zocha16
15.05.09, 16:30
i jedzenia dzieci w innych domach.
Powiem tak, mojej zdarza się wrócić od koleżanki i powiedzieć, że
nie będzie jadła kolacji, bo mama Kasi robi pyszne kanapki i tyle.
Generalnie jak są u niej koleżanki nigdy nie żałuję im jedzenia.
Zdarzyło mi sie powiedzieć nie, ale to dlatego że dla wszystkich by
nie starczyło i wtedy mówie weźcie sobie coś innego, tak aby
starczyło dla każdego z Was.
Swojego czasu miała taka koleżankę, która przychodziła do nas z
rodzeństwem (znałam matke tych dzieci), rodzina wielodzietna,
absolutnie żadna patologia, po prostu bardzo skromna. W związku z
tym, że te dzieci nie miały wiele rzeczy które można było zjeść u
nas, to jadły do bólu i prosiły o dokładkę. I tak np. wielka paka
cini minis starczała mi na jeden dzień itp., ale nigdy nie
przyszłoby mi do głowy odmówic im czegoś do jedzenia, nawet w takich
duzych ilościach. Cieszyłam się, że te dzieci też mogą sobie
spróbować czegoś tam.
Pamiętam nawet jak moja córka przyszła kiedyś do mnie i powiedziała:
"Mamo, pytam się Asi czy chce fantazję, a ona mówi że nie wie co to
jest". Więc wytłumaczyłam dziecku swemu, i to był taki dobry
przykład do nauki, że nie każdy ma w domu do jedzenia to co jest
dostepne w sklepach i że zdarza sie, ze ludzi na cos jest po prostu
nie stać. Ja kupując tobie 5 fantazji - masz je na cały tydzień.
Mama Asi kupując 5 ma na jeden dzien - nie stac ich na to.
Pamietam, że młodej zrobiło się przykro.
Sorki, że się tak rozpisałam, ale ja po prostu nie wyobrażam sobie
żałowac komus jedzenia. A w przypadku tej dziewczynki co chodzi
ciągle po domach i je, to postarałabym sie sprawdzić dlaczego tak
robi i tyle.