Nie wiem czy wiecie ,ale jestem mamą adopcyjną 6,5-letniej Julii,no i od jakiś
4 lat ,utrzymujemy kontakt z jej biologiczną rodziną i rodzeństwem (siostra
4,5 i brat roczek).
No i trzy tygodnie temu dostaliśmy telefon z ośrodka adopcyjnego ,że
biologiczna siostra i brat mojej córki zostaną odebrane rodzicom i czy my
byśmy byli chętni ,aby je zabrac do siebie.Przeżyłam szok ,bo nie mamy
warunków na to ,aby przyjąc pod dach jeszcze 2 dzieci ,mamy tylko 36m2.(dwa
pokoje) wiec nie wyobrażam sobie nawet tego jakbyśmy mieli mieszkac

Ale pani
z ośrodka adop. nie widziała w tym żadnego problemu ,no bo przecież dzieci
można rozdzielic i mogę sobie wybrac które ma z nami zamieszkac .Ku...wa no
,jak ja bym to miała zrobic?Zabawic się w wylicznkę,czy wybierac które
ładniejsze...Mieliśmy czas na zastanowienie się i po 2 dniach mieliśmy dac
odpowiedź

Więc po dłłłługich rozmowach z mężem zdecydowaliśmy się ,że jednak
nie mamy sumienia rozdzielac rodzeństwa ,a na 2 dzieci nie mamy gdzie
ulokowac,więc z bólem serca odmówiliśmy

No i jakoś mi tak cały czas smutno
i sumienie mnie dręczy ,czy aby dobrze postąpiliśmy?Myślę o tych dzieciach
codziennie ,znałam je osobiście , tuliłam i całowałam jak się spotykaliśmy
,traktowałam je jak swoje

Dzisiaj była sprawa w sądzie ,dzwonił do mnie
ojciec biologiczny mojej córki i strasznie płakał ,że zabrali im te dzieci do
innej rodziny ,i że on marzył cały czas ,że to my je weźmiemy ,choc zdawał
sobie sprawę,że nie mamy tyle miejsca

Serce mi pękało bo wiem ,że jacy by
nie byli ci rodzice to jednak na swój sposób kochali te dzieci,a dzieci
kochały ich
Mam dziś strasznego doła,czuję ,że źle zrobiliśmy odmawiając