magiczna_marta
29.05.10, 14:38
Dostalam maila dla Was dziewczyny:
Sprawa wygląda tak: Dopływamy pontonem do tych , którzy siedzą na
strychach i wyższych kondygnacjach.Płyniamy z tym , co mamy. Suche
ubrania, lekarstwa, jedzenie. U tych, którym woda opadła zaczyna się
sprzątanie. I wiecie, co przeraziło mnie najbardziej? Opadająca woda
odsłania ogrom zniszczeń. Potopione zwierzęta, ptactwo i te widoki
jakoś przełykam choć lekko nie jest. Najbardziej obrzydliwym
widokiem są potopione szczury i jest tego tak wiele, że nie potrafię
wam opisać.
9 lat temu wojsko odkażało zalane tereny, teraz nie wiedzieć czemu
ludzie zostali sami sobie. Nie ma dosłownie nic, środków
antybakteryjnych, do uzdatniania wody, ubrań ochronnych.
Dlatego pomoc, której udzieliłyście jest tak ważna.
Dziś:
podpływamy do domu, na strychu stacjonują dziadziuś z babcią i syn,
kilka kur. Maryśka, które jest pielęgniarką opatruje rany,
skaleczenia i sprawdza ogólny stan, ja zajmuję się odzieżą i pan
kierujący pontonem jedzeniem. Ubrałyśmy dziadziowi buty od Olinki,
suche skarpety i ocieplacz też od Olinki. Siadł chłopina i płakał.
Pierwszy raz od kilku dni miał na sobie suche buty.
I ciepło na plecach.
Reszta jutro!