cholera mnie bierze, jak się dowiaduję, że dzieci nie wyszły na
podwórko, bo nie miały odpowiedniego ubrania (bez czapek, bez
cieplejszych kurtek i odpowiedniego obuwia). I siedzą te biedne
dzieciaczki w zaduchu, w tym moja córka

A w dzienniczku
przedszkolaka wychowawczyni wpisała informację z prośbą o ubranie
odpowiednie do panującej pogody, a także coś na zmianę. Że co? Że
kałuże, to już nie można puścic dziecka popluskac się w kaloszach?