Dodaj do ulubionych

nieplagiator

06.07.09, 21:23
Prof.
Krajewski kontratakuje: niespecjaliści
Obserwuj wątek
    • pr0fes0r Re: nieplagiator 06.07.09, 22:05
      Żenujące.
      • nomanslave Re: nieplagiator 06.07.09, 22:07
        A co mozna mu na prawde zrobcic?
        Oprocz utraty dobrego imienia oczywiscie.
        Obawiam sie ze nic.
        • megaborsuk2000 Re: nieplagiator 06.07.09, 22:46
          "Na pewno się pan nie dowie pierwszy o tym, co ja zamiaruję".
          Skrzydlate słowa.
        • pfg Re: nieplagiator 06.07.09, 23:43
          nomanslave napisał:

          > A co mozna mu na prawde zrobcic?

          Z uwagi na przedawnienie, niewiele. Nie podawać ręki. Nie zapraszać
          na konferencje. Nie prosić o recenzje.
          • flamengista Re: nieplagiator 07.07.09, 08:44
            www.youtube.com/watch?v=q8Mt5yDqngM
            ;)
    • flamengista facet jest bezobciachowy 07.07.09, 08:39
      ale i nie najmądrzejszy. Bo po takiej sprawie we własnym, dobrze pojętym
      interesie powinien siedzieć cicho. Tymczasem on w żałosny sposób próbuje
      odwrócić kota ogonem.

      Raczej mu się to nie uda, za to przy okazji nagłaśnia ponownie sprawę swojego
      plagiatu.
      • nomanslave Re: facet jest bezobciachowy 07.07.09, 08:42
        Hmm, bez rozsadzania winy.
        Gdyby siedzial cicho to by znaczylo ze sie przyznaje do plagiatu.
        Gdy sie awanturuje to sprawia wrazenie ze walczy "w slusznej sprawie
        z oszczercami".
        I ot pewnie chodzi.
        Tak czy siak smrod pozostanie.
        • h_hornblower Re: facet jest bezobciachowy 07.07.09, 09:01
          "W 2008 r. został także wybrany na prorektora WSHE do spraw rozwoju,
          jednak część władz uczelni zakwestionowała ten wybór, powołując się
          na błędy proceduralne".

          No właśnie - nie na "pracę, która nosiła znamionia
          niesamodzielności" (piękne!) tylko na "błędy proceduralne". Klasyka.

          Btw sprawę opisywał szczegółowo Wrońśki na forumakad.

          pzdr
          horny
          • nomanslave Re: facet jest bezobciachowy 07.07.09, 09:07
            h_hornblower napisał:

            > No właśnie - nie na "pracę, która nosiła znamionia
            > niesamodzielności" (piękne!) tylko na "błędy proceduralne".
            Klasyka.

            No ale wybor na rektora nie ma nic wspolnego z habiltacja. Innymi
            slowy nie mozna kwestionowac wyboru na pdstawie posiadania lub braku
            habiltacji. nie to zebym bronil srodwiksa ale Capone'a tez skazano
            za podatki.
            • h_hornblower przecież nie o to chodzi... 07.07.09, 16:23
              ... czy jest habilitacja czy jej brak, tylko o to, że pan
              niedoprofesor nie spełnia standardów moralnych. I to własnie nazywam
              klasyką - nikt nie wstanie na senacie, nie powie: Panie i Panowe,
              przecież to plagiator itd, tylko kwestionuje po linii proceduralnej.
              Jedno drugiego nie wyklucza, oczywiśce. Ale szkoda.

              pzdr
              horny
              • charioteer1 Re: przecież nie o to chodzi... 07.07.09, 16:32
                Nie mozna zakwestionowac wyboru na takiej podstawie. Jezeli demokratyczna
                wiekszosc chce miec rektora-plagiatora, to co im zrobisz?

