opium74
03.08.09, 10:53
ech. W sobotę jadąc samochodem zobaczyłam kotka. Młody jeszcze, potrącony
przez samochód. Leżał na środku jezdni, samochody go mijały a on jeszcze żył.
Zatrzymałam się, wziełam do samochodu i pojechałam do weterynarza.
Zapytał czy ma próbowac kotka ratować czy usypiać. Nie mam w tej chwili ani
warunków, ani możliwości przygarnięcia kota. Jego stan był bardzo ciężki.
Powiedziałam że nawet nie myslałam o ratowaniu tylko nie chciałam żeby sie
meczył i zdychał na środku rozgrzanej jezdni.
Weterynarz litościwie nie skasował za usługę tylko za leki potrzebne do
uśpienia i "utylizację" zwłok - zapłaciłam 60zł...... następnym razem i tak
się zatrzymam.... ale czy miasto nie powinno mieć jakiegoś funduszu na takie
sprawy??
Pretensji do weta nie mam bo jakby mnie nie skasował to musiałby z własnej
kieszeni wyłożyć.