Młody nie chce się bez nich ruszyć (dostał na prezent) , starszy stwierdził
"mogłem lepiej sobie takie klocki zamówić a nie czołg", 19 letnia córa "ale
fajne !", bratanica "maaamaaaaa, jeszcze trochę, bo musimy wóz ułożyć"
(bratanek podobnie). Młody dał mojemu nabijającemu się z nas bratu, żeby
pomógł mu panel wcisnąć i karuzelę zapoczątkował, po 10 minutach brat
zapomniał, że ma tylko zrobić co mu młody wskazał i dopytuje się, czy
potrzebujemy "te pałeczki" bo musi dokleić. Dziś gorączka klockowa nadal trwa,
choć już w własnym domu bez innych. Pół dnia spokój, bo młodzi składają: