olinka20 20.01.10, 18:46 Po przeczytaniu tego: wyborcza.pl/1,75248,7469497,Czastki_Oli.html?as=1&ias=2&startsz=x Rzadko mi sie to zdarza... Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
wilma1970 Re: Popłakalam sie... 20.01.10, 18:59 Ja też wczoraj. Nieprawdopodobnie dobrzy ludzie. Odpowiedz Link
babowa Re: Popłakalam sie... 20.01.10, 19:10 dojrzałe rodzicielstwo, postawa tych ludzi budzaca szacunek zazdroszcze tej siły, umiejetnosci spojrzenia na smierc dziecka w ten sposob, czuje podziw dla całej rodziny Odpowiedz Link
alleo1 Re: Popłakalam sie... 20.01.10, 21:44 Każdy krok tych ludzi to esencja dobra i dojrzałości. To, jakie życie prowadzili przed wypadkiem i to, co uczynili po śmierci dziecka- gdybym wierzyła w anioły, upatrywałabym w nich anielskości. Wspaniali ludzie, po prostu wspaniali... Zaimponowali mi, że mimo straty i bólu potrafili pochylić się nad losem tego rolnika, jego rodziny, że spróbowali go zrozumieć, że spróbowali mu "przypomnieć", że jest potrzebny swoim bliskim i to jest teraz najważniejsze, a nie to, co nieodwracalne. PS Oczywiscie, że się poryczałam, ale odczuwam pewien niedosyt z powodu braku choćby słowa o losach chłopaka. I wcale nie z powodu li i tylko ciekawości, ale to pominięcie stwarza- przynajmniej w moim odczuciu- wrażenie, że był nic nie znaczącym elementem tej opowieści. Odpowiedz Link
karra-mia Re: Popłakalam sie... 20.01.10, 19:18 przede wszystkim pogodzeni z życiem ludzie. Tacy bardzo dobrzy od środka...nie wiem jak to określić... Odpowiedz Link
doral2 Re: Popłakalam sie... 20.01.10, 19:27 mój brat był w podobnej sytuacji, rodzina jednak nie była w stanie podjąć takiej decyzji... a brat i tak umarł... osierocił troje małych dzieci, i wszystek umarł... Odpowiedz Link
karra-mia Re: Popłakalam sie... 20.01.10, 19:34 rodzina jednak nie była w stanie podjąć takie > j > decyzji... a brat i tak umarł... doral przykro mi ale rodzinie się nie dziwię, nie każdy potrafi podjąc taką decyzję, nie do każdego dociera cała sytuacja, Ja też wydałam dyspozycję, że akby co to mam "iść dalej", ale ja wiem, czy oni będa w stanie to zrobić? cięzki temat... Odpowiedz Link
doral2 Re: Popłakalam sie... 20.01.10, 19:40 karra, no cóż, nie każdy jest tak silny psychicznie.. taki lajf.. ja też wydałam dyspozycję na części zamienne oraz na spopielenie... nie wszystek umrę i robaki żreć mnie nie będą...pogrzeb tańszy, mniej miejsca na urnę potrzeba.... Odpowiedz Link
majmajka Re: Popłakalam sie... 20.01.10, 19:48 Wiecie co? Pracowalam na takim oddziale 9 lat , gdzie smierc byla codziennoscia i pamietam jeden przypadek, gdzie ojciec wyrazil zgode na oddanie narzadow corki. Gdzies tam, przez mgle majaczy mi sie drugi, ale pewnosci nie mam. To decyzja niewyobrazalnie trudna. Podziwiam. Odpowiedz Link
doral2 Re: Popłakalam sie... 20.01.10, 20:08 bardzo trudna...i na razie mało popularna. myślę, że jeszcze trzeba pokolenia, by ludzie zmienili swój stosunek do przeszczepu organów i do ich udostępniania.. za życia jednakowoż nieprzyjemnie o tym myśleć, ludzie więc odkładają takie myśli na później, a jak te później przychodzi, to się okazuje za późno... Odpowiedz Link
