Dodaj do ulubionych

Byłam w Urzędzie Pracy...

09.03.12, 15:47
I dostałam propozycję nie do odrzucenia. Praca na stażu za 700zł w pełnym wymiarze godzin w Urzędzie Miasta. Mówię do tej babki, że mam małe dziecko- dwuletnie- zresztą była ze mną. A pani na to, że jej to nie interesuje co zrobię z dzieckiem, bo ona ma staż i musi mnie na niego skierować. Żłobek być może będę miała od września, na prywatny mnie nie stać, na nianię też nie. Ale do nich to nie dociera, ważne żeby mieli wyniki, że kolejny bezrobotny dostał staż.

Ręce i nogi mi opadły, mam przyjść 5.04 i wtedy muszę wziąć to skierowanie na staż. Pójdę oczywiście z dzieckiem i pogadam, żeby mnie nie przyjęli.
Obserwuj wątek
    • ez-aw Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 16:00
      W urzędzie pracy zasady s jasne. Skoro zgłaszasz się jako bezrobotna, to podpisujesz ze jesteś gotowa do podjęcia pracy. Ich nie interesuje co zrobisz z dzieckiem. Albo jesteś gotowa do pracy/stażu, albo nie powinnaś składać papierów. Tyle z przepisów.
      A prywatnie Cię rozumiem, bo miałam podobną sytuację.
      • rudamarta4 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 16:41
        Wiem, że takie są zasady, ale może niech je zmienią, bo to jest nie do wykonania.
        Pani zza biurka niestety prywatnie mnie nie zrozumiała, bo powiedziała, że ona nie jest od logicznego myślenia, co było widać niestety.

        Zasrany kraj!
        • red-truskawa Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 16:46
          a zapytaj w lbkch, czesto teraz sa wolne miejsca bvo jakies dzieci porezygnowaly.
        • asiaiwona_1 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 16:48
          idź faktycznie z dzieckiem na tą rozmowę i zapytaj z rozbrajającym uśmiechem czy nie będzie im przeszkadzało, że przez jakiś czas będziesz z dzieckiem do pracy przychodziła, bo na miejsce w żłobku trochę się czeka.
          Jeśli sama zrezygnujesz ze stażu to ci wyrejestrują z UP, a jeśli po prostu na staż cię nie przyjmą to nadal jesteś zarejestrowana.

          Mi ostatnio pani proponowała pracę handlowca od IT i stanowisko w księgowości. Na szczęście przyznała mi rację, że żeby coś sprzedać to trzeba się na tym znać.
          • rudamarta4 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 16:59
            Już mnie raz wysłali do potencjonalnego pracodawcy, Młoda miała wtedy chyba z 7 miesięcy. Oczywiście poszłam z nią i powiedziałam o co mi chodzi. Ale teraz praca za 700zł po prostu mnie zatkała.
            W żłobku nie ma miejsca, pytałam.Pani mądra powiedziała, żeby w takim razie mnie opieka ubezpieczyła. Nie mam ślubu z moim facetem, bo on by mnie ubezpieczył.
            • asiaiwona_1 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 17:18
              no właśnie te staże to jakaś paranoja. Pracujesz za troje, wykorzystują cię maksymalnie, dostajesz za to gównianą kasę i po 3 mies. wcale nie muszą cię zatrudnić, tylko mogą sobie znowu wziąć kogoś na staż. Jakby ten staż był takim okresem próbnym , po którym cię normalnie zatrudniają, za normalną pensję to ja bym była skłonna się na to zgodzić.
              • dlania Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 22:21
                Nie wiem, czy to zalezy od regionu, ale w moich wojewodztwie od roku pracodawca ma obowiążek zatrudnić stazyste na co najmniej tyle miesięcy, ile wynosił staż.
                Kasa nędzna, fakt.
            • ib_k Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 18:39
              > Nie mam ślubu z moim facetem, bo on by mnie ubezpieczył.

              to weź ślub, dla społeczeństwa wyjdzie taniej

              mimo wszystko te twoje pretensje są co najmniej ... e i tak nie zrozumieszsad
              • annajustyna Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 10.03.12, 09:55
                Wlasnie uncertain.
              • jowita771 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 10.03.12, 11:33
                > mimo wszystko te twoje pretensje są co najmniej ... e i tak nie zrozumieszsad

                Uważasz, że proponowanie człowiekowi, żeby pracował za 700 zł jest normalne i w porządku? To ja się cieszę, że cię nie rozumiem.
                • jowita771 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 10.03.12, 11:35
                  I jeszcze: pomyśl sobie, że miałabyś chodzić do pracy, więc twoim dzieckiem zajmuje się wtedy ktoś inny, ale ty nie masz ze swojej pracy żadnego zysku, a przeciwnie - dokładasz do niej. I nikt ci nie gwarantuje, że po jakimś czasie cię zatrudni. I napisz teraz, że byś na to poszła.
                  • rudamarta4 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 10.03.12, 11:37
                    jowita771 napisał:

                    > I jeszcze: pomyśl sobie, że miałabyś chodzić do pracy, więc twoim dzieckiem zaj
                    > muje się wtedy ktoś inny, ale ty nie masz ze swojej pracy żadnego zysku, a prze
                    > ciwnie - dokładasz do niej. I nikt ci nie gwarantuje, że po jakimś czasie cię z
                    > atrudni. I napisz teraz, że byś na to poszła.

                    Być może panie nie rozumieją, bo mają dobrze płatną pracę, albo męża, który dobrze zarabia, albo nie mają dzieci.
                    Nie wiem jak jest, bo nie znam ich sytuacji.
            • malgosja Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 12.03.12, 21:25
              Jako matka samotnie wychowująca dziecko możesz się ubiegać w PUP o zwrot kosztów opieki nad dzieckiem jeśli idziesz na staż - są na to środki - trzeba tylko rachunek przedstawić np. z prywatnego przedszkola lub z punktu opieki nad dzieckiem - spytaj w Twoim PUP.
              • doral2 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 13.03.12, 20:57
                malgosja napisała:

                > Jako matka samotnie wychowująca dziecko możesz się ubiegać w PUP o zwrot kosztó
                > w opieki nad dzieckiem jeśli idziesz na staż - są na to środki - trzeba tylko r
                > achunek przedstawić np. z prywatnego przedszkola lub z punktu opieki nad dzieck
                > iem - spytaj w Twoim PUP..."

                no nareszcie jedna, sensowna osoba z sensowną radą.
                bo już zaczęłam wątpić w ludzki gatunek uncertain
      • jowita771 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 10.03.12, 11:31
        > W urzędzie pracy zasady s jasne. Skoro zgłaszasz się jako bezrobotna, to podpis
        > ujesz ze jesteś gotowa do podjęcia pracy. I

        Ale 700 zł to nie jest kwota, za którą człowiek może się utrzymać, więc oczekiwanie, że człowiek będzie brał takie coś to głupota.
    • magiczna_miotla Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 17:21
      To siedź w domu i pozwól abyśmy płacili na Twoje leniwe dupsko i już... do opieki leć koniecznie jak jeszcze nie byłaś bo przecież Ci się należy!!!!
      Jesteś w takiej samej sytuacji jak tysiące kobiet w tym kraju, wykombinuj opiekę nad dzieckiem dziadkowie babcie ciotki, chłop, rodzina chłopa itd... jak dojdziesz do ściany i zostanie Ci tylko w łeb sobie strzelić to znajdziesz wyjście raz dwa.

      Ja zostawiłam 4 miesięczne niemowlę sąsiadce i oddawałam jej część swojej wypłaty ale pracowałam na siebie, bo musiałam, byłam sama z dzieckiem na świecie a nie zakładałam żałosne wątki na forum w jakim to kraju żyjemy, masz szanse na staż to rusz mózgownicą i idź na niego.

      Masz szansę to wykorzystaj ją, widocznie za dobrze Ci jeszcze skoro możesz sobie pozwolić ba to aby narzekać, ja nie mogłam
      • magiczna_miotla Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 17:22
        Widzisz tu Ci mądra pani dobrze napisała

        "W urzędzie pracy zasady s jasne. Skoro zgłaszasz się jako bezrobotna, to podpisujesz ze jesteś gotowa do podjęcia pracy. Ich nie interesuje co zrobisz z dzieckiem. Albo jesteś gotowa do pracy/stażu, albo nie powinnaś składać papierów. Tyle z przepisów. "

        Wyrejestruj się jak nie możesz iśc do pracy, a nie jęcz na forum że masz dziecko i nie możesz pracować
        • jowita771 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 10.03.12, 11:40
          Ale ona może iść do pracy, ale za normalną pensję, a nie do takiej pracy, żeby dokładać do interesu. Serio jest tu ktoś, kto pracowałby za darmo? Tylko nie piszcie, że to zdobywanie doświadczenia, bo staże są po to, żeby pracodawca miał tanią siłę roboczą.
      • asiaiwona_1 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 17:23
        ooo, jakaś nowa-stara magielka nowego nicka założyła?
        • magiczna_miotla Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 17:24
          nie, nowa czytelniczka, której nerwy puściły na głupotę co poniektórych....
          • olinka20 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 17:33
            Tylko wez pod uwage, ze jak zarobi 700 zł ( swoją drogą 700 zł za cały etat to jakas kpina) to nie bardzo bedzie miec co dac potencjalnej opiekunce.
            Bo chyba opiekunka bierze wiecej niz te nędzne 700 zł.
            • magiczna_miotla Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 17:39
              na pierwszą wypłatę wzięłam 800 zł..... i pracowałam na czarno nie miałam żadnej gwarancji, że jakąkolwiek wypłatę dostanę, założycielka nie dość, że będzie mieć ubezpieczenie, legalny staż i szansę na pracę to pisze w takim tonie jakby jej co najmniej życie odbierano..chyba dlatego mnie tak to wnerwia, jak to możliwe, że niektóre kobiety zaciskają zęby i robią co muszą a niektóre mogą sobie pozwolić na takie jojczenie? skoro może sobie pozwolić na narzekanie to widocznie nie jest w złej sytuacji.
              • olinka20 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 17:43
                Przykro mi, ze tak zaczynałas.
                A co do gwarancji zatrudnienia po stazu, zapraszam do apteki blisko mnie, co 3 miesiace wymienia sie prawie cały skład.
                Biorą dziewczyny na staze z UP.
                Z zadną nie przedluzyli umowy, tylko wymieniaja na "nowszy model". Ciekawi mnie czy w UP tego nie widza?
                • magiczna_miotla Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 17:44
                  nawet jeśli to tylko 3 miesiące to ma ubezpieczenie i co wpisać do cv, a jak nie pójdzie na ten staż to co? jak jej się w końcu dziecko do przedszkola dostanie to będzie zakładać wątki, że pracy nie może dostać bo nie ma doświadczenia? od czegoś trzeba zacząć
                • tedesca1 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 18:19
                  Tu się zgadzam Olinka, że to nie fair i szkoda mi takich pracowników ale,
                  skoro jest ruda zarejestrowana w UP to chyba ma świadomość tego, że dadzą jej propozycje pracy i w końcu trzeba jakąś przyjąć, skoro nie ma co zrobić z dzieckiem to po co jest zarejestrowana w UP? ma zgłosić się do 5 kwietnia więc jest chwila czasu na zastanowienie i ewentualnie znalezienie opieki dla dziecka, wiem, że staż to tylko 700zł, ale pamiętam jak niedawno ludzie u mnie w urzędzie dostawali 400zł. Wolałabym staż jakiś zrobić niż siedzieć w domu bezczynnie, zawsze jest w cv co wpisać, a jeśli okaże się, że ktoś się nadaje to myślę, że są szanse na zatrudnienie, u nas kilku osobom się udało.
                • jowita771 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 10.03.12, 11:43
                  > A co do gwarancji zatrudnienia po stazu, zapraszam do apteki blisko mnie, co 3
                  > miesiace wymienia sie prawie cały skład.
                  > Biorą dziewczyny na staze z UP.
                  > Z zadną nie przedluzyli umowy, tylko wymieniaja na "nowszy model". Ciekawi mnie
                  > czy w UP tego nie widza?

                  I to jest właśnie naciąganie. Tym pracodawcom wszyscy dokładamy do ich pracowników. Kto za to płaci? Pani płaci i pan płaci. A wy się czepiacie dziewczyny, że nie chce iść do takiej pracy.
      • jowita771 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 10.03.12, 11:38
        > Ja zostawiłam 4 miesięczne niemowlę sąsiadce i oddawałam jej część swojej wypła
        > ty ale pracowałam na siebie, bo musiałam,

        A jakbyś zamiast oddawać część wypłaty musiała oddawać całość i jeszcze dokładać, to też byś pracowała? Myślisz, ę za 700 zł mozna znaleźć opiekunkę albo prywatny żłobek? Nie każdy ma babcie na podorędziu.
    • starobrno Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 18:28
      To, paranoja, co sie w tym kraju dzieje. Po co w takim razie jest cos takiego jak placa minimalna?
      Pani nie pisala, ze nie ma doswiadczenia zawodowego, tylko, ze dostala propozycje pelnoetatowej pracy za 700zl. Kupi bilet miesieczny i zaplaci zlobek i po pensji. Zkladajac, ze ten zlobek dostanie, bo zatrudniajac nianie, bedzie sporo w plecy.

