tw_wielgus
19.04.10, 16:21
Mija 40 lat od ukazania się najpiękniejszej piosenki o miłości.
Nie wiem czy to konkretnie dzisiaj i czy piosenki wszakże tekstu w
niej ani słowa, tego nie wiem.
Czy już kojarzycie, co mam na myśli?
Czterdzieści lat temu ukazała się płyta a na niej jeden liryczny
utwór napisany przez autora w jedną noc. Wspomina on, że temat
przyszedł mu do głowy, kiedy siedział na zewnątrz, na tarasie,
swojego domu. Źródła nie donoszą czy był nieszczęśliwie zakochany,
ale jak uczy historia artyści tworzą swoje największe dzieła, kiedy
przeżywają nieszczęśliwą miłość.
Jest to instrumentalny kawałek. W pierwszej części gitara w tonacji
G-dur tęsknie nuci w akompaniamencie organów Hammonda. Gdy zbliża
się środek utworu tempo przyśpiesza w przestrzeni pojawiają się
bluesowe riffy i latynoskie brzmienia.
Utwór kończy się optymistycznie jakby wiarą w to, że miłość jednak
zwycięży i pokona ten smutek, jaki przebija na początku piosenki.
O czym mówię? Jeszcze nie wiecie…?!
Samba… Samba pa ti.
Tyle lat a nie zestarzała się wcale.