Strzeliły mi dziś korzonki i ledwo się ruszam. Lepszym określeniem jest: jak paralityk (nie obrażając osób niepełnosprawnych). Do lekarza w mojej przychodni się nie dostałam, więc wieczorem ruszyłam do dyżurującej. Dostałam zastrzyk i stwierdziłam ze wracam do domu metrem (wiem, padło mi na głowę

) Dość że po przejściu paru metrów od przychodni, znalazłam się przy komendzie policji. Tam stwierdziłam, ze dalej nie dam rady iść i wzywam taxi.
Kiedy prosiłam faceta, by pomógł mi wsiąść do samochodu, zobaczyłam jego minę, która mówiła: ofiara przemocy...
Wierzcie mi, mina człowieka bezcenna


I tak później rodzą się plotki