      Twoja szansa to isc na rozmowe i zle wypasc, ewentualnie szczerze powiedziec ze ci sie nie oplaca. Ale jak ktos ma pracownika za 700zl miesiecznie to moze mu byc jedno, kogo wezmie.
      • esofik Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 18:38
        starobrno napisała:

        > To, paranoja, co sie w tym kraju dzieje

        dokładnie to samo co w innych krajach
        Pracuję, nie zarabiam kokosów ani najniższej ustawowej. Starcza mi na opłacenie przedszkola i dojazd do pracy. Mimo to cieszę się, że mam ciągłośc pracy.
        Zarówno Młoda jak i ja możemy się socjalizować z rówieśnikami tongue_out


        Ps. miotła może zbyt dosadnie (rozumiem jej wkurw) ale powiedziała prawdę. Szkoda tylko, ze nie miała odwagi powiedzieć tego pod prawdziwym nickiem
        • magiczna_miotla Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 19:55

          > Ps. miotła może zbyt dosadnie (rozumiem jej wkurw) ale powiedziała prawdę. Szko
          > da tylko, ze nie miała odwagi powiedzieć tego pod prawdziwym nickiem


          Przepraszam czy Wy tu wszystkie jakąś paranoję macie? nie możecie uwierzyć, że ktoś po prostu czyta fora bez nicka gazetowego? często wątki z for są na stronie głównej gazety, raz był ciekawy wątek od Was to weszłam poczytać, potem forum dodałam do zakładek i tak zostało..... a że dziś założycielka forum mnie zdenerwowała to się zalogowałam, aby wyrazić swoje oburzenie.

          Wątek niżej niejaka magiczna_marta mnie posądza o trollowanie i podszywanie się pod nią, a ja po prostu założyłam taki login jaki mi do głowy przyszedł, ale na przyszłość jak będę zakładać konto to będzie wiedzieć, żeby najpierw przejrzeć tysiące uczestników bo a nóz widelec ktoś mnie oskarży o podszywanie się.

          • esofik Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 20:14
            w taki razie przepraszam za nieporozumienie
            Pojawiłaś się po raz pierwszy i od razu wyskoczyłaś z grubej rury big_grin dlatego pomyślałam, że jesteś starą forumką z jednorazowym nickiem. Były już podobne sytuacje więc nie dziw się, że taka reakcja

            ps. wrzuć cv, postaw flaszke i bedzie git big_grinbig_grin
            ps2 piątek.. imprezy poczatek suspicious
            • magiczna_miotla Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 20:17
              właśnie to wyskoczenie z grubej rury zmusiło mnie do założenia nicka,
          • doral2 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 21:43
            magiczna_miotla napisała:

            "...a że dziś założycielka forum mnie zdenerwowała to się zalogowałam, aby wyrazić swoje oburzenie..."

            a czymże serdeńko tak cie zdenerwowałam, he??
            tym bardziej dzisiaj, skoro dopiero co się zalogowałam?
            coś chyba ściemniasz, serdeńko..
            • magiczna_miotla Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 22:10
              przepraszam Doral2 ale mialo byc zalozycielka watku, moj blad
        • jowita771 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 10.03.12, 11:48
          > Ps. miotła może zbyt dosadnie (rozumiem jej wkurw) ale powiedziała prawdę.

          Serio to piszecie?
          Nie wadzi Wam, że taki właściciel apteki, o której pisała Olinka bierze sobie pracownika, do którego dopłaca mu państwo, a potem tego pracownika zwalnia i bierze drugiego, znowu dopłaca mu państwo (czyli my), potem znowu. Pracownik dostaje tyle, że często nie pokrywa mu to nawet kosztów pracy (dojazd, opieka nad dzieckiem). I ma się cieszyć i brać, a jak nie weźmie, to jest nie w porządku wobec społeczeństwa? A ten pracodawca jest w porządku? Ludzie, co się z Wami dzieje?!
          • magiczna_marta Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 10.03.12, 12:07
            Jowita- M-Miotla to po piętach by całowała, no bo jak to, jak dają to trza brać.
            Wkurwia mnie to niesamowicie, przyjadą z takiego Radomia i biorą pracę za najniższą krajową, wynajmą pokój za 600zeta, mamunia kotletów w słoiki zapakuje i kurwa "Pan Warsiawiak" wielki, bo we stolycy pracuje. Do tego podatki w swoim Radomiu płaci i kurwi jakie to chamstwo i wszystko drogie.
            Dziękuje, idę se obiad zrobić.
      • ib_k Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 18:40
        starobrno napisała:

        > To, paranoja, co sie w tym kraju dzieje

        uwielbiam to "w tym kraju"smile pokaż mi lepszy
        • starobrno Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 18:59
          No wlasnie w tym, bo od kilku lat mieszkam w Czechach. Rejestrujac sie w UP jako bezrobotna (po przepracowaniu bodjaze roku) dostaje zasilak wyskokosci polowy zarobkow netto. Na macierzynski (28 tygodni) ide 2 miesiace przed porodem, a wychowawczy jest platny.
          • fajnyrobal Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 19:44
            No to proponuję przyłączyć Polskę do Czech, albo niech wszyscy Polacy przeniosą się do Czech i będzie git. Lubię taką gadkę z d... wyciągniętą , wszędzie jest cudownie tylko tutaj takie bagno uncertain

            Co do rudej - nie można mieć ciasteczka i zjeść ciasteczka. Albo chcesz figurować jako samotna matka ze wszystkimi przywilejami i wtedy musisz iść na staż żeby utrzymać status ubezpieczonej, albo zalegalizuj związek i wtedy ubezpieczy cię chłop, ale np twojego dziecka nie przyjmą w pierwszej kolejności do przedszkola.

            OT uważam za niemoralne to nagminne wykorzystywanie statusu matki samotnie wychowującej dziecko przez osoby pozostające w konkubinacie.
        • madame_zuzu Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 19:37
          A ja w TYM własnie kraju na który tak się jojczy jestem aktualnie na stażu ( staż przysługiwał mi bo nie podjęłam pracy po urodzeniu dziecka-). Staż wynosi dokładnie 785 zł/mies. Tylko, że ja dogadałam się z pracodawcą, że resztę kasy wypłaca mi on. Dokładnie taką kwotę, jakiej mi brakuje do pensji jaką ma reszta pracowników. Nikt nie jest poszkodowany. Da się? Da się. Z dzieckiem zrobiłam to co zrobić powinnam dawno temutongue_out Wysłałam do p-la prywatnego.
          Nie wiem Ruda gdzie mieszkasz, ale w moim mieście ( 28 tys mieszk) p-la prywatne są tanie, bo średnio 300-350 zł miesięcznie. Mąz nie pracuje ( jeszcze)
          Dodam, że jestem zarejestrowana w UP od połowy stycznia. Pracę zaczęłam już w lutym, Staż oficjalnie od 1 marca.
          • ib_k Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 19:42
            madam pozwolę sobie na osobiste pytanie, czy twój mąż jest Grekiem?
            • madame_zuzu Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 19:47
              Mąz jest Polakiem suspicious
          • magiczna_miotla Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 19:45
            widzisz madame to trzeba chcieć pracować, ale przecież lepiej dupę płaszczyć i ponarzekać lepiej sad

            czuję się naprawdę jak wyrobny osioł co to szedł do roboty za grosze, żeby przeżyć z dzieckiem a tu widać można powybrzydzać, ponarzekać i jeszcze koleżanki po główce pogłaszczą sad.
            Żeby wpisać coś do CV starając się o lepszą pracę to trzeba kilka staży wpisać, miejsce pracy czegokolwiek aby być wiarygodnym dla pracodawcy, że CHCIAŁO się i chce pracować. Każdy pracodawca wie co się ze stazystą robi i myślę, że jest to dla niego dowód że człowiekowi się chciało pracować skoro się na to godził.
            • madame_zuzu Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 19:51
              Ja nie mogłam sobie pozwolić na dłuższe niepracowanie, bo już wystarczająco długo byłam bez pracy ( okres kiedyy mieszkałam w Grecji i zajmowałam się dzieckiem). Mało tego. Przed wyjazdem do GR pracowałam na stanowisku menadzerskim w sporej agencji reklamowej... Zajebista praca w fajnym zespole, za przyzwoite pieniądze. B. ladnie wygląda w CV: i te referencje, bogate portfolio itd. CO z tego. Przyszło co do czego, realia Polski Wschodniej. Nie wróciłam do pracy jaką wykonywałam wiele lat. Obecnie pracuję na stanowisku SPRZEDAWCY w sklepie z pieczywem.. i dobrze mi z tym smile
              • madame_zuzu Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 19:52

              • magiczna_miotla Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 19:57
                > Ja nie mogłam sobie pozwolić na dłuższe niepracowanie,

                Dlatego podkreśliłam wyżej, że założycielka wątku chyba jeszcze ma ten luksus, że ponarzekać może bo tysiące kobiet nawet na to już sobie nie może pozwolić
              • ib_k Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 20:00
                gratuluję, życzę ci szybkiego przystosowania do pogody i braku sjestysmile)
                a jak mały? nie tęskni za plażą?
          • starobrno Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 20:58
            A za 700zl bys podjela prace? Be zdoplaty na reke? Nie z kazdym sie da dogadac.
            • madame_zuzu Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 21:03
              mając w perspektywie zarobić 0zł, a 700 zł, to tak.
              • rudamarta4 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 21:07
                madame_zuzu napisała:

                > mając w perspektywie zarobić 0zł, a 700 zł, to tak.

                Ale zuzu nie rozumiesz, że będę musiała dołożyć do tego co najmniej 500zł na prywatny żłobek?
                I skąd mam to wziąć?
      • tedesca1 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 19:22
        Trzeba by jeszcze może się nauczyć odróżniać pełnoetatową pracę od stażu..
        • rudamarta4 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 20:02
          Odpowiem hurtem- najpierw magicznej_miotle- cmoknij mnie w tyłek smile A w opiece byłam już dawno. Nie wiesz jaką mam sytuację, więc mi nie pierdziel, że mogę dziecko zostawić z dziadkami, bo nie mogę.
          To ma być praca na cały etat, czyli 8h dziennie. Nikt mi nie zostanie za mniej niż 1000zł z dzieckiem na tyle godzin.
          A gdzie bilet miesięczny? Mieszkam w Warszawie, biletów nie dają za darmo, tak jak wszędzie.
          Państwowy żłobek jak już pisałam MOŻE będzie od września, a na prywatny nas nie stać, bo to koszt 1200zł plus jednorazowe wpisowe 700zł. Jedzenia nie liczę, bo przecież w domu też je.
          Nie mam 18-tu lat i pracowałam już jakiś czas, na stażu dawno temu też byłam i wiem jak to wygląda- odwalasz najgorszą robotę za marne pieniądze.
          Zapisując Młodą do żłobka nie oszukałam, że jestem samotną matką, tak jak to zrobiła moja koleżanka zapisując swojego syna do przedszkola dla rodziców pracujących. Ma dofinansowanie i pracuje na czarno odkładając co miesiąc niezłą sumkę, bo mieszka z matką i płaci tylko za neta i za swoje i dziecka żarcie.
          • magiczna_miotla Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 20:12
            > Odpowiem hurtem- najpierw magicznej_miotle- cmoknij mnie w tyłek smile

            Powiedz tak za parę lat pracodawcy który nie będzie chciał zatrudnić kobiety, której się nie chce robić.
            Nie wiem czy czytasz wybiórczo czy robisz z siebie wyjątkowo nieszczęśliwą, ale sama zostawiłam niemowlę obcej osobie, aby móc marne gorsze zarabiać. Do pracy dojeżdżałam na rowerze więc się da dojechać.

            Jak nie chcesz pracować to się wyrejestruj zrobisz miejsce osobie, której się chce pracować i której ta praca jest naprawdę potrzebna.

            Trzeba mieć niezły tupet, aby narzekać, że urząd pracy znalazł Ci zajęcie wiesz? i jeszcze kombinowac jak odrzucić dany staż i nadal być zarejestrowaną, czego oczekiwałaś? że pani wstanie zza biurka weźmie Twoje dziecko na spacerek a Tobie swoją robotę odda?
            • rudamarta4 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 20:33
              Ty chyba też czytasz wybiórczo. Nie rozumiesz, że zarabiając 700zł będę musiała dołożyć 500zł do prywatnego żłobka?? A skąd mam wziąć na bilet miesięczny? Bo wtedy to 500zł będę musiała wziąć z pensji mojego faceta, która zarabia bardzo mało.
              Nadal tego nie kumasz??
              Nie zarobię nic, a tylko powiększę nasze wydatki.
              • ib_k Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 20:38
                Nie rozumiesz, że zarabiając 700zł będę musiała
                > dołożyć 500zł do prywatnego żłobka??

                możesz dostać refundację kosztów opieki

                >A skąd mam wziąć na bilet miesięczny

                możesz dostać zwrot za dojazdy

                >Bo wtedy to 500zł będę musiała wziąć z pensji mojego faceta,

                ale to tatuś?