                Jedyne wyjscie, to rozwiazac uczelnie i rozgonic towarzystwo na 7 wiatrow.
                • h_hornblower Re: przecież nie o to chodzi... 07.07.09, 19:49
                  W artykule napisano, że "część władz uczelni zakwestionowała wybór".
                  Bardzo to rzeczywiście niejasne. Tak czy siak - tego typu zachowania
                  (nieuczyciwość i złodziejstwo naukowe) są bardzo często tajemnicą
                  poliszynela, oficjalnie jednak na Radzie Wydziału czy innych forach
                  się ich nie piętnuje. Przyzwolenie dla nich - i innych jeszcze -
                  jest dla mnie świadectwem kondycji nauki polskiej w wiekszym jeszcze
                  stopniu niż rankingi cytowań itp.

                  pzdr
                  horny
                  • nomanslave Re: przecież nie o to chodzi... 07.07.09, 20:14
                    Prosze powiedz mi czego ty wlasciwie oczekujesz.
                    Ja tez nie zgadam sie ani nie aprobuje takich sytacji (szcegolnie ze
                    moj kierownik ma podobna historie na konice ze swoja hab.).
                    Tylko pytanie jest co ci ludzie maja zrobic?
                    W kazdym srodwisku (poslow, policjantow, sedziow, prawnikow,
                    lekarzy, sportowcow oraz naukowcow) sa patologie ale od zwalczania
                    takich patologii jest lub prokuratura lub sady kolezenskie.
                    Tu sprawa jest dodatkowo skomplikowana bo srawa sie przedawnila.
                    Jedyne co mozna mu zrobic to glosowac przeciwko na radzie wydzialu,
                    w trakcie wyborow ewentualnie nie podawac reki.
                    Nie bronie faceta po prostu wydaje sie ze z luboscia powtarzamy "ale
                    brzydki, be" a sami nie mamy wplywu na oczyszcenie srodowiska z
                    takich jak on. Jedyne co mozna zrobic to doczepic sie recenzentow
                    dlaczego nie wylapali gniota? Za co wzieli pieniadze? W CKK tez ktos
                    to recenzowal. Tez dali ciala. Im chyba mozna postawic
                    zarzut "niedopelnienia obowiazkow" lub jesli o sprawie wiedzieli
                    (czego pewnie nie da sie udowodnic) o "zmowe" czy cos takiego.
                    • h_hornblower Re: przecież nie o to chodzi... 07.07.09, 20:42
                      Skąd wnosisz zaraz, że czegoś oczekuję? :) Komentuje sobie. I
                      kibicuje Wrońskiemu.

                      Btw żebym miał "ręki plagiatorowi nie podawać" - to już wydaje mi
                      się przesadą. Wolę go od takiego co bije żonę. Ale jak go robią
                      rektorem, to - skoro juz chcesz koniecznie - oczekiwałbym od
                      starszych Kolegów Profesorów, że podniesie taki swe wypełnione
                      autorytetem cztery litery i powie coś o rzetelności, uczciwości,
                      przykładzie dla studentów, może coś pod głosowanie podda.
                      Oczekiwałbym, powiadam. Ale na razie idę na browca - miłego
                      wieczoru :)

                      pzdr
                      horny
                      • nomanslave Re: przecież nie o to chodzi... 07.07.09, 20:48
                        No coz zeby cos powiedziec trzeba miec najpierw twarde dowody lub
                        wyrok skazujacy.
                        Smaczengo browca.
                        • h_hornblower Re: przecież nie o to chodzi... 08.07.09, 12:16
                          nomanslave napisał:

                          > No coz zeby cos powiedziec trzeba miec najpierw twarde dowody lub
                          > wyrok skazujacy.

                          Teraz to już żartujesz, prawda?

                          No ja rozumiem, że facet nie jest jakimś tam Zyzakiem, któremu
                          się "ręki nie podaje, bo obsrał pomnik i to jest podłość" (cytat z
                          niejakiego profesora Ładyki, tego od "Buzka-jebaki"), ale:

                          1. Istnieją uzasadnione wątpliowości a facet ma pełnić funkcję
                          zaufania publicznego (Oczywiście powinien w tej sytuacji sam wycofać
                          swoja kandydaturę).
                          2. Uzasadnione wątpliwości graniczą z Twoimi "twardymi dowodami" -
                          facet "napisał" habilitację na podstawie źródeł, które spaliły się
                          pół wieku wcześniej.

                          > Smaczengo browca.

