Zadzwonil wczoraj do niego koleszka z pracy, ze urodziny ma i niech wpada na
baze. Szefo podjechal i go zabral. Przed wyjsciem slyszalam " postaram sie nie
zasiedziec, godzinka, poltorej i wracam" Ze zadna godzinka to nie bedzie, to
wiedZialam, ale jego nie ma do teraz! A do pracy przeciez mieli isc... Telefon
mi menda zabrala, bo w drodze powrotnej mial jeszcze zajsc do kolego cos
zabrac, a na moim koncie wiecej to moj wzial. Swoj tez... I nawet nie mam jak
sie z gnojkiem skontaktowac...

Kurwa, faceci to debile! Wyjdzie taki raz do
roku gdzies i go amba wcina...