                >która zarabia bardzo mało

                to niech zarabia tyle abyś mogła być bezrobotna albo przejmie część opieki nad wspólnym dzieckiem

                • rudamarta4 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 20:44
                  ib_k napisała:


                  >
                  > ale to tatuś?
                  >

                  > to niech zarabia tyle abyś mogła być bezrobotna albo przejmie część opieki nad
                  > wspólnym dzieckiem
                  >

                  Tak, to tatuś.
                  Po studiach, zarabia tyle, że to śmiechu warte.
                  Mieszkamy razem.
                  • wjw2 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 12.03.12, 19:24
                    Jeżeli mieszkacie razem, to jesteś taka sam oszustka, jak taTwoja koleżanka o której piszesz powyżej.

                    Mieszkajac z ojcem dziecka, prowadzicie wspólne gospodarstwo, a zatem NIE JESTEŚ samotną matką w majestacie prawa.


                    • rudamarta4 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 12.03.12, 19:27
                      wjw2 napisała:

                      > Jeżeli mieszkacie razem, to jesteś taka sam oszustka, jak taTwoja koleżanka o k
                      > tórej piszesz powyżej.
                      >
                      > Mieszkajac z ojcem dziecka, prowadzicie wspólne gospodarstwo, a zatem NIE JESTE
                      > Ś samotną matką w majestacie prawa.
                      >

                      A czy ja gdzieś napisałam, że jestem SAMOTNĄ MATKĄ??
                      Nie. Przeczytaj dokładnie.

                      Podobno w UP jestem tak traktowana, ale ja tego nie napisałam.
                      >
              • magiczna_miotla Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 20:39
                Więc zrób tak jak Ci jakaś miła Pani wyżej radzi, idź na rozmowę, wypadnij źle i się ciesz, że oszukałaś system i nadal możesz być zarejestrowana, poszukująca pracy no i oczywiście oszukana, że żyjesz w "takim kraju". Nie zapomnij 5 kwietna założyć radosnego wątka pt. "nie przyjęli mnie na staż hura!"

                Mam nadzieję, że ten staż wykorzysta osoba, dla której to będzie dobry początek na życie.

              • karra-mia Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 20:39
                no ale ruda wobec tego po co ten UP?
                bo chyba nie liczyłaś na robotę za mega kasę z UP nie?
                zasady choć wkurwiające, sa jasne. Ja rejestruję się w up, bo z kobietą, która mnie teraz do siebie wzięła do pracy, dogadałyśmy się, że spróbujemy z up na prace interwencyjne. I jej i mi się to będzie opłacać.
                Ja rozumiem ruda wkurw, ale jęczysz tak troszkę, jak mała dziewczynka. Bo skoro nie chcesz iść na stać, to po prostu nie idź tam i już. Wyrejestrują cię. Przekalkuluj, co się bardziej opłaca. I czy nie zmarnujesz szansy.
                • rudamarta4 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 20:46
                  Ale Karra jakiej szansy?? Zapitalania za 700zł na cały etat??
                  • magiczna_miotla Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 20:55
                    A wzięłaś pod uwagę, że mogą Cię potem przyjąć na stałe? że dadzą Ci wtedy minimalną, która choć groszowa to jest ponad tysiąc złotych? że zdobywasz doświadczenie? że poznajesz osoby, które też mają kontakty i dzięki którym możesz na coś innego się załapać? że masz dostęp do innych firm w których być może potrzebują pracownika?
                    Dlaczego zakładasz, że idziesz do firmy w której będą Cię traktować jak wicirucha? skoro mieszkasz z facetem to nie masz szans jakoś podzielić z nim obowiązków opieki nad dzieckiem? jakiś klubik dla dzieci na 4 godziny dziennie? córka sąsiadki chcąca dorobić do kieszonkowego? sama sąsiadka chcąca dorobić do emerytury? moja mama opiekowała się dzieckiem, brała 4 zł za godzinę, mało, ale do emerytury dorobiła, a potem się tak z dzieckiem zżyła, że i za darmo by z nim siedziała tongue_out
                    Może myślisz że nie ma rozwiązania, ale rozwiązanie jest zawsze choćby takie, że wiele matek będących w takiej sytuacji jak Ty bierze pod opiekę drugie dziecko na kilka godzin dziennie i tak sobie dorabia. Poszukaj, rozejrzyj się nie wierzę, że stoisz pod ścianą i że żadnego wyjścia nie masz. Wiesz co ja czułam będąc sama z dzieckiem, bez rodziców, rodzeństwa, ojca dziecka? jak szłam do pracy a moje malutkie dziecko zostawało z kobieta która znałam 2 tygodnie? rozpacz tak wielką, że nie wiem jak ją opisać, ale musiałam, zacisnęłam zęby, poszłam do pracy i jakoś się ułożyło. Teraz mam pracę na etat, dziecko w przedszkolu, nie zarabiam kokosów, starcza nam na życie, ale w porównaniu z tą sytuacją sprzed lat to żyję jak Królowa, za 1300 zł miesięcznie.
                    Ib_k chyba wyżej napisała, że możesz się starać o dofinansowania więc może usiądź, przemyśl sprawę i zastanów się czy przemęczenie tych 3 miesięcy nie będzie warte lepszego bytu na przyszłość
                    • rudamarta4 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 21:05
                      Czy ja gdzieś napisałam, że to będą 3 miesiące? Nie.
                      Rozumiesz, że nikt nie zostanie za 700zł z dzieckiem? Nie mam zamiaru zostawiać córki z jakąś nastolatką, która będzie klepała godzinami w mój komputer i olewała to co robi dziecko.
                      4zł, to nawet za wyjście z psem biorą więcej.
                      Mój facet pracuje od 7-mej do 16-tej, nie ma opcji, żeby w tym czasie zajmował się Młodą. A praca w UM jest też raczej w tych godzinach.
                      Nie wiem gdzie mieszkasz, ale może u Ciebie przedszkole nie kosztuje tyle kasy, a jak już wspominałam moja córka do żłobka dostanie się może od września.
                      • magiczna_miotla Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 21:13
                        Widać jest Ci dobrze skoro możesz sobie pozwolić odrzucić tę ofertę, zazdroszczę w sumie.

                        Poza tym jest dużo opcji pracy po godzinie 16, układanie towaru w hipermarketach, sprzątanie domów, opieka nad dzieckiem gdzie możesz się i swoim zająć, roznoszenie ulotek ( grosze ale zawsze coś), pomoc osobom chorym gdzie także możesz swoje dziecko zabierać, i jakby pomyśleć to jest tego trochę, ale skoro mówisz, ze nie dasz absolutnie podjąć ŻADNEJ pracy to widać tak jest, co ja tam wiem nieprawdaż?
                        • ez-aw Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 21:44
                          Ruda, zawsze jest jakieś wyjście. Nawet nie wiesz ile czasu szukałam kogoś, by zajmował się moim dzieckiem gdy pójdę do pracy. Nie znalazłam i siedziałam prawie 3 lata w domu.
                          Idąc do UP nie tylko bierzesz zasiłek. To jest umowa, oni dają ci kasę i jednocześnie starają się szukać pracy. To że często jest ona marna, to inna sprawa. Ale Ty się na to zgodziłaś rejestrując się. Piszesz, ze prywatny żłobek to 1200 zł. Oki. A teraz mi powiedz, gdyby dali Ci normalną pracę, ale za najniższą krajową ( 1111,86 netto), to też nie zarobiłabyś na ten żłobek. Więc rozumiem, ze rejestrując się nie zakładałaś że chcesz pracę. Zakładałaś tylko, ze będziesz brała kasę, tak?
                          Faktem jest, że na stażu robisz "czarną" robotę. Ale jeśli dobrze zagadasz z osobą z którą będziesz współpracować to możesz się nauczyć czegoś. Ja np żałuję, ze nie miałam takiego stażu w biurze. Kiedy zaczynałam pracować w biurze, okazało się ze nie mam pojęcia o całej masie drobiazgów, których nikt nie uczy na kursach czy studiach (obieg dokumentów, wpisywanie w książkę korespondencji itp) Musiałam to szybko nadrobić.
                          Na stażu dostajesz tak mało, bo z definicji jest to forma nauki. Ja nie miałam nigdy stażu, tylko praktyki zawodowe - nie dostawałam za to grosza. A zasuwałam 2 dni w tygodniu po 6 godzin.
                          • rudamarta4 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 21:49
                            ez-aw napisała:
                            Zakładałaś tylko, ze będziesz brała kasę, tak?


                            Nie mam zasiłku. Mam tylko ubezpieczenie.
                    • olinka20 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 21:05
                      Dziewczyny, nie chce bronic Rudej, ale serio, nie znam NIKOGO, kto zostałby zatrudniony po stazu.
                      Moze teraz pracodawcy tak robią, ale biorą ludzi na staz, za ktory oczywiscie płaci UP i po okresie "stazowym" kop na drogę, w kolejce czeka krewny/znajomy/nastepny stazysta.
                      Ach,a w zyciu nie słyszałam o dofinansowaniu dojazdów ( niestety)
                      • karra-mia Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 21:12
                        olinka a ja znam, co prawda znajoma nie została zatrudniona po stazu, ale odbywała go w urzędzie miasta i po skoczeniu stazu startowała w pierwszej rekrutacji do jednego z działów. I dostała się, pokonała wielu konkurentów. A na stażu też po studiach zapitalała za marne grosze i byla przynieś zanieś pozamiataj, ale przy okazji obyła się z tym, co tam się robi. Było jej prościej wejść w to środowisko.
                        Ja rozumiem wkurw rudej, tylko że w zasadzie psioczy ona na coś, na co sama się z początku zgodziła.
                        I tak ruda wg mnie staż w urzędzie jest jakąś szansą, bo jak się dobrze zakręcisz, to znajdziesz coś dla siebie, masz możliwość rozpoczęcia, poznania nowych ludzi, kontaktów i obycia się z robota w urzędzie, z zasadami rekrutacji, pokazania tam swojej gęby, co by dobrze zapamiętali.
                      • pysiaczek1234 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 21:30
                        Olinka osobiście znam osoby z dofinansowaniem do dojazdów, jak i takie co pozostawały po stażu na umowach zastępstwo a później na stałe, częściej w państwówce niż u prywaciarzy ale i tu się zdarzało.
                        Sama zostałabym po stażu w Sądzie w pracy gdyby nie fakt, że nie miałam pełnego wykształcenia wyższego. Wydział w którym stażowałam, był bardzo za tym żebym pozostała. Akurat obroniłam się w lipcu i czekam na konkurs w sądzie bo chętni byli mnie zatrzymać jednak brak wykształcenia nie pozwolił im na to. Siła wyższa. Całe szczęście , że teraz 4 panie w ciąży więc pewnie niedługo jakiś konkurs będzie.
                        • olinka20 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 21:39
                          To trzymam kciuki za powodzenie w konkursie smile
                      • prigi Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 10.03.12, 18:45
                        Oli, ja znam-z moja przyjaciółka byłyśmy na stażu w PODGiKu(bojku, jak ja się cieszyłam na ten staż, na to, że wyjdę do ludzi i dostanę za to ca400zł). ja nie miałam wykształcenia geodezyjnego, tylko pobieznie na studiach poznałam ten kierunek, ale ona jak najbardziej. po stażu zostala zatrudniona na zastępstwo, następnie już na etat. a nawet, gdyby jej się nie udało w urzędzie, to zdobyła takie znajomości w firmach geodezyjnych, że bez problemu w krótkim czasie znalazłaby się w jakieś firmie.
                        poza tym, na szybko mogę doliczyć się jeszcze z 6 osób, które po stażu dostały się do firmy, w której przyszlo mi wieść zawodowy żywotsmile
                    • madame_zuzu Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 21:12
                      Rudasku Miotła ma rację. Przemyśl to dokładnie.
                      Gdzie ten staż? W Urzędzie? Więc brudnej roboty nie będzie.
                      Poza tym ponowię pytanie Karry, po co się rejestrowałaś w UP, skoro nie zamierzasz podjąć pracy danej przez Urząd? Wyrejestruj się, ktos inny skorzysta ze stażu. Jeśli jednak z niego skorzystasz, to To może być początek nowych znajomości, które zaowocują pracą za godziwą pensję.
                      • aga9001 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 21:44
                        Punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia tongue_out

                        Pytanie po co jest zarejestrowana - ponieważ ma tam ubezpieczenie. Lepiej w UP niż w pomocy społecznej- człowiek lepiej się czuje.

                        Osobiście nie bronie Rudej, ale mieszkanki Warszawy - która z Was zdecydowałaby się na staż za 700zł? Chyba mało która...

                        Nie wiem ile ma dziecko - ale analizując kwestię żłobka - to trzeba doliczyć sobie koszty jego chorowania.

                        Niańka w Warszawie - nie znajdzie się poniżej 1300zł. O innych kosztach nie wspomnę - bo pytanie gdzie ten staż ma być w km od miejsca zamieszkania - czyli koszt czasu na dojazdy.

                        Łatwo oceniać, trudniej się odnaleźć w sytuacji drugiej osoby.

                        Ja podobnie jak Olinka sporadycznie spotykam kogoś kogo zatrudniła firma w której odbył staż.
                        Powiedzmy sobie szczerą prawdę sytuacja w naszym kraju do rewelacyjnych nie należy, więc tak od razu nie wieszajcie na kobiecie psów.

