W pracy
Juz pomijam nawal roboty , stres i inne (bo to bylo zawsze).
Ale od nowego roku jest nowy
"dyrektór" tego calego bajzlu - i ohydna wesz z niego

.
Cham i buc - malo powiedziane

- nawet nie chce mi sie pisac co on wyprawia (musicie uwierzyc na słowo

)
Pocieszam sie ze nie tylko mnie sie czepia - ale co z tego jak ja i tak sie stresuje?
Sekretarka prawie codziennie ryczy przez niego (ja tylko raz - w polowie stycznia - poszlam do kibla i sie poryczałam ze złosci i bezradnosci ), inni chyba bj. odporni bo nie widzialam - ale atmosfera ze siekiere zawiesic. Zyc sie nie cche i nic nie cieszy ...

Rano sie budze i mi niedobrze ze stresu ... autentycznie (juz nawet z zasypianiem mam problemy
Kurcze a było fajnie - naprawde zgrana ekipa a i "boss" do tej pory był ok (nie ideał ale nie bylo zle). Pracy huk i "na ostatnia chwile" ale nikt nie darł mordy na nas o byle gówno i nie dawal do zrozumienia ze wszyscy jak leci jestesmy beznadziejni i do krowiego gowna sprzatania sie tylko nadajemy

. byl stres i nerwy - ale do przezycia
A od tygodnia (odkad wrocilam z tygodniowego chorobska) coraz bardziej zastanawiam sie nad ...zmiana pracy...
I tak lukam po tych serwisach pracowych-netowych - i kicha jest

naprawde.
To znaczy na tyle - ze NIC nie ma co by mnie w 100% interesowalo i odpowiadalo mojemy wyksztalceniu/doswiadczeniu

Pytam znajomych, przyjaciol - raczej zwalniaja

niz zatrudniaja
Albo jak zatrudniaja - to od razu 5 jezykow trzeba znac (a ja tylko angielski i to tez nie tak ze klekajcie i poklony bijcie).
I nawet to ze mam podyplomowe studia chyba moge sobie pod tyłek podłozyc
No i nie wiem co bedzie - inna branża? Jakas pokrewna ale inna?

- kurcze i stress tez i trzeba by bylo jakies kursy/ szkolenia dodatkowe pokonczyc
Bo cos czuje ze dlugo - glownie nerwowo

- ni pociagne
Chlip

a w 2010 mialo byc leeepiiieeeejjj