wilma1970 Re: Popłakalam sie... 20.01.10, 20:35 Oddanie organów to jedno, ale wsparcie, którego ci ludzie udzielili rodzinie sprawcy, to jest dla mnie wyzwanie. Trochę nie na temat, ale nurtuje mnie jeszcze problem wywołany sprawą p. Schiavo - mąż zażądał odłączenia aparatury od będącej w śpiączce żony, zagłodzono ją na śmierć, wbrew woli jej rodziców. Gdyby sensem mojego życia była opieka nad dzieckiem w stanie wegetatywnym nie chciałabym aby jego były małżonek, który ułożył sobie życie od nowa, decydował o życiu mojego dziecka. Takie dysponowanie o jakości życia jest nieludzkie. Odpowiedz Link
doral2 Re: Popłakalam sie... 20.01.10, 20:46 też może nie na temat się wypowiem, ale uważam, że ratowanie życia ludzkiego za wszelką cenę, w tym za cenę stanu wegetatywnego nie jest w porządku. wszyscy myślą tylko o tym, który ten stan wegetatywny podtrzymuje, jaki on dzielny, jak się dla "warzywka" poświęca... a prawie nikt nie myśli o tym, co te "warzywko" czuje i czy chce być tym warzywkiem za wszelką cenę. imho, lepiej umrzeć, niż być "warzywkiem" bez możliwości podtarcia sobie nosa, powiedzenia słowa, przemieszczenia się gdziekolwiek. imho, co to za życie leżeć jak placek bez ruchu, być dokarmianym rurką, tylko po to by opiekun miał dobre samopoczucie?? tylko że ciężko zapytać o zdanie w kwestii dalszego życia kogoś, kto jest w tym stanie wegetatywnym... oczywiście, zdaję sobie sprawę, że wkładam kij w mrowisko. Odpowiedz Link
wilma1970 Re: Doral 20.01.10, 20:56 Zwyczajnie nie wiem, jak się zachowam w takiej sytuacji. A w sprawie Terri Schiavo pamiętam tylko jakie mnie zimne ciary przeszły, gdy sąd uznał, że można ją zagłodzić, bo tylko w ten sposób można było pozbawić ją życia, jakie by ono nie było. To takie same okrucieństwo jak dociśnięcie jej twarzy poduszką albo wstrzyknięcie pavulonu. Po prostu. Odpowiedz Link
doral2 Re: Doral 20.01.10, 21:04 Wilma, ale trzeba spojrzeć z drugiej strony, strony Terri Schiavo, czy ona chciała TAKIEGO życia?? tylko nie ma możliwości takich osób zapytać o zdanie, więc narzucamy im swoje... niekoniecznie jedynie słuszne.. Odpowiedz Link
karra-mia Re: Doral 20.01.10, 21:23 zgadzam się z doral i w przypadku tej kobiety - dobrze, ze ci rodzice chcieli się nią zająć, ale jak długo by mogli? a co potem? kto potem? Trochę uwłacza to człowieczeństwu, jak się człowieka przerzuca z jednego ośrodka do drugiego, jak się go traktuje jak obowiazek... Wolałabym umrzeć, nie chciałabym żeby rodzina urabiał się po łokcie, żeby mnie przy życiu za wszelką cenę utrzymać, nic ze mnie nie mając... Odpowiedz Link
karra-mia Re: Doral 20.01.10, 21:24 > Wilma, ale trzeba spojrzeć z drugiej strony, strony Terri Schiavo, czy ona > chciała TAKIEGO życia?? no i co to za życie???? Odpowiedz Link
bernimy Doral 20.01.10, 21:39 Bardzo trudny temat. Sama nie dam głowy uciąć za to co zrobiłabym, choć o kimś potrafię powiedzieć, że jakieś zachowanie jest piękne a jakieś jest nieludzkie (chodzi mi tego eksa). Ale co do "roślinki", to np. są ludzie tak bardzo wierzący, że do końca czekają na cud. I dlatego nie potrafiłabym ocenić, że ktoś jest nieludzki, bo np. skazuje ową osobę na wegetację czy też "marnuje" zdrowe organy. Nie miałabym nawet odwagi kogoś ocenić, kto coś postanawia odnośnie bliskiej mu osoby! Ja też noszę dyspozycję w porfelu. Moja mama na 100% nie pozwoli niczego wyciąć, a co do męża pewnoście nie mam, choć teraz mówi, że zrobi tak jak ustalamy. Odpowiedz Link