                        Jest różnica stażu za 700zł w mieście takim takim jak stolyca a w miejscowości z 30tys. mieszkańców.
                        Każdy liczy swój koszt alternatywny - znajomości, staż odbyty w CV itd. I ani to łatwe ani proste decyzje.


                        A druga strona medalu - wykorzystywanie faktu "samotnego macierzyństwa" dla poprawy sytuacji finansowej poprzez zasiłki itp znam z opowieści osób korzystających - i uważam, że to nie fair. Ale każdy ma swoje sumienie..



                        • ez-aw Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 22:06
                          > Osobiście nie bronie Rudej, ale mieszkanki Warszawy - która z Was zdecydowałaby
                          > się na staż za 700zł? Chyba mało która...

                          Osobiście dwa lata pracowałam za 1000 netto, by zdobyć doświadczenie. Ponieważ to była praca, nie staż, to wymagano ode mnie wiedzy i rozliczano z niej. Dojazd w jedną stronę 1,5 h, razem 3 dziennie. Zwracam Ci uwagę, że gdy wróciłam po chorobie do pracy, to zmieniono mi na 1/4 etatu. Nie zarabiam dużo. Ale mieć tą kasę, a jej nie mieć to dla mnie jest duża różnica. Więc pracuję i szukam innej pracy lub czegoś na dorobienie.
                          • aga9001 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 22:10
                            Ale Ez praca to praca- i to w CV naprawdę się liczy. A staż jednak mniej ważny ...
                    • pysiaczek1234 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 21:22
                      Wiesz, ja jako bezrobotna, po studiach w wieku 25 lat i z dwójką dzieci i mężem pracującym, płakałam jak bóbr że nie dostałam się na staż do dwóch miejsc w moim mieście. Jest tak ciężko z pracą, że i ten staż a co za tym idzie i doświadczenie są dla mnie bardzo ważne. JUż nie kasa jaką dostanę ale szansa na pokazanie tego co potrafię i to, że wyjdę w końcu do ludzi. Teraz po tym jak nie dostałam tych stażów bo poszłam na rozmowę do miejsc gdzie i staże po znajomości, z góry były załatwione, sama ogarnęłam sobie firmę która zechce mnie przyjąć na staż, i w UP wybłagałam środki na mój staż i jeśli mi się w końcu uda to z pocałowaniem ręki za te 700 zł pójdę. Być może uda się zostać po stażu w firmie o ile się wykażę , a jak nie to jednak będzie to jakieś doświadczenie i w cv można wpisać. Czasy w tej chwili na znalezienie pracy są okrutne, i nawet ja ze studiami z rachunkowości, kursem księgowości bez stażu pracy i doświadczenia nie mam co liczyć na jaką kolwiek pracę a mówili, że na księgowe zawsze będzie zapotrzebowanie.
                      Dla mnie nie kasa ważna, ale fakt, że bez doświadczenia to i z kilkoma tytułami naukowymi pracę ciężko znaleźć.
                      • rudamarta4 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 21:29
                        Dobra, dziewczyny, ale powiedzcie mi skąd mam wziąć brakującą kasę na prywatny żłobek?? Będę dokładała do interesu przecież. Myślicie, że nie szukam pracy? Szukam, ale nie za 700zł zł.
                        A wykładanie towaru owszem- to jest jakiś sposób, w grudniu tak pracowałam dwa tygodnie, bo z urlopu wróciła kierowniczka działu i doszła do wniosku, że po co ma pracować ktoś obcy, skoro może to robić pracownik.
                        Poza tym wiem bardzo dobrze jak taka praca wygląda, bo przez dwa lata była koordynatorem merchandiserów.
                        • rudamarta4 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 21:33
                          Ulotki też przerabiałam, rozwoziłam i kontrolowałam ulotkarzy rok temu dokładnie. Marna kasa, pracowałam dopóki nie przywaliłam autem i niestety nie mogłam dłużej jeździć. To co zarobiłam poszło na naprawę auta.
                          Sprzątanie też przerabiałam, a jakoś nie wyobrażam sobie "obsługi" starszych osób z pilnowaniem mojego dziecka włącznie.
                          • pysiaczek1234 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 21:38
                            No masz ciężką sytuację pod względem opieki nad dzieckiem, ja jednak jestem w stanie podjąć każdą pracę, bo dzieciaki w przedszkolu i szkole a po godzinach pracy babć i one mogą się nimi zająć, nie muszę dodatkowo nikogo do nich wynajmować a i w razie choroby wiem , że najpierw babcie wezmą wolne a dopiero ja jak będzie bardziej potrzeba.
                            Takie czasy , że ze znalezieniem pracy jest bardzo ciężko, dlatego ja gotowa jestem pracować i na stażu za te 700 zł oby tylko zdobywać doświadczenie i móc pokazać co potrafię i jak szybko się uczę, żeby mieć szansę na pozostanie lub wyrobienie sobie dobrej opinii.
                        • karra-mia Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 21:36
                          no ale to musi być prywatny żłobek?
                          ruda rzuć cynkiem, być może czyjaś matka, ciocia chce sobie dorobić, na chwilę przecież możesz wziąć kogoś, być może się dogadasz co, do stawki.
                          albo poszukaj jakiego klubu malucha, może jest tanszy niż żłobek. Think kobito, think, ale nie poddawaj się od razu, jeżeli serio potrzebujecie tej kasy, jeżeli utracenie rejestracji w UP nie jest wskazane dla ciebie choćby ze względu na ubezpieczenie. A jak serio nie ma wyjścia, to wtedy nie ma nad czym płakać w sensie nad UP, trudno ryzyk fizyk, nie wzięłaś, oni cię wyrejestrują i będziesz musiała odczekać 3 m-ce na ponowną rejestracje.
                          • rudamarta4 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 21:46
                            To właśnie w Klubach Malucha takie ceny...
                            Na 6h jest 900zł plus 700zł wpisowego ( była promocja do końca lutego 350zł).

                            Powiedz, za jaką kasę zgodziłabyś się siedzieć z dzieckiem 5x w tygodniu około 9-10h?
                            • pysiaczek1234 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 21:56
                              Ogólnie to ja bym nie panikowała, bo propozycja pójścia na rozmowę o staż nie oznacza, że ktoś Cię przyjął. Z doświadczenia wiem, że i staże są już z góry obstawione a dla samym statystyk UP kieruje na staże a i pracodawca musi mieć jakąś podkładkę , że była rozmowa czy też konkurs. Jeśli to nie po znajomości, to na Twoim miejscu bym się nie przejęła. Oprócz Ciebie będzie pewnie 3 lub 4 osoby w tym samym czasie. Jakiś czas się już o pracę staram a z braku doświadczenia jest ciężko to wiem co mówię. Ja siedziałam z dziećmi, bo nie stać mnie było na opiekunkę, podjęłam w międzyczasie studia i jak już w końcu mam studia i dzieci w odpowiednim wieku to z praca kłopot bo doświadczenia brak. Niestety o dzieci postarałam się w dość młodym wieku to i babcie mam dalej pracujące, a opiekunka kosztuje tyle co etat dla początkującego więc się nie opłacało. Teraz dzieci już na świetlicy i w przedszkolu dłużej to po godzinach pracy babcie by wzięły i nie ma kłopotu. A mąż też pracuje tak , że więcej go nie ma niż jest to tak się to wszystko dziwnie poukładało.
                              Ale powodzenia w poszukiwaniu normalnej i dobrze płatnej pracy życzę.
                              • beti222 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 23:31
                                Rozumiem Cię autorko, bo faktycznie do interesu musiałabyś dołożyć, no chyba że znalazłabyś kogoś za przysłowiowe kilka gorszy, ale wątpię w to jak nie masz tu kogoś bliskiego, kto mógłby pomóc. Swoją drogą proponowanie komuś pracy na pełen etat za 700zł to po prostu jest żałosne. Jak ktokolwiek ma się utrzymać za takie pieniądze ? Rozumiem, że to staż, tylko że jednak na cały etat, a kawki pewnie cały dzień pić nie będzie tylko zasuwać jak mały samochodzik i to w imię wpisu do cv ? Do czego to doszło, żeby ludzie pracowali za przysłowiową miskę ryżu dla samego wpisu w cv, to się po prostu w głowie nie mieści. Autorko, radzę poszukać pracy typu handlowiec, taką pracę znajduje się szybciej niż każdą inną, bo ludzie takiej pracy się boją, a jak się okaże że jesteś dobra to i zarobki potrafią być satysfakcjonujące. Osobiście kiedy szukałam pracy i w końcu podłamana sytuacją wysyłałam cv na stanowiska przedstawicieli handlowych/konsultantów, nagle zaczęłam otrzymywać zaprosznia na rozmowy i w końcu przyjęłam pracę w jednej firmie, okazało się, że nieźle sobie radzę i ostatecznie jestem zadowolona, pracuję tak już drugi rok i nie zamierzam zmieniać smile
                                Życzę powodzenia w szukaniu normalnej pracy smile
                                • beti222 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 09.03.12, 23:31
                                  Aha, zapomniałam dodać, że też w Warszawie.
                                  • magiczna_miotla Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 10.03.12, 08:47
                                    > Aha, zapomniałam dodać, że też w Warszawie.


                                    I zapomniałaś doczytać, ze autorka nie weźmie żadnej pracy bo dziecka nie ma z kim zostawić.

                                    A do autorki postu, fajnie, że próbowałaś układania towaru i szkoda że Cię wywalili, ale jak sama podkreśliłaś mieszkasz w warszawie gdzie sklepów miliony więc może spróbuj gdzie indziej?

                                    • rudamarta4 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 10.03.12, 11:12
                                      No, popatrz, byłam w Carrefourze- kiedyś robiły to agencje merchandisingowe, moja też, a teraz robią to pracownicy dwóch lub trzech agencji, które płacą 5,80 - 6,00zł netto na godzinę, od 6.00 do 14.00.
                                      Z kim mam zostawić dziecko?? Bo od 5.30 ŻADEN żłobek nie pracuje.

                                      Skąd jesteś? Bo raczej nie z Warszawy.
    • mariolka55 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 10.03.12, 08:34
      no jasne zawsze pracownik jest zły
      trzeba pracować ,nawet za darmo
      pracodawcy sa uczciwi
      urzędy pracy cudowne
      taaaak mogliby przynajmniej sprawdzać co oferują,bo ja kiedys dostałam propozycję pracy jako telemarketer czy cos w tym stylu. nie bede sie wdawac w szczegoly ale moja "praca" miała polegac na robieniu ludzi w balona i naciaganiu na sms
      takie ofery nie powinny miec miejsca w UP
      staże to nic innego jak wyzysk ludzi ,robisz za dojazdy 3 miesiące i wypad
      na twoje miejsce przychodza nowi- tak oto mozna pozyskac darmowa siłę roboczą uncertain
      moga sobie z nich korzystać młodzi ludzie bez doswiadczenia ,żeby sie czegos nauczyć (chociaz z tym uczeniem to róznie to jest) ale kobiecie z dzieckiem,która juz pracowała zawodowo raczej sie to nie oplaca ani do niczego nie przydaje

      p.s mnie najbardziej dobijają ludzie godzący sie pracowac za pół darmo
      dzięki nim ,mamy płace jakie mamy ...
      • magiczna_miotla Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 10.03.12, 08:45
        p.s mnie najbardziej dobijają ludzie godzący sie pracowac za pół darmo
        > dzięki nim ,mamy płace jakie mamy ...


        Szkoda, że przeczytałam czegoś takiego parę lat wstecz, podrzuciłabym Ci moje dziecko abyś je wykarmiła i ubrała.
        Nie przyszło Ci do głowy, że czasami masz wybór albo pracować za półdarmo albo skoczyć z dzieckiem z mostu? czy tak ciężko sobie wyobrazić, że czasem nie ma skąd tej pomocy wziąć? że przychodzi taki moment kiedy zostawiasz dziecko obcej kobiecie i musisz wierzyć, że temu dziecku nie stanie się krzywda kiedy Ty idziesz do pracy aby to dziecko mogło jeść, aby przeżyć?

        Niech Cię dalej dobijają tacy ludzi którzy pracują za pól darmo, ważne, aby żyli i oni i ich dzieci...

        Ale proszę pochwal się ile dostałaś zaczynając pierwszą pracę?

        • rudamarta4 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 10.03.12, 11:15
          Ja też nie mam skąd pomocy wziąć. A gdzie tatuś Twojego dziecka? Czemu jemu nie podrzuciłaś żebyś mogła pójść do pracy? Pracował pewnie smile
          • magiczna_miotla Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 10.03.12, 11:18
            Zginął na budowie i uprzedzając dalsze pytania o ubezpieczenie to nie przysługiwało mu bo raz robił na czarno a dwa był pijany.
            • rudamarta4 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 10.03.12, 11:35
              magiczna_miotla napisała:

              > Zginął na budowie i uprzedzając dalsze pytania o ubezpieczenie to nie przysługi
              > wało mu bo raz robił na czarno a dwa był pijany.

              Przykro mi z tego powodu.
        • jowita771 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 10.03.12, 12:05
          > Szkoda, że przeczytałam czegoś takiego parę lat wstecz, podrzuciłabym Ci moje d
          > ziecko abyś je wykarmiła i ubrała.

