Ślisko dziś na drodze.
Mąż wracał z pracy, tuż przed blokiem, w miejscu gdzie nie ma pasów wlazł mu
pijak przed maskę. Mąż ledwo wyhamował, oczywiście samochód zatańczył na
jezdni, zatrzymał się parę milimetrów od innego samochodu (zaparkowanego na
poboczu ulicy).
Przed chwilą ja odwoziłam dziecko do siostry. Na dość wąskiej, nieoświetlonej
ulicy idzie para. Chodnika tam brak. Ona idzie poboczem, on bokiem asfaltu.
Podjeżdżam, praktycznie się zatrzymuję, nie mam jak wyminąć, bo z naprzeciwka
jedzie inny samochód. Więc przejeżdżam obok pary jakieś 5/h i słyszę głos
gościa : kurrrwa. Aż mi się woda w dupie zagotowała. Miałam ochotę wysiąść i
walnąć w głupi pysk. Szlag mnie trafia. Idzie mongoł ulicą, widzi że jedzie
samochód, to zamiast wejść na pobocze - ten bluzga na mnie.
Jedno jest pewne, podminowali mnie tak, że nie będzie problemu z sennością na
imprezie
Też macie takie przygody z pieszymi? Czy ludzie nie mają wyobraźni?