otojestemtu
04.02.11, 22:52
Że ja bez Milusińskiego nie umiem funkcjonować? Kurde, jestem silna, umiem być niezależna, mam swoje zainteresowania, swoje pasje, swoje zdanie, swoją filozofię, czyli chciałam napisać że nie jestem zakompleksioną ciućmą, ale kiedy się kłócimy, kłócimy się tak bardzo, że mam ochotę zostać tzw. singlem wtedy...
...wtedy jeno chce mi się wyć, nie mam na nic siły i ochoty, w dzień udaję że nic mnie nie rusza, że mam wszystko w nosie, a w nocy ryczę jak dziecko, któremu zabrano lizaka.
I tak jest przez kilka tygodni, potem mam dość, biorę Milusińskiego na dywanik, nie warczę, po prostu mówię jak mi źle, on najpierw próbuje zmienić temat, zbyć mnie byle czym, ale w końcu przytula i przeprasza, mówi, że nie chciał być taki itd...
...I to mi wystarczy, wszystko pęka, każda złość na niego mija, jest mi dobrze i znowu czuję, że świat należy do mnie.
No i kurna co to jest???