Cześć.
Cały tydzień dzielnie chodziłam do pracy, stawiając się doraźnie na nogi.
Przyszedł weekend i ległam, niestety. Ani rączką, ani nóżką.
Gorączki nie mam, bo nigdy nie miewam, kaszlę tak, że wypluwam sobie płuca,
żołądek, zaraz pewnie do jelit dojdę, głowa mnie boli jak te dzwony na
ursynowie w sygnaturce dlani. No i katar się pojawił, parszywiec jeden.
Problem w tym, że mam niewielki poziom zaufania do współczesnej medycyny. Bo
co, przyjedzie taki, da mi antybiotyk, tydzień zwolnienia i tyle? Naczytałam
się spiskowych teorii dziejów o antybiotykach i wolałabym nie.
Piję syrop z cebuli, dobry jest, słodki

. Podpijam dziecku kubusia, wypiłam
litr soku pomarańczowego, pewnie mi się chciało witaminy C. Kanapki z
twarogiem i miodem, rosołek na obiad.
Olejek eukaliptusowy do kominka z podgrzewaczem zaraz wkropię, żeby mi pomagał
oddychać.
Co mogę jeszcze wziąć, żeby postawić się na nogi? Macie jakieś sprawdzone sposoby?
zakichana
nov.