niewyspany77 25.05.09, 20:39 "Koła naukowe AGH najprostrzą drogą do sukcesu" tiny.pl/3x1l Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
flamengista smutna prawda o kołach naukowych 26.05.09, 09:00 Jako były działacz dwóch kół naukowych muszę z przykrością stwierdzić, że formuła kół naukowych na polskich uczelniach powoli się wyczerpuje. Za moich czasów koła potrafiły wydawać przyzwoite czasopisma popularno-naukowe, organizować solidne szkolenia (np. dotyczące giełdy, pisania CV), ciekawe konferencje naukowe a nawet prowadzić badania naukowe. Jedno koło u nas nawet zrealizowało bardzo solidny, choć amatorski film dydaktyczny, który zdobył wyróżnienie w jakimś krajowym konkursie. Ponieważ byliśmy ludźmi poważnymi, to potrafiliśmy wyciągać pieniądze z firm na sponsoring. Jak byłem prezesem, moje koło miało roczny budżet 5-6 tys. złotych, a koledzy z kół zajmujących się finansami potrafili zgromadzić i 10 tys (w rezultacie z czasem dorobili się przyzwoitej pracowni komputerowej, co na owe czasy było ewenementem). Prezesi tych kół, najczęściej osoby najbardziej zaangażowane w działalność często zostawały na uczelni - mieli już wprawę w działalności organizacyjnej i przynajmniej mieli blade pojęcie o tym, co to działalność naukowa. Inni, współpracując z firmami już na studiach zapewniali sobie w nich dobrze płatną pracę. Obecnie często jestem zapraszany by wygłosić referat na konferencjach kół naukowych. Wiem też, jak wyglądają referaty naukowe przygotowane przez członków tych kół na coroczne sesje naukowe (są one u nas obowiązkowe, by dostać dotację z uczelni). Mam też możliwość nauczania i częstego obcowania z przedstawicielami tych organizacji. Na naszej uczelni należałoby zlikwidować 90% tych kół - są to niestety najczęściej kółka wzajemnej adoracji. Pozorują, że coś robią - zawsze prezesowanie można sobie wpisać do CV. I przy odrobinie szczęścia można wyjechać na fajną konferencję i pobawić się za pieniądze z uczelni. Większość ludzi jest w kołach nie z powołania czy zainteresowania, ale z braku pomysłów, licząc że opiekun koła coś dla nich załatwi. Młodzi ludzie są strasznie mało samodzielni. Ja jako prezes potrafiłem dzwonić do ministra, by przyszedł do nas na konferencję. Spotykałem się z konsulem, by dał nam pieniądze na projekt. Dziś prezesi chcą mieć wszystko na tacy - konferencję zrobią tylko wtedy, gdy im się ją zaproponuje i zapewni finansowanie. Cały czas trzeba prowadzić za rączkę. W rezultacie ostatnia konferencja "współorganizowana" przez studentów skończyła się tym, że zorganizował ją w pojedynkę nasz pracownik. Myślę, że moja uczelnia nie jest żadnym wyjątkiem - przykład AGH właśnie to potwierdza. Tak jest po prostu wszędzie. Konkluzja jest więc następująca - skoro studentom się nie chce, to trzeba zaostrzyć kontrolę nad kołami, zlikwidować te fikcyjne i dawać pieniądze tylko nielicznym rodzynkom, którzy chcą poważnie działać. Są jeszcze tacy, ale giną w zalewie cwaniactwa i bylejakości. Odpowiedz Link