A propo wątku hell

15.05.09, 16:30
i jedzenia dzieci w innych domach.
Powiem tak, mojej zdarza się wrócić od koleżanki i powiedzieć, że
nie będzie jadła kolacji, bo mama Kasi robi pyszne kanapki i tyle.
Generalnie jak są u niej koleżanki nigdy nie żałuję im jedzenia.
Zdarzyło mi sie powiedzieć nie, ale to dlatego że dla wszystkich by
nie starczyło i wtedy mówie weźcie sobie coś innego, tak aby
starczyło dla każdego z Was.
Swojego czasu miała taka koleżankę, która przychodziła do nas z
rodzeństwem (znałam matke tych dzieci), rodzina wielodzietna,
absolutnie żadna patologia, po prostu bardzo skromna. W związku z
tym, że te dzieci nie miały wiele rzeczy które można było zjeść u
nas, to jadły do bólu i prosiły o dokładkę. I tak np. wielka paka
cini minis starczała mi na jeden dzień itp., ale nigdy nie
przyszłoby mi do głowy odmówic im czegoś do jedzenia, nawet w takich
duzych ilościach. Cieszyłam się, że te dzieci też mogą sobie
spróbować czegoś tam.
Pamiętam nawet jak moja córka przyszła kiedyś do mnie i powiedziała:
"Mamo, pytam się Asi czy chce fantazję, a ona mówi że nie wie co to
jest". Więc wytłumaczyłam dziecku swemu, i to był taki dobry
przykład do nauki, że nie każdy ma w domu do jedzenia to co jest
dostepne w sklepach i że zdarza sie, ze ludzi na cos jest po prostu
nie stać. Ja kupując tobie 5 fantazji - masz je na cały tydzień.
Mama Asi kupując 5 ma na jeden dzien - nie stac ich na to.
Pamietam, że młodej zrobiło się przykro.
Sorki, że się tak rozpisałam, ale ja po prostu nie wyobrażam sobie
żałowac komus jedzenia. A w przypadku tej dziewczynki co chodzi
ciągle po domach i je, to postarałabym sie sprawdzić dlaczego tak
robi i tyle.
    • hellious Re: A propo wątku hell 15.05.09, 16:35
      Mnie to nie dziwi nawet, ze dziecko zje cos u kogos i nie o to chodzi. Bardziej
      chodzi mi o fakt tego, ze dziecko siedzi u kogos/gdzies pol dnia i nikt sie tym
      nie interesuje.
      • zocha16 Re: A propo wątku hell 15.05.09, 16:38
        może matka wychodzi z założenia, ze dzieki temu ma ją z głowy
        • hellious Re: A propo wątku hell 15.05.09, 16:46
          no, niedlugo moze miec calkiem z glowy, jak ja samochpd gdzies rabnie, albo
          pedofil porwie.
          • guderianka Re: A propo wątku hell 15.05.09, 18:23
            Ja miałam dom tzw.otwarty-zawsze było sporo osób-koledzy i kolezanki
            z klasy i spoza klasy, czasem jak spotykaliśmy sie u mnie to
            robiliśmy ciasto albo ciastka albo pizze. A jak ktoś głodny był to
            mama mówiła że jedzenia nikomu nie odmawia i lodówka stoi otworem
            U nas dzieciaki też czasem jedzą-jak córa zaprosi koleżanki to
            czasem impre robią-kupują jakieś chipsy, robimy popcorn, robię
            picie, czasem załapują się też na obiad albo kolację.
            Dzieciaki bardzo lubią takie wspólne jedzeniesmile
            • dlania Re: A propo wątku hell 15.05.09, 18:25
              Zocha, ale co to jest ta... fantazja?wink
              • semida Re: A propo wątku hell 15.05.09, 18:31
                No kurwa...chyba o jogurt chodzi nie?
                • dlania Re: A propo wątku hell 15.05.09, 20:54
                  Acha, to juz bede wiedziec jakby mnie jakas koleżanka pytaławink
    • semida Re: A propo wątku hell 15.05.09, 18:31
      U mnie w rodzinnym domu lodówka stała otworem dla wszystkich.Przychodziły koleżanki-same robiły sobie kanapki(jak już starsze byłyśmy).Moi ówcześni faceci(chłopacy/chłopcy) przychodzili co niedzielę na obiad i Mama wiedziała że ma przygotować porcję lub dwie(czasem dołączała koleżanka np)więcej.To było oczywiste.
      Obecnie córka ma 3.5roku,ale przychodzą do niej"koleżanki"kilka lat starsze,które lubią się nią zajmować(czytaj:matkować).
      Zawsze dostają jedzenie i picie-dla mnie to naturalne.
      Czego jak czego,ale jedzenia nikomu nie żałuję
    • kocicca73 Re: A propo wątku hell 15.05.09, 18:45
      u mnie też jest dom otwarty, bardzo często mamy na obiedzie kolegów
      naszych synów i to chyba normalne...
      robie tak dlatego iż wiem że w razie czego inni poczęśtują moje
      dzieci czymś tam, nie koniecznie obiadem...
      ale mam śwaidomość że są takie dzieci, co ich matki niewiele się
      nimi interesują, i cieszą się że dziecko je "na mieście"a one one
      mają z głowy i mogą w tym czasie walna browara..
    • karra-mia Re: A propo wątku hell 15.05.09, 20:14
      a wiecie:
      jak byłam młodsza, to mój dziadek robił placki ziemniaczane albo
      chleb piekł na blaszce i smarował czosnkiem, babcia robiła
      nalesniki, szyszki z ryzu prazonego i toffi i podawała to mi i mojej
      grupie przez okno. zajadalismy sie tym. Mama innej koleżanki tez
      robiła nam swoje przysmaki i częstowała. A inna mama chetnie kogos z
      nas zapraszała na obiady, bo jej córka była niejadkiem i zawsze
      zjadała cały obiad, jak miała towarzystwosmile
      To były piekne czasy...
      • cura_domestica Re: A propo wątku hell 15.05.09, 20:53
        Wiecie co , tak mnie naszło na wspomnienia po tym jak poczytałam wasze wątki . Ja mogę Wam opowiedzieć to trochę z drugiej stronysad Moja mama wychowywała nas (mnie i moją 4 lata starszą siostrę) sama , tata tzw. dochodzący. Nie powiem, żeby nam się nie wiadomo jak powodziło , jeszcze wtedy były takie a nie inne czasy . Na parówki do tej pory patrzeć nie mogę sad Ja byłam dzieckiem kontaktowym bardzo , jak to na wielkim osiedlu , koleżanek nie brakowało . Bardzo często zdarzało się że koleżanek mamy zapraszały mnie na obiad czy innego rodzaju poczęstunek a ja choć nie wiem jak by mi kiszki marsza grały zawsze grzecznie odmawiałam, kłamiąc że już jestem po obiedzie czy coś w tym rodzaju , bo ... No właśnie , wiedziałam , że jak koleżanki przyjdą do mnie to ja nie będę się mogła odwdzięczyć sad Moja mama nigdy nie gotowała obiadów , jadłyśmy z siostrą w szkole na stołówce a mamie nosiłyśmy do domu w menażce (takie potrójne kiedyś były) . W lodówce było co nie co na kolację , ale raczej nie dla wszystkich by starczyło. Na urodziny do koleżanek nigdy nie chodziłam , bo moja mama mi urodzin nie robiła i sama mówiła , że nie stać jej na to żebym chodziła do kogoś bo potem wypada zaprosić kogoś do siebie . Jakoś to przeżyłam , ja i moje koleżankisad. W liceum się zmieniło ale to już inna bajka sad
        I tak mnie naszło , że może matki tych dzieciaków nie wiedzą , że ich dzieci tak wyżerają lodówki u innych .
        • zocha16 cura 15.05.09, 21:05
          tak mi się jakoś przykro zrobiło jak czytałam to co napisałaś. Ale
          za to przypomniało mi się, że też miałam taką koleżankę, która
          nigdzie nie chodziła i nie bywała (a bardzo ją lubiłam), zawsze
          myślałyśmy że to mama jej nie pozwala. Dopiero w Liceum spojrzałam
          na to inaczej. Zawsze wszędzie ją zapraszałyśmy po szkole - piwko,
          kawka itp., ale ona nigdy nie chciała. Nie chiała bo nie miałaby jak
          sie później "odwdzięczyć" za tą postawioną colę czy cokolwiek. Mimo
          szczerych chęci stosunki się "ochłodziły" przez to, że nigdy nigdzie
          z nami nie chodziła.
          Ale bardzo fajna kobita z niej wyrosła i całkiem nieźle jej się
          wiedzie - co mnie bardzo cieszy.
          • cura_domestica Re: cura 15.05.09, 21:54
            zocha ! ja już to wszystko sobie poukładałam , także nie ma co być Ci smutno smile
            W liceum zaczęłam pracować , wtedy z moją mamą było już bardzo nie halo sad i
            wyszłam na prostą z lekkimi zawirowaniami wink Jestem po terapii , w głowie mam w
            miarę poukładane wink Szybko się wyprowadziłam z domu , zaczęłam żyć inaczej , a
            mimo tego jaka była moja mama kocham ją bardzo , ale niestety nie ma jej już z
            nami , dopiero dwa miesiące minęły jak odeszła a mi jej tak brak sad
            A do dupy , znowu się rozkleiłam
Inne wątki na temat:
Pełna wersja