ciociacesia
12.11.09, 09:10
zepsułam sobie wolny dzień na własne zyczenie. bo chciałam byc ponad to. bo
chciałam byc idealna matką. kurwa. o 11 zapakowałam sie z dzieckiem do
autobusu i juz po 2 godzinach stałam pod drzwiami kochanego tatusia (znanego
maglownicom jako frendzel od kaleson). dzrzwi nikt nie otworzył mimo długiego
a namietnego dobijania sie. kurwa. i juz w tym momencie wiedziałam ze jkestem
głupia i ze powinnam sie w głowe puknąć. ale zmeczone droga siadłysmy se na
schodach, dziecko sie pozywiło. mysle - poczekamy, poczytamy ksiazeczki, moze
gadzina przyjdzie, na deszcz nie wracam, wszystkie ch zamkniete, no po prostu
jestesmy w dupie. i tchnieta nagłym przeczucuiem połaczonym z ostatnia
nadzieja nacisam klamke. kurwa otwarte. i stary spi skacowany w smierdzacym
skarpetkami pokoju. do zarcia tylko herbata i zupka chinska, fredzel sie budzi
to opowiada o swojej utraconejk wielkiej miłosci i o tym jak mu strasznie zle
i jak ja tego nigdy nie zrozumiem. ogolnie dno i kilo mułu i jestem na siebie
zła ze nie słucham magielek jak mi mówia ze on fredzel.