w końcu księżna pani dała mi dłuższą chwile relaksu i ja w te pędy do kompa

Otóż Kasia przy urodzeniu - 3210 g i miała 54 cm. Jest słodka, ma bardzo rozwinięte płucka - co chyba mogą potwierdzić sąsiedzi.
Poza tym noc przesypia w kratkę, po czterogodzinnym koncercie od 0.30 do 4.30 jednej nocy nastepną noc przespała z zaledwie dwukrotnym budzeniem. W dzień raczej śpi, już ma wieczorami bóle kolkowe (tak powiedziała położna). A jak się budzi to robi miny dokładnie takie jak M.
A cesarkę zupełnie inaczej sobie wyobrażałam. To się czuje!!! Tzn. ból nie, ale czułam wszystko co robią, a już jak dziecko wyciągali, to straszne uczucie... No ale już mam to za sobą. Podobno bardzo szybko do siebie doszłam, bo już na niecałą dobę po porodzie sama wstawałam ze szpitalnego łóżka (a są one wysokie i niewygodne) i sama zajmowałam się dzieckiem - a niby kto by miał to robić? Położne i tak miały masę pracy - jakiś wysyp dzieciaków był.
Teraz muszę się skupić na tym, żeby dziecko dobrze wychować i nie zwariować bez kontaktu z ludźmi powyżej 18 roku życia
Męża, rodziców i teściów nie liczę.
Dzięki dziewczyny za życzenia, gratulacje i inne wyrazy sympatii
Pozdrawiam i do następnego wolnego