury nie będzie to MEN ogłosił z pół roku po rekrutacji do szkół ponadgimnazjalnych w roku 2012.
          • elza10 Re: Matury a uczelnie 16.07.14, 20:51
            Ale problem polega na tym, że UJ zlikwidowal tez możliwość zaliczenia fizyki rozszerzonej na medycynę. Można zaliczać tylko matematykę - rozszerzona0lub podstawowa (podstawowa ze słabszym przelicznikiem).
            W Warszawie zostawili fizykę podstawowa pomimo braku matury od 2015, gdyby ktoś, kto w poprzednich latach taka maturę zdawał, chciał ją przedstawić.
            Generalnie uczelnie medyczne w różnych miastach mają różne wymogi - np w Gdańsku tylko biologia I chemia, w Łodzi dwa do wyboru z czterech I czyli można tylko fizykę I matematykę, bez biologii i chemii.
            • jakw Re: Matury a uczelnie 16.07.14, 22:33
              No dobra, ale ile tych szkół w Krakowie i okolicach miało te rozszerzenia biol-chem-fiz? Bo jeśli mało kto to ta rozszerzona matura z fizyki i tak pewnie wypadała dość nędznie i niektórym może się bardziej opłacać przedstawienie matury podstawowej z matematyki, choćby i podzielonej przez 2.
        • kontra.punkt Studia są niepotrzebne 20.07.14, 15:26
          w kraju, będącym kolonią. Kolonia ma dostarczać taniej siły roboczej i tanich surowców, a następnie ma być drenowana dzięki wysokim cenom wyrobów oferowanych przez metropolię.
          Kto nie wierzy, niech doczyta i się zastanowi, dlaczego symbolem rewolucji Mahatmy był kołowrotek. A potem proponuję porównać siłę nabywczą dochodów inżyniera u nas i we Włoszech czy innym kraju dawnego EWG.
              • joa66 Re: To nie jest argument 21.07.14, 07:28
                To jest argument. Skoro się pytasz "po co?" Przcież znasz odpowiedź - z tego samego powodu, z którego studiować będą Twoje dzieci.

                Kończyłam liceum w latach osiemdziesiątych, czyli w czasach kiedy "inżynier z Polski zarabiał o wiele mniej niż inzynier z Włoch". I o wiele mniej niż zarabia "inzynier" w Polsce obecnie. I nie przypominam sobie, żeby wtedy tak udupiano młodzież. Żeby sami rodzice wbijali dzieciom, że nie warto, że są niewolnikami, że cokolwiek zrobią skończą na kasie. Miałam gorsze perspektywy niż moje dziecko teraz i niż mój rówiesnik z Włoch czy Anglii, a jednak wierzyłam, że warto, wiedziałam po co, mimo, że moje plany siłą rzeczy weryfikowało życie. I cholernie mi szkoda młodych ludzi obecnie - nie tylko dlatego, że na rynku pracy robi się ciasno, ale dlatego, że nie tylko głupie media, ale także rodzice podcinają im skrzydła. I naprawdę nie o to chodzi, żeby mówić swojemu dziecku "jest cudownie, skończysz studia, zostaniesz dyrektorem w ciągu 3 lat i bedziesz zarabiał miliony". Tylko o to, żeby pokazywać młodym ludziom możliwości w ich konkretnej sytuacji, żeby pokazać jak można przygotować się na trudności i jak stawiać im czoła.

                Sami rodzice zrobią ze swoich dzieci niewolników jeżeli będą klepać takie medialne komunały dzień w dzień.

                W zasadzie piszę to wszystko wbrew interesom własnego dziecka - będzie mu łatwiej na rynku pracy pośród młodych zgorzkniałych kolegów. Ale najzwyczajniej na świecie szkoda mi tych udupianych młodych ludzi.
                • joa66 Re: To nie jest argument 21.07.14, 07:43
                  P.S. Czemu w ogóle miał służyć Twój post? Piszesz, że "studia są niepotrzebne " itd, ale Twoje dzieci bedą studiować "jak najbardziej". Chodziło o ulanie złości? O przelanie jej na innych, o popsucie im humoru?
                  • Gość: kontra.punkt Jak najbardziej namawiam na studia IP: 91.226.117.* 21.07.14, 09:03
                    i to nie tylko swoje dzieci. Rzecz w tym, że w naszych czasach wystarczyło zdać maturę a potem egzamin wstępny, przy czym niemal do samego końca - powiedzmy: do końca III klasy liceum - można było się decydować na kierunek studiów. Sam byłem zdecydowany na studia w pewnej akademii technicznej, ale w klasie maturalnej wybrałem zwykłą politechnikę.
                    Teraz jest gorzej o tyle, że już absolwent gimnazjum - czyli 16 latek - musi podjąć decyzję o swojej przyszłości. Pisałem o tym w innym wątku (Jasienica czy Jeziorański) Instytucje też nie pomagają w podjęciu decyzji o studiach, choćby ze względu na rozbieżność terminów ogłaszania warunków rekrutacji (też o tym pisałem). Przed młodymi ludźmi pojawia się tor przeszkód, w pokonaniu którego mogą jedynie na wsparcie rodziców. Czy tak powinno być we współczesnym kraju? Stąd uogólnienie dotyczące kolonizacji.
                    • joa66 Re: Jak najbardziej namawiam na studia 21.07.14, 09:21
                      [i]Stąd uogólnienie dotyczące kolonizacji. [/

                      To nie było uogólnienie tylko uwaga zupełnie bez związku z problemem , o którym piszesz teraz.

                      Takie bezsensowne uwagi rzucane lekko "tak sobie" "uogólniając" (he,he) sa jak trucizna albo choroba zakaźna.

                      No i ja odcinałam sobie drogę do wielu (większości?) kierunków studiów w wieku 15 lat, wybierając profil. Wybacz, ale wybór do ostatniej chwili między zwykłą politechniką a academia techniczną to i teraz uczniowie mają.

                      Naprawdę tak smęcicie własnym dzieciom?
                        • joa66 Re: Jak najbardziej namawiam na studia 21.07.14, 11:38
                          Pozwolę sobie nie zgodzic się z "uogólnieniem" , zwłaszcza, że dopiero po moim głosie okazało się, że to "uogólnienie" , a pierwsza wypowiedź była w tonie "studia są niepotrzebne" bez ani jednego słowa o tym, że TY uważasz, że jednak są potrzebne.

                          p.s. historię Gandhiego znam dobrze i mieszanie go (a takżę kolonizacji) do "nasze dzieci za wczesnie muszą wybierac specjalizację" jest nadużyciem.
                          • Gość: kontra.punkt Powtórzę na spokojnie IP: 91.226.117.* 21.07.14, 13:13
                            Nie tylko Ty zauważyłaś, że nasze dzieci mają istny tor przeszkód w dostaniu się na studia. Sporą "zasługę" w takim stanie rzeczy ponosi bałagan prawny, czyli niezgranie terminów ogłaszania warunków rekrutacji w odpowiednich ustawach. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że mnożenie barier w zdobyciu wyższego wykształcenia, w dłuższej perspektywie czasowej doprowadzi do kolonizacji naszego kraju, stąd odwołanie się do historii Mahatmy.
                            • joa66 Re: Powtórzę na spokojnie 21.07.14, 13:58
                              Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że mnożenie barier w zdobyciu wyższego wykształcenia, w dłuższej perspektywie czasowej doprowadzi do kolonizacji naszego kraju, stąd odwołanie się do historii Mahatmy.

                              ?????
                            • Gość: menodo Re: Powtórzę na spokojnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.07.14, 14:36
                              Chłopie, wszystko ci się miesza. Kolonializm, bałagan prawny, zero przyszłości dla młodzieży, błędy w zarządzaniu szkolnictwem i Mahatma Gandhi.

                              Przyjmij moją dobrą radę - idź do psychiatry. Rodzic, który wszystko widzi w czarnych barwach jest dużo bardziej toksyczny dla dziecka niż kolonializm. I uwierz mi , że współczesna medycyna doskonale sobie radzi z nastrojami depresyjnymi a nieleczona depresja to chyba wiesz czym grozi.


                              • Gość: kontra.punkt Nie przesadzajmy IP: 91.226.117.* 21.07.14, 16:08
                                Menodo, nie obrzucaj mnie inwektywami, bo za to można zostać spoliczkowanym.
                                w swoim pierwszym wpisie nie dopisałem znaczka ;-)
                                więc nie dostrzegliście sarkazmu w mojej wypowiedzi.
                                Dodam tylko, że niewolnicy też uważali, że mają dobrze, bo panowie zapewniają im wikt i opierunek. Świadomość określa byt, wbrew temu co pisał niejaki Karol Marx.
                                • joa66 Re: Nie przesadzajmy 21.07.14, 16:25
                                  To zapewne wiesz jakie niewolnictwo jest np w Anglii gdzie studia są płatne I młodzież musi się zapożyczać na czesne. To jest dopiero utrudnienie ;)

                                  Wybacz, ale naciagasz argumenty pod założona z góry tezę .

                                  A tak poza tym, to i tak wszyscy umrzemy, bez wzgledu na to czy mamy studia czy nie, po drodze mozna zachorowac, mieć wypadek, a koniecznośc stawiania się i do szkoły i do pracy to niewolnictwo. Dno. Nic tylko się powiesić.

                                  Wiesz , ja nie czuję się niewolnikiem bardziej niż jest to przypisane z natury rodzajowi ludzkiemu. Podobnie moje dziecko. Jeżeli dla Ciebie "utrudnienia w rekrutacji", o których mowa to droga do niewolnictwa to współczuję.

                                  I tak , zgadzam się z Tobą, że świadomośc określa byt (nie wbrew Marksowi, tylko w uzupełnieniu Marksa), dlatego z gory współczuje tym, którzy każdą niedogosność, trudność traktuja jako drogę do niewolnictwa. Zwłaszcza a kiepsko zdefiniowanej pozycji "pana" - kogo masz na myśli - rząd? pracodawcę? I czy wiesz, że Twoja teza "bo panowie zapewniają im wikt i opierunek." niekoniecznie pasuje do TEGO kraju ;)

                                  IMHO Plączesz się w zeznaniach, a na razie jedyną oczywistą rzeczą jest Twoja frustracja.
                                      • Gość: kontra.punkt Re: Liczyłem na racjonalne argumenty IP: 91.226.117.* 22.07.14, 09:10
                                        Twoje argumenty były racjonalne, to fakt. Jednak nie przemawia do mnie argument, ze w Wielkiej Brytanii mają gorzej, bo za studia trzeba płacić czesne. Chyba nie wierzysz w bezpłatną naukę w naszym kraju, ja takich doświadczeń nie mam, chociaż kończyłem politechnikę na studiach dziennych. Twojemu argumentowi zdaje się też świadczyć kierunek migracji młodych ludzi, więcej osób wyjeżdża z Polski do Wielkiej Brytanii niż Brytyjczyków przyjeżdża do nas.
                                        • joa66 Re: Liczyłem na racjonalne argumenty 22.07.14, 09:32
                                          Imigracja jest związana ze stopą bezrobocia a nie łatwością w dostawaniu sie na studia.