turzyca Re: Doral 20.01.10, 22:37 Tylko, ze jak nie chciala takiego stanu, to czy ta forma smierci byla wlasciwa? Czy naprawde trzeba ja bylo skazywac na kilka dni ekstra cierpien, nie mozna bylo tego zrobic humanitarniej? Dla mnie to bylo strasznie obludne - robimy cos, przy czym mamy gwarancje, ze czlowiek umrze po kilku dniach cierpienia, ale nie podamy mu np. zastrzyku usypiajacego, bo to byloby juz zabojstwo. Odpowiedz Link
olinka20 Re: Popłakalam sie... 20.01.10, 20:47 Wilma masz całkowitą rację. Ci ludzie nie mieli obowiązku wesprzeć sprawcy a jednak zrobili to. Naprawdę Wielcy Ludzie. Odpowiedz Link
turzyca karta zgody 20.01.10, 22:34 To decyz > ja niewyobrazalnie trudna. Dlatego ja wypelnilam karte zgody, pokazalam chlopu, zeby wiedzial, co wybralam, i nosze w portfelu. Oddanie organow jest chyba jedynym sensownym rozwiazaniem - po co mi one w grobie? - ale nie chce, zeby zestresowana rodzina musiala podejmowac decyzje. Tak jest od razu wiadomo i nikt nie bedzie sie musial szarpac. Odpowiedz Link
karra-mia Re: karta zgody 20.01.10, 22:38 ja mam nadzieję, ze tak właśnie jest... Ale coś mi się obiło o uszy, że i tak bliscy muszą wyrazić zgodę, nie wiem czy dobrze kojarzę. Odpowiedz Link
turzyca Re: karta zgody 20.01.10, 22:55 W Polsce, z tego co mi wiadomo, to istnieje rejestr sprzeciwu i teoretycznie kazdy, kto sie tam nie zglosil, wyraza zgode na pobranie. Rodzina nie ma nic do gadania. W praktyce jest inaczej. Mysle, ze wlasnorecznie podpisane wyrazenie woli bedzie dla rodziny jednoznacznym argumentem. A w razie jej sprzeciwu chyba prawnie tez - przeciez to rodzaj testamentu. Odpowiedz Link
verdana Re: Popłakalam sie... 20.01.10, 22:10 Cóż, a ja czytałam inny wywiad z tymi ludźmi, w ktoprym matka mówila o dzieciach, ktore wychowuje. I bardzo, bardzo to mi się nie podobało. Mówila o tym, ze oczywiscie ich nie kocha, przytaczała fakty, ktore powinny byc tajemnicą tych dzieci (nie przytaczając imion na szczęście). I nawet w przypadku śmierci córki odseparowała te dzieci od rodziny - najwyraźniej dzieci ma "swoje" i obce. Współczucie tak, ale cienia sympatii nie poczułam. Odpowiedz Link
wilma1970 verdana 20.01.10, 22:53 A gdzie? Lubię spojrzeć na wszystko z różnych perspektyw. Poczytam z chęcią. Odpowiedz Link
annabetka Re: Popłakalam sie... 20.01.10, 23:17 A ja odbiegnę od tematu leciutko...zawsze przy takich tematach stwierdzam,że ja się do niczego nie nadaję..hehehe..no ale poważnie! Czy jest sens deklarowania oddania swoich organów..jeśli: wątrobę mam pożółtaczkową,płuca przepalone,serce i żołądek działają sprawnie tfu tfu jak na razie...ale biorąc pod uwagę mój tryb życia...chyba nie chciałabym żeby ktoś to w sobie nosił,raczej długo na tym sprzęcie by nie pociągnął....no nie wiem? co jeszcze można przeszczepić ?mózg? ale mam w najbliższej rodzinie przypadek nowotwora mózgu,więc wątpię żeby ktoś mój chciał..Trzustka i inne podroby ,pod kątem fajek...no i nie ukrywajmy alku skumulowanego przez te kilkadziesiąt lat też raczej nówką sztuką nie są i nikogo nie poratująAaaaaa no nerki to powinnam mieć jak ta lala bo nigdy tfu tfu nie doskwierały mi,a i przez browar przepłukane elegancko Druga sprawa...właśnie zastanawia mnie jakie kryteria trzeba spełniać do pobrania narządów? Bo dużo się piszę"ja oddam" "ja mam