Wracając z pracy wstąpiłam do małego sklepu spożywczego żeby kupić jakieś
pieczywo. Zobaczyłam staruszkę, która wzięła w rękę bułkę, pomidora i batonik
i, nie płacąc, poszła do wyjścia. Najpierw sprężyłam się, potem oklapłam i
udałam że tego nie widzę. Miałam wizję babci, której nie stać na batonik dla
prawnuka i tak mi się jakoś dziwnie zrobiło.
Co za względność - kraść nie wolno, ale...
Sama już nie wiem, co myśleć

I czy dobrze zrobiłam.