                                          Koszty studiowania bezpłatnego w Polsce to pikuś w porównaniu do studiowania w Anglii. Czyli można twierdzić, używając Twojej terminologii, że młodzi ludzie w Anglii stają się niewolnikami pożyczek.

                                          A co do wczesnej specjalizacji teraz - poczekajmy aż piewrszy rocznik nowej podstawy zacznie wybierać studia. I moze nastąpic zdziwiene;) (p.s. ja już wiem o jednym przypadku wyboru studio wbrew profilowi)
                                          • Gość: kontra.punkt No właśnie... IP: 91.226.117.* 22.07.14, 12:34
                                            ... po 2 latach intensywnych korepetycji, czyli praktycznie musiały uczęszczać do 2 szkół. Moja cioteczna siostra - o której piszę w innym miejscu tego wątku - potrzebowała 2 miesięcy, by przygotować się do egzaminów na akademię medyczną. Faktem jest, że w jej liceum muzycznym przedmioty przyrodnicze były wykładane na wysokim poziomie. Z kolei z mojej klasy parę osób z powodzeniem startowało na studia humanistyczne, chociaż klasa była wybitnie ścisła. Teraz nie mieliby takiej szansy i mam na myśli szanse rzeczywiste.
                                            • joa66 Re: No właśnie... 22.07.14, 12:50
                                              Teraz nie mieliby takiej szansy i mam na myśli szanse rzeczywiste.

                                              Mieliby szanse, bo wspomniany przeze mnie nastolatek jest finalistą olimpiady "niekierunkowej", wyobraź sobie. I wstępnie wie co chce studiować. Poczekajmy do rekrutacji za rok :)
                                                • Gość: kontra.punkt A jednak ma... IP: 91.226.117.* 22.07.14, 13:54
                                                  coś wspólnego z niewolnictwem, chociaż to nie jest zależność widziana wprost. Raczej - jak gdzieś już pisałem - jest ciągiem przyczynowo-skutkowym na końcu którego jest właśnie niewolnictwo. Podobnie mogłabyś się zapytać, co ma piernik do wiatraka albo też - co mają ryby do Księżyca. Na obydwa pytania są racjonalne odpowiedzi.
                                                  Wracając do "olimpijczyka" - jednostki ponadprzeciętne zawsze miały ułatwioną drogę na studia, ale w swoich rozważaniach brałem pod uwagę głownie tych, którzy w olimpiadach nie startują.
                                                  • joa66 Re: A jednak ma... 22.07.14, 15:20
                                                    Ale rozszerzając pojęcie niewolnictwa tak szeroko mozna tylko dojśc do wniosku, że wszyscy i wszedzie jestesmy niewolnikami, co wynika z natury czlowieka i natury/organizacji społeczeństwa. Może to byc fajny temat do filozofowania, z "dziecmi" też, ale ma się nijak to uwagi "studia są niepotrzebne , bo i tak jesteśmy niewolnikami". Tak jesteśmy - I ja i Ty i John i Jean-Pierre itd. Ludzie (wszędzie) żyją w ukladach społecznych, w które zawsze jest wpisana jakaś zależność. I trudnosci. Tylko dyskutując nie można z tego robic grochu z kapustą i prowadzic ciągu 'logicznego", że Jaś w wieku 15/16 lat decyduje się na specjalizację i dlatego będzie niewolnikiem. Weź pod uwagę, że takie specjalizacje istnieja od dawna w wielu krajach "zachodnich" i można dyskutowac czy są one dobre czy nie, na czym plega ogólnoksztalcąca edukacja, ale wywodzenie z tego "niewolnictwa" jest nieuzasadnione.

                                                  • Gość: kontra.punkt Nie napisałem... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.07.14, 00:15
                                                    że studia są niepotrzebne, bo jesteśmy niewolnikami. Mój tok argumentowania był, a przynajmniej miał być, w przeciwnym kierunku: po co niewolnikom studia. ale chyba odchodzimy od tematu tego wątku.
                                                    Chyba zgodzisz się, że nie jest normalna sytuacja, gdy najpierw gimnazjaliści muszą wybrać profil szkoły czy klasy a dopiero później uczelnie ogłaszają warunki rekrutacji. Logika nakazywałaby zamianę kolejności. I tyle.
                                                  • joa66 Proponuję rzecz następującą.. 23.07.14, 07:38
                                                    po co niewolnikom studia.

                                                    Napisz nam po co studia Twoim dzieciom i jak myślisz czy są/będą niewolnikami i (dla)czego.

                                                    OK?

                                                    Bo na razie Twoje rozważania mają taki sam sens jak "po co śmiertelnikom studia".
                                                  • Gość: kontra.punkt To jest temat na inne forum. IP: 91.226.117.* 23.07.14, 14:39
                                                    Forum dotyczące gospodarki niż nauki.
                                                    Co do kolonizacji, to sama sobie odpowiedz, czy to nie są cechy kolonii:
                                                    - tania i nisko kwalifikowana siła robocza
                                                    - dostarczanie surowców po niskiej cenie
                                                    - rynek zbytu dla towarów wykonanych z tychże surowców i sprzedawanych po cenie zawyżonej w stosunku do siły nabywczej ludności.
                                                    Odwołałem się do przykładu Mahatmy, gdyż w czasach jego młodości sytuacja w Indiach była wręcz modelowa, jeśli chodzi o przedstawione wyżej cechy, przy czym surowcem była bawełna a towarem - tkanina wykonana w tejże. Gandhi zaproponował, by każdy Indus własnoręcznie utkał sobie materiał na sari, stąd kołowrotek jako symbol walki o wyzwolenie kolonii. Analogii do współczesności doszukaj się sama.
                                                  • joa66 Re: To jest temat na inne forum. 23.07.14, 18:22
                                                    Ok :D

                                                    Podsumowwując: wbrew temu co pisałeś na początku , uważasz , że jednak studia są potrzebne i to uzasadniłeś (przekonywająco)

                                                    Czyli, nawet zakładając, że jesteśmy w kraju niewolników , uważasz, że studia są potrzebne nawet ww kraju niewolników.

                                                    Poza tym:

                                                    - tania siła? Nie - tańsza niż np w Szwecji
                                                    -nisko kwalifikowana ? Nie - Polacy nie są niżej wykwalifikowani niż ich koledzy w innych krajach UE
                                                    - których to surówców dostarczamy po zaniżonej cenie


                                                    Nie twierdzę, że polska gospodarka kwitnie, ale po pierwsze to bardziej skomplikowane niż historia Mahatmy ;) (chociażby globalizacja, wyprowadzenie produkcji z Europy i USA, co doprowadziło do , upraszczając, przemiany klasy robotniczej w klasę zasiłkową) a ti co proponujesz to groch z kapustą. Może dla ułatwienia podaj jakiś kraj nie-niewolników? Najlepiej kilka?:)

                                                    Oczywiście, możemy to zakończyć słowami , ze to temat na inne forum, ale podsumowanie dyskusji "edukacyjnej" jest jedno. Wbrew temu co napisałeś co najmniej dwa razy, uważasz, że studia są potrzebne. Po co więc pisałeś, że niepotrzebne ? Bóg raczy wiedzieć
                                                  • Gość: kontra.punkt Re: To jest temat na inne forum. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.07.14, 22:03
                                                    Uznaj, że moja wypowiedź o niepotrzebnych studiach była prowokacją :-)
                                                    Chciałem poznać argumenty innych osób z tego forum.
                                                    nie wiem w jakiej firmie pracujesz, ale w tym kraju w sporej części rodzimych firm jest problem z otrzymaniem urlopu dłuższego niż 2 tygodnie. Gdy pracowałem w firmie włoskiej, bez problemu dostawałem miesiąc urlopu, dla Włochów urlop - rzecz święta.
                                • jakw Re: Nie przesadzajmy 21.07.14, 23:53
                                  Gość portalu: kontra.punkt napisał(a):

                                  > Menodo, nie obrzucaj mnie inwektywami, bo za to można zostać spoliczkowanym.
                                  Takie rzeczy to chyba tylko między osobami posiadającymi zdolności honorowe wg kodeksu Boziewicza . Menodo takiej zdolności nie ma, albowiem jest osobą płci niemęskiej...
                    • jakw Re: Jak najbardziej namawiam na studia 22.07.14, 00:04
                      Gość portalu: kontra.punkt napisał(a):

                      > i to nie tylko swoje dzieci. Rzecz w tym, że w naszych czasach wystarczyło zdać
                      > maturę a potem egzamin wstępny, przy czym niemal do samego końca - powiedzmy:
                      > do końca III klasy liceum - można było się decydować na kierunek studiów. Sam b
                      > yłem zdecydowany na studia w pewnej akademii technicznej, ale w klasie maturaln
                      > ej wybrałem zwykłą politechnikę.
                      Prawdę mówiąc to teraz między "pewną akademią techniczną" a "zwykłą politechniką" tudzież innymi kierunkami na innych uczelniach to możesz wybierać i po maturze...
                        • kmir Re: Jak najbardziej namawiam na studia 22.07.14, 09:57
                          Gość portalu: kontra.punkt napisał(a):

                          > Teraz, po klasie o profilu humanistycznym lub mat- geo nie
                          > masz szans dostania się na medycynę, podobnie jak po profilu biol-chel na prawo
                          > Po prostu zasady rekrutacji nie dają takiej możliwości.

                          Wyróżnione przeze mnie zdanie nie jest prawdziwe.
                          Każdy absolwent szkoły kończącej się egzaminem maturalnym może zdawać dowolne przedmioty (w tym języki obce) niezależnie od tak zwanego profilu, czy mówiąc precyzyjniej przedmiotów realizowanych w zakresie rozszerzonym. Oczywiście musi te przedmioty wymienić w deklaracji maturalnej (do 7 lutego - a więc na trzy miesiące przed maturą).
                          Trzeba jednak pamiętać, że dla osób nie rozszerzających chemii i biologii te przedmioty kończą się praktycznie w I klasie (pomijając przedmiot uzupełniający przyroda). Oznacza to, że uczeń klasy "humanistycznej" pragnący zdawać maturę z chemii i/lub biologii musi się do tego egzaminu przygotowywać samodzielnie. A jest to bardzo trudne.

                          Osobnym problemem jest fakt, że w większości szkół przedmioty rozszerzone są sztywno przypisane do poszczególnych klas i ich późniejsza zmiana nie jest możliwa. Są jednak wyjątki od tej praktyki i w niektórych szkołach część przedmiotów rozszerzonych można wybrać po klasie I. Miejmy nadzieję, że ten pomysł będzie się rozszerzał na kolejne szkoły.

                          -----------
                            • Gość: menodo Re: Jak najbardziej namawiam na studia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.07.14, 13:39
                              Nadal jednak uważam, że szanse na to, by uc
                              > zeń profilu humanistycznego dostał się na studia ścisłe lub przyrodnicze, jest
                              > niemal teoretyczna (co w jakimś stopniu Pan potwierdza). Pokolenie mojej ciotec
                              > znej siostry, a również i moje, miało łatwiej pod tym względem."

                              No i właśnie dlatego rozsądni rodzice powinni interesować się swoimi dziećmi, rozwijać ich zainteresowania i pomagać podejmować im rozsądne decyzje. Biadolenie, że za Gierka trawa była bardziej zielona i więcej było cukru w cukrze nic nie pomoże. Zwłaszcza że to nieprawda.

                              Fakty są takie, że obecny system edukacji wspiera i stwarza ogromne możliwości kierunkowych zainteresowań tym, którzy wiedzą, czego chcą, a czego nie chcą. Wybitni i bardzo zmotywowani do zmiany uczniowie i tak sobie poradzą - a dla ciepłych kluch, które nigdy nie będą pewne swoich wyborów, prawdopodobnie nie ma idealnych rozwiązań.
                              • Gość: kontra.punkt Re: Jak najbardziej namawiam na studia IP: 91.226.117.* 22.07.14, 14:15
                                Nie biadolę, ale wiem, że w wieku 16 lat pogląd na kierunek przyszłych studiów może być całkiem inny niż w wieku lat 19 i nie jest to zjawisko odosobnione. Jak pisałem w innym wątku, młody człowiek uwielbia geografię i biologię, więc byłby dobrym badaczem nieznanych lądów. Większy problem jest ze znalezieniem odpowiedniego profilu w liceum, bo tutaj większość szkół proponuje rozwiązania schematyczne.
                                • menodo Re: Jak najbardziej namawiam na studia 22.07.14, 14:36
                                  Przyszły badacz nieznanych lądów jak najbardziej może się odnaleźć w obecnym systemie.
                                  Przede wszystkim niech się uczy matematyki, geografii i języków obcych i jak najwięcej korzysta z lekcji przyrody i historio--wosu. Biologia uczona pod klucz maturalny do niczego nie jest mu potrzebna.
                                  Dalej - ładnie zdana matura mat-geo i na przykład studia na MISMAPIE.

                                  Gdybym miała szukać idealnego profilu dla swojej córki to - sądząc po egzaminach z ostatniej sesji - powinien być to mat-geo-hist-biol, najlepiej w systemie IB. Chodziła do zwykłego humana.
                                  • jakw Re: Jak najbardziej namawiam na studia 22.07.14, 18:40
                                    menodo napisała:

                                    > Przyszły badacz nieznanych lądów jak najbardziej może się odnaleźć w obecnym sy
                                    > stemie.
                                    > Przede wszystkim niech się uczy matematyki, geografii i języków obcych i jak na
                                    > jwięcej korzysta z lekcji przyrody i historio--wosu.
                                    W mat-geo nie przysługuje żadna przyroda...

                                    > Gdybym miała szukać idealnego profilu dla swojej córki to - sądząc po egzaminac
                                    > h z ostatniej sesji - powinien być to mat-geo-hist-biol, najlepiej w systemie I
                                    > B. Chodziła do zwykłego humana.
                                    Ale chodziła zanim reforma zawitała w progi szanownych szkół.
                                    • Gość: menodo Re: Jak najbardziej namawiam na studia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.07.14, 22:49
                                      W mat-geo nie przysługuje żadna przyroda...

                                      A, fakt. W takim razie przyszły badacz nieznanych lądów niech się skupi na historii znanych lądów , jednocześnie czyta sobie o różnych fajnych rzeczach, które go interesują.

                                      Ale chodziła zanim reforma zawitała w progi szanownych szkół.
                                      No, to co? W szkole mojej córki wiele sensownych rozwiązań tej reformy działało już od dawna - w każdym razie nikt nie zawracał humanom gitary jakąś biologią czy geografią, chociaż matematyka - fakt - była na bardzo wysokim poziomie i reforma tego poziomu na pewno nie obniży.
                                      Moim zdaniem bardzo ważne jest to, aby młodzi ludzie od dzieciństwa byli uczeni samodzielności - także w zakresie samodzielnego uczenia się - i tolerancji na zmienność, bo najprawdopodobniej w ciągu całego swojego życia jeszcze wiele razy będą musieli zmieniać pracę, a nawet zawód, będą musieli się uczyć się wielu nowych rzeczy - niezależnie od tego, czy kończyli w liceum profil mat-fiz, geo-biol czy hist-hist.sztuki.


                                      >

                              • Gość: learning-to-fly Re: Jak najbardziej namawiam na studia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.07.14, 16:15
                                Nadal jednak uważam, że szanse na to, by uczeń profilu humanistycznego dostał się na studia ścisłe lub przyrodnicze, jest niemal teoretyczna

                                Powiedz to mojemu koledze, który w "zerówce" i pierwszej klasie ledwo dwa wyciągał, w drugiej trzy psim swędem. W trzeciej mu się polibuda zamarzyła. Jak matematyczka się o tym dowiedziała, to ją zatkało. Mat R zdał na ok. 80%. Widocznie biedak ie wiedział, że tak się nie robi ;)
                              • jakw Re: Jak najbardziej namawiam na studia 22.07.14, 18:33
                                Gość portalu: menodo napisał(a):
                                >
                                > Fakty są takie, że obecny system edukacji wspiera i stwarza ogromne możliwości
                                > kierunkowych zainteresowań tym, którzy wiedzą, czego chcą, a czego nie chcą.
                                Niestety, szkoły mają zwyczaj "wiedzieć lepiej" od uczniów czego uczniowie chcą, a czego nie chcą. A to szkoły proponują profile klas, a nie uczniowie. Uczeń co najwyżej może stwierdzić, że nie pójdzie do szkoły X, bo nie odpowiada mu uczenie się rozszerzonego niemieckiego.

                                > Wybitni i bardzo zmotywowani do zmiany uczniowie i tak sobie poradzą - a dla
                                > ciepłych kluch, które nigdy nie będą pewne swoich wyborów, prawdopodobnie nie
                                > ma idealnych rozwiązań.
                                I w ten sposób nie ma idealnych rozwiązań dla nikogo - ani dla wybitnych, ani dla zmotywowanych, ani dla tych "ciepłych kluch"
                                  • jakw Re: Jak najbardziej namawiam na studia 23.07.14, 20:28
                                    Wielbienie tej reformy z punktu widzenia osoby, która ma nie do końca pojęcie na czym polega reforma (to przekonanie o przedmiocie pt przyroda w mat-geo...) wydaje mi się jeszcze bardziej od czapy. Postawa MENu, prezentowana od początku reformy: "no przecież młodzież wybiera rozszerzenia po I klasie" jest również od czapy, skoro większość młodzieży rozszerzenia musi wybrać startując do konkretnej klasy i nie do końca nawet będąc pewnym jakich przedmiotów będzie wymagała uczelnia. Może się to za jakiś czas zmieni przynajmniej na tyle, że standardem będzie wybór przynajmniej 1 przedmiotu po I klasie. Ale jak znam życie to w tym czasie MEN będzie miał już pomysł na kolejną reformę...
                                    • Gość: menodo Re: Jak najbardziej namawiam na studia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.07.14, 22:03
                                      jakw napisała:

                                      > Wielbienie tej reformy z punktu widzenia osoby, która ma nie do końca pojęcie n
                                      > a czym polega reforma (to przekonanie o przedmiocie pt przyroda w mat-geo...)
                                      > wydaje mi się jeszcze bardziej od czapy."

                                      Wbrew pozorom wiem o tej reformie bardzo dużo, bo moje starsze dziecko już dawno skończyło liceum społeczne prowadzone własnie w systemie obecnie wdrażanym w szkołach publicznych.
                                      Znam wady i zalety tego systemu, uważam, że najwięcej korzystają na nim dzieci, które są już po gimnazjum dobrze wiedzą, czego chcą. W szkole mojego syna można było wybierać dowolne rozszerzenia i zmieniać je chyba nawet w 3 klasie. Efekt był taki, że niektóre poszukujące dzieci z maturą z biologii i historii sztuki - poszukują do dziś swojego miejsca we wszechświecie.
                                      Najlepiej z tej wolności skorzystały dzieciaki, które już w 1 klasie miały sprecyzowane plany - przede wszystkim dzięki ogromnej liczbie godzin poświęconych na rozszerzenia. Więc ja się nie dziwię, że szkoły nie garną się do tego eksperymentu - z dowolnymi rozszerzeniami po 1 klasie.
                                      • jakw Re: Jak najbardziej namawiam na studia 24.07.14, 10:14
                                        Gość portalu: menodo napisał(a):

                                        > Znam wady i zalety tego systemu, uważam, że najwięcej korzystają na nim dzieci,
                                        > które są już po gimnazjum dobrze wiedzą, czego chcą.
                                        Czyli skorzysta raczej mniejszość.

                                        > Więc ja się nie dziwię, że szkoły nie garną się do tego ekspery
                                        > mentu - z dowolnymi rozszerzeniami po 1 klasie.
                                        Moim zdaniem fajnie byłoby , żeby choćby 1 przedmiot z jakiejś puli można było wybrać po I klasie. Np. można podjąć decyzję, czy oprócz rozszerzonej matematyki bierzemy sobie fizykę, geografię, biologię czy chemię
                                        • Gość: menodo Re: Jak najbardziej namawiam na studia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.07.14, 11:10
                                          > Znam wady i zalety tego systemu, uważam, że najwięcej korzystają na nim d
                                          > zieci,
                                          > > które są już po gimnazjum dobrze wiedzą, czego chcą.
                                          > Czyli skorzysta raczej mniejszość.