                          Wieczorny browiec, niespieszny... Lato to je to :)

                          pzdr
                          horny
                          • nomanslave Re: przecież nie o to chodzi... 08.07.09, 12:34
                            Troche to niestety zarty przez lzy.
                            "Uzasadnione watpliwosci" sa nadal watpliwosciami a nie wyrokiem czy
                            orzeczeniem winy.
                            Dopoki nie zlamal prawa nic nie mozna mu zrobic. Od jego postawy
                            moralnej zalezy czy sie wycofa z wyborow czy nie (jak widac sie nie
                            wycofal).
                            Tak w demokracji jest ze obowiazuje zasada domiemania niewinnosci. W
                            sumie to jest to mocno dolujace.

                            P.S.
                            W sumie ci powiem ze to ze sie spalily to nie jest powod zeby ich
                            nie cytowac. Czesto sie spotykam w pracach, ze autorzy powoluja sie
                            na zrodla (do ktorych nie maja dostepu z takich czy owakich powodow)
                            ale powluja sie na innego uczonego ktoryc cytowal to zrodlo. Wyglada
                            to mniej wiecej tak "(nazwisko, 1886, cyt przez nazwisko, 2001).
                            Nie wiem oczywiscie jak bylo w tym przypadku.

                            • h_hornblower Re: przecież nie o to chodzi... 08.07.09, 14:08
                              nomanslave napisał:

                              > "Uzasadnione watpliwosci" sa nadal watpliwosciami a nie wyrokiem
                              czy
                              > orzeczeniem winy.
                              > Dopoki nie zlamal prawa nic nie mozna mu zrobic.

                              Nie o to chodzi, żeby mu coś zrobić - tylko o to, żeby na niego nie
                              głosować w tej sytuacji. O co może zaapelować np. tzw. nestor,
                              powołując się na "uzasadnione wątpliwości".

                              > Tak w demokracji jest ze obowiazuje zasada domiemania niewinnosci.

                              Doskonałe... Chętnie się uśmiałem - dzieki. Na uczelniach zaś
                              obowiązuje - przynajmniej w teorii - swoboda wypowiedzi, umiłowanie
                              prawdy i pare takich jeszcze.

                              > W sumie ci powiem ze to ze sie spalily to nie jest powod zeby ich
                              > nie cytowac. Czesto sie spotykam w pracach, ze autorzy powoluja
                              sie na zrodla (do ktorych nie maja dostepu z takich czy owakich
                              powodow)
                              > ale powluja sie na innego uczonego ktoryc cytowal to zrodlo.
                              Wyglada
                              > to mniej wiecej tak "(nazwisko, 1886, cyt przez nazwisko, 2001).
                              > Nie wiem oczywiscie jak bylo w tym przypadku.

                              To poczytaj a sie dowiesz :) Zobacz na forumakad

                              pzdr
                              horny
                              • nomanslave Re: przecież nie o to chodzi... 08.07.09, 14:27
                                Wiesz po namysle dochodze do wnisoku ze sprawa jest bardziej
                                skomplikowana.
                                Pomijajac juz fakt, ze praca ta posadzana jest o plagiat.
                                Uczelnia jest temu tak samo winna jak autor tej pracy.Po
                                pierwsze do kazdego przewodu powoluje sie uczelniana komisje, w
                                ktorej znajduja sie uczelniani specjalisci z danej dziedziny. Pomimo
                                tego owe madre glowy ta prace "puscily"
                                Po drugie rada wydzialu wystapila o trzech recenzentow (wg. starego
                                trybu) ktorzy sa specjalistami wysokiej klasy z tytualmi itd. i oni
                                ta prace "puscili" - przypominam powolanie recenzentow na wniosek RD
                                po trzecie. Delikwent zdawal kolokwium, na ktorym mozna go bylo
                                pytac o wszystko, nawet o spalone archiwa.
                                Po czarte. Po zdanym kolokwium praca trafiala do CKK, ktore powolalo
                                superrecenzeta, ktory tez ta prace "puscil"
                                Az tyle madrych glow nic do pracy nie mialo, a ty sie spodziewasz ze
                                Nestor wstanie i powie nie glosujmy? Wtedy nie powiedzial "praca
                                smierdzi" teraz nie powie "nie glosujmy". Argument "wtedy nie
                                wiedzialem" odpada bo po to RW i CKK powoluje medrcow aby wiedziec.
                                Pytanie zasadnicze jest takie:
                                Jak to sie stalo ze tyle osob ta prace puscilo?
                                • pr0fes0r Re: przecież nie o to chodzi... 08.07.09, 22:18
                                  Zasadnicze pytanie brzmi - jak bardzo znana poza wąskim kręgiem specjalistów
                                  była splagiatowana praca. Nikt z nas nie może z ręką na sercu powiedzieć, że
                                  rozpozna tekst zerżnięty żywcem z jakiegoś obskurnego ;) autora z lat
                                  dwudziestych zeszłego wieku. Jasne, można użyć google'a, ale takie materiały,
                                  zwłaszcza polskojęzyczne, w googlu też raczej nie występują.
                                  • nomanslave Re: przecież nie o to chodzi... 08.07.09, 22:24
                                    No nie wiem.
                                    Ja tam wiem czy ktos zerznal wyniki czy nie (oczywiscie jesli chodzi
                                    o moja dzialke). W humanistyce to nie wiem, ciezko mi owiedziec.
                                    Ale to nie zmienia faktu, ze wiele madrych glow sie nad plagiatem
                                    pochylalo a nikt tego nie odkryl alno nie chial odkryc. Kto wiem
                                    Uwazam ze wina Uczelni i CKK tez w tym jest.
                                    • pr0fes0r Re: przecież nie o to chodzi... 08.07.09, 22:30
                                      Jasne, że jest, bardziej uczelni i recenzentów niż CK, która bardziej od strony
                                      formalnej niż merytorycznej to ocenia. Ale wiesz, w naukach medycznych zmiany
                                      zachodzą tak szybko, że rzeczy sprzed 15 lat chyba nie da się splagiatować, bo
                                      są nieaktualne (popraw mnie, jeśli się mylę). A tutaj mamy lokalny tekst o
                                      lokalnych dokumentach z lokalnego archiwum - ilu fachowców, nawet z dziedziny,
                                      mogło go znać, i jeszcze wiedzieć, że akurat te dokumenty źródłowe poszły z dymem?

                                      Żeby było jasne, nie usprawiedliwiam tu nikogo, ale staram się pokazać, że
                                      wychwycenie tego akurat plagiatu mogło być bardzo trudne.
                                      • nomanslave Re: przecież nie o to chodzi... 08.07.09, 22:39
                                        Tak masz racje u mnie to biegnie wszystko szybko. Metodyka inna ,
                                        cele badwacze inne.
                                        Ale ja daze do tego, ze pomimo powolania 4 recenzentow (3 RW + 1
                                        CKK) i tak dochodzi do plagiatu. System do doopy.
                                        Ciekawi mnie czy w takiej sytuacji recenzencji nie powinnni zwrocic
                                        pieniedzy za zle wykonana robote.
                                        A ze do wykrycia to bylo (nie wiem kto to w koncu odkryl) swiadczy
                                        fakt ze o tym dyskutujemy.
                                        Nie dyskutowalismy gdyby recenzenci dali z siebie wiecej. Zgadzam
                                        sie ze wzgledu na lokalnosc o kotrej piszesz moglo to byc bardzo
                                        trudne ale w koncu recenzenci za to biora kase (Ktos napisal na
                                        forum ze humanista nie musi byc tworczy ale musi byc oczytany). Nie
                                        wiem moze wymagam zbyt wiele i sie czepiam.
                                        • pr0fes0r Re: przecież nie o to chodzi... 08.07.09, 23:01
                                          Aż zainwestowałem w dostęp do archiwum GW, by odkopać tekst z 2007 roku, który
                                          zapoczątkował całą aferę. Niestety masz rację, a ja byłem zbytnim optymistą.
                                          Jest tam wypowiedź jednego z recenzentów, którzy przyznaje się do znajomości
                                          splagiatowanego tekstu, czytanego przezeń 40 lat temu, powiada też "poważny
                                          recenzent nie będzie sprawdzał linijka po linijce tekstu habilitacji, szukając
                                          ewentualnego plagiatu", a na koniec stwierdza, że dziennikarze nie są
                                          specjalistami od historii XIX wieku.

                                          Obawiam się, że taka wypowiedź bardzo poważnie obciąża recenzenta.

                                          Zresztą z artykułu wynika, że nasz nieplagiator ma więcej niż jedno takie
                                          "autorstwo" w dorobku, a GW zajęła się sprawą po informacjach od
                                          zaprzyjaźnionych historyków. Sprawa jest bardzo polityczna, stąd pewnie
                                          środowisko obchodziło ją i obchodzi niczym krowi placek.
        • flamengista jakie wrażenie? 07.07.09, 09:28
          O czym tu dyskutować? Facet napisał habilitację w oparciu o nieistniejące
          źródła, które spaliły się podczas II wojny światowej. Bezpośrednio cytując te
          dokumenty. Dokumenty, których już nie ma!

          Tym samym nie ma innego wytłumaczenia: musiał splagiatować pracę, która powstała
          w oparciu o te źródła przed wojną. Chyba, że dysponuje maszyną czasu - w takim
          wypadku marnuje się u nas;)

          Dyskutować to można, jak sprawa jest niejasna. Tu jeszcze przed werdyktem
          ekspertów sprawa była jasna jak słońce, m.in. dzięki publikacjom GW. Ciężko
          znaleźć przykład bardziej ewidentnego plagiatu.

          Więc moim zdaniem jakakolwiek próba bronienia się nie ma sensu. Lepiej siedzieć
          cicho i łudzić się, że ludzie zapomną.
    • flamengista ważne - chyba jest jeszcze nadzieja 07.07.09, 09:45
      w kwietniowym numerze FA dr Marek Wroński pisze:

      www.forumakad.pl/archiwum/2009/04/42_sladami_opisanych_spraw.html
      m.in.:

      Drugą sprawą, w której wypowiedziało się Prezydium CK, jest procedura
      wznowienia nierzetelnej habilitacji prof. Mirosława Krajewskiego
      , która w
      1995 r. została obroniona na Wydziale Historycznym UMK w Toruniu.

      Centralna Komisja, opierając się na ustaleniach Komisji Dziekańskiej,
      powołanej jeszcze przez ówczesnego dziekana, prof. Waldemara Rezmera, w końcu
      maja 2008, wznowiła przewód habilitacyjny. Upłynęło już 10 miesięcy od
      tamtego czasu, a nowy dziekan dr hab. Jacek Gzella nie rozpoczął jeszcze
      procedury, mimo ustawowego obowiązku.

      Skoro przewód habilitacyjny został wznowiony w 2008, to chyba jest jeszcze jakaś
      szansa na odebranie Krajewskiemu habilitacji?
      • nomanslave Re: ważne - chyba jest jeszcze nadzieja 07.07.09, 09:51
        Nie bardzo rozumiem jak mozna wznowic cos co zostalo zakonczone.
        Wznowinie rozumiem jako powrot do sprawy nie zakonczonej.
        Ot takie dywagacje jezykowo formalne.
        To tak jakby wznowic prace nad przyjeta juz ustawa.
        • flamengista Re: ważne - chyba jest jeszcze nadzieja 07.07.09, 10:13
          Nie mam pojęcia, ale faktem jest że CK może postępowanie wznowić.

          Co oznacza, że postępowanie rozpocząć się powinno od nowa.

          Liczę że wypowiedzą się znawcy tematu, bo ja na temat procedur CK wiem niewiele.
          • nomanslave Re: ważne - chyba jest jeszcze nadzieja 07.07.09, 10:21
            Ja troche wiem
            I powiem ci jedno na CKK bym nie liczyl.
            Kropka
            • nowojorczyk5 Re: ważne - chyba jest jeszcze nadzieja 09.07.09, 18:06
              W wakacyjnym numerze FORUM AKADEMICKIEGO (lipiec-sierpien) bedzie
              obszerny artykul dra Marka Wronskiego, ukazujacy, ze sa prawne
              mozliwosci odebrania stopnia prof. Krajewskiemu - ze wzgledu na
              artykul 29a Ustawy o Stopniach Naukowych z 2003 r..
              • h_hornblower Re: ważne - chyba jest jeszcze nadzieja 20.07.09, 19:59
                nowojorczyk5 napisał:

                > W wakacyjnym numerze FORUM AKADEMICKIEGO (lipiec-sierpien) bedzie
                > obszerny artykul dra Marka Wronskiego

                Tu jego dostępny fragment:

                www.forumakad.pl/archiwum/2009/07-08/47_przedawnienia_nie_ma.html
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka