Otóż kilka dni temu dobraliśmy wkładki mojemu koślawemu synu, po czym pan
wkładkowy zmierzył długość stopy mego syna i okazało się, że nosi buty o 1,5
cm za małe! Aaaaaa!!!! Wynika z tego, że całe życie te buty musiał mieć za
małe, bo co pół sezonu zmieniam mu obuwie na numer większe, tak ostatnio
również było - i te ostatnie - zimowe 1,5 cm mają za mało.... Poczułam się jak
idiotka w tym gabinecie!
Pan mnie pocieszył, że to jest stałe zjawisko i że niedawno przyszła do nich
pannica 15-letnia z trampkami za małymi o 4 cm - i twierdziła, że są dobre
Koniec końców - nie dość, że mam koślawego syna, to jeszcze wynika z tego
wszystkiego, że w wieku lat 7,5 ma rozmiar buta... 36.....
O Boże o Matko.
I teraz druga sprawa: jak ja mam sprawić, żeby dziecko, które po przyjściu do
domu natychmiast rozbiera się do samych majtek, zrozumiało, że do tych majtek
MUSI nosić na stałe obuwie z wkładkami w środku???
i w ogóle - czy te koślawości zniwelują zwykłe wkładki???