                                          Nie - większość, bo większość już po gimnazjum wie, że raczej na politechnikę, raczej na uniwersytet, raczej w kierunku studiów przyrodniczych - i większość nie potrzebuje roku na przemyślenie tej decyzji. A skorzystają w tym sensie, że będą mieli więcej godzin na przedmioty, które lubią kosztem tych, do których nie mają serca/głowy/cierpliwości.
                                          Jednocześnie - fajnie, że są szkoły, które stwarzają możliwość nietypowych rozszerzeń - ale i w nich najlepiej na tym wyjdą uczniowie, którzy wiedzą, np. pasjonaci literatury i biologii, matematyki i i historii sztuki, fizyki i filozofii :)
                                          • Gość: agatka_s Re: Jak najbardziej namawiam na studia IP: *.dynamic.chello.pl 24.07.14, 11:53
                                            A moim zdaniem zapominacie o meritum. Rozszerzenia nie służą temu tylko aby zdac mature i się dostac (choc oczywiscie też). One służą ABY ZDOBYC RZETELNĄ WIEDZE, potrzebną potem na studiach,aby stac się dobrym lekarzem, dobrym inżynierem itd.

                                            Jakim cudem uczyc na studiach lekarskich (za które ja jako podatnik płace DUŻO, ale po to aby miec potem dobrych lekarzy) np kogoś kto cały czas chciał byc polonistą, a w połowie 3 klasy liceum nagle doszedł do wniosku że jednak zostanie lekarzem i nagle w pół roku postanawia nadrobic zaległości z matematyki, chemii, biologii, aby zdac mature ? Jak mają budowac nam drogi ludzie, którzy ot tak z kaprysu, albo bo są to kierunki zamawiane idą na Politechniki, mimo podstawowych braków np z fizyki, czy matematyki (i przez niż demograficzny na prawde przy bardzo kiepsko zdanej maturze ma szanse sie dostac) ? To podejmowanie decyzji wcześniej i świadome uczenie się przedmiotów kierunkowych, nie jest głupie, a wręcz odwrotnie jest w interesie nas wszystkich, i właśnie ono daje szanse na dobrze wyszkolonych specjalistów. Moim zdaniem i tak system jest bardzo liberalny, bo de facto pozwala na takie wolty. A moim zdaniem takie politechniki, czy uczelnie medyczne powinny też sprawdzac czy kandydat pobrał wystarczającą ilosc nauki z ważnych przedmiotów, nie tylko czy prześliznął się z nich na maturze.

                                            No a jak ktoś jest mało zdecydowany, no to może po prostu sobie studia daruje, albo postudiuje coś ot tak dla własnej przyjemnosci bez specjalnych zobowiązań wobec społeczeństwa,

                                            • Gość: agatka_s Re: Jak najbardziej namawiam na studia IP: *.dynamic.chello.pl 24.07.14, 12:13
                                              I jeszcze dodam że zachodnia uczelnia ekonomiczna, sprawdzała umiejętnośc matematyki u mojego syna jako kandydata, nie tylko poprzez wewnętrzny egzamin, ale też życząc sobie spis wszystkich zagadnień jakich mój syn uczył się przez 3 lata w liceum, plus wykaz ocen jakie otrzymywał przez te 3 lata z tejże. I było to do czysto subiektywnej (bo nie mam tam żadnych % i zasad jak u nas, wszystko tylko "widzimisie" władz szkoły) oceny szkoły, czy zakres zarówno w sensie ilosci godzin matematyki, ale też i zawartości merytorycznej był wystarczający aby studiowac. Nawet autentyczny geniusz ale "home-made" z matematyki, bez odpowiedniej ilosci i jakości matematyki w szkole, wykładanej "jak Pan Bóg przykazał" nie ma szans.

                                              I to jest moim zdaniem odpowiedzialne i bardzo fair, szanujmy się nawzajem-szkoła bierze duże pieniądze jako czesne, uczy na wysokim poziomie ale zanim kogoś zaakceptuje to sprawdza dokładnie czy ktoś rzeczywiście podejmuje odpowiedzialną decyzje i nie zmarnuje czasu swojego i szkoły.
                                              • jakw Re: Jak najbardziej namawiam na studia 25.07.14, 19:27
                                                Gość portalu: agatka_s napisał(a):

                                                > Nawet autentyczny geniusz ale "home-made" z matematyki, bez odpowiedni
                                                > ej ilosci i jakości matematyki w szkole, wykładanej "jak Pan Bóg przykazał" nie
                                                > ma szans.
                                                A to już strata tej uczelni, że nie przyjmie kogoś takiego jak Banach.
                                            • jakw Re: Jak najbardziej namawiam na studia 25.07.14, 19:21
                                              Politechniki i medycyny nie muszą sprawdzać czy kandydat pobierał wystarczającą ilość nauki z różnych przedmiotów - wystarczy że odpowiednio dobiorą przedmioty do rekrutacji, wprowadzając ewentualnie minimalne progi. Matura w Polsce jest dla wszystkich ta sama, program przedmiotów rozszerzonych ten sam - i na podstawie wyników polskiej matury da się jednak porównać 2 kandydatów.
                                              I prawdę mówiąc, jeśli ktoś jest w stanie w pół roku opanować rozszerzony biol-chem na poziomie np. 90% (ucząc się jeszcze trochę innych przedmiotów rozszerzonych) wydaje mi się jednak lepiej rokującym kandydatem na medycynę niż ktoś kto po 3 latach pobierania nauk w biol-chemie ma ten biol-chem na maturze na 60%.
                            • jakw Re: Jak najbardziej namawiam na studia 22.07.14, 18:29
                              Gość portalu: kontra.punkt napisał(a):

                              > Dziękuję za wyczerpującą odpowiedź. Nadal jednak uważam, że szanse na to, by uc
                              > zeń profilu humanistycznego dostał się na studia ścisłe lub przyrodnicze, jest
                              > niemal teoretyczna (co w jakimś stopniu Pan potwierdza). Pokolenie mojej ciotec
                              > znej siostry, a również i moje, miało łatwiej pod tym względem.
                              Jak pamiętam i za moich czasów to dostawanie się uczniów klas humanistycznych na studia ścisłe czy przyrodnicze było dość iluzoryczne...
                                • jakw Re: Jak najbardziej namawiam na studia 23.07.14, 20:34
                                  Z mojego mat-fizu 1 osoba poszła na medycynę (dostała się za 2-gim razem) , 1 na socjologię. W przypadku startu na medycynę była to ciężka praca nad nauczeniem się chemii i biologii na poziom taki jaki miał biol-chem. Szkoła jakoś tego nie uczyła, a była to raczej dobra szkoła. Jak ktoś teraz chce iść po mat-fizie na medycynę to i tak musi biologię i chemię opanować, nawet jeśli idzie na UM w Łodzi.
                        • jakw Re: Jak najbardziej namawiam na studia 22.07.14, 18:27
                          Gość portalu: kontra.punkt napisał(a):

                          > Kiedyś moja cioteczna siostra dostała się na studia medyczne po maturze zdanej
                          > w liceum muzycznym. Teraz, po klasie o profilu humanistycznym lub mat- geo nie
                          > masz szans dostania się na medycynę, podobnie jak po profilu biol-chel na prawo
                          > . Po prostu zasady rekrutacji nie dają takiej możliwości.
                          Już nie wmawiaj, że kiedyś po czymś innym niż biol-chem można było bezproblemowo dostać się na medycynę. Znam 2 osoby, które po mat-fizie ćwierć wieku temu postanowiły startować na medycynę. Oznaczało to intensywne korki z biologii i chemii przez całą 4 klasę - oraz w następnym roku, bo za 1-szym podejściem żadna z nich się nie dostała. I nie sądzę, żeby kiedykolwiek matura z wiedzy o tańcu czy polskiego dawała wstęp na jakąkolwiek medycynę.
                          A ludzie w humanie , którzy nagle zapragnęli startować na SGPiS (teraz SGH), z obłędem w oczach brali się za matematykę. Największą wadą obecnego "zreformowanego" programu nie jest to, że w przypadku całkowitej zmiany zainteresowań delikwent zostaje z ręką w nocniku, bo to właściwie było zawsze. Problemem jest to, że delikwent musi się dość precyzyjnie określić - "może pójdę na SGH, a może na Polibudę" rzadko wchodzi w rachubę. A liceów, które wybór choćby 1 rozszerzenia przekładają na koniec I klasy, aż tak dużo nie jest. Na dokładkę profile są zwykle "stare", nie uwzględniające, że nastąpiła zmiana w programach i wielu osobom przydałoby się jednak coś więcej niż sama biologia z chemią , matematyka z fizyką czy polski z wosem. Przydałoby się - bo nawet jeśli nie muszą wykazywać się maturą z jakiegoś przedmiotu to wymagania na studiach są takie, że wiedza na poziomie trochę większym niż gimnazjum byłaby jak najbardziej przydatna. Jak dodamy do tego dość późne określenie przez MEN zasad matury od 2015, a w konsekwencji zmiany w zasadach rekrutacji - problem jest jak najbardziej.
                          • joa66 Re: Jak najbardziej namawiam na studia 22.07.14, 18:58
                            Na dokładkę profile są zwykle "stare", nie uwzględniające, że nastąpiła zmiana w programach i wielu osobom przydałoby się jednak coś więcej niż sama biologia z chemią , matematyka z fizyką czy polski z wosem.

                            Chyba się mylisz..kiedy pamiętam nasz wybór (human czyli polski historia, mat-fiz i biol-chem , to teraz jest raj: mat-hist, mat-geo, fiz-chem itd:)
                            • Gość: agatka_s Re: Jak najbardziej namawiam na studia IP: *.dynamic.chello.pl 22.07.14, 19:49
                              Chciałabym nieśmiało zauważyc że kiedyś wolno było zdawac nie tylko na jedną uczelnie, bo papiery składało się w oryginale i tylko raz, ale O ZGROZO na jeden kierunek. Obecnie delikwent może wybierac nie tylko z całego wahlarza uczelni w całym kraju, ale i dowolnych kierunków, nie mówiąc o tym że może też praktycznie wybierac z całego świata. Ograniczenie są tylko w zasadzie finanse, bo ten proces rekrutacyjny nawet czasem w ramach jednej uczelni ciut kosztuje.

