Otóż, lepiej się czuję, jak ważę dokładnie 3 kg mniej, niż teraz. Mimo, że teraz jestem w normach, BMI ok, rozmiar 38, więc teoretycznie nie pownnam się czepiać. No ale każdy wie, że kobieta posiada wagę idealną, w której się najlepiej czuje, i moja to właśnie te 3 kg mniej.
Sęk w tym, że aby zjechać te 3 kg i je utrzymać (!!), powinnam jeść jakieś 600 kcal dziennie, całkowicie zrezygnować z chleba, makaronów i innych węglowodanów, cukru, słodyczy itd, nawet raz na jakiś czas. Aby ważyć te rąbane 3 kg mniej powinnam żywić się jak wróbel - na śniadanie jogurt, na obiad kawałek mięsa plus surówka, na kolację woda

I teraz mam dylemat, czy to jest ten moment, kiedy należy zaakceptować istniejącą wagę i zaprzestać walkę o ideał?
Bo dodam, że teraz nie jem tucząco, nie jem niezdrowo, unikam wszystkiego, co tuczy itd, jem naprawdę zdrowo, niewiele i lekko...
Doradźcie, doświadczone