matysiaczek.0
08.05.09, 14:47
No więc wczoraj by pochmurny dzień, siedzieliśmy w domu i już tak miałam dość młodego a on mnie, że koszmar. Doprowadzona do ostateczności wcisnęłam mu w garść pół mandarynki i polazłam pod prysznic.
Wychodzę i patrzę młody cały umorusany, podłoga zalana sokiem. Biorę w garść ścierkę do podłogi i wycieram podłogę, potem dziecku buzię.
I tak siedzę i myślę, że coś nie tak zrobiłam...
A potem zobaczyłam koło ucha mego synka kłak włosów zbity, rudawo-brązowy (syn jest blondynkiem).
No i już wiedziałam. Trzeba było przecież najpierw buzię tą ścierą, a potem podłogę.... nie, ścierą do podłogi buzi nie wyciera się - do buzi trza wziąć inną ścierę...ewentualnie ... zresztą
i tak siedzę i myślę co trzeba, a tu nagle patrzę, a młody smokcze tego kłaka...no i dupa nie matka ze mnie, taki morał z tej opowieści.
Pocieszcie, że nie tylko mnie się zdarzają takie przygody...