          Oooo, to może założycielka wątku podrzuci ci swoje? Za dziękuję oczywiście, bo mało zarabia. Ale na pewno potem da ci wspaniałe referencje, dołączysz do CV.
          nie czytaj tyle
          zbyt dużo wiedzy w mózgach przypadkowych i nieprzygotowanych do tego psychicznie i emocjonalnie osób potrafi zdziałać niepoweto
        • 3-mamuska Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 11.03.12, 16:45
          magiczna_miotla napisała:

          > p.s mnie najbardziej dobijają ludzie godzący sie pracowac za pół darmo
          > > dzięki nim ,mamy płace jakie mamy ...
          >
          >
          > Szkoda, że przeczytałam czegoś takiego parę lat wstecz, podrzuciłabym Ci moje d
          > ziecko abyś je wykarmiła i ubrała.
          > Nie przyszło Ci do głowy, że czasami masz wybór albo pracować za półdarmo albo
          > skoczyć z dzieckiem z mostu? czy tak ciężko sobie wyobrazić, że czasem nie ma s
          > kąd tej pomocy wziąć? że przychodzi taki moment kiedy zostawiasz dziecko obcej
          > kobiecie i musisz wierzyć, że temu dziecku nie stanie się krzywda kiedy Ty idz
          > iesz do pracy aby to dziecko mogło jeść, aby przeżyć?
          >
          > Niech Cię dalej dobijają tacy ludzi którzy pracują za pól darmo, ważne, aby żyl
          > i i oni i ich dzieci...
          >
          > Ale proszę pochwal się ile dostałaś zaczynając pierwszą pracę?
          >


          Miotla ale ty nudna jestes, ty musiałas inni nie, każdy robi jak mu wygodnie.

          A autorka wątku nie będzie siedzieć latami w domu, za 6 miesięcy będzie miała opiekę do dziecka i zacznie pracować.
          Do tego nie potrzebuje takiej "pracy" do CV wpisać , bo pracowała wcześniej i doświadczenie ma.
          • magiczna_miotla Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 11.03.12, 18:31
            CytatMiotla ale ty nudna jestes, ty musiałas inni nie, każdy robi jak mu wygodnie.

            Nazwałabym swoje parszywy żywot w tamtych latach wszystkim tylko nie nudą, ale jak piszesz każdy robi jak mu wygodnie, więc mi wygodnie było zrobić tak, abym miała co dać dziecku do jedzenia smile Ty tez pewnie pracujesz dla wygody bo na pewno nie dla poprawy swojego bytu swojego i rodziny wink
            • jowita771 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 11.03.12, 20:22
              > jak piszesz każdy robi jak mu wygodnie, więc mi wygodnie było zrobić tak, abym
              > miała co dać dziecku do jedzenia smile

              No to dziwne, że nie rozumiesz Rudej, bo ona tez właśnie chce mieć co dać dziecku, więc nie może sobie pozwolić na finansowanie stażu.
            • 3-mamuska Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 11.03.12, 23:09
              magiczna_miotla napisała:

              > CytatMiotla ale ty nudna jestes, ty musiałas inni nie, każdy robi jak mu wygo
              > dnie.

              >
              > Nazwałabym swoje parszywy żywot w tamtych latach wszystkim tylko nie nudą, ale
              > jak piszesz każdy robi jak mu wygodnie, więc mi wygodnie było zrobić tak, abym
              > miała co dać dziecku do jedzenia smile Ty tez pewnie pracujesz dla wygody bo na pe
              > wno nie dla poprawy swojego bytu swojego i rodziny wink
              Nie chodziło mi o nudę w życiu tylko w gadaniu ze ty pracowałas ,ze oddalas dziecko.
              Ty musiałas co nie oznacza ze i wszyscy muszą.
              I wiadomo ze każdy będzie się kierował dobrem dziecka.

              Moja bratowa tez dla ubezpieczenia była zapisana UP i to 4 lata, a nie dlatego ze chciała podjąć prace ale z musu, bo w opiece i jej powiedzieli zeby mama ja ubezpieczyla bo ma pole to ja stać. Ale mieszkały od siebie 70 km.

    • starobrno Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 10.03.12, 09:29
      Dla mnie bezrobocie to okres miedzy posiadaniem jednej pracy a drugiej. Sama zmienialam prace, nigdy nie bylam bezrobotna dluzej niz 2 miesiace - nawet po studiach dziennych, gdy bezrobocie wsrod absolwentow wynosilo ponad 40%. Uwazam, ze zadna praca nie hanbi, pod warunkiem, ze jest wykonywana dobrze. Sama na studiach mialam bezplatny staz - zeby miec co do CV wpisac.

      Staz w opisanej sytuacji oplacalo by sie przyjac w trzech przypadkach: jesli pani nie ma (lub ma bardzo male) doswiadczenie zawodowe - wtedy liczy sie kazdy wpis w CV, jesli po stazu jest praca na etat, lub na stazu nauczy sie pani tyle (np. specjalistycznego programu komputerowego), ze potem duzo latwiej o prace na etat.

      Przyjmujac staz po to, zeby byc co miesiac kilkaset zlotych w plecy - nawet znajdujac najtansza opiekunke (sasiadke za 4 zlote - co w Warszawie wydaje sie malo realne) to miesiecznie i tak jest 800zl, a gdzie bilet miesieczny i inne wydatki. Uwazam, ze lepiej skupic sie na szukaniu etatowej pracy. Podejmujac staz na pelny etat Pani nie bedzie miec czasu na chodzenie na rozmowy kwalifikacyjne.
      • kama_msz Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 10.03.12, 09:55
        Ja tam nigdzie nie doczytałam, że ruda nie chce iść do pracy, tylko raczej, że nie chce iść do pracy za 700 zl płacąc jednocześnie 1200 za żłobek. Czasem warto czytać ze zrozumieniem zamiast zachłystywać się swoją zajebistością.
        Do tych które piszą-to weź ślub mam jeden postulat-weźcie pocałujcie się w dupę. O ile mi wiadomo w naszym kraju nie ma OBOWIĄZKU wyjścia za faceta, z którym się żyje. A ocenianie, że ruda nie bierze ślubu bo naciąga państwo jest śmieszna, bo skąd niby o tym wiecie? Ktoś może nie brać ślunu bo nie, mieści się wam to w głowach? Olinka, czemu ty nie bierzesz ślubu? Uświadom panie jakie mogą być powody takiej decyzji bo widać mają ciasne światopoglądy.
        Co do zarejestrowania w UP -faktycznie,ruda jest taką naciągaczką, bo dostaje ubezpieczenie, no po prostu szok, ruda, jak możeszwink
        • magiczna_miotla Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 10.03.12, 10:03
          > Co do zarejestrowania w UP -faktycznie,ruda jest taką naciągaczką, bo dostaje u
          > bezpieczenie, no po prostu szok, ruda, jak możeszwink

          W tym momencie akurat blokuje miejsce do stażu komuś kto by go wziął z pocałowaniem ręki, a ona już kombinuje jak go nie dostać, taki mały szczegół
          • kama_msz Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 10.03.12, 10:07
            Pewnie nie ona jedna dostała skierowanie na ten staż, więc nie demonizuj, bo jak jej nie przyjmą, to przyjmą kogoś innego. Zresztą z tego co wiem miejsca w UP nie są limitowane, więc tekst o blokowaniu czy zabieraniu komuś miejsca jest z dupy.
            • magiczna_miotla Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 10.03.12, 10:31
              skierowania na staże są limitowane więc dostaje je konkretna grupa osób spełniająca dane kryteria a nie wszyscy www.biuroprogress.pl/blog/index.php/2011/09/staz-z-urzedu-pracy/ , więc autorka miała niejakie szczęście, że w tej grupie się znalazła.
              Rozumiem, że bronisz koleżanki, ale nie zarzucaj mi, że wzięłam coś z "dupy" skoro wiem o czym piszę
              • kama_msz Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 10.03.12, 10:38
                Konkretna GRUPA osób a nie JEDNA osoba, nadal więc uważam, że demonizujesz.
                Zwłaszcza, że pewnie w grupie znajdą się WSZYSTKIE osoby spełniające kryteria. A te, które ich nie spełniają i tak by skierowania nie dostały. Więc o co ten szum?
                Nikogo nie bronię, wyrażam swoją opinię, która jest taka a nie inna.
                • magiczna_miotla Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 10.03.12, 10:46
                  Ponieważ spełniających kryteria jest ogrom a Ruda jako posiadająca dziecko miała pierwszeństwo przed jakąś osobą mająca tyle lat, ale nie posiadającą dziecka więc jasnym jest, że jednak zajęła to ważne miejsce dla kogoś. Nie ma siły, aby do danej firmy na staż była wysyłana setka osób, tyle te najbardziej potrzebujące, a Ruda jako samotna matka ma pierwszeństwo przed osobą bezdzietną lub matką małego dziecka ale jednak będącą w związku małżeńskim, dalej mam tłumaczyć?
                  • beti222 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 10.03.12, 11:18
                    No ale w czym problem ? Ruda stażu nie przyjmie, to zostanie skierowana następna osoba w kolejce i po problemie.
                    • magiczna_miotla Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 10.03.12, 11:22
                      W którym miejscu nie rozumiesz? Jeśli Ruda powiedziałaby wprost że stazu nie chce to wyleci z UP a ona tego nie chce więc zapewne zawali rozmowę kwalifikacyjną na tyle aby w UP zostać i liczyć na dalsze staże czyli nadal zawsze będzie bardziej potrzebująca niz inne i nadal będzie miejsce zajmować
                      • beti222 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 10.03.12, 11:31
                        Magiczna, ale trudno żeby Ruda dopłacała do interesu dla dobra ogółu. To w końcu ona, nie Ty, nie ja, nie UP, będzie musiała kasę dokładać do tego stażu, który niestety jest potwornym wyzyskiem. Dlaczego nie piętnujemy takich stawek, dlaczego nie piętnujemy tego, że firma bierze sobie stażystę, kosztów nie ponosi, a po ukończeniu stażu, kopniak w tyłek i następny. Moja siostra byłą kiedyś na stażu 8 miesięcy. Mydlili jej oczy, że dostanie etat i co ? i wielkie g...o, bo olali ją i wzięli sobie kolejnego darmowego wyrobnika. Staż miałby sens, gdyby firma miała OBOWIĄZEK zatrudnienia stażysty po okresie stażu, przynajmniej na rok na umowę o pracę, wtedy faktycznie jakoś te 700zł za okres stażu można przełknąć (chociaż też bym się zastanawiała), miałoby to jakikolwiek sens. Obecne przepisy dają wolną rękę firmom i kopią w tyłek bezrobotnych, do których jeszcze ma się pretensje, że nie kłaniają się w pas za 8 godzin pracy za 700zł.
                        • magiczna_miotla Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 10.03.12, 11:47
                          Ja to wszystko rozumiem, ale nie rozumiem jak można wysmarować żalącego się posta, że ktoś chce ją do pracy zmusić! realia są jakie są i co mamy zrobić? Mierzi mnie sama postawa bo rozumiem, że ubezpieczenie jest potrzebne, ale jak sama przyznała aż do września nie ma szansy podjąć a i wtedy nie wiadomo, wiesz ile w tym czasie może olać stażów bo nie będzie mogła ich przyjąć? Na jej miejsce z chęcią by wskoczyło 10 osób i ze skóry by wyszło aby te liche grosze dostać, ale nie dostanie bo jej jako samotnej matce się należy pierwszeństwo, wykorzystuje swoją pozycję matki samotnej aby mieć pierwszeństwo do pracy i stażów, a doskonale wie, że nie wykorzysta nie wiadomo ile czasu i pomyśl sobie, że sama jesteś zarejestrowana w UP i każdego dnia wypatrujesz jakiegokolwiek zajęcia, ale nie dostajesz bo nie masz dziecka lub masz męża więc samotna matka pierwsza dostanie
                          • beti222 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 10.03.12, 12:52
                            Ok, ale jak ona nie przyjmie to staż nie przepada, kogoś innego skierują, więc się nie zmarnuje.
                            • doral2 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 10.03.12, 13:27
                              w życiu nie słyszałam, żeby ktokolwiek dostał normalną pracę z UP.
                              UP to nie jest urząd, który pomaga znaleźć zatrudnienie.
                              UP to urząd do zatrudniania krewnych i znajomych królika, pod przykrywką pomagania bezrobotnym.
                              jest to najbardziej upokarzający człowieka urząd w naszym kraju, najmniej wydajny i mówiąc szczerze, w tej formie zupełnie zbędny.
                              zajmuje się jedynie dystrybucją państwowych pieniędzy (o ile głodowe zasiłki pieniędzmi nazwać można), udaje, że szkoli ludzi w zawodach kompletnie im nieprzydatnych, nie pomaga w niczym, a wręcz przeciwnie.
                              zatrudnia osoby mało kompetentne i nie grzeszące wiedzą o rynku pracy.
                              natomiast wiedzę o pierdylionie świstków, dokumentów i innych papiórów do złożenia oraz jak utrudnić do wyrzygu życie bezrobotnego, mają zajebistą.

