Ja sie tu posmiechiwałam z magicznej marty, nawet chciałam komentarz walnąc ze ma coś nie tak pod kopuła skoro takie rzeczy ja wkurwiaja
a.... okazało sie ze sama nie lepszam
Z tym ze to nie jest u mnie normalne - jestem ostatnio mocno zestresowana i praca i w domu (facet oddelegowany z pracy od pół miesiaca do USA i jeszcze 4 tyg tam siedzi ) - nie wiem brak seksu?

, zmeczenie materiału, przemeczenie w pracy ... nie wiem
W kazdym razie dziś "wybuchłam" i zrobiłam karczemna awanture w sklepie z butami .
Na swoje usprawiedliwienie dodam ze sytuacja była lekko kuriozalna - szuakłam butów na jesien, nic mi sie nie podobało (co juz mnie lekko wkurwiło ...) w koncu w bólach wybrałam jakies - drogie jak piorun, wcale nie jakies piekne ale COS musze miec na jesien - wiec zła jeszcze bardziej - bo kupuje cos co mi sie jakos szczegolnie nie podoba i kosztuje kupe forsy - zadna przyjemnosc . No ale buty nie jakies straszne, w sumie wygodne, prawdziwa skóra wiec porzadne - mysle sobie jakos to bedzie.
Staje do kasy - i stoje stoje (bo 1 pani w szczycie zakupowym)
jest moja kolej - po czym okazuje sie ze ktoś (producent? sklep? ) tak idiotycznie wszył w buty zabezpieczenie alarmowe ze :
a. nie da sie tego "rozmagnetyzowac"
b. nie da sie usunac bo trzeba by pruc cała podeszwe buta!!!
No i po godzinie wybierania wsciekania sie, zmeczenia (nienawidze łazic po sklepach!!!) zostałam w rejku z butami które beda mi piszczec w kazdej każdziusieńskiej bramce w kazdym sklepie - od carrefour'a poczynajac a na sephorze i empiku kończac.
No i to była ta kropla co przelała dzban i mucha pod która sie wielbład załamał. Wybuchłam, pwoiedziałam co o tym mysle, powiedziałam ze po kiego wystawiaja buty na pólke skoro raczej trudno je potem uzywac (tzn. ok mozna ale zadna przyjemnosc w kazdym sklepie sie tłumaczyc ze sie ma piszczace buty a nie ze sie cos rabneło z pólki)
generalnie moj wybuch był zupełnie nieadekwatny do sytuacji ale autentycznie przestałam nad soba panowac (co moze zdarzyło sie moze z 3 raz w zyciu) i zamiast odstawic te nieszczesne buty i najwyzej spokojnie powiedziec co sadze o tak "genialnym" sposobie ich zabezpieczania - to troszke sie wzburzyłam (aczkolwiek "miecho" i nie leciało - bo ja w ogóle nie przeklinam

).
Musze przyznac ze maja jednak w sklepie dobrze wyszkolony personel i pani nawet powieka nie drgneła i bardzo spokojnie prosiła mnie zebym nie podnosiła głosu i jej nie atakowała bo ona ze mna rozmawia spokojnie. Efekt był - bo troche ochłonełam - nie na tyle zeby sie uspokoic ale na tyle zeby powiedziec jej zeby nie brała do siebie moich krzyków personalnie bo jestem wkurzona na sytuacje i kretynizm tego co to wymyslił a nie na nia i oczywiscie rozumiem ze ona tu sprzedaje ale dac upust swoim emocjom musze. Chyba zrozumiała bo nawet namawiala mnie zebym zadzwonila do centrali (bo oni - tzn sklep - to zgłaszali i 0 efektu , moze jak zadzwoni wkurzony klient to sie opamietaja)
Tak czy siak - butów nie mam , za to mam poczucie ze stanowczo przesadziłam i troche mi głupio przed ta pania sprzedwaczynia, choc wiem ze ona wyszkolona i niejedno widziala i w sumie koniec konców nawet grzecznie i z usmiechem sie rozstałysmy.
Ale jak tak dalej bedzie to zmaienie sie z miłej, fajnej i optymistycznej kobiety jaka zawsze byłam w jakies rozjazgotane, wkurwione na wszystko i wszystkich obrzydliwe babsko które nawet błaha sprawa wyprowadza z róznowagi
A tego nie chce!




Nie wiem co robic - zółka? joga? sport? nie radze soebie ostatnio ze swoim stresem (a tym samym emocjami