trzy.14
06.07.26, 16:36
Zrozumiałem specyfikę nauk humanistycznych na przykładzie nauk historycznych, po obejrzeniu tego wywiadu: youtu.be/HnlsIa1Y3nM?t=2309 (jakieś 7-10 minut).
Przykład z Anią i Jankiem jest fantastyczny i całkowicie zrozumiały dla laika. Szkoda, że w szkołach nikt nie zwraca uwagi na to, skąd bierze się szkolna wiedza i jak historycy czy chemicy dochodzą do wiedzy, która w podręcznikach podawana jest za pewną. I dlaczego czasem te podręczniki trzeba zmieniać.
Rzeź Wołyńska to bardzo ciekawy przykład dla umysłowości ścisłej: nie ma dowodów (lub są bardzo nieliczne) na to, że UPA prowadziło centralnie zorganizowane, zaplanowane mordy. Ale są bardzo mocne poszlaki. Co pozwala prokuratorowi głosić tezę o winie, ale i obrońcy daje całkiem mocne argumenty. Potem wyobraziłem sobie proces o zabójstwo, poszlakowy, w którym stawką jest kolejne życie. Tej klasy problemy przerastają umysłowość ścisłą, gdzie każde pytanie, jeśli ma odpowiedź, to jedną.
Więc przyszła mi do głowy kolejna analogia - że nauka ma charakter korpuskularno-falowy, fizycy siedzą na skraju świata korpuskularnego, humaniści zanurzeni są w falowej płynności i nieoznaczoności. Panie Toranaga, jak się Panu taki tok myślenia podoba?
I teraz wracamy do tego, które nauki są ważne. Nagle od tego, co o "rzezi/tragedii wołyńskiej" myślą i publicznie mówią historycy (np. "ludobójstwo" czy *tylko* "czystka etniczna"?) , zależą relacje dwóch sporych narodów i indywidualne życie tysięcy konkretnych ludzi, np. czy komuś wynajmie się mieszkanie, zwyzywa od K, wystrzeli z wiatrówki w twarz. A wszystko to na falujących, elastycznych poszlakach, z ogniem podsycanym żądzą dopłynięcia na tych sztormowych emocjach do władzy. Żadna inna nauka w Polsce nie ma takiej siły rażenia!