                              za siedem stów, które nie starczyłyby mi na opłacenia bodaj żłobka dla dziecka, nie chciałoby mi się rano wstawać, bo nie jestem instytucją charytatywną ani armią zbawienia.
                              równie dobrze można by założyć działalność gospodarczą, która przynosi same straty.
                              na jedno by wyszło.
                              gdyby wynagrodzenie ze stażu pozwoliło na opłacenia żłobka i starczyło na bilet tramwajowy, to już bym się podniosła.

                              ruda, nie łam się, idź do tego cholernego Up, weź skierowanie, idź na rozmowę. odziej się jak jaka siajucha, zero makijażu, ale zostaw sobie obgryziony lakier na paznokciach i załóż pomiętą chuścinę na łeb.
                              stażu nie dostaniesz, nie bój żaby, problem z głowy smile
                              • rudamarta4 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 10.03.12, 13:31
                                Doral, dla lepszego efektu pojadę rowerem z Młodą na ramie smile
                                • rudamarta4 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 10.03.12, 13:36
                                  I żeby nie było- mój przyszły, niedoszły mąż jeździ do pracy na rowerze, w ten sposób oszczędza na bilecie miesięcznym i ćwiczy mięśnie smile
                                • magiczna_marta Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 10.03.12, 13:39
                                  Nie zapomnij dać dzieciu w łapę czegoś lepiącego żeby ujebało rekrutera, ni chu chu Cie nie przyjmą big_grin
                                  • doral2 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 10.03.12, 13:46
                                    ubłocone kalosze też nie będą od rzeczy big_grinbig_grinbig_grinbig_grin
                                    • annabetka Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 14.03.12, 11:00
                                      Doral AMEN. Ujełaś wszystko co chciałam napisać ,bo niektóre posty tutaj mi ciśnienie podniosły i myśli skupić nie mogę big_grin
                                      Ja dodam tylko ,że jestem w podobnej sytuacji jak Ruda i ostatnio będąc w UP pani mi powiedziała " A pani dopiero ? pół roku szuka pracy? to króciutkoooo jeszcze"
                                      Na taki staż jaki zaproponowano Rudej w życiu bym się nie zdecydowała sad
        • ez-aw Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 10.03.12, 11:00
          kama_msz napisała:
          > Ja tam nigdzie nie doczytałam, że ruda nie chce iść do pracy, tylko raczej, że
          > nie chce iść do pracy za 700 zl płacąc jednocześnie 1200 za żłobek. Czasem wart
          > o czytać ze zrozumieniem zamiast zachłystywać się swoją zajebistością.

          Nie zachwycam się własną zajebistością tylko usiłuje zrozumieć.
          Skoro ktoś pisze, ze żłobek będzie najwcześniej od września i nie ma co zrobić z dzieckiem, a jednocześnie rejestruje się w UP, gdzie wiadomo że czasem dają oferty, to automatycznie nie spełnia warunków. Albo może iść do pracy, albo nie. Skoro nie ma warunków, to nie powinna się rejestrować.
          Zadałam wcześniej pytanie, na które nie otrzymałam odpowiedzi: co, gdyby dostała prace na cały etat z najniższą krajową (1111 netto)?? Też nie starczyłoby na żłobek prywatny.
          A oferty z UP, bardzo często są pracą właśnie za najniższą krajową.

          > . O ile mi wiadomo w naszym kraju nie ma OBOWIĄZKU wyjścia za faceta, z którym
          > się żyje.

          Oczywiście, ze nie ma obowiązku. Ale to jest indywidualny wybór i z czymś się wiąże. W jej przypadku, nie ma możliwości że facet ją ubezpieczy (podciągnie pod swoje ubezpieczenie). Tak wybrała, więc teraz ma tego konsekwencje. Więc nie powinna narzekać, ze nie ma kto jej ubezpieczyć.

          > Co do zarejestrowania w UP -faktycznie,ruda jest taką naciągaczką, bo dostaje u
          > bezpieczenie, no po prostu szok, ruda, jak możeszwink

          Na początku myślałam, ze bierze zasiłek. Wyjaśniła, nie ma problemu.
          Tu nie chodzi o naciąganie, tylko o nie spełnianie warunków. Tłumacze jeszcze raz: skoro nie chce lub nie ma jak podjąć pracy, to nie powinna się rejestrować.
          Takie są przepisy. Może głupie, ale musimy wg nich żyć. Więc nie dziw się, że osoby, które się do nich stosują mają za złe rudej to narzekanie.
          • beti222 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 10.03.12, 11:15
            > Zadałam wcześniej pytanie, na które nie otrzymałam odpowiedzi: co, gdyby dostał
            > a prace na cały etat z najniższą krajową (1111 netto)?? Też nie starczyłoby na
            > żłobek prywatny.

            No dobrze, tylko w przypadku, gdyby zarabiała najniższą krajową, opłacając żłobek wyszłaby na zero, ewentualnie byłaby 100zł w plecy, tutaj mówimy o 500zł w plecy. W sytuacji, gdzie każdy grosz się liczy to jednak jest różnica. Z resztą nawet w UP są chyba lepsze oferty, a nie tylko staże za 700zł lub etat za najniższą krajową.
            Napisałam wcześniej, że jeśli autorka musi podjąć szybko jakąś pracę to powinna poszukać pełnoetatowej pracy (a nie stażu) w branży, w której łatwiej o pracę, typu handlowiec. Sama w końcu tak zrobiłam i wyszłam na tym bardzo dobrze, pomimo że długo szukałam wcześniej pracy i broniłam się rękami i nogami przed taką pracą. Okazuje się, że dobry handlowiec z rocznym stażem nie musi się martwić o bezrobocie nawet w czasie kryzysu. Firmy same się zgłaszają proponując stanowiska u siebie, a że praca nie każdemu odpowiada to i łatwiej jest w tej branży znaleźć pracę bez doświadczenia, ale za to z żyłką do negocjacji i zapałem do pracy. Takie rozwiązanie polecam autorce, odradzam staż za 700zł.
            • rudamarta4 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 10.03.12, 11:26
              W tamtym tygodniu byłam na rozmowie o pracę jako, hmmm... powiedzmy, że handlowiec. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Zarabiałabym przez pierwsze dwa- trzy miesiące mało, ale nie 1100zł i miałabym auto służbowe. A po okresie trzech miesięcy zarabiałabym tyle, że starczyłoby na żłobek prywatny i pewnie na wakacje bym pojechała i na normalne zakupy bym poszła, a nie z kartką w ręku i z bólem serca, że nie mogę sobie czegoś droższego kupić.
              • magiczna_miotla Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 10.03.12, 11:28
                A jeśli Cię przyjmą to co z dzieckiem zrobisz? 1100 to nadal za mało aby dziecko Ci gdzieś przyjęli jak piszesz
                • rudamarta4 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 10.03.12, 11:33
                  magiczna_miotla napisała:

                  > A jeśli Cię przyjmą to co z dzieckiem zrobisz? 1100 to nadal za mało aby dzieck
                  > o Ci gdzieś przyjęli jak piszesz

                  Czytaj ze zrozumieniem.
                  Napisałam
                  "Zarabiałabym przez pierwsze dwa- trzy miesiące mało, ale nie 1100zł i miałabym auto służbowe."

                  Starczyłoby mi na styk na prywatny żłobek i nie musiałabym jeździć komunikacją miejską i kupować biletu miesięcznego, tylko poruszałabym się autem służbowym.
                  A po pewnym okresie kasa byłaby większa i możliwości rozwoju.
              • beti222 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 10.03.12, 11:33
                O no widzisz i o to chodzi. Przynajmniej zarobki dające szansę na normalne życie.
          • jowita771 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 10.03.12, 12:12
            > Zadałam wcześniej pytanie, na które nie otrzymałam odpowiedzi: co, gdyby dostał
            > a prace na cały etat z najniższą krajową (1111 netto)?? Też nie starczyłoby na
            > żłobek prywatny.

            Dobra dobra. Praca jest na dłużej, niż staż. W przyszłości dziecko pójdzie do przedszkola i kasa zostaje w domu. Przy tej propozycji, autorka dokłada do interesu nie dostając nic w zamian. Żadna mi jeszcze nie odpisała - serio, wzięłybyście taką pracę?
            • karra-mia Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 10.03.12, 13:54
              jowita ponieważ nie mam złudzen, ze w urzędzie pracy można dostać inną pracę za inne pieniądze, nie rejestrowałam się w nim, bo tez nie miałam co zrobić z dzieckiem/dziećmi. Szukałam czegoś w domu. Udalo mi się. W międzyczasie podpytywalam znajomych, którzy wiedzą, jaka jest moja sytuacja odnośnie godzin najbardziej mi odpowiadających, kiedy to mogę załatwić opiekę dla dzieci i udało się znaleźć w ten sposóbsmile

              Nie każę wziąć rudej tej roboty, ale narzekanie, że UP jej coś zaproponował jest bez sensu. No przeca po to się w nim rejestrujesz, żeby coś ci znaleźli prawda? W ten sposób to funkcjonuje i nie ma się co oburzać. Podczas rejestracji podstawowe pytanie jakie pda, to czy jesteś gotowa podjąć pracę i nic nie stoi ci na przeszkodzie. Zgadzasz się, więc nie ma nad czym się oburzać.
              Niech nie bierze tego stazu i już, ale w ogóle nie rozumiem o co cała afera serio
          • jowita771 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 10.03.12, 12:13
            > Takie są przepisy. Może głupie, ale musimy wg nich żyć.

            Bzdura. Jak przepisy są głupie, to trzeba je zmienić. Przepisy są dla ludzi, a nie odwrotnie.
      • rudamarta4 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 10.03.12, 11:18
        Dobrze gadasz. I najgorsze jest to, że jak już coś znajdę, to albo w dziwnych godzinach- jeździłam jakiś czas w listopadzie i grudniu na wykładanie zabawek z dwóch firm, oczywiście w nocy. A w dzień byłam nieprzytomna siedząc z dzieckiem. Praca na umowę zlecenie i jeszcze kłótnia o kasę była.

        Zazwyczaj dają pracę na umowę zlecenie, gdzie nie ma ubezpieczenia, a jak jest, to dają mniejszą stawkę godzinową i zupełnie się to nie opłaca.
        • rudamarta4 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 10.03.12, 11:28
          rudamarta4 napisała:

          > Dobrze gadasz. I najgorsze jest to, że jak już coś znajdę, to albo w dziwnych g
          > odzinach- jeździłam jakiś czas w listopadzie i grudniu na wykładanie zabawek z
          > dwóch firm, oczywiście w nocy. A w dzień byłam nieprzytomna siedząc z dzieckiem
          > . Praca na umowę zlecenie i jeszcze kłótnia o kasę była.
          >
          > Zazwyczaj dają pracę na umowę zlecenie, gdzie nie ma ubezpieczenia, a jak jest,
          > to dają mniejszą stawkę godzinową i zupełnie się to nie opłaca.

          To do starobrno było smile Tylko mi się źle podpięło.
          • rudamarta4 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 10.03.12, 11:40
            A swoją drogą nigdy tak długiego wątku tutaj nie zmontowałam.
    • dziewczyna_bosmana Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 10.03.12, 12:30
      Prawda jest taka że z pracą jest totalna chujnia. Jeśli dodatkowo nie ma co zrobić z dzieckiem to już zaczyna się czarna dupa. Dopłacanie do interesu kasą której się nie ma to już czysty debilizm.. Dziecko do 18 roku życia jest leczone nawet bez ubezpieczenia a jeśli Ty często nie chorujesz to pójść raz w roku do lekarza i zapłacić to nie kłopot. Olej urząd pracy, z doświadczenia wiem że nawet jak Cię skierują do normalnej pracy za normalną kasę to i tak jej nie dostaniesz. Chodziłam na takie rozmowy 7 czy 8 razy i ZAWSZE spełniałam wszystkie wymagania, czasem nawet wiedziałam i umiałam więcej. Pytana o kasę mówiłam że będę zadowolona z tego co zaproponowali w urzędzie pracy na tym stanowisku. Pracy nie dostałam NIGDY. Nie pierwszy raz firmy zgłaszają do urzędu pracy z góry obsadzone stanowiska, takie realia.. Na fb jest grupa warszawskich mam, nazywają się Wamusie, odezwij się do nich i popytaj czy nie podpowiedzą Ci sposobu na opiekę nad dzieckiem przynajmniej na część dnia. Wiem że praca za godową kasę jest upokarzająca ale jak masz dziecko i mało zarabiającego partnera to czas schować ambicję do kieszeni i iść zasuwać na jedzenie i niezbędne do życia środki. Ja byłam pewna że pójdę do Biedronki albo Rossmana, pogodziłam się z tym wiedząc że dostanę umowę i mi zapłacą. Miałam mega szczęście że dostałam pracę w biurze, robię na zlecenie za 1600 PLN i wracam do domu nieprzytomna ze zmęczenia. Z młodą siedzi babcia, na szczęście jeszcze daje radę.
      Niedługo u mnie w pracy prawdopodobnie będzie potrzebny ktoś do prostych prac biurowych na zlecenie w niepełnym wymiarze godzin, kombinuj dzieckiem i jak się uda to może się spodobasz i wtedy zarobisz parę groszy. Mamy taki niepisany zwyczaj że najpierw zbieramy CV od kolegów i koleżanek, potem dajemy ogłoszenie. Osobiście podałam szefowej CV 2 znajomych osób, jedna ma we wtorek rozmowę smile
    • iziula1 Re: Nie rozumiem... 10.03.12, 13:10
      Nie będę głaskać Cię po główce bo masz małe dziecko. Każda z nas ma lub miała dzieci w tym wieku.
      Rozumiem,że Ty nie chcesz pracować ani teraz ani nigdy.
      W czasach kryzysy, sporego bezrobocia szczególnie wśród młodych nieodpowiedzialnością jest nie przyjęcie propozycji stażu.
      Rozumiem, że niskie zarobki a wymagania wysokie. Staż da Ci doświadczenie zawodowe , nawiązesz kontakty. Jeśli sie sprawdzisz, dasz się poznać jako dobry pracownik możesz mieć szanse na pracę z umową na czas określony lub nieokreślony.
      Wybacz ale nie rozumiem takiej postawy.
      Skoro nie zależy Ci na pracy po się zarejestrowałaśw Urzędzie Pracy?
      Piszesz, że Cie nie stać na na żłobek , nianię ale stać Cię na odrzucenie stażu, który może być szansą i cennym doświadczeniem.

