i_b13
31.12.11, 22:28
Nie jestem rasistką.
Mój labrador, czarny jebaniec, co to zamiast biurka w domu sie pojawił... wykończy mnie, męża i portfel. I nie chodzi o półroczne dopasowywanie suchej karmy, co by przestał kichac sraczką po ogrodzie. Nawet nie o to, że do nieogrodzonego sąsiada leci na spacerze i obrabia miskę jego husky'ego i po jego gotowanym żarciu sra dalej niż widzi i musimy to sprzatać. Dla przypomnienia mam jeszcze biszkoptową labradorkę z pseudohodowli. Psy po kastracji i sterylizcji. Nie zamierzałam ich rozmnażać.
No więc Czarny namiętnie rozwala płot. Przód domu mam drewniany, boki i tył siatka. Najpierw robił dziurki od dołu. M chodził i plątał. Potem założył ograniczniki od dołu, deski na uchwytach. Piesek zaczął rozwalć ponad deską, łapał zębami i wyciągal druty. M. chodzil i plątał. Co mówił - nie da sie powtórzyć. A parę stów posżłona dechy,ich impregnację, okucia i inne ..uje. Pomijam estetykę. Stwierdziłam, że trzeba im przód wygrodzić, żeby w czasie naszej nieobecności nie miały dostępu do siatki. Pare stów poszlo na ploty wewnętrzne - drewniane, oddzielające im jakieś 250 metrów z podjazdem dla aut włącznie i jednym bokiem 20 metrowym z siatki, ale doły siatki zatopione w betonie. Potem oszołom zaczął szarpać t siatkę, aż wywalił taką dziurę, że jego 40 kilogramowe cielsko przelazło, za nim biszkopciara. M. kupił deski, zdjął siatkę, założył ten odcinek drewniany. Z 5 stów poszło na dechy, śruby, jeszcze trzeba pomalować. Dziś poszliśmy na spacer bez psów. Ja, M., starsza i młodsza w wózku. Wracamy, z daleka słychac wycie czarnego. Oszołom stoi przywiązany do plotu na zewnątrz, biszkopciara w środku. Uciekł, złapała go sąsiadka, przywiązała do płotu, nie brała, bo sama ma 2 psy. Ale kurna którędy? Nie ma dziury pod płotem, obstawiałam już że podmurówke betonową wpierdzielił, deski wszystkie na miejscu, nie wyrwał. Nic, dzieciaki do domu, M. gdzieś pojechal. Ja do pralni na piętro. Patrze przez szybę, chodzi czarny, kuka, luka, obwąchuje ploty, włazi w kłującą irgę. Odwraca się, patrzy po oknach w domu, przylukał mnie w oknie. Pomachał ogonem i wlazl do budy - kuka. Zgasiłam światło w pralni, na to jeb..niec wylazł, popatrzył, podszedł do plotu, wlazł w irgę, stąpnął na kamień, z kamienia na poprzeczkę szerokości 3 cm i z tej poprzeczki na szczyt płotu i podciągnąl się na łapach, skurczybyk łazi jak małpa po plotach.
Nagle huk, sąsiad akutrat odpalił petardę. Czarny się wystraszył i gruchnął na glebe z tego płotu. Płot ma 150 cm. Przypominam, że ma drewniane przęsła i słupki z cegły.
Nie ma opcji zmiany wysokości plotu. Kamień - trampolina zabrany.
Psy mają skończone 2 lata. Są piękne. Mają piękne sylwetki. Są wybiegane, przynajmniej 2 razy dziennie mają dłuższy spacer, plus jakąś godzinę graja z corką, tzn biszkopciara gra, aportuje a czarny muflon młóci chwasty. Ale na spacerach biega.
Ich ucieczek już nawet nie zliczam. Są charakterystyczne, rzadko po wsiach biega para labradorów, mają nieśmiertelniki przy obrożach. Zawsze ktoś je złapie i zadzwoni. Ostatnio nawet wytarzały się w gównach na polu. Zatrzymała się na ich widok kobita jadąca do Gdańska (mieszkam przy krajowej 5) i złapała takie śmierdzące i trzymała aż mąż przyjechał. One mimo kąpieli śmierdziały kilka dni, mąż odkażał się kilka godzin, bo stale mu ręce śmierdziały. Nie chcę nawet myśleć, jakie katusze przeżywała ta kobita jadąca i ciągle czująca te gówna.
One w końcu wpadną pod auto. Nie daj Boże, ale ktoś przez nie się rozwali samochodem, bo jeszcze mieszkam w pobliżu alei dębowej prawem chronionej i brak pobocza a drzewa jak mutanty w skrajni. A te moje fraglesy i na drugą stronę szosy się zapuszczają.
Wyżaliłam się. Teraz jeszcze wymyślcie sposób jak tego czarnego bandziora powstrzymac przed ucieczkami, bo jak Bóg mi świadkiem, będzie to pierwszy znany mi labrador,który wyląduje na łańcuchu, bo już sił mi brak, pomysłów i pieniędzy też.
I leżą teraz te łajzy moje przed kominkiem, niewiniątka pieprzone z kaprawymi oczkami, pomocy....