                              Kuzynka mi właśnie doniosła że ich bliski nastolatek złożył papiery na 8 różnych wydziałów na różnych uczelniach (z tego co zrozumiałam, niektóre ciut od Sasa do lasa, ale nastolatek nie był jakimś orłem więc "zabezpieczał tyły") i najgorsze że na wszystkie się dostał....

                              To jest dopiero trudnośc dla młodego człowieka !!! Takie kłody pod nogi !!!! JAK ŻYC !!??
                              • Gość: Greta Re: Jak najbardziej namawiam na studia IP: *.dynamic.chello.pl 22.07.14, 22:42
                                to samo dziś mówiłam synowi, jak chowając jego świadectwo maturalne do segregatora rzuciłam okiem na swoje świadectwo sprzed lat, na którym jest pieczątka UW informująca o przyjęciu na studia; gdyby można było kiedyś składać na kilka kierunków, to na pewno wybrałabym studia językowe, bo myślałam niegdyś o anglistyce, iberystyce czy sinologii. Ale było duże oblężenie tych kierunków i w końcu wybrałam co innego, bo de facto niedostanie się na studia na tą jedną uczelnię i ten jeden jedyny kierunek oznaczało rok w plecy :( Teraz maturzyści mają raj z uczelniami, żyć nie umierać;
                                  • Gość: menodo Re: była jeszcze rekrutacja jesienna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.07.14, 10:01
                                    Na atrakcyjne kierunki nie było żadnych rekrutacji dodatkowych; moi znajomi , zwłaszcza chłopcy - w obawie przed poborem do wojska - szli do tzw. szkół pomaturalnych i dla nich jak najbardziej był to stracony rok. Były jeszcze tzw. hufce pracy - np. na moim wydziale (latach 80. ) kilka osób, którym zabrakło niewielu punktów pracowało na terenie instytutu, np. w szatni, na portierni czy jako sprzątaczki i po roku takiej niewolniczej harówy - w kolejnej rekrutacji - były one wpisywane na listę studentów.
                                    Wielu zdolnych ludzi, którym się nie poszczęściło, zwyczajnie nie ukończył studiów. Np. moja koleżanka kilka razy podchodziła do różnych lingwistyk i przepadała na egzaminach ustnych - bo miała straszną nerwicę. W końcu wylądowała w szkole dla "sekretarek" - dziś jest prawą ręką szefa w wielkiej korporacji, po nerwicy śladu nie ma, ale co się dziewczyna nacierpiała to tylko ona wie.
                                    A na anglistykę nie ma dziś egzaminów ustnych.
                              • jakw Re: Jak najbardziej namawiam na studia 23.07.14, 20:16
                                Gość portalu: agatka_s napisał(a):
                                > Kuzynka mi właśnie doniosła że ich bliski nastolatek złożył papiery na 8 różnyc
                                > h wydziałów na różnych uczelniach (z tego co zrozumiałam, niektóre ciut od Sasa
                                > do lasa, ale nastolatek nie był jakimś orłem więc "zabezpieczał tyły") i najgo
                                > rsze że na wszystkie się dostał....
                                >
                                > To jest dopiero trudnośc dla młodego człowieka !!! Takie kłody pod nogi !!!! JA
                                > K ŻYC !!??
                                No widzisz, i 19-latek ma problem z decyzją , ale 16-latek (a w przyszłości 15-latek) ma się z grubsza określić co ewentualnie wchodzi w rachubę jako studia.
                              • Gość: menodo Re: Jak najbardziej namawiam na studia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.07.14, 11:49
                                jakw napisała:

                                > Pamiętam, że były jeszcze klasy ogólne. A na dokładkę wybór mat-fiz nie oznacza
                                > ł, że rezygnuję z geografii. Tyle że wtedy były na to 4 lata, więc dało się to
                                > jakoś pomieścić."

                                W moim rodzinnym miasteczku było małe liceum wyłącznie z dwiema klasami ogólnymi - raczej nikt z tej szkoły nie dostawał się na studia, dlatego zostałam wysłana do liceum w mieście powiatowym - a ponieważ byłam laureatką dwóch konkursów na poziomie wojewódzkim - matematycznego i polonistycznego - mogłam sobie wybierać profile - z powodów towarzyskich wybrałam human. W tej szkole była też klasa ogólna -sama się nad nią zastanawiałam, bo miałam interdyscyplinarne zainteresowania, ale wieść gminna niosła, że był to profil najsłabszy w sensie upunktowienia zasobów ludzkich. Takie same opinie słyszałam o klasie ogólnej w warszawskim liceum, do którego się po roku przeniosłam, więc z rezerwą podchodzę do zachwytu nad tym "kultowym" profilem :)
                            • jakw Re: Jak najbardziej namawiam na studia 23.07.14, 20:38
                              Gość portalu: menodo napisał(a):

                              > Przydałoby się - bo nawet jeśli nie muszą wykazyw
                              > > ać się maturą z jakiegoś przedmiotu to wymagania na studiach są takie, że
                              > wiedz
                              > > a na poziomie trochę większym niż gimnazjum byłaby jak najbardziej przyda
                              > tna. "
                              >
                              > Chyba żartujesz? Ile takich przydasiów potrzebuje przeciętny licealista, bo on
                              > zazwyczaj staruje na kilka kierunków?
                              Ja żartuję? To chyba WUM czy UJ żartują. Ludzie, którzy poszli do biol-chemu z "fizyką dla przyrodników" teraz wpadają w popłoch bo matematyka podstawowa liczona jest x 0,5 czy 0,6.
                            • jakw Re: to miło, ze dostrzegasz problem 23.07.14, 20:45
                              Gość portalu: kontra.punkt napisał(a):

                              > którego inni dyskutanci nie zauważają, a o którym staram się pisać w tym wątku.
                              > Co do medycyny mojej ciotecznej siostry - to były inne czasy a i szkoły inne ni
                              > ż warszawskie.
                              Myślę, że medycyna twojej ciotecznej siostry nie była tyle zasługą szkoły (warszawskiej czy niewarszawskiej) ile samej siostry (względnie kogoś, kto jej pomagał ogarnąć biologię i chemię)
                                • jakw Re: to miło, ze dostrzegasz problem 24.07.14, 10:00
                                  Gość portalu: kontra.punkt napisał(a):

                                  > Egzamin wstępny trzeba było zdać, ale przyznasz, że łatwiej się do niego przygo
                                  > tować, jeśli szkoła odpowiednio wcześniej dostarczyła właściwą porcję wiedzy.
                                  Ależ oczywiście, tyle że zarówno teraz jak i kiedyś wiedza biol-chem potrzebna na medycynę dostępna poza biol-chemem była daleko niewystarczająca (fakt, że teraz może bardziej niewystarczająca).
                                  > Teraz też tak jest, są licea które przekazują wiedzę, a są i takie, które ją ty
                                  > lko egzekwują. I to niezależnie od pozycji w rankingu.
                                  Ale i za "moich czasów" tak było.
                        • elza10 Re: Jak najbardziej namawiam na studia 23.07.14, 18:59
                          Już kilka osób napisało Ci, że zasady rekrutacji taka możliwość dają. Poza tym uwazam, że zmuszeni gimnazjalisty do określenia, co lubi i w czym widzi swoją przyszłość jest bardzo dobre. Szesnastolatek ze średnio rozwinięta samoswiadmoscia wie, co go kręci, a co odrzuca, co przychodzi mu z łatwością, a co mu nie leży. Nikt nikomu na tym etapie nie każe wybierać uczelni, wydziału, kierunku I specjalizacji. To moent określenia obszarów - np przedmioty ściśle, przyrodnicze, humanistyczne, artystyczne, informatyka.
                          Co do Twojego argumentu, że zainteresowania się zmieniają, odpowiem, że znałam tez wielu takich, którzy parę dni po maturze, zmuszeni do decyzji podejmowali ja spod dużego palca I z zerowa refleksja. Byli I są tacy, co kilka razy zmieniają kierunek studiów. Ale chyba nie o to chodzi, tylko o to, by pomóc mlodszemu uczniowi się określić, wybrać. To rola I dla szkoly, I dla rodziców. Uuczen dobrze poprowadzona, będzie umiał wybrać. A jeśli mu się totalnie zmieni, wciąż może nadrobić przedmiot, może zdawać nawet dodatkowy przedmiot maturalny po roku, czy dwóch.
                          Pamiętam też, że kiedy ja zdawalam maturę dużo osób bardzo narzekał, że do ostatniego niemal miesiąca każą nam się uczyć wszystkiego. A jeśli ktoś chce ma polibude, to po co mu historia, czy geografia. I git. I teraz tego nie ma. Teraz w liceum ogrom czasu to przedmioty z rozszerzenia. I znów są pretensje. To jak tu można dogodzić? Zawsze znajdą się niezadowoleni. A ja z tego systemu się ciesze. Zwłaszcza, że coraz więcej szkół podchodzi elastycznie do wybierania rozszerzen.
                          • molik28 Re: Jak najbardziej namawiam na studia 23.07.14, 19:31
                            Zgadzam się absolutnie. Młody człowiek powinien umieć określić co go interesuje, bo jego mniej zdolni koledzy już w tym wieku muszą wybrać szkołę zawodową i nikt się temu nie dziwi. Rolą szkoły i rodzica (najczęściej rodzica) jest mu w tym pomóc. W dobie internetu nie jest to takie trudne. Są różne psychotesty, strony z zakresu doradztwa zawodowego. Trzeba zachęcić do korzystania z nich, pokazać, omówić. W przypadku mojego dziecka to zadziałało, jeszcze pół roku temu nie mieliśmy pojęcia jaki profil klasy wybrać, bo młodzież nawet o takich sprawach nie myśli. Po paru "wrzutkach" z mojej strony już wiemy co będziemy obstawiać. Mam nadzieję, że to będzie to. W każdym razie mniej więcej wiadomo w którą stronę iść, a co wykluczyć.
                            • jakw Re: Jak najbardziej namawiam na studia 23.07.14, 20:07
                              Sęk w tym, że teoretycznie, zgodnie z reformą, to w gimnazjach powinno być coś takiego jak poradnictwo zawodowe. Więc nie bardzo rozumiem dlaczego odsyłać delikwentów do internetowych psychotestów i wypocin typu "teraz będą potrzebni hydraulicy". Czyżby to nie działało? A sama zauważasz, że "młodzież nawet o takich sprawach nie myśli" równocześnie twierdząc, że " Młody człowiek powinien umieć określić co go interesuje". Dziecię kontra.punkt określiło co go interesuje - i co z tego, skoro był/jest problem ze znalezieniem szkoły w którym mogłoby uczyć się tego co je interesuje, nie poświęcając nadmiaru czasu na coś, co je nie interesuje.
                          • jakw Re: Jak najbardziej namawiam na studia 23.07.14, 20:13
                            elza10 napisała:

                            > A jeśli ktoś chce ma polibude, to po co mu historia, czy geografia. I git. I teraz tego nie ma.
                            Chyba że akurat jest w mat-geo czy mat-hist ... Wtedy tej historii czy geografii i tak musi się uczyć , za to dodatkowo uczyć się całego programu fizyki rozszerzonej.

                            > Zwłaszcza, że coraz więcej szkół podchodzi elastycznie do wybierania rozszerzen.
                            No i dobrze. Może jak moja młodsza będzie kończyć gimnazjum to będzie z tego jakaś korzyść.
                            • elza10 Re: Jak najbardziej namawiam na studia 23.07.14, 20:37
                              Pisząc o politechnice, cytowałam moich ówczesnych kolegów z liceum, którzy do końca czwartej klasy musieli uczyć się wszystkiego (jak my wszyscy). I narzekali, że nie chcą uczyć się przedmiotów, które ich nie interesują, oraz wg nich do niczego nie będą im potrzebne.
                              • jakw Re: Jak najbardziej namawiam na studia 23.07.14, 20:42
                                Ale teraz jak ktoś zmieni trochę zapatrywania co do kierunku studiów to i tak będzie uczył się przedmiotów , które mu nie są do niczego potrzebne. Za to sam nadrabiał przedmioty, które są mu potrzebne. Dlatego tak istotna jest decyzja co do profilu.
                                • learning-to-fly Re: Jak najbardziej namawiam na studia 24.07.14, 14:41
                                  jakw napisała:

                                  > Ale teraz jak ktoś zmieni trochę zapatrywania co do kierunku studiów to i tak b
                                  > ędzie uczył się przedmiotów , które mu nie są do niczego potrzebne. Za to sam n
                                  > adrabiał przedmioty, które są mu potrzebne. Dlatego tak istotna jest decyzja c
                                  > o do profilu.
                                  Ale teraz nadrabiał i tracił czas na przedmiotach zbędnych z jego punktu widzenia będzie ktoś, kto nagle zmieni decyzję. Kiedyś siedzieć na wszystkim musieli wszyscy.
                • Gość: ja joa IP: *.devs.futuro.pl 23.07.14, 22:15
                  Joa, jesteś mądrą osobą, a tu tak spłycasz temat! Nie chodzi o to, aby młodym, ZDOLNYM, ambitnym, pracowitym podcinać skrzydła. Ale aby pokazać tym przeciętnym, że najczęściej skórka nie warta wyprawki; nie ma sensu harować jak wół na studiach, skoro nie jest się wybitnym, a dodatkowo nauka jest dużym obciążeniem finansowym dla rodziny. Nie ma sensu mamić wszystkich młodych: uczuć się, ucz za wszelką cenę, opłaca się. Znam kilkoro średnio zdolnych nastolatków, którzy tak mają wyprany mózg przez dorosłych, że tylko topowe liceum, że prestiżowe studia, itp, itd. - no żal patrzeć jak zmieniają się w kłębek nerwów, całe dnie spędzając nad książką. Ale cudnego chleba z tej mąki nie będzie:( Sorry, w takim przypadku psim obowiązkiem dorosłych jest sprowadzić dzieci na ziemię.

                  I nie ma jednolitej odpowiedzi, czy warto studiować. Ale wydaje mi się, że chronić przed brutalnością świata i ukrywać prawdę to należy przed dziećmi, a nie 18- sto, 20-stolatkami, Innymi słowy, kto ma ochotę, warunki niech studiuje (to nie zaszkodzi, jakieś perspektywy zawsze daje), ale ze świadomością, że tak, jesteśmy niczym kolonia, a większość studentów w Polsce pełni jedynie rolę ukrywania BEZROBOCIA (i to podwójnego: swojego i wykładowców).

                  Powyższe nie zmienia faktu, że obowiązkiem rodziców jest motywowanie do nauki inteligentnych, uzdolnionych potomków. I marudzenie w takim wypadku: i tak wylądujesz na zmywaku - to rzeczywiście wystawianie sobie paskudnego świadectwa.

                  I nie zgadzam się, że dawniej było tak samo źle. Studia były jednak przepustką do łatwiejszego życia w późniejszych latach. A teraz po prostu dla zdecydowanej większości młodych pracy wymagającej wiedzy na poziomie studiów wyższych w Polsce po prostu nie ma.
                  • joa66 Re: joa 23.07.14, 22:49
                    Chyba źle zrozumiałaś. Post kontrapunktu nie brzmiał "nie wszystkim studia są potrzebne " lub " nie warto studiować za wszelką cenę" tylko "studia są niepotrzebne w kraju niewolników" z powoływaniem się na niejasno zdefiniowane wynagrodzenie polskich i włoskich inżynierów.

                    Z pierwszym zdaniem byłaby skłonna się zgodzić (ale to jak wiadomo wiąże się ze zmianami w systemie edukacji). Stwierdzenie drugie traktuję jaką mało przemyślane "ulanie" własnych frustracji.

                    I to nie ma nic wspólnego z ochroną przed "brutalnością" świata (btw - jak wyobrażasz sobie taką ochronę starych koni?), tylko z rozmową z młodzieżą językiem faktów. Faktem jest kryzys, faktem jest nadprodukcja ludzi wykształconych ( i nie mam na mysli tylko absolwentów dziwnych prywatnych uczelni) połączonych z wysoką stopa bezrobocia. Faktem jest to, że nie wiadomo jak będzie wyglądał rynek pracy za 20 lat (a to pewnie nie będzie nawet półmetek życia zawodowego naszych dzieci). Oprócz tego są fakty "indywidualne" : zdolności, pasje, talenty, pracowitość, możliwości wsparcia przez rodziców, miejsce zamieszkania itd.

                    Nad mediami nie panujemy. Ale na poziomie rodziny możemy rozmawiac inaczej: niekoniecznie "synu, studia są niepotrzebne w tym kraju niewolników" ( zwłaszcza, że zwykle są niepotrzebne cudzym dzieciom, a naszym jak najbardziej;) ).

                    Ja nie mam problemu, żeby powiedzieć dziecku "nie wiem, synu" , "nie mam jeszcze stu lat, a byłam świadkiem tylu zmian, że wiem, że nie można się opierac tylko na tym co jest teraz", "wiem, że jest możliwość, żebyś robił w życiu to co chcesz, ale to tylko możliwośc, a nie gwarancja - jedyne co możesz zrobić to próbować pomóc losowi", "być może się nie uda, ale czy to znaczy, że nie warto próbować robic tego o czym marzysz?". Nie mam też problemu, żeby mówić, że błędy , porażki i "pech" zdarzają się każdemu, ale wiele z nich (a może większość) da się naprawić.

                    Moim zdaniem to lepsze niż wmawianie dzieciom, że są ofiarami systemu, bo oni tę "ofiarowatość" będą długo nosić w sobie, a w najgorszym wypadku uwierzą winnych "onych".
                    • Gość: kontra.punkt Coś przeoczyłaś IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.07.14, 22:58
                      Moim głównym argumentem dotyczącym kolonizacji (niewolnictwo gdzieś w tle) było odwołanie się do przyczyn rewolucji Gandhiego. Co do włoskich inżynierów, to było porównanie z autopsji. Niedawno odpisałem w tym wątku, że w polskiej firmie problemem jest uzyskanie urlopu dłuższego niż 2 tygodnie o których stanowi kodeks pracy, podczas gdy we włoskiej firmie bez problemu mogliśmy (ja i współpracownicy) otrzymać cały miesiąc.
                            • joa66 Re: Wrcz przeciwnie... 24.07.14, 08:07
                              No to sprowokowałeś - udało Ci się za drugim razem ;)

                              Cieszę się, że nie myślisz tak jak pierwotnie napisałeś. Nie wiem tylko czy życzyć Twoim dzieciom pracy/niepracy we Włoszech - nie chciałabym być źle zrozumiana, a wszystkim "naszym" dzieciom życzę bardzo dobrze.

                              Pozwolę sobie na mały off topic. Zimą byliśmy w Londynie na dniu informacyjnym pewnej uczelni. Dołączyli do nas nastolatka z Włoch(Mediolan) z ojcem, nomen omen inżynierem. Dziewczyna nie była do końca przekonana, że chce studiować w UK, ale tata nalegał, wręcz naciskał. Argumentem było to, że...we Włoszech nie da się żyć, ze jest beznadzieja, a Londyn to centrum wszechświata i tam najlepiej zacząć układac sobie życie zawodowe. Śmieszne ( w pewnym sensie) było jak zaczął pokrzykiwać na córkę słowami "zobacz, przyjechali z Polski i im się chce, a Ty?" .

                              W ostatni poniedziałek poznałam młodego Anglika +/- 30 lat. Wyjechał z Londynu szukać pracy tutaj, bo....w Polsce ciągle są możliwości a w Anglii jest olbrzymia konkurencja (o Polsce usłyszał od kolegi, któremu się udało). BTW mój syn miał w swoim czasie konwersacje z podobnymi ludźmi - zaczynali od uczenia angielskiego, a po jakimś czasie znajdowali tu pracę w zawodzie (a my musieliśmy szukać nowego native :D)

                              Z kolei polscy młodzi ludzie......i tak dalej.
                              • Gość: kontra.punkt Włosi lubią narzekać :-) IP: 91.226.117.* 24.07.14, 09:16
                                na otaczającą rzeczywistość, taki naród. Ale gdy Włosi wycofywali się z mojej firmy, nikt z nich nie został w Polsce, a sporo Polaków przeniosło się do Włoch.
                                Różnica miedzy nami a nimi oraz UK jest taka, że żyją w bardziej przewidywalnej rzeczywistości, a to pozwala na zaplanowanie życia. We Włoszech podatki można zmieniać raz na 4 lata i to za zgodą parlamentu, u nas ustawa o VAT jest modyfikowana średnio 3 razy w roku. Nie mówiąc już o podatkach PIT. Ale to temat na inne forum.
                                  • Gość: kontra.punkt Jesteśmy najwspanialsi :-) IP: 91.226.117.* 24.07.14, 13:04
                                    jako naród: najmądrzejsi, najsympatyczniejsi itd.
                                    Tylko nie możemy się wykazać, bo historia dała nam "popalić": komunizm, okupacja, rozbiory, złota wolnośc szlachecka, potop szwedzki, rozbicie dzielnicowe, najazd Mongołów i wypędzenie Bolesława Śmiałego.
                                    Bardzo mi się podoba pewien dosadny cytat Piłsudskiego: "Naród wspaniały tylko ludzie..."
                                    Przełożenie na współczesne czasy jest takie, że nie tylko młodzi wyjeżdżają za granicę. Z mojej klasy maturalnej wyjechała ponad połowa.
                                    • joa66 Re: Jesteśmy najwspanialsi :-) 24.07.14, 14:35
                                      Słuchaj - włąsnie o to chodzi, żeby nie opowiadać "dzieciom" bzdur ; kto najlepszy, kto niewolnik , kto najsympatyczniejszy - każdy kraj, każdy człowiek ma dobre i złe strony. Przestańmy w końcu rozdrapywac rany Polski od zarania dziejów, oskarżać przodków i współczesnych i "ten kraj". Naprawdę chcesz wychować zgorzkniałego małego dziadka?
                                      Czy nie można normalnie pomyśleć : mam A,B,C , John ma B, C, E i Z a Jean Pierre ma B, C i P ?

                                      A potem co ja (moje dziecko) może zrobic ze swoim zestawem (np ciesząc się z tego, że nie musi płacić czesnego)?

                                      Czy chcesz swoje dziecko upupić jako biednego Polaczka?
                                      • Gość: kontra.punkt To nie ja opowiadam :-) IP: 91.226.117.* 24.07.14, 16:48
                                        wystarczy włączyć pierwsze z brzegu wiadomości w mediach, staram się uodpornić młodego człowieka na takie informacje.
                                        A jeśli chodzi o cytat Piłsudskiego - jest autentyczny, można go posłuchać na Youtube.
                                        To znów nie temat na to forum, ale wydaje mi się, że postać Marszałka może być przykładem dla młodych ludzi żyjących współcześnie.
                                        • Gość: agatka_s Re: To nie ja opowiadam :-) IP: *.dynamic.chello.pl 24.07.14, 16:55
                                          Tiaaaa i bo kiedyś to i na studia łatwiej się było dostac i człowieka bardziej szanowali, nie było niewolnictwa i w ogóle było wszystko lepsze...A teraz syf malaria i dzieci nienarodzone mordują.

                                          Rzadko używam słów nieprzyjemnych, ale powiem wprost: FACET STUKNIJ SIĘ W ŁEB i popatrz ciut dalej niż w prawicowe media, chocby przez własne okno...(eee pewnie własnego okna też nie masz bo to taki kraj opresyjny , że nie dają posiadac nawet okna).
                                          • jakw Re: To nie ja opowiadam :-) 24.07.14, 17:44
                                            joa66 napisała:

                                            > wystarczy włączyć pierwsze z brzegu wiadomości w mediach
                                            >
                                            > Powiem inaczej..wystarczy WYŁĄCZYĆ media ;)
                                            A potem się zdziwić, bo umknęło coś co istotnie wpływa na twoje życie. I jeszcze karę jakąś za to zapłacić. Nie da się odciąć od wszystkich mediów.
                                            • joa66 Re: To nie ja opowiadam :-) 24.07.14, 18:43
                                              Wiesz co znaczy " ;) " ?

                                              Przecież nie chodzi o odcięcie się od informacji, tylko o refleksję nad tym ile naszej wiedzy o świecie pochodzi z mediów, ile z doświadczenia, ile z obserwacji. Media mają się sprzedawać, a najlepiej sprzedaje się tragedia, nieszczęscie itp

                                              Gdyby świat wyglądał tylko tak jak przedstawiają go główne media, to nic tylko sobie w łeb strzelić.
                                        • jakw Re: To nie ja opowiadam :-) 24.07.14, 17:39
                                          Gość portalu: kontra.punkt napisał(a):
                                          > To znów nie temat na to forum, ale wydaje mi się, że postać Marszałka może być
                                          > przykładem dla młodych ludzi żyjących współcześnie.
                                          W szczególności wzorem może stać się zgarnięcie kasy z pociągu pod Bezdanami ;-)
                      • joa66 Re: Coś przeoczyłaś 23.07.14, 23:12
                        off topic:

                        2 tygodnie o których stanowi kodeks pracy, podczas gdy we włoskiej firmie bez problemu mogliśmy (ja i współpracownicy) otrzymać cały miesiąc


                        W amerykańskiej firmie, w której pracowałam, szef, Amerykanin mówił "pracownika, którego firma nie potrzebuje przez 3 tygodnie, nie potrzebuje go w ogóle"

                        W obecnej firmie mogę wziąc urlop dowolnej długości od 1/2 dnia do pełnego wymiaru (czego nie robię)

                        Nie uogólniaj swoich doświadczeń.
                    • Gość: molik28 Re: joa IP: 217.153.134.* 24.07.14, 10:09
                      cytuję: Ja nie mam problemu, żeby powiedzieć dziecku "nie wiem, synu" , "nie mam jeszcze stu lat, a byłam świadkiem tylu zmian, że wiem, że nie można się opierac tylko na tym co jest teraz", "wiem, że jest możliwość, żebyś robił w życiu to co chcesz, ale to tylko możliwośc, a nie gwarancja - jedyne co możesz zrobić to próbować pomóc losowi", "być może się nie uda, ale czy to znaczy, że nie warto próbować robic tego o czym marzysz?". Nie mam też problemu, żeby mówić, że błędy , porażki i "pech" zdarzają się każdemu, ale wiele z nich (a może większość) da się naprawić.
                      Dokładnie się zgadzam. Mówię to samo. Doradzam, namawiam, sugeruję ale "bez monopolu na wszechwiedzę". Życie jest zbyt skomplikowane, by była na nie recepta.

                    • Gość: ja Re: joa IP: *.devs.futuro.pl 24.07.14, 19:21
                      > Chyba źle zrozumiałaś.

                      Całkiem możliwe, przeczytałam wyrywkowo:-) Ale z tego, co poniżej napisałaś, to wyłania się generalnie podejście do życia i wychowania (malkontenctwu i czarnym scenariuszom mówimy - nie!) i z tym się zgadzam. Nie jest to akurat jedynie związane z czystą edukacją i motywowaniem do nauki za wszelką cenę, bez względu "na wzgląd".

                      I jakby nie patrzeć, to lepiej być pięknym, zdrowym, bogatym i WYKSZTAŁCONYM niż ...;)
                    • Gość: ja Re: joa - profile IP: *.devs.futuro.pl 24.07.14, 19:59
                      A co do wywodów kontrapunkta w kwestii wyboru profilu, to takie narzekanie, aby sobie pogadać. W wielu sprawach następuje w życiu punkt zero, od którego ponosimy odpowiedzialność za podjętą decyzję.I mi się akurat nowy system licealny (no, bardziej założenia niż praktyka) podoba. A większość ludzi - stety, czy niestety - wielkiego powołania nie ma, tudzież posiada zainteresowania/zdolności wielokierunkowe. I nigdy nie znajdziemy takiego "punktu zero" (wieku), po którego przekroczeniu WSZYSCY będą na sto procent wiedzieć, co w życiu chcą robić (patrz: zmiany kierunku studiów, przekwalifikowania,itp, itd) . Ale w danym momencie, na coś trzeba się zdecydować i tyle.
                  • Gość: kontra.punkt Celne podsumowanie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.07.14, 22:51
                    klasie mojego młodego człowieka była osoba, która ukończyła gimnazjum ze średnią 5.9, ale okupiła to nerwicą. do wymarzonego liceum i tak się nie dostała, zabrakło paru setnych z egzaminu. Dla tej osoby i jej rodziców to był dramat. Młody człowiek podszedł do sprawy bardziej racjonalnie - nie wyszło z Jeziorańskim, ale jest liceum, które ma bardzo pozytywne opinie i jest w miarę blisko. A i profil również do zaakceptowania. Teraz czekamy na ewentualną rekrutację uzupełniającą i zastanawiamy się nad liceum społecznym, dającym możliwości wyboru przedmiotów rozszerzonych.
                    • joa66 Re: Celne podsumowanie 23.07.14, 23:30
                      Pozwól, że odniosę się do Twojej informacji o dziecku - tego, że byłby dobrym odkrywcą nowych lądów, itp, niestety nie ma odpowiedniego profilu biol-geo. Zmartwię Cię - takich studiów też nie ma. Chyba większośc stanowisk pracy opiera się na ułamku wiedzy wyniesionej z uczelni i ogromnej porcji wiedzy i umiejętności nabytych poza szkołą czy uczelnią. I , przynajmniej moim zdaniem, lepiej wspierać pasje dziecka niż szukać idealnego profilu. Który i tak później może okazać się niewypałem.
                        • Gość: ja a z punktu widzenia prawnego? IP: *.devs.futuro.pl 24.07.14, 19:43
                          Z góry przepraszam, bo nie wiem, czy dobrze się podpięłam.

                          Na bazie niektórych wypowiedzi zastanawiam się, do czego właściwie UCZEŃ MA PRAWO od 2 klasy LO. Bo z jednej strony założenia minist., że WYBÓR przedmiotów rozszerzonych dokonywany jest PO piewrszej klasie, a z drugiej - w zdecydowanej większości narzucone profile przez szkoły bez jakiejkolwiek możliwości indywidualizacji.

                          Innymi słowy, czy przykładowo uczeń który wybrał po gim. profil bio-chem-fiz, może w pierwszej klasie oświadczyć, że zmienia wybór na biol-chem-mat.? Praktycznie więc oficjalnie REZYGNUJE z rozszerzenia fizyki (czy szkoła ma podstawy prawne, aby przymusić do chodzenia i zaliczania rozszerzeń z fizyki?? wątpię), a prosi o rozszerzenie z matematyki. Teoretycznie liceum może odmówić nauczania rozszerzenia z matmy, ale - wydaje mi się - że przy odwołaniu do jednostki nadrzędnej będzie pod ścianą i uczeń wygra sprawę. Bo niby z dlaczego uczeń nie może realizować tego rozszerzenia z matmy międzyoddziałowo?
                          • tinywee Re: a z punktu widzenia prawnego? 25.07.14, 00:37
                            Menodo piszesz:
                            „Gdybym miała szukać idealnego profilu dla swojej córki to - sądząc po egzaminach z ostatniej sesji - powinien być to mat-geo-hist-biol, najlepiej w systemie IB. Chodziła do zwykłego humana.”

                            Z ciekawości: czy przedmioty sesyjne z tych dziedzin były na poziomie wyższym (tzn. takim, jak na kierunkowych studiach)?

                            Agatko piszesz:
                            „Rozszerzenia nie służą temu tylko aby zdac mature i się dostac (choc oczywiscie też). One służą ABY ZDOBYC RZETELNĄ WIEDZE, potrzebną potem na studiach,aby stac się dobrym lekarzem, dobrym inżynierem itd.”

                            Jako przykłady wymieniłaś studia zawodowe. Zastanawiam się, czym jest rzetelna wiedza, jaką należy wynieść z liceum w przypadku studiów ‘niezawodowych’, jakich na uniwersytecie jest większość. Nie jestem pewna, czy dla przyszłych historyków, filologów czy socjologów wystarczająca będzie wiedza z innych dziedzin zdobyta do pierwszej klasy liceum – kiedy kończy się jak rozumiem ‘ogólna’ podstawa programowa. Ciekawa jestem, jakie będą opinie za kilka lat, kiedy reforma pójdzie na studia.
                            Aha, no i liceum już chyba nie powinno się nazywać – ogólnokształcące?

                            „Nawet autentyczny geniusz ale "home-made" z matematyki, bez odpowiedniej ilosci i jakości matematyki w szkole, wykładanej "jak Pan Bóg przykazał" nie ma szans.”

                            Czyli jeżeli nie miał np. różniczek w szkole, nauczył się sam i zdał uczelniany egzamin wewnętrzny – nie zostanie przyjęty, bo nie miał tego w szkole?

                            Swoją drogą – to chyba wyjątkowe podejście, bo mamy przecież europejski obszar kształcenia czy jaktosięnazywa i honorowane są lokalne świadectwa ukończenia szkoły średniej jako podstawa przyjęcia do szkoły wyższej. Czyli zakłada się, że lokalny program nauczania (podstawa p.) jest wystarczający co do treści.
                            • joa66 Re: a z punktu widzenia prawnego? 25.07.14, 07:53
                              Nie jestem pewna, czy dla przysz
                              > łych historyków, filologów czy socjologów wystarczająca będzie wiedza z innych
                              > dziedzin zdobyta do pierwszej klasy liceum – kiedy kończy się jak rozumie
                              > m ‘ogólna’ podstawa programowa.


                              Ja, jak dotąd, mam do tego problemu stosunek niezmienny. Skrócenie przedmiotu o 2 lata (plus przedmiot ogólny typu historia i społeczeństwo czy przyroda) nie ma żadnego wpływu na wykształcenie ogólne POD WARUNKIEM, że wcześniejsza edukacja jest na dobrym poziomie. Jeżeli ten wczesniejszy etap jest kulawy, to można nawet przedłużać naukę wszystkich przedmiotów w nieskończoność, a i tak nic to nie da.
                            • Gość: menodo Re: a z punktu widzenia prawnego? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.07.14, 10:33
                              >> Z ciekawości: czy przedmioty sesyjne z tych dziedzin były na poziomie wyższym (
                              > tzn. takim, jak na kierunkowych studiach)?


                              Nie wiem tego, ale to raczej przedmioty zawodowe, a nie semestr psychologii na geografii czy ekonomii na polonistyce.
                              Jest na studiach międzywydziałowych i chce robić dwa dyplomy z dość odległych od siebie dziedzin, ale intencją mojej wypowiedzi było to - że warto zachęcać młodych ludzi do samodzielnego zdobywania wiedzy, oswajać ich z myślą, że wiele razy w życiu będą się musieli douczać albo uczyć czegoś zupełnie nowego, niezgodnego z profilem w liceum. A n ie biadolić, że kieeeedyś to była edukacja, a dzisiejsze sierotki pozbawione geografii w klasie maturalnej to już nawet Wisły na mapie nie będą umiały pokazać.
                              • tinywee Re: a z punktu widzenia prawnego? 12.08.14, 22:18
                                Dzięki za info – ciekawą propozycją dla ciekawych mish się wydaje. Dla bardziej nielicznych to już chyba tylko niewidzialne kolegium jest – ale ono, jak rozumiem, jest z myślą o przyszłych naukowcach, mish zaś chyba niekoniecznie (?)
                                • menodo Re: a z punktu widzenia prawnego? 13.08.14, 15:03
                                  Uważam, że mish jest bardzo ciekawą propozycją dla osób obdarzonych szeroko rozumianą ciekawością poznawczą, wewnętrznie zmotywowanych i dobrze zorganizowanych; także tych, którzy chcą zdobyć dwa dyplomy, bo mają "rozstrzelona" zainteresowania. Idealne rozwiązanie dla mojej córki, chociaż odnalezienie się w ramach UW zajęło jej trochę czasu i zdrowia :)

                                  Czy dla naukowców - niekoniecznie. Chociażby ze względów formalnych - kiedy się ma w sesji osiem egzaminów na dwóch na dwóch kierunkach, trudniej osiągnąć najwyższą średnią na roku na konkretnym wydziale, aczkolwiek osobiście znam mishowców, którzy dają rade:)
                                  Niemniej, koleżanka mojej córki, typ naukowca, która już w drugiej klasie wygrała olimpiadę, wiedziała, że chce studiować swój ukochany kierunek - dla niej mish to strata czasu i zawracanie głowy.
                                  A Niewidzialni to taki bardziej prestiżowy mish - np. można mieć Leszka Balcerowicza za tutora :) , ale też nie jestem pewna, czy jest to dobra ścieżka kariery dla przyszłych naukowców. Raczej dla szeroko rozumianych intelektualistów typu Sławek Sierakowski :)
                            • menodo Re: a z punktu widzenia prawnego? 25.07.14, 14:22
                              Nie jestem pewna, czy dla przyszłych historyków, filologów czy socjologów wystarczająca będzie wiedza z innych dziedzin zdobyta do pierwszej klasy liceum – kiedy kończy się jak rozumiem ‘ogólna’ podstawa programowa. Ciekawa jestem, jakie będą opinie za kilka lat, kiedy reforma pójdzie na studia. "

                              Bardzo dobrze, że dzieciaki nie będą już powtarzać w liceum materiału z przedmiotów, z których zdawały egzamin gimnazjalny - po co? Przecież to absurd był - że licealiści uczyli się od początku tego samego, tylko na niższym poziomie. W przypadku mojej córki - tak było z biologią, geografią chemią, a nawet wosem. Ktoś, kto twierdzi, że wiedza wyniesiona z gimnazjum - potwierdzona wysokim wynikiem z kilku (!) egzaminów i wysokimi ocenami na świadectwie to nic, chyba nie ma pojęcia, o czym mówi.
                              Nie rozumiem, dlaczego przyszli studenci kierunków humanistycznych mają być głupsi w porównaniu z obecnymi czy wcześniejszymi rocznikami. Moim zdaniem - wręcz przeciwnie - będą lepiej, rzetelniej przygotowani do studiów, bo zwiększone zostały wobec nich wymagania na przedmiotach kierunkowych.
                              A do zdobywania i aktualizowania wiedzy z innych niż kierunek wykształcenia dziedzin współczesnego człowieka - nie tylko humanistów - zwyczajnie zmusza życie - to prywatne i zawodowe i tu przydaje się raczej umiejętność szukania, selekcji i wykorzystywania informacji niż rozległa, "renesansowa" wiedza.



                              • tinywee Re: a z punktu widzenia prawnego? 12.08.14, 22:14
                                Absurd tak – pytanie tylko, czy teoretycznie usuwalny (w przypadku lepszego skonstruowania programu) czy też nie.

                                Kruszyć kopii nie będę – pozostanę przy swoich wątpliwościach; wiek licealny wydaje mi się idealnym okresem dla budowania połączeń między synapsami :), a na specjalizacje czas jest na studiach; tym łatwiej radzić sobie z informacjami im lepszy trening myślenia w różnych dziedzinach się przeszło.

                                Co do humanistów, ciekawe, ile szkół zwiększy wymagania, wprowadzając: filozofię, historię muzyki, historię sztuki tudzież język łaciński z kulturą antyczną…
                                • menodo Re: a z punktu widzenia prawnego? 13.08.14, 14:23
                                  Co do humanistów, ciekawe, ile szkół zwiększy wymagania, wprowadzając: filozofi
                                  > ę, historię muzyki, historię sztuki tudzież język łaciński z kulturą antyczną&#
                                  > 8230; "

                                  Nawet gdyby chciały - nie ma pieniędzy na aż tyle "cudów" - i to jest moje największe zastrzeżenie do tej reformy. W szkole mojej córki (ona akurat miała jeszcze i filozofie, i łacinę, i wiedzę o kulturze na poziomie rozszerzonym) dla ambitniejszych humanistów pozostają kółka i tzw. przedmioty dodatkowe typu kultura śródziemnomorska czy coś w tym rodzaju :(
                          • kmir Re: a z punktu widzenia prawnego? 25.07.14, 09:32
                            Gość portalu: ja napisał(a):

                            > zastanawiam się, do czego właściwie UCZEŃ MA PRAWO od 2 klasy LO.
                            > Bo z jednej strony założenia minist., że WYBÓR przedmiotów rozszerzonych
                            > dokonywany jest PO pierwszej klasie, a z drugiej - w zdecydowanej większości
                            > narzucone profile przez szkoły bez jakiejkolwiek możliwości indywidualizacji.
                            >
                            > czy przykładowo uczeń który wybrał po gim. profil bio-chem-fiz
                            > może w pierwszej klasie oświadczyć, że zmienia wybór na biol-chem-mat.?
                            > Praktycznie więc oficjalnie REZYGNUJE z rozszerzenia fizyki (czy szkoła

                            Swobodny wybór przedmiotów rozszerzonych powoduje dwa problemy:

                            1. liczebność grup. W podanym wyżej przykładzie (jeżeli na pomysł takich zmian wpadnie więcej uczniów) może się okazać, że grupa rozszerzonej matematyki stanie się zbyt liczna, a grupa z fizyki będzie tak nieliczna, że organ prowadzący nie zechce jej finansować (wymusi jej likwidację).

                            2. ułożenie planu (bez okienek). Jeżeli konkretna kombinacja przedmiotów rozszerzonych jest przypisana na stałe do całej klasy (oddziału) to ułożenie planu jest względnie banalne. Jeżeli uczeń może wybrać wszystkie przedmioty rozszerzone to ułożenie planu bez okienek jest praktycznie niemożliwe.