      Może jeszcze przemyślisz swoją decyzję. Może sąsiadka emerytka zaopiekuje się dzieckiem, ktoś z rodziny, może zwolniło miejsce w przedszkolu - skorzystaj z bezpłatnych 5 godzin. Przynajmniej spróbuj.
      • rudamarta4 Re: Nie rozumiem... 10.03.12, 13:29
        Przeczytałaś wszystko czy tylko po łebkach??
        Moje dziecko jest za małe na przedszkole, ma dwa lata i dwa miesiące.
        Chcę pracować, ale nie za 700zł w pełnym wymiarze godzin.
        Zresztą przeczytaj wszystko dokładnie a potem się wypowiadaj.
        • beti222 Re: Nie rozumiem... 10.03.12, 13:58
          Iziula, Ruda musiałaby dołożyć do interesu. Nie dość, że firma miałaby pracownika za free (tzn. z naszych podatków), nie miałaby obowiązku zatrudnić stażysty po okresie stażu, to jeszcze zarobki stażysty sięgałyby dna i w efekcie stażysta byłby biedniejszy niż siedząc na bezrobociu (musiałaby dołożyć do tych 700zł ok. 500zł na opiekę nad dzieckiem). Dziwię się, że są osoby, które uważają, że darmowe wykorzystywanie pracownika i kop w dupę po upływie stażu jest ok, wynagrodzenie wypłaca UP w wysokości PONIŻEJ najniższej krajowej i jeszcze się taką osobę potępia, bo jak to tak PRACY NIE PRZYJĄĆ. Masakra, a kto przyjąłby pracę, do której musiałby dokładać ? Niech zlikwidują w końcu te UP, bo naszego kraju nie stać na utrzymywanie bandy darmozjadów, specjalistów ds. utrudniania życia i wydawania publicznych pieniędzy (czyt. urzędników). Niech się wezmą za skonstruowanie porządnych przepisów, które ułatwią ludziom zatrudnienie, niech ruszą tyłki i staną się instytucją potrzebną, a jak nie potrafią to niech nie pożerają publicznych pieniędzy, wciskając bezrobotnym pracy na pełen etat za 700zł. To już nawet śmieszne nie jest, to jest straszne.
          • jowita771 Re: Nie rozumiem... 10.03.12, 14:23
            Pytałam w tym wątku, która by przyjęła pracę, do której musi dokładać i nie ma gwarancji, że będzie inaczej. Nikt nie był chętny. To nie jest okres próbny, po którym sytuacja się zmieni.
            Uważam, że staże w takiej formie, jakiej są, to wyrzucone pieniądze. Gdyby pracodawca miał jakiekolwiek obowiązki wobec pracownika po skończonym stażu, byłoby inaczej. Dziwię się, że prawo pozwala pracodawcy brać entego stażystę, do którego wszyscy dopłacamy. Tu jest coś nie tak, a nie w ludziach, którzy nie chcą pracować i do pracy dopłacać. Nie czarujmy, większość ludzi pracuje dla pieniędzy, dlaczego od Rudej wymagacie, aby pracowała dla idei?
        • iziula1 Re: Już rozumiem... 10.03.12, 16:12

          Ty pracy nie potrzebujesz i na chwilę obecną nie chcesz pracować.
          masz dziecko, praca za 700 zł Cię nie interesuję.
          przeczytałam reszte twoich postów.
          Rozumiem,że też masz na tyle komfortową sytuację że praca za 700 zł Cie nie satysfakcjonuję.
          Myśle też, że skoro nie pociąga Cię staż w Urzędzie Miasta, w której każdy obrotny coś by wyciągnął np.doświadczenie, wiedzę, ewentualne kontakty to masz wystarczającą wiedzę/doświadczenie/wykształcenie które gwarantuje Ci znalezienie pracy po odchowaniu dziecka do wieku w którym może iść do przedszkola.

          Sory, myślałam że jesteś osobą, która poszukujuje pracy, ma trudna sytuację, zasiłki z opieki nie starczaja na godne życie.
          Możesz się złościć ale ja będąc w twoim wieku z dwulatkiem, sama, dałabym się zabić za staż w urzędzie miasta. Za 700 zł. Lepsze to niż zasiłek wychowawczy który dziś wynosi niewiele ponad 500zł.



          • rudamarta4 Re: Już rozumiem... 10.03.12, 16:17
            Chyba nadal nie zrozumiałaś.
            Praca za 700zł gdzie muszę dołożyć do opieki nad dzieckiem co najmniej 500zł jest nie do przyjęcia. Bo skąd mam wziąć te dodatkowe 500zł??
            Szukam pracy, ale nie za stawkę upokarzającą, kumasz?
            Nie jestem sama, mieszkam z partnerem i nie figuruję jako samotna matka.
            Nie mam również wychowawczego, a jak masz ochotę się zabijać za 700zł, to proszę bardzo smile
            • iziula1 Re: Już rozumiem... 10.03.12, 16:42
              Zrozumiałam doskonale.
              Nie jesteś zdesperowana w poszukiwaniu pracy i doświadczenia.
              Założyłam że jesteś.
              Praca w Urzędzie Miasta na stażu to nie zabijanie się. Argument o 500 zł które musisz dołożyć do przedszkola przeczytałam w co 3-4 wątku. Ok, rozumiem.
              Mieszkasz w Warszawie więc z pracą nie powinno Ci byc trudno.
              Ja mieszkam na podlasiu i bedąc w Twojej sytuacji przyjełabym propozycję stażu. Bo dla mnie to byłaby szansa nie "zabijanie się". Ale to kwestia podejścia do sprawy.
              I tak, znam osobe która była na stażu i pracuję dziś w urzedzie. Fakt,że nie bezpośrednio po stażu.
              Zycze powodzenia. Mam nadzieje,ze znajdziesz pracę o jakiej marzysz.
              Pozdrawiam
              Iza
              • rudamarta4 Re: Już rozumiem... 10.03.12, 16:46
                Dziękuję.
                Napisz mi tylko skąd wzięłabyś dodatkową kasę na dopłacenie do żłobka, zakładając, że nie masz z kim zostawić dziecka.
                • iziula1 Re: Już rozumiem... 11.03.12, 19:57
                  rudamarta4 napisała:

                  > Dziękuję.
                  > Napisz mi tylko skąd wzięłabyś dodatkową kasę na dopłacenie do żłobka, zakładaj
                  > ąc, że nie masz z kim zostawić dziecka.

                  W moim przypadku, nie szukałam przedszkola,zastukałam do sąsiadki rencistki i zapytałam czy nie zajełaby sie moim synem. Płaciłam jej groszę, ona zadowolona, bo miala zajęcie, ja bo miałam dobra opiekę za groszę.
                  Jak podjełam lepiej płatna pracę ustaliłyśmy inną stawkę za godziny.
                  Gdy byłam w trudnej sytuacji finansowej korzystałam także z dodatku mieszkaniowego. Czy ubiegałaś się już o to? Zawsze coś.
                  A twój partner? Nie poczuwa się do pomocy w ułatwieniu Ci powrotu na rynek pracy?
                  Nie znam twojej sytuacji, ale zakładając że skoro razem mieszkacie to twoje problemy są waszymi.On nie ma rodziny? Babci, matki, nie pracującej siostry etc.?
                  • rudamarta4 Re: Już rozumiem... 11.03.12, 20:22
                    Korzystamy z dodatku mieszkaniowego, Matka i Babcia mojego partnera nie żyją, ojciec jest chory i ma swoje życie, poza tym nie mieszka w Warszawie. Nie ma rodzeństwa, ja mam siostrę, ale jest zajęta swoją rodziną i również nie mieszkają w Warszawie.
                    Jeszcze masz jakieś pytania?
                  • doral2 Re: Już rozumiem... 11.03.12, 20:41
                    iziula1 napisała:

                    "...Nie znam twojej sytuacji, ale zakładając że skoro razem mieszkacie to twoje problemy są waszymi.On nie ma rodziny? Babci, matki, nie pracującej siostry etc.?.."

                    sądzisz, że Rudamarta jest takim debilem, że na tak zajebiście prosty pomysł nie wpadła i nie wpadnie?

                    lepiej jej doradź, skąd ma wziąć kasę na DOPŁACENIE do tego stażu?
                    bo najbardziej tępa rencistka czy emerytka, za sześć stówek nie będzie komuś przez miesiąc dziecka niańczyć.
                    odliczyłam stówę na bilet miesięczny, bo ruda musi jeszcze jakoś do tej roboty dojechać.
          • jowita771 Re: Już rozumiem... 10.03.12, 16:28
            > Rozumiem,że też masz na tyle komfortową sytuację że praca za 700 zł Cie nie sat
            > ysfakcjonuję.

            Widać, że nie rozumiesz, bo pieprzysz. Ona ma na tyle kiepską sytuację, że nie stać jej na pracę dla idei.
            • iziula1 Re: Już rozumiem... 10.03.12, 16:36
              jowita771 napisał:


              > Widać, że nie rozumiesz, bo pieprzysz. Ona ma na tyle kiepską sytuację, że nie
              > stać jej na pracę dla idei.

              Mam inne zdanie, z tego powodu nie musisz mnie obrażać.
              A brak argumentów zastępować wulgaryzmami.
    • starobrno Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 10.03.12, 13:57
      Jakos nie chce mi sie wierzyc, ze wszystkie te osoby piszace o zmarnowanej szansie jaka jest odrzucenie stazu za 700 zl- przy perspektywie wydania 1200zl za zlobek oraz 100-200zl za bilet miesieczny, wziely by taki staz.
      • kama_msz ez-aw:) 10.03.12, 14:24
        Nie wiem czemu wzięłaś to co pisałam do siebiesmile
        Co do wyjścia za mąż no sorry, ale wyjść za mąż dla ubezpieczenia to trochę słaby powód, nie uważasz?
        • rudamarta4 Re: ez-aw:) 10.03.12, 14:31
          Jakbym teraz mojemu facetowi powiedziała po 16-tu latach bycia razem, że może weźmy w końcu ten ślub, bo potrzebuję ubezpieczenie, to by mnie śmiechem zabił tongue_out

          Nie mam potrzeby posiadania papierka z USC i zmiany nazwiska na jego.
          • kama_msz Re: ez-aw:) 10.03.12, 14:34
            No i o to chodzi ruda, ale przecież okradasz w ten sposób społeczeństwotongue_out
            • jowita771 Re: ez-aw:) 10.03.12, 15:02
              A to czasem nie pracodawca okrada społeczeństwo biorąc na staż coraz to nowego jelenia i nie mając w planach go zatrudnić?
              • kama_msz Re: ez-aw:) 10.03.12, 15:10
                Niee,no co ty jowita, to ruda okrada społeczeństwo,bo nie chce zapierdzielać za pół darmo po 8 godzin dziennie dopłacając do żłobka w imię idei.
                Mało tego nowa wróżka forumowa z magiczną miotłą wywróżyła sobie z fusów, że owa ruda W OGÓLE tej pracy podjąć nie zamierza.
                A do tego ruda, podłe ladaco, nie chce wyjść za mąż żeby uzyskać ubezpieczenie, tylko zabiera nielimitowane zresztą, miejsce w UP.
                To tak w skrócietongue_out
                • magiczna_miotla Re: ez-aw:) 10.03.12, 15:43
                  > A do tego ruda, podłe ladaco, nie chce wyjść za mąż żeby uzyskać ubezpieczenie,
                  > tylko zabiera nielimitowane zresztą, miejsce w UP.

                  Zdaje się, że to Ci już wyjaśniłam jak jest z tymi miejscami w UP, ale widać nie zrozumiałaś, a to juz pretensje miej do siebie a nie oskarżaj mnie że wypisuję bzdury
                  • ez-aw Re: ez-aw:) 10.03.12, 15:46
                    Chciałam jeszcze dodać, ze szanuję i podziwiam kobiety, które na prawdę są samotne i bez pomocy rodziny.
        • ez-aw Re: ez-aw:) 10.03.12, 15:40
          kama_msz napisała:
          > Nie wiem czemu wzięłaś to co pisałam do siebiesmile

          Być może zareagowałam trochę nerwowo (za co przepraszam), ale to jest mój słaby punkt. Chodzi mi o samotne matki, które IMHo samotnymi nie są. Ale mają z tego powodu przywileje.
          Odbiegnę do tematu, ale wytłumaczcie mi jak to jest. Ja mam męża, dziecko i nikogo do pomocy. Obok mam znajomą, w jednym domu mieszka ona, on i ich dziecko. Prowadzą wspólny dom. Czym ich związek się różni od mojego? Ale przecież ona ma status "samotnej matki". Tyle, że ona jest tak samo samotna jak ja. Dziecko nie dostało mi się do przedszkola, ale oni mieli dodatkowe punkty i ich dziecko się dostało. Gdyby nie orzeczenie młodego, to znowu siedziałabym w domu, zamiast pracować. Więc przykro mi, ale skoro ktoś się decyduje na konkubinat, to powinien liczyć się z wszelkimi konsekwencjami tego (np ubezpieczenie czy wspólne rozliczenie PIT). Tak jak ja biorąc ślub liczyłam się z tym, ze syn nie dostanie się do przedszkola.

          Każdy z nas jest inny. Ja mając małe dziecko byłam zarejestrowana i chodziłam na rozmowy do pracodawców z UP. Byłam tak zdesperowana, ze wzięłabym wtedy też ten staż.
          W tej chwili my deliberujemy o czymś o czym nie mamy dokładnych informacji. To będzie praca w Urzędzie Miasta. Nie wiemy czy będzie tam wyrobnikiem, czy może faktycznie się czegoś nauczy. Kobieta nawet nie sprawdziła, bo jeszcze nie miała jak. Dociera do mnie argument o pieniądzach. Tyle że znam kobiety, które bardzo by chciały pracować nawet za te pieniądze, by wyjść z domu, być wśród ludzi itp. Dlatego piszemy o tym "blokowaniu" stażu.
          Nie wiem jak teraz bym zareagowała, przede wszystkim dlatego że ja mam już przedszkole dla młodego (więc nie umiem wczuć się w sytuację autorki). Ale mam wrażenie że kobieta nawet nie szukała alternatyw. Powiedziała - przedszkole 1200, więc nie opłaca się. Czy wywiesiła ogłoszenia o opiece? Czy szukała koleżanki z dzieckiem która by zajęła się jej dzieckiem na czas pracy, by dorobić sobie. Pytasz, kto będzie siedział z cudzym dzieckiem za tak małą kasę. Było u mnie tak źle, ze ja bym siedziała. Bo ze względu na zdrowie młodego nie mogłam dać go do żłobka, a np 500-600 zł miesięcznie dorobić będąc w domu ze swoim i cudzym dzieckiem, byłoby wtedy dla mnie wybawieniem.
          • magiczna_miotla Re: ez-aw:) 10.03.12, 15:49
            Widzisz ez-aw i chodzi nam o to samo, ale ponieważ Ciebie znają to uszanują Twoje zdanie,a mnie nie więc to ja jestem ta zła chociaż to samo wciąż piszę smile.

            Rozumiem solidarność wobec forumowej koleżanki, ale po co się kłócić skoro idę o zakład że każdej z nas przeszło przez myśl, że Ruda źle robi robiąc z siebie pokrzywdzoną gdy tymczasem ma o wiele lepiej od większości naprawdę samotnych kobiet? ( chłopa pracującego np) status samotnej matki miło mieć, ale trzeba się tez liczyć z jego konsekwencjami np z tym że UP będzie się starał im w pierwszej kolejności znaleźć pracę
            • aga9001 Re: ez-aw:) 10.03.12, 15:54
              Prowadziwał swego czasu szkolenie wśród osób z pomocy spolecznej. Kobietka - 3dzieci, samotna matka, nie mąż- sprowadzal samochody, wykańczali już wybudowane mieszkanie.
              Polskie realia, polskie prawo.

              W wątku poruszono dwie kwestie:
              1. staży za małe pieniądze w specyficznych wypadkach.
              2. "samotnych matek".

              IMO trochę dwie różne kwestie tongue_out
          • kama_msz Re: ez-aw:) 10.03.12, 15:56
            Eza, ale nie wiemy czy ruda korzysta z "przywilejów" bycia samotną czy nie. Po prostu kilka osób z góry tak założyło. To mnie wkurza, bo póki nie masz dzieci to możesz decydować czy chcesz żyć z facetem legalnie czy na kocią łapę, ale jak już pojawiają się dzieci to laska MUSI ślub wziąć, bo jak nie to okrada państwo i korzysta z przywilejów jakie się jej nie należą.
            Miotełko, o moje czytanie ze zrozumieniem się nie martw, bo daję głowę, że wiele osób pod tym względem mogłabym zakasować.
            • aga9001 Re: ez-aw:) 10.03.12, 15:59
              Ale nikt nic nie zakładał tongue_out Przynajmniej ja nic nie założyłam. Temat wyszedł w trakcie tongue_out
            • magiczna_miotla Re: ez-aw:) 10.03.12, 16:02
              nie napisałam, ani razu że ona naciąga państwo bo nie ma ślubu, figa mi do tego, ale powinno Ci dać do myślenia, że zgodnie z kryteriami przyjmowania na staż ona miała pierwszeństwo jako samotna matka więc to już jest korzystanie z tego przywileju z którego ona sobie doskonale zdaje sprawę i nieważne czy ona chce czy nie chce tak byc traktowana, ale tak będzie dopóki figuruje w papierach jako samotna matka, poza tym można zawsze dopisać w papierach, że żyje się w związku nieformalnym i nie jest zdana tylko na siebie,ale czy tak zrobiła to tego się zapewne nie dowiemy

              > Miotełko, o moje czytanie ze zrozumieniem się nie martw, bo daję głowę, że wiel
              > e osób pod tym względem mogłabym zakasować.

              Tu Ci muszę uwierzyć na słowo

              • rudamarta4 Re: ez-aw:) 10.03.12, 16:07
                magiczna_miotla napisała:

                > nie napisałam, ani razu że ona naciąga państwo bo nie ma ślubu, figa mi do tego
                > , ale powinno Ci dać do myślenia, że zgodnie z kryteriami przyjmowania na staż
                > ona miała pierwszeństwo jako samotna matka więc to już jest korzystanie z tego
                > przywileju z którego ona sobie doskonale zdaje sprawę i nieważne czy ona chce c
                > zy nie chce tak byc traktowana, ale tak będzie dopóki figuruje w papierach jako
                > samotna matka, poza tym można zawsze dopisać w papierach, że żyje się w związk
                > u nieformalnym i nie jest zdana tylko na siebie,ale czy tak zrobiła to tego się
                > zapewne nie dowiemy
                >
                > > Miotełko, o moje czytanie ze zrozumieniem się nie martw, bo daję głowę, ż
                > e wiel
                > > e osób pod tym względem mogłabym zakasować.
                >
                > Tu Ci muszę uwierzyć na słowo
                >

                Przeczytaj mój ostatni post.
                • magiczna_miotla Re: ez-aw:) 10.03.12, 16:10
                  Przeczytałam więc przepraszam, ale sama doskonale wiesz, że nie przywiążesz się łańcuchami do drzwi UP aby Cię nie traktowali bez przywilejów. Z jednej strony Cię rozumiem, że potrzebujesz ubezpieczenia, ale zrozum jakie to irytujące gdy tysiące ludzi całowałoby urzędnika po nogach za taką szansę, a Ty z taką złością i fochami opisujesz daną Ci szansę na forum. To nie fair Rudamarta.
                  • rudamarta4 Re: ez-aw:) 10.03.12, 16:19
                    A napiszesz wreszcie skąd jesteś? I gdzie pracowałaś za marną stawkę?

                    • magiczna_miotla Re: ez-aw:) 10.03.12, 16:24
                      Za marną jak to nazywasz stawkę pracowałam we Wrocławiu i było to 4 lata temu, a tamta praca pomogła mi stanąć na nogi bo nauczyła mnie że trzeba mieć i dupę i serce twarde jak chce się godnie żyć
          • rudamarta4 Re: ez-aw:) 10.03.12, 15:58
            Ale ja składając dokumenty do żłobka nie napisałam, że mieszkam sama, bez partnera. Nie oszukałam jak moja wspomniana koleżanka, która ma pracę i nieźle w niej zarabia specjalnie się nie przemęczając, ale pracuje na czarno. A składając dokumenty do przedszkola znajoma z agencji reklamowej podpisała jej kwitek, że pracuje u nich na cały etat. Efekt jest taki, że jej Młody ma dofinansowanie do przedszkola i do jedzenia chyba. Nie wnikałam zbytnio. Mieszka z matką, płaci tylko za net i za swoje i syna jedzenie. Tatuś dziecka płaci jej alimenty ale nie przez sąd, a sam mieszka poza granicami naszego kraju.
            Ja zaznaczyłam w dokumentach do żłobka, że mieszkam z ojcem dziecka i mało tego, spytałam pani w opiece czy ona na moim miejscu by naściemniała, na co prywatnie mi odpowiedziała, że tak, ale jako pracownik opieki nie może tak powiedzieć.

            Moje koleżanki nie mają dzieci z wyjątkiem trzech- jedna z nich pracuje na czarno, a z dziećmi siedzi jej chora matka; druga mieszka 30km ode mnie, jest w ciąży i oprócz swojej córki zajmuje się również synem swojego brata, a trzecia dzieciata to ta wspomniana od wałka z przedszkolem. Pozostałe dzieci nie mają- jednej może na 30 min zostawiłabym córkę, druga nie lubi dzieci i się z tym nie kryje. Inne pracują i mają swoje życie a nie pilnowanie mi dziecka za marną kasę.
            • fajnyrobal Re: Ruda 10.03.12, 18:01
              O widzisz. I to jest to co piszesz. Jeżeli w łatwy sposób można należeć do grupy uprzywilejowanej to od razu rzuca się na to cwaniactwo. A ponieważ niemal każda z nas z takim cwaniactwem miała do czynienia, to się posypały gromy. I tobie się też przy okazji oberwało smile
              Tu są dwie różne sprawy poruszone - na dwa osobne wątki i stąd takie zamieszanie.
              Zrozum wkurw babek których dziecko nie dostało się do przedszkola i przez to straciły np możliwość pracy, albo pracują i zarabiają tylko na prywatne przedszkole, bo pierwszeństwo miało dziecko takiej pańci jak twoja koleżanka od wałka. Bo "te samotne" mają takie dofinansowanie pomimo, że mieszkają z facetem - ojcem dziecka. Bo owszem rejestrują się do UP i chcą pobierać wszelkie możliwe świadczenia ale iść do roboty to już niekoniecznie i wiele innych przykładów.Nieścisłe przepisy, posiadające zbyt dużo luk które można wykorzystać rodzą patologię. I to jest temat na osobny wątek.

              A osobny to twoja obecna sytuacja, która za wesoła nie jest. Ale to jest rozmowa kwalifikacyjna na staż, prawda? Więc niekoniecznie musisz się na ten staż zakwalifikować. Zrób tak jak ci Matka Założycielka poradziła smile
    • kajos5 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 13.03.12, 21:16
      malgosja napisała:
      >
      > > Jako matka samotnie wychowująca dziecko możesz się ubiegać w PUP o zwrot
      > kosztó
      > > w opieki nad dzieckiem jeśli idziesz na staż - są na to środki - trzeba t
      > ylko r
      > > achunek przedstawić np. z prywatnego przedszkola lub z punktu opieki nad
      > dzieck
      > > iem - spytaj w Twoim PUP..."

      no niestety nie ma, a przynajmniej nie w każdym. Na stronie mojego urzędu mozna się dowiedzieć że:

      "Dotacje i refundacje dla bezrobotnych

      Środki na podjęcie działalności gospodarczej
      Zasady refundacji kosztów przejazdu - W 2012 ROKU BRAK MOŻLIWOŚCI FINANSOWANIA
      Finansowanie studiów podyplomowych - W 2012 ROKU BRAK MOŻLIWOŚCI FINANSOWANIA
      Stypendium dla bezrobotnych podejmujących naukę - W 2012 ROKU BRAK MOŻLIWOŚCI FINANSOWANIA
      Refundacje kosztów opieki nad dzieckiem do lat 7 - W 2012 ROKU BRAK MOŻLIWOŚCI FINANSOWANIA
      • rudamarta4 Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 14.03.12, 11:06
        Sprawdzałam na stronie mojego UP i wyczytałam, że można się ubiegać o zwrot kosztów opieki nad dzieckiem- w kwocie 50% zasiłku. Czyli i tak nie styknie na żłobek, będę musiała dołożyć do interesu.
        A ja nie jestem instytucją charytatywną żeby tyrać dla kogoś i jeszcze do tego dokładać.
    • grandan Re: Byłam w Urzędzie Pracy... 14.03.12, 22:58
      Przepraszam, że tak z przyczajenia, ale mam bliską osobę, która była w podobnej sytuacji. Może Ci to pomoże. Pisz podanie do dyrektora UP, opisz sytuację, zapytaj jakie rozwiązanie proponuje, czy możliwa jest refundacja kosztów opieki. Urzędnik może być głupem, ale całkiem możliwe, że nad nim stoi ktoś mądrzejszy. Trzymam kciuki.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka