Dawno nie było żadnych historii. Aż tu nagle


jakiś czas temu przedszkole, z którym szkoła sąsiaduje "przez płot"
zaprosiło uczniów pierwszych klas na teatrzyk. Wszystkie pierwsze
klasy poszły - oprócz klasy mojej młodej. Na pytanie jednej z mam
"daczego dzieci nie poszły" pani obrażonym tonem powiedziała "bo
dzieci miały angielski" a potem komentowała jeszcze do innej matki,
że "o co chodzi".
No i wczoraj okazało się, że pani chciała zrobić dzieciom
"niespodziankę" i w piątek zabrać je w czasie lekcji pod pałac
prezydencki





Wszystki było w tajemnicy, wiedziała o tym tylko wspaniała trójka
klasowa. Pani miała w planach napisać po prostu ogłoszenie, żeby
dzieci przyniosły 2 bilety. Na szczęście dyrektorka nie zgodziła
się na to wyjście.
Kurde - czy ta kobieta jest normalna? W taki tłum chciała zabrać
całą klasę? Przecież ona by tam pogubiła połowę dzieci. Ja od razu
stwierdziłam, że gdyby jednak wyjście miało dojść do skutku to nie
zgodziłabym się na pójście mojej młodej. Ja sama w ten tłum nie
poszłam, żeby właśnie przypadkiem nie pogubić dzieci, a ona chciała
z całą klasą iść...
Dodatkowo podczas przeglądania książki młodej stwierdziłam, że pani
sprawdzając zadanie zrobione przez młodą zaakceptowała wyraz MUHA



Tak teraz myślę, że może jest coś takiego jak muha, a ja po prostu
się nie znam