deklarację" i fajnie się czujemy ze świadomością że deklarujemy oddanie...ale czy któraś się zastanawiała co z jej ciała się nada? Sorry to takie moje przemyślenia które zawsze wyłażą przy tego typu tematach.... Wracając do tematu głównego,ludzi podziwiam za ich decyzje,spokój ,rozwagę...chociaż nie do końca wierzę ,że rodzice oli tak spokojnie te decyzje podejmowali... I jeszcze jedno odnośnie tych deklaracji,które macie w portfelach Tak jak Karra bodajże wspomniała..i tak w razie czego Rodzina musi podjąć ostateczną decyzję-czyli deklaracje służą tylko! do tego aby rodzinie ułatwić podjęcie tej decyzji..więc? Chyba najważniejsze jest rozmawianie z rodziną i wkładanie im do głów ,że tego chcecie!(ja w każdym razie tak robię) Odpowiedz Link
turzyca Re: Popłakalam sie... 21.01.10, 00:42 Mozna pobrac jeszcze rogowke, skore, kosci, jelita. Mozliwe, ze nic z mojego ciala sie nie przyda, moze nie bedzie nikogo czekajacego, komu moje narzady beda pasowac, moze jakas choroba (moze ta, ktora wywola smierc?) uniemozliwi pobranie narzadow. A moze nadadza sie i nerki i watroba i serce i pluca i jelita i skora i kosci i rogowki i trzustka. Trzeba dac szanse losowi. A co do zgody rodziny to Karra opisuje stan faktyczny, ale nie prawny. Art. 5. 1. Pobrania komórek, tkanek lub narządów ze zwłok ludzkich w celu ich przeszczepienia można dokonać, jeżeli osoba zmarła nie wyraziła za życia sprzeciwu. 2. W przypadku małoletniego lub innej osoby, która nie ma pełnej zdolności do czynności prawnych, sprzeciw może wyrazić za ich życia przedstawiciel ustawowy. 3. W przypadku małoletniego powyżej lat szesnastu sprzeciw może wyrazić również ten małoletni. 4. Przepisów ust. 1-3 nie stosuje się w przypadku pobierania komórek, tkanek i narządów w celu rozpoznania przyczyny zgonu i oceny w czasie sekcji zwłok postępowania leczniczego. Art. 6. 1. Sprzeciw wyraża się w formie: 1) wpisu w centralnym rejestrze sprzeciwów na pobranie komórek, tkanek i narządów ze zwłok ludzkich; 2) oświadczenia pisemnego zaopatrzonego we własnoręczny podpis; 3) oświadczenia ustnego złożonego w obecności co najmniej dwóch świadków, pisemnie przez nich potwierdzonego. 2. Przepisy ust. 1 stosuje się również do sprzeciwu wyrażanego przez przedstawiciela ustawowego. 3. Sprzeciw jednego przedstawiciela ustawowego lub osoby, o której mowa w art. 5 ust. 3, jest skuteczny w stosunku do pozostałych. 4. Sprzeciw może być cofnięty w każdym czasie w formach, o których mowa w ust. 1. Art. 7. 1. W celu rejestrowania, przechowywania i udostępniania wpisu, o którym mowa w art. 6 ust. 1 pkt 1, oraz zgłoszeń o wykreślenie wpisu sprzeciwu, tworzy się centralny rejestr sprzeciwów na pobranie komórek, tkanek i narządów ze zwłok ludzkich, zwany dalej "centralnym rejestrem sprzeciwów". Naprawde w calej ustawie nie ma ani slowa o woli czy prawie rodziny do dysponowania cialem zmarlego. Odpowiedz Link
ewa_mama_jasia Re: Popłakalam sie... 21.01.10, 08:34 Też się popłakałam. A swoją drogą, barbarzyństwem jest żądać zgody od rodziny. Rodzina może nie być w stanie podjąć takiej decyzji, szczególnie w tym decydującym momencie. I przecież nie jest to konieczne, obowiązuje zgoda domniemama przy braku wpisu w rejestrze sprzeciwów. Ja nie podpisywałam zgody na oddanie narządów, ale nie mam nic przeciwko temu. I wolałabym, żeby nie pytali mojej rodziny o zgodę. Odpowiedz Link
esse-lte o czym my dyskutujemy? 21.01.10, 08:50 Jestem kontrowersyjna ale mam swoje zdanie na ten temat. Jeśli ktoś jest bardzo chory,wegetuje jako roślina gdzie taka osoba: nie mówi nie czuje nie je nie pije nie oddycha nie mruga nie rusza się to podtrzymywanie na siłę jest męczarnią * * tyle ,że 3/4 ludzi ma świadomość,że jak rano wstanie,umyje się do pójdzie do szpitala ,do drugiego pokoju i porozmawia ze śpiącym (ale on się na pewno obudzi) synem czy córką czy mężem /żoną. Taka poranna nadzieja ,że będzie lepiej,że taka osoba czuje trzyma przy życiu wiele osób. Śmierć i odłączenie od aparatu to koniec.Cmentarz i zimna ławka. W pokoju obok matka patrzy na syna i wie ,że on ŻYJE ,wita się z nim codzienni,dotyka go.To dla niej jest nadzieja. Wiadomo,że starszą osobę łatwiej "pożegnać" ale dziecko? Odłączenie ma sens i nie...nie ma sensu.Wszystko zależy od miłości i siły.Każdy sam musi zadecydować o tym. To jest tak samo ( uwaga mega kontrowersyjne) jak ktoś ma bardzo chore dziecko,nieuleczalnie i zachodzi w drugą ciązę żeby nie zwariować.Dla mnie właśnie ta druga ciąża to była by wariacja.Ale to moje zdanie. Narządy do przeszczepu..................tu nie ma dyskusji-po śmierci KAZDY powinnien oddać komuś potrzebującemu.Żadne zgody,żadna rodzina.Przecież w szpitalu nawet nie wiemy czy nam czegoś nie wycięli a rodzina nie dostaje razem ze zmarłym spisu wnętrzości. Nawet nie wiemy czy lekarze nie wycinają rogówek,nerek i nie sprzedają bardziej potrzebującym. Ktoś jak ma kasę nie ma skrupułów aby kupić nerkę za 100 000 zł dla bliskiego. Przecież wiadomo,że bogate kliniki wykonują mnóstwo przeszczepów i wiadomo skąd jest materiał. Dlatego uważam,że zgoda na pobranie jest niepotrzebna bo lekarze sami powinni "brać" wg.zapotrzebowania. Chore jest dla mnie czekanie na serce 8 lat jak w ciągu miesiąca można "pozyskać" 50 serc. Odpowiedz Link
karra-mia Re: o czym my dyskutujemy? 21.01.10, 09:00 > * tyle ,że 3/4 ludzi ma świadomość,że jak rano wstanie,umyje się do > pójdzie do szpitala ,do drugiego pokoju i porozmawia ze śpiącym (ale > on się na pewno obudzi) synem czy córką czy mężem /żoną. > Taka poranna nadzieja ,że będzie lepiej,że taka osoba czuje trzyma > przy życiu wiele osób. cięzki temat, ale mnie zastanawia, czy nie jest to trochę egoistyczne? "Skazujemy" tę osobę na wegetację, bo dla nas to jest nadzieja? Odpowiedz Link
tabakierka2 Re: o czym my dyskutujemy? 21.01.10, 09:03 karra-mia napisała: > cięzki temat, ale mnie zastanawia, czy nie jest to trochę > egoistyczne? "Skazujemy" tę osobę na wegetację, bo dla nas to jest > nadzieja? z drugiej strony, pamiętam 'wypowiedź' pana, który obudzil się z wieloletniej śpiączki (ostatnio dośc głośny przypadek), a okazało się, że on przez cały czas miał świadomość tego, co działo się wokół i chciał żyć! Nie umiałabym podjąć dezycji o ewentualnym odłączeniu bliskiej mi osoby - miałabym nadzieję, że ta osoba może się wybudzić,że ona chce żyć. Nie chciałabym decydować o śmierci lub życiu kogokolwiek. Odpowiedz Link
mme_marsupilami Re: Popłakalam sie... 21.01.10, 10:00 Bardzo trudna i szlachetna decyzja. Znam sprawe z tej drugiej strony, gdy umiejarjacy czlowiek czeka na taki gest - to jak ponowne narodziny. Odpowiedz Link