mój mąż chyba nie przestanie mnie zadziwiać

w piątki i soboty mam szkołę - w piątek po południu, więc zdążę obiad zrobić,
ale w sobotę od rana do popołudnia, więc już nie bardzo.
mówię mu - umów się w sobotę z rodzicami na obiad, a on mi na to, że w sobotę
jego rodzice nie dadzą rady i - UWAGA - to najwyżej zrobisz coś w piątek a ja
w sobotę odgrzeję

zabiłam go śmiechem i wyjaśniłam łopatologicznie, że ktoś kto o 20 wraca do
domu a wstaje następnego dnia o 6 ma średnią ochotę przy garach stać.
gwoli wyjaśnienia - mój mąż nie raz zostawał z dziećmi, ale wiem, że jeżeli
chodzi o jedzenie, to on dupy nie ruszy - o niego się nie martwię, ale szkoda
mi dzieciaków.
a wszelkie "rady" typu - będzie musiał to zrobi - w jego wypadku się nie
sprawdzają - nie zrobi