Dodaj do ulubionych

Sapiens! Bier go!

07.05.12, 16:13
www.klubeuropa.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=29&Itemid=81
Właśnie takie ścierwo do mnie zadzwoniło i sie nie chciało odpierdolić po dobroci.
Z linka wynika, że fszyscy jesteśmy już od dawna martfi!
Brrr!

Kiedyś dwa rehabilitanty gadały ze smutkiem o coraz większej ilości holistyki w swej dziedzinie. Zdziwiło mnie. Jak se zguglowałam "holistykę", to mi przeszło, bo mi się problem przybliżył.

A do białości fkurzyłam się, jak postanowiwszy odbekać dla świętego spokoju skierowanie na magnetronik od pani reumatolog, mimo że to było jak plucie na pożar... trafiłam na pana doktora z umową z NFZ, co mi proponował dodatkowo swe holistyczne zabiegi... i zerkając na opis mej operacji ukradkiem przez koszulkę... napierdalał mi o tym, jak mi przywróci przecięty skalpelem przepływ energii w meridianach mych... i moje ironiczne pytania, czy czworogłowy mi od tego przestanie wrastać w kość udową radośnie olewał i nawijał ze swadą o opatentowanych przez siebie dinksach, co nalepione "leukoplastrem" na punkty energetyczne na ciele ochronią mnie [pacjenta ze skierowaniem na magnetronik] przed tym okropnym magnetycznym promieniowaniem...

Pan doktor doktorat z kardiologii miał.

Co się powinno robić ze takimi?
Obserwuj wątek
    • inna57 Re: Sapiens! Bier go! 07.05.12, 17:12
      Temat na dłuższą gadkę, czyli raczej nie teraz.

      W skrócie, my sami mamy w sobie zdolność autoleczenia tylko nie bardzo potrafimy nad tym zapanować bo to wymaga trochę innego myślenia. Można się tego nauczyć. Doświadczyłam na sobie to wiem. Lekarzy omijam bardzo szerokim łukiem, chyba że potrzebna interwencja chirurgiczna. Można zapanować nad wieloma stanami nawet nad kancerą i mam na to papiery choć wyjaśnić tego nawet wybitni nie umieli. W cuda nie wierzę, bo w ogóle nie wierzę. Wiem co zrobiłam i wiem że to przyniosło zamierzony efekt.

      Człowiek w swojej durnocie efektywnie wykorzystuje 10-15% mózgu. Reszta leży odłogiem i gnuśnieje. A jak gnuśnieje to wymyśla sobie różne rozrywki. Jedynie na błędy genetyczne nie ma żadnej metody. Powielanie błędów genetycznych jest zbrodnią przeciwko ludzkości. Ułomne zwierzęta nie mają szans na potomstwo a my uważamy sterylizację osób chorych psychicznie lub będących nosicielami skaz genetycznych za nieetyczne.
      • magdolot Re: Sapiens! Bier go! 07.05.12, 19:36
        Dobry lekarz jest też troszkę szamanem. Ale dobry szaman nie powinien obrażać inteligencji pacjenta. Między dobrym szamaństfem a biznesowym kitem na debili widzę sporą różnicę...

        Mię w dużej mierze spierdolił chirurg, a wyciągnął drugi, którego se z różnych stron obejrzałam pod światło i mu zaufałam na beton. Nie wiem, czy on wierzył. Wiem, że mu odradzano [po ptolach mi powiedział]. Wiem, że ja miałam pewność, że mu się uda.
      • ave.duce Re: Sapiens! Bier go! 07.05.12, 19:51
        ... W 2011 r. najdroższe było leczenie rzadkich chorób metabolicznych uwarunkowanych genetycznie – w przypadku niektórych z nich kosztuje ono przeciętnie 1,4 mln zł rocznie. Właśnie na tę chorobę był leczony najdroższy zeszłoroczny pacjent, na którego wydano 3,4 mln zł ...
        • inna57 Re: Sapiens! Bier go! 08.05.12, 09:46
          Właśnie tego typu błędy genetyczne powinny być eliminowane z puli genowej. Rodzicielstwo można zrealizować w parę innych sposobów, nie koniecznie powielając często wielokrotnie to o czym się wie lub wiedzieć powinno. Eugenika ? Nie ! Raczej zdrowy rozsądek którego brakuje naszemu gatunkowi. Postęp medycyny spowodował brak naturalnej eliminacji. Nawet pozytywne cechy nie powinny być masowo powielane bo skutki takiego masowego przyrostu trudno przewidzieć. Pozytywne cechy należy badać i magazynować jako rezerwę puli genowej.
          Czy ktoś z Was zbadał swój genom, czy wie coś więcej o swoich pozytywnych i negatywnych cechach genotypu ? Wiecie czego jesteście nosicielami ?
          Ja, o swoim genotypie wiem sporo. Jak ktoś uwolni przechowywane ostatnie zarazki ospy prawdziwej będę robiła za grabarza.
          • witekjs Re: Sapiens! Bier go! 08.05.12, 22:29
            inna57 napisała:

            > Właśnie tego typu błędy genetyczne powinny być eliminowane z puli genowej. Rodz
            > icielstwo można zrealizować w parę innych sposobów, nie koniecznie powielając c
            > zęsto wielokrotnie to o czym się wie lub wiedzieć powinno. Eugenika ? Nie ! Rac
            > zej zdrowy rozsądek którego brakuje naszemu gatunkowi. Postęp medycyny spowodow
            > ał brak naturalnej eliminacji. Nawet pozytywne cechy nie powinny być masowo pow
            > ielane bo skutki takiego masowego przyrostu trudno przewidzieć. Pozytywne cechy
            > należy badać i magazynować jako rezerwę puli genowej.

            > Czy ktoś z Was zbadał swój genom, czy wie coś więcej o swoich pozytywnych i neg
            > atywnych cechach genotypu ? Wiecie czego jesteście nosicielami ?
            > Ja, o swoim genotypie wiem sporo. Jak ktoś uwolni przechowywane ostatnie zarazk
            > i ospy prawdziwej będę robiła za grabarza.

            Myślę, że Twoje podejście do manipulacji z genami u ludzi jest, nazbyt entuzjastyczne.
            Warto, abyś jednak poczytała o eugenice.
            Co prawda dla hierarchów KK, nawet in vitro jest rodzajem eugeniki, a dla skrajnej prawicy również Boy-Żeleński był "eugenikiem".
            W zeszłym roku toczyła się na ten temat dyskusja, po filmie “Eugenika – w imię postępu” – Grzegorza Brauna.

            Witek

            forum.gazeta.pl/forum/w,20070,38212225,135706114,Eugenika_Inzynieria_Genetyczna_Ewolucja.html
            forum.gazeta.pl/forum/w,20070,38212225,135690752,Eugenika_Inzynieria_Genetyczna.html
            forum.gazeta.pl/forum/w,20070,38212225,134899328,Kler_Prawica_Eugenika_i_Boy_Zelenski.html
            • inna57 Re: Sapiens! Bier go! 09.05.12, 12:23
              Oj nie jestem entuzjastką "grzebania" w genach. Uważam jedynie że nie powinno się świadomie powielać złych genów. Czyli jeśli w rodzinie rodzi się dziecko z chorobą uwarunkowaną genetycznie należy dołożyć wszelkich starań aby rodzina albo zrezygnowała świadomie z kolejnego rodzicielstwa albo obowiązkowo przechodziła badania prenatalne które nie dopuszczą do przyjścia na świat kolejnego chorego dziecka.
              Uważam natomiast że należy badać i poznawać ludzki genom choćby dlatego żeby w przyszłości móc eliminować potencjalne choroby genetyczne.
              Eugeniką nazywano nawet przymusową sterylizację osób z ciężkim upośledzeniem umysłowym w Szwecji. Niestety nie wzruszyła mnie wypowiedź kobiety z zespołem Downa która marzyła o zostaniu matką. Macierzyństwo to odpowiedzialność a dziecko to nie lalka.
              Znam z autopsji kilka przypadków "produkcji" dzieci na zamówienie i żadnego z nich nie jestem w stanie pochwalić.
    • man_sapiens Re: Sapiens! Bier go! 07.05.12, 19:27
      Ale mi ręce opadają? No dobra, postaram się je pozbierać i coś skrobnąć na temat wpływu komórkowania na zdrowie.
    • witekjs Re: Sapiens! Bier go! 07.05.12, 19:43
      Oprócz telefonów można spotykać się z wieloma, bałamutnymi lub oszukańczymi tekstami w Internecie.
      FzD nie jest miejscem do prowadzenia takich dyskusji.
      W ubiegłym roku wpisałem do Biblioteczki Kawiarenki Filozoficznej, zbiory kompetentnej literatury.
      Warto zacząć o dwóch książek:
      merlin.pl/50-wielkich-mitow-psychologii-popularnej_CiS/browse/product/1,840516.html
      www.poczytaj.pl/161668
      50 wielkich mitów psychologii popularnej
      Ze świata nauki; 2011-02-15 [PAP]

      To nie prawda, że większość ludzi wykorzystuje zaledwie 10 proc. możliwości swojego mózgu. Muzyka Mozarta nie stymuluje rozwoju inteligencji u niemowląt. Z kolei hipnoza, wbrew utartym przekonaniom, nie pozwala dotrzeć do wypartych wspomnień. Błędne jest też przekonanie, że sny mają znaczenie symboliczne, jak też to, że w czasie snu można nauczyć się języka obcego. Niestety.

      Przekonują o tym Scott O. Lilienfeld, Steven Jay Lynn, John Ruscio i Barryl L. Beyerstein, autorzy książki "50 wielkich mitów psychologii popularnej. Półprawdy, cwierćprawdy i kompletne bzdury". W 2010 r. był to bestseller na rynku amerykańskim. Od 11 lutego ta książka będzie dostępna w polskich księgarniach.

      "Większość zaprezentowanych w niej mitów to powszechnie podzielane i powielane przekonania, które ewidentnie są niezgodne z wynikami badań psychologicznych, pozostałe natomiast związane są z wyolbrzymianiem lub zniekształcaniem twierdzeń dobrze opisujących rzeczywistość, zatem czasem, jak to się mówi, tkwi w nich ziarno prawdy" - piszą amerykańscy psychologowie.

      Nasza wiedza o psychologii człowieka w dużej części nie jest prawdziwa. Przykładem są tzw. bodźce podprogowe, czyli dźwięki i obrazy prezentowane tak szybko, że nie jest w stanie ich zarejestrować nasza świadomość. Dość powszechne jest jednak przekonanie, że mogą być odbierane w podświadomości i nakłaniać np. do robienia zakupów.

      Bodźce podprogowe zabronione są w reklamie, ale są wykorzystywane na tzw. kursach podprogowych. Według ich orędowników, mają leczyć niektóre dolegliwości, np. zaparcia lub głuchotę, wzbogacać życie seksualne, a nawet powiększać piersi.

      Duża część procesów psychicznych faktycznie przebiega poza naszą świadomością (jest to konieczne, bo inaczej nie moglibyśmy funkcjonować, bo wiele czynności musimy wykonywać jednocześnie). Nie można jednak z tego wnioskować, że wszystko jest odbierane w podświadomości. Nie ma na to dowodów. W latach 60. XX w. James Vicary twierdził, że udało mu się tego dowieść na przykładzie reklamy popcornu i Coca-Coli, która w podprogowej migawce była pokazywana widzom w kinie podczas seansu filmowego. Do dziś te badania są często przywoływane. Mało kto jednak pamięta, że zostały sfałszowane. Przyznał się do tego sam Vicary.

      Równie nieprawdziwe jest przekonanie, że każdy człowiek w obliczu śmierci przechodzi kilka etapów psychicznych. Psychiatra ze Szwajcarii Elisabeth Kbler-Ross wymienia "pięć stadiów żalu". Najpierw pojawia się zaprzeczenie, potem złość, targowanie się i depresja, na końcu przychodzi akceptacja, pogodzenie się ze śmiercią.

      Ta teoria do dziś jest wykładana na wielu kursach dla lekarzy, pielęgniarek i opiekunów społecznych. Budzi duże zainteresowanie, bo oswaja śmierć. Daje poczucie, że umieranie może być w jakimś stopniu przewidywalne. Nie ma jednak na to dowodów.

      Z badań, szerszych niż te, które przeprowadziła Kbler-Ross, wynika, że znaczna część umierających nie przechodzi przez te wszystkie stadia i w tej samej kolejności. U wielu osób pojawiają się one w odwrotnej kolejności albo w ogóle nie występują. Po stracie ukochanej osoby, nie każda osoba cierpiąca przeżywa depresję.

      Po stracie małżonka pierwszą reakcją nie jest wcale zaprzeczenie, lecz raczej pogodzenie się ze stratą i to dość szybkie. Aż u 30 - 85 proc. członków rodzin młodocianych ofiar wypadków zaobserwowano, że nawet po kilku latach od tragedii nie mogli oni się pogodzić ze śmiercią bliskiego im, młodego człowieka.

      Żałoba przebiega różnie u poszczególnych ludzi. Nie ma też uniwersalnej recepty psychicznego przygotowania się na śmierć lub na stratę po najbliższej osobie.

      Błędne jest też przekonanie, że większość nawet ciężko chorych psychicznie jest agresywna. "Ponad 90 proc. pacjentów ze zdiagnozowaną poważną chorobą psychiczną, w tym, schizofrenią, nigdy nie stosuje przemocy" - twierdzą autorzy "50 wielkich mitów psychologii". Nie są też głównymi sprawcami morderstw. Są jedynie często tak przedstawiani w filmach i programach informacyjnych.

      Rzeczywistość jest jednak inna. Maniakalnymi mordercami i psychopatycznymi zabójcami są tylko nieliczni chorzy psychicznie. Z badań wynika, że są oni sprawcami co najwyżej 3 do 5 proc. brutalnych zbrodni.

      Scott O. Lilienfeld, Steven Jay Lynn, John Ruscio i nieżyjący już Barryl L. Beyerstein twierdzą, że jednym powodów tego, że tak łatwo ulegamy psychomitologii, jest to, iż za prawdziwe lubimy przyjmować coś, co jest zgodne ze zdrowym rozsądkiem, z naszymi instynktownymi przeczuciami, intuicjami i pierwszymi wrażeniami.

      Nawet znany w USA popularyzator nauki John Horgan, autor książki "Koniec nauki", kilka lat temu na łamach "New York Timesa" twierdził, że zbyt dużo teorii w fizyce i w innych dziedzinach nauki, w tym w psychologii, przeczy zdrowemu rozsądkowi.

      Ale zdrowy rozsądek - jak w 1764 r. pisał Wolter - wcale nie jest taki zdrowy. Intuicja jest zawodna. Szybkie osądy, jeśli pomagają, to tylko w ocenie nowo poznanych ludzi. W psychologii, w pojmowaniu skomplikowanych procesów psychologicznych i interakcji międzyludzkich, często zawodzą. Lepiej dać wiarę rzetelnym badaniom naukowym. Czasem nawet to nie wystarczy. Mark Twain przekonywał, że aby nauczyć się nowych nawyków myślenia, trzeba jednocześnie oduczyć się starych. A to nie jest takie łatwe. Wszyscy jesteśmy, bowiem domorosłymi psychologami. Psychomitologia nadal będzie zatem kwitnąć.(PAP)

      forum.gazeta.pl/forum/w,20070,38212225,122279467,_Mity_i_Bledy_w_Psychologii_i_Medycynie.html
      forum.gazeta.pl/forum/w,20070,38212225,122281102,_Mity_i_Bledy_w_Psychologii_i_Medycynie.html
      forum.gazeta.pl/forum/w,20070,38212225,122397021,Walka_z_oszustwami_medycznymi_znachorstwem.html

      forum.gazeta.pl/forum/w,20070,38212225,122399682,Re_Walka_z_oszustwami_medycznymi_znachorstwem.html

      forum.gazeta.pl/forum/w,20070,38212225,122407230,Walkazoszustwamimedycznymi_KLUB_SCEPTYKOW_POLSKICH.html
      forum.gazeta.pl/forum/w,20070,38212225,122764716,O_HOMEOPATII_w_Racjonaliscie_pl.html
      • ave.duce "FzD nie jest miejscem do prowadzenia 07.05.12, 19:52
        takich dyskusji." ..................... ?!
        • witekjs Re: "FzD nie jest miejscem do prowadzenia 07.05.12, 20:15
          ave.duce napisała:

          > takich dyskusji." ..................... ?!

          Wydaje mi się, że jednak nie jest.
          Do tego wskazany jest kompetentny zespół
          Przykładem dobrym, wydaje się być:

          KLUB SCEPTYKÓW POLSKICH jest organizacją zrzeszającą obywateli Polski zaangażowanych w realizację naszego podstawowego celu, jakim jest:

          Działanie na rzecz krzewienia rzetelnej empirycznej wiedzy naukowej i związanej z nią działalności praktycznej.

          Ponadto chcemy również:

          Chronić opinię publiczną przed dezinformacją w obszarze nauki i demaskować działalność pseudonaukową, która jest niebezpieczna dla ludzi.
          sceptycy.org/?page_id=2
          Również doskonały zespół istnieje w Racjonaliście:
          www.racjonalista.pl/kk.php/s,3889/q,Homeopatia.fundamentalne.oszustwo
          • ave.duce A mnie się wydaje, że jest. 07.05.12, 20:20
            FzD jest miejscem, gdzie można dyskutować o wszystkim.
            Można, jeżeli ktoś chce tu dyskutować.
            A jeżeli nie chce - to jego problem. Wybierze sobie inne miejsce. Droga wolna.

            Pozdrawiam.
            • ave.duce Re: A mnie się wydaje, że jest. 07.05.12, 20:33
              ps. zacznę podejrzewać, że ktoś się podszywa pod Ciebie :)))

              Niech nikt, kto nie wie czegoś, nie płacze -
              Witek podeśle mu odsyłacze
              i przy pomocy tych odsyłaczy
              wszystko dokładnie mu wytłumaczy.
              On w każdym zdaniu i w każdym wątku
              dotrze do sedna i do początku.
              Hej, dworscy chłopcy oraz dziewczynki -
              łapcie ochoczo witkowe linki.
              One największą nawet niebogę
              na najwłaściwszą sprowadzą drogę!
            • witekjs Re: A mnie się wydaje, że jest. 07.05.12, 20:35
              ave.duce napisała:

              > FzD jest miejscem, gdzie można dyskutować o wszystkim.
              > Można, jeżeli ktoś chce tu dyskutować.
              > A jeżeli nie chce - to jego problem. Wybierze sobie inne miejsce. Droga wolna.
              >
              > Pozdrawiam.

              Wydaje mi się, że nie rozumiesz, dlaczego nie można dopuścić do tego, aby forum lub portal nie medyczny, czy "medycyny naturalnej" zajmował się stale i kompetentnie tymi sprawami.
              Nietematyczne fora bywają, bezwzględnie wykorzystywane, pod pozorem, początkowo dyskusji o własnych doświadczeniach, do propagowania niekonwencjonalnych, nie uznanych metod terapeutycznych, parapsychologicznych czy okultystycznych.
              Sadzę, że należałoby, za wszelką cenę do tego nie dopuścić.
              Zareagowałem natychmiast, kiedy przeczytałem drugi post, kierując do miejsca z literaturą i adresami właściwych miejsc z fachowcami, pozwalającymi weryfikować podawane tu opinie..

              Witek
              • ave.duce Re: A mnie się wydaje, że jest. 07.05.12, 20:52
                Sorki, ale zapytam: o kim to piszesz:

                > pod pozorem, początkowo
                > dyskusji o własnych doświadczeniach
                , do propagowania niekonwencjonalnych, nie
                > uznanych metod terapeutycznych, parapsychologicznych czy okultystycznych.

                ???
                • witekjs Re: A mnie się wydaje, że jest. 07.05.12, 21:28
                  Piszę o tym, jak to może wyglądać, jeśli zaakceptujesz tworzenie wątku o takim profilu.
                  W FzD nie ma oficjalnie występującego, eksperta od niekonwencjonalnych i żadnych innych metod terapii. Istnieją fora, które się tym zajmują.
                  Przykro mi, że nie dostrzegłaś różnicy w podawanych, do tej pory przeze mnie linkach /np.piękno, sztuka, matematyka, fraktale/.
                  Stawiasz mnie, w trudnej sytuacji osoby, która nie chce zaakceptować, życzliwej propozycji i prowadzić interesującej, dla wszystkich dyskusji.
                  Myślałem, że w napisanych już postach, zrozumiale wyjaśniłem swój punkt widzenia.
                  Wygląda na to, że oczekujesz ode mnie, innej niż do tej pory aktywności w FzD.

                  Witek
                  • ave.duce Re: A mnie się wydaje, że jest. 07.05.12, 21:46
                    Witku, nie oczekuję - cieszę się z Twojej obecności i to wszystko. Możesz pisać, co i jak chcesz, ale i ja chyba mam prawo reagować zgodnie z tym, co myślę.

                    A co do braku eksperta na FzD - jakoś się tym nie przejmuję, bo mam ugruntowaną opinię o piszących tu forumowiczach.

                    Serdeczne pozdr00Fka.
                  • olga_w_ogrodzie Re: A mnie się wydaje, że jest. 07.05.12, 23:27
                    skoro nie jesteśmy ekspertami w danej dziedzinie, to nie możemy na jej temat rozmawiać ?
                    • kanciasta Re: A mnie się wydaje, że jest. 07.05.12, 23:58
                      olga_w_ogrodzie napisała:

                      > skoro nie jesteśmy ekspertami w danej dziedzinie, to nie możemy na jej temat
                      > rozmawiać ?

                      Myślę, że tym bardziej możemy :-)
                      Dzielić się swoimi doświadczeniami, wątpliwościami, wiedzą/niewiedzą.

                      Dla mnie większość pozycji naukowych (medycznych w szczególności) jest za trudne - no i nie mam tyle czasu, żeby je przestudiować sama. A na forum zawsze znajdzie się ktoś, kto
                      potrafi coś wytłumaczyć dużo prościej, szybciej... a jak jeszcze znajdzie się ktoś inny,
                      kto się z nim nie zgodzi i wytłumaczy po swojemu - to jeszcze lepiej :-))
                  • dupetek Re: A mnie się wydaje, że jest. 08.05.12, 10:34
                    Witku nie desperuj tak straszliwie i daj nam szansę - uwierz w ludzki rozsądek! Gadamy sobie o wszystkim i jeśli w dziedzinie medycyny błądzimy po wertepach, to zawsze możesz nas wyprostować, a Twoje zdanie ma swoją siłę. Zresztą Ta, również skutecznie wyjaśniała tu niejasności medyczne. Zauważ podejście Magdolota otwierającej ten watek.
              • gat45 Re: A mnie się wydaje, że jest. 08.05.12, 07:08
                A ja rozumiem zdrowe zaniepokojenie Witka. Też je odczułam po wpisie Inny o możliwościach pokonania raka siłą woli i wyjatkową sprawnością intelektualną. Nie jestem lekarzem, za to napatrzyłam się i nasłuchałam ludzkich reakcji na rakowy atak ( wybYtne dzieło literackie pod tytułem "Moje poczekalnie" niestety wciąż w rozsypce, notatki w szufladzie, nie chce mi się do tamtych czasów wracać).
                Zdiagnozowany rak to nie tylko choroba ciała. On coś robi ludziom w głowach (odwieczne przerażenie paralizujące ?) i czasem nawet pełnokrwisty sceptyk podlega odchyłom w stronę dziedzin dotąd niezbadanych. Jeżeli robi to zamiast leczenia, to skutki bywają straszliwe i wiele ich w zaawansowanej fazie widywałam w rakowych poczekalniach. Ściślej : najczęstszym błędem leczenia jest ignorowanie przez pacjenta objawów, odwlekanie pierwszej wizyty, a więc i samej terapii. Zupełnie jakby wierzyli, że dopóki jeszcze nie ma diagnozy, to "samo ustąpi". Druga, mniej liczna grupa*), to ci, którzy "lekarzy obchodzą szerokim łukiem" z zasady i zwracają się ku innym metodom. Ogromnie smutny jest fakt, że dotyczy to często kochających matek, które duszę by z siebie wypruły dla swojego dziecka, więc wiozą je na drugi koniec kraju, gdzie ktoś podobno leczy ..... (tu wstawcie, co chcecie, prawie wszystko się zgodzi z rzeczywistością, niestety). Krańcowym przypadkiem była dziewuszka 8-9 letnia, którą przez kilka miesięcy leczono za pomocą.... pojenia jej własnym moczem.
                Hhhhmmm. Musiałam przerwać, bo dotąd w gardle mnie ściska na wspomnienie tego dziecka i coś mi się z oczami robi.
                Witek ma rację. Ostrożnie z tematami leczenia chorób poważnych. Natomiast wynagrodzić to sobie chyba można - jak już się musi - poradami leczenia "równoległego". Prawie każdy z moich poczekalnianych towarzyszy niedoli coś tam jeszcze miał w zanadrzu :) Szczęściarze wierzący modlili się. Szczególnym powodzeniem cieszyła się Najświętsza Panięka z rue du Bac, a jak kto miał pieniądze i czas, to do "cygańskiej" katedry Saintes-Maries-de-la-Mer (chyba znanej z Dana Browna także, ale mogę się mylić). Te - łącznie - trzy Marie cieszyły się największą renomą w tych sprawach. Inni mieli specjalne potrawy czy przyprawy (kurkuma wtedy była w modzie), zioła, kolory, okłady, kamienie, substancje wonne... Zresztą lekarze starali się wybadać, co tam kto stosuje jako dopalacz, bo bywały chyba i szkodliwe. Nie wiem, bo zareagowałam takim zdumieniem na pytanie, co ja robię "jeszcze", że chyba mój sceptycyzm w sprawie dodatków był oczywisty.
                Nie to, żebym nie wierzyła, że istnieją inne medycyny, inne sposoby leczenia oraz mnóstwo rzeczy dotychczas nieodkrytych. Z pewnością istnieją i może kiedyś nasza nauka je odkryje i potrafi zastosować. Ale wkładam to na razie do szufladki "nadzieje ludzkości". Niech się ziszczają jak najprędzej, ale na razie mamy to, co mamy.

                Wydawało mi się, że każdy, kto się z rakiem naprawdę zetknął, czuje obowiązek nakłaniać bliźnich do szybkiej konsultacji i badań. Szerzenie mrzonek może się źle skończyć. Inna, jeden przypadek na X nie jest regułą. Gratulujemy Ci, ale nie rób innym nadziei, które mogą się okazać zbyt ponure w skutkach.
                • kanciasta Re: A mnie się wydaje, że jest. 08.05.12, 08:14
                  gat45 napisała:

                  > Wydawało mi się, że każdy, kto się z rakiem naprawdę zetknął, czuje
                  > obowiązek nakłaniać bliźnich do szybkiej konsultacji i badań. Szerzenie mrzonek
                  > może się źle skończyć. Inna, jeden przypadek na X nie jest regułą. Gratulujemy Ci
                  > , ale nie rób innym nadziei, które mogą się okazać zbyt ponure w skutkach.

                  Właśnie. Cuda dlatego są cudami, że nie są regułą. Myślę, że w związku z tym są w pewnym
                  sensie intymną sprawą poszczególnych ludzi, którzy takowych cudów doświadczyli.
                  Znaczy: jeśli ci ludzie mają taką potrzebę - to oczywiście mają prawo o tym opowiadać.
                  Ale nikt nie powinien oczekiwać, że też ma prawo do cudu.
                  No i chyba nie ma tu takich :-)
                  • gat45 Re: A mnie się wydaje, że jest. 08.05.12, 08:21
                    Feler w tym, że "zapanowanie nad rakiem" nie zostało przedstawione jako cud, tylko jako metoda.
                    I to skłoniło najbardziej opanowanego spośród nas kolegi Witka do zajęcia dość ostrego (jak na niego) stanowiska. Tak to zrozumiałam.
                    • kanciasta Re: A mnie się wydaje, że jest. 08.05.12, 08:42
                      gat45 napisała:

                      > Feler w tym, że "zapanowanie nad rakiem" nie zostało przedstawione jako cud, ty
                      > lko jako metoda.
                      > I to skłoniło najbardziej opanowanego spośród nas kolegi Witka do zajęcia dość
                      > ostrego (jak na niego) stanowiska. Tak to zrozumiałam.

                      No moze i metoda, ale jak na moje oko to raczej na pokonanie strachu.
                      • gat45 Re: A mnie się wydaje, że jest. 08.05.12, 08:54
                        Czekaj. O co my się właściwie spieramy ?
                        Bo mam wrażenie, że nie o tym samym mówimy.
                        • kanciasta Re: A mnie się wydaje, że jest. 08.05.12, 23:33
                          gat45 napisała:

                          > Czekaj. O co my się właściwie spieramy ?
                          > Bo mam wrażenie, że nie o tym samym mówimy.

                          O tym samym. Tylko siedzimy w różnych kątach i widzimy nieco inaczej ;-)
                          Ale dzisiaj już nie mam siły rozwijać - tym bardziej, że wątek rozwija się
                          sam :-))))
                          • gat45 Re: A mnie się wydaje, że jest. 09.05.12, 12:09
                            Zwalczanie strachu : ja się w wypowiedzi Inny nie dopatrzyłam żadnego strachu, wprost przeciwnie. Ale dajmy spokój autorce wpisu, który nas skłonił do takich a nie innych rozważań. Inna tej gałązki wątku nie podjęła, więc to ja wykonałam takiego swoistego offtopika. I ciągnę go, bo sprawa leży mi i na sercu, i na sumieniu.

                            Tak, osobom z "moich poczekalni" chodziło o pokonanie strachu. Ale Witkowi i mnie nie o nich szło (przepraszam , Witku, że mówię za Ciebie), tylko o tych, którzy im podsuwają niewłaściwe sposoby. Mój apel był skierowany do tych, którzy alternatywne sposoby walki z rakiem propagują, bo - według mnie - to bardzo groźne (patrz wpis Pana Mana Sapiensa gdzieś niżej w tym watku).
                            • kanciasta Re: A mnie się wydaje, że jest. 10.05.12, 22:40
                              gat45 napisała:

                              > Mój apel był skierowany do tych, którzy alternatywne sposoby walki z rakiem propagują,
                              > bo - według mnie - to bardzo groźne

                              Przepraszam, że jeszcze się odezwę. Wydaje mi się, że zbyt pochopnie
                              czasem dzielimy innych ludzi na tych, których trzeba chronić i tych, przed którymi
                              trzeba chronić.
                              A tak na marginesie: czytałaś może "Nic nie zdarza się przypadkiem" Terzaniego?
                • dupetek Re: A mnie się wydaje, że jest. 08.05.12, 12:53
                  Skończ tę książkę Gat! Nowotwór to straszna choroba nie tylko dla chorego.
                  Z rakiem miałem bardzo bliski kontakt dwa razy. Pierwszy, to u żony. Było to w moim okresie poznańskim na początku lat osiemdziesiątych, byliśmy krótko po ślubie i na rutynowym prześwietleniu RTG dopatrzono się u niej guza na płucach. Dla młodych ludzi zaczynających wspólne życie to był szok, wtedy taka diagnoza brzmiała jak wyrok śmierci. Lekarze od ręki dali skierowanie na operację, w jakimś kolejarskim szpitalu w Chodzieży - sprecyzowanie co to za nowotwór bez cięcia było niemożliwe.
                  W Poznaniu wtedy działał bardzo silny ośrodek tzw. psychotroniczny, ale po pierwszej próbie tzw. zabiegów daliśmy sobie spokój. Jedyne sensowne co udało mi się wtedy, to dotarcie do najlepszego wówczas w Polsce torakochirurga prof. Lorkiewicza - absolutny szacunek dla profesora za wszystko, żadnych łapówek nie było !!! Żona wtedy była na ostatnim roku, pracowała nad dyplomem magisterskim i jeszcze okazało się, że jest w ciąży. Profesor zalecił donoszenie ciąży i poród, dając nam promyk nadziei, że zdarza się iż organizm kobiety w ciąży i w połogu wyzwala duże siły samoobronne i może dojść do remisji - guz był wtedy wielkości śliwki. Jeśli żona by coś zaczęła odczuwać, typu: trudności z oddechem, uczucie "uwierania" wewnątrz, to miała się zgłosić wcześniej. Ciąża i poród przebiegły bezproblemowo, a żadnych uciążliwości związanych z nowotworem nie było. Gdy syn miał około roku zgłosiliśmy się zgodnie z umową na badanie i okazało się, że guz jest wielkości dużej pomarańczy. Decyzje zapadały błyskawicznie, w ciągu kilku dni żona trafiła na stół. Okazało się, że był to nerwiak na opłucnej i do dziś wszystko jest ok! Dzięki profesorowi mamy syna, bo gdybyśmy poszli za pierwszymi zaleceniami lekarzy, to ta ciąża byłaby stracona, a syn przetrwał wszystko i jako sześciomiesięczny płód bronił z mamą pracę magisterską:) Bardzo uprościłem, tu rolę profesora, bo to było wiele spotkań i rozmów/wywiadów. Gość, u którego kolejka na wstawienie zastawki czekała pół roku, który co miesiąc wyjeżdżał na kilka dni do Berlina zach. żeby operować, zajął się nami jak ojciec bezradnymi i przerażonymi dziećmi.
                  Wtedy zaczął się rozpieprz w moim życiu, bo zrezygnowałem z planów osiedlenia w Poznaniu, żona przez ok. rok nie mogła zajmować się dzieckiem ze względu na pooperacjne rany, a nie miał nam tam kto pomóc. Zrezygnowałem z wynajmowanego mieszkania, żonę wywiozłem do rodziców, a gdy rany się zrosły zacząłem pracować na kontraktach.

                  Drugi kontakt z rakiem, to u mojego ojca w 1989! Od dnia pierwszych objawów do zejścia minęło ok. 4 miesiące. Zerwałem wtedy kontrakt w Niemczech, stałem cała noc w kolejce do Tołpy we Wrocławiu i wszystko na nic. Rak trzustki, lekarze otworzyli i zaszyli, bo stan już był beznadziejny:( Tatę zabraliśmy do domu i umierał spokojnie. Pamiętam jeden wqurw jaki miałem wtedy na lekarkę, która przy załatwianiu formalności rzuciła tekstem, że to od alkoholu. Zjebałem ją werbalnie jak psa, a nawet miałem niepohamowaną rządzę obić jej gębę, bo ojciec nie pił, ba, wtedy uchodził za abstynenta co to kieliszek wódki wypije raz na rok przy specjalnej okazji.
                  • magdolot Re: A mnie się wydaje, że jest. 08.05.12, 17:36
                    Podpisuję się oburącz pod apelem Dupetka do Gat.

                    Z Twoim okiem, Twoim Piórem, Twoją zdolnością obserwacji i wyciągania z nich wniosków w punkt, Mózgiem przez wielkie MÓ pełnym wszelkiego dobra i delikatnością...
                    Ja miałam rehabiliciąt dwoje, świetnych. Anka miała podobną operację jak ja, ino niespierdoloną, ale wiedziała jak jest, jak to się czuje, przez co się przechodzi. Rehabilitantką została potem, najpierw była młodą narciarką w strzępkach. CHOLERNIE mi to pomogło.

                    Przemyśl tę książkę na serio.
                    • magdolot Dupetku 10.05.12, 13:22
                      Myślę sobie i myślę, Dupetku. Historia i straszna i piękna.

                      I już wiem, co powiem Ci. Jak się będę kiedyś rzucała po Forum tutejszym jako feministka... to wiedz sobie jasno, że nie do Ciebie piję. W takich dyskusjach się pije do średniej statystycznej samca made in Poland. Tutejsze, Forumowe Samce, to inna jakość jest. Męże, Ojce, Dziadki, Lwytygrysy.
                      • dupetek Re: Dupetku 11.05.12, 11:06
                        Również Cię bardzo lubię Latająca!!! A że czasem pozrzędzę sobie tu na feministki, to raczej z przymrużeniem oka i na pewno nie personalnie:)
      • dupetek Ekstrawertyzm vs introwertyzm 07.05.12, 20:36
        Teraz trwa rewolucja w rozumieniu ekstrawertyzmu i introwertyzmu. Od ok. wieku, społecznie zaczęto traktować ekstrawertyzm jako zdrowy i pożądany, a introwertyzm jako chorobliwy - nauka również temu przekonaniu ulegała. Teraz szykują się duże zmiany w definicjach. Psychologia trudna nauka być!
        Szkoda tylko ludzi, których błędne teorie skrzywdziły:(
        kobieta.newsweek.pl/niech-zyja-odludki,89902,1,1.html
        • inna57 Re: Ekstrawertyzm vs introwertyzm 08.05.12, 09:00
          Jako totalny introwertyk i babcia introwertyka potwierdzam, tylko introwertyzm pozwala zajrzeć w siebie. Bez tego wglądu nie ma możliwości przejęcia kontroli nad częścią funkcji mózgu.
          • dupetek Re: Ekstrawertyzm vs introwertyzm 08.05.12, 10:26
            Wrzuciłem ten temat Witkowi w celu uświadomienia, że nauka (eksperci) również błądzi, zwłaszcza w naukach bardzo trudnych do zweryfikowania.
            Ale z ogólną tezą Witka żeby unikać szarlatanerii zgadzam się w 100%!
            • inna57 Re: Ekstrawertyzm vs introwertyzm 08.05.12, 11:31
              Szarlatanerii i znachorstwu też jestem przeciwna w 100% natomiast uważam że człowiek nie potrafi w sposób właściwy wykorzystywać możliwości swojego ciała i umysłu.
            • ploniekocica Re: Ekstrawertyzm vs introwertyzm 08.05.12, 16:38
              Z całym szacunkiem, ale strasznie powierzchowny ten artykuł. Traktuje ekstrawertyków i introwertyków jako zbiory rozłączne, a to przecież nieprawda. Taka psychologia, co to ją Ave uważa za szarlatanerię :)
              • dupetek Re: Ekstrawertyzm vs introwertyzm 09.05.12, 11:53
                Artykuł jest jedynym jaki znalazłem w polskim necie na ten temat, a o tym problemie dowiedziałem się od kolegi z Kanady przy okazji życzeń wielkanocnych. W pewnych środowiskach ta sprawa może być kataklizmem, bo po poprawkach definicji związanych z traktowaniem introwertyzmu jako stanu około chorobowego, trzeba będzie weryfikować nawet wyroki sądowe o odebranie rodzicom dzieci lub ubezwłasnowolnienie. Może być niezły gnój, jestem ciekaw rozwoju sytuacji.
                • ploniekocica Re: Ekstrawertyzm vs introwertyzm 09.05.12, 12:10
                  Jak żyję pierwszy raz słyszę, żeby introwertyzm był traktowany jako stan około
                  chorobowy, a już odbieranie dzieci lub ubezwłasnowolnianie z tego powodu to dla mnie czysta abstrakcja. Nie wiem, co się robią z introwertykami w Kanadzie, ale w Polsce nawet poDFUr Ryży Thuske jeszcze się do introwertyków nie dobrał.
                  Naprawdę spotkałeś się z chociaż jednym takim przykładem?
                  • dupetek Re: Ekstrawertyzm vs introwertyzm 09.05.12, 15:50
                    Polska nie jest dobrym przykładem, ale niektóre kraje i owszem! W Skandynawii chociażby, wystarczy, że dziecko przedszkolne nie bawi się z grupą i mało mówi, żeby uznać je za ofiarę patologii rodziców. Oczywiście to jest skrót, ale z grubsza tak to wygląda w Kanadzie również.
                    • inna57 Re: Ekstrawertyzm vs introwertyzm 09.05.12, 16:00
                      Takie skrótowe myślenie to dopiero jest patologia. I piszę to jako introwertyk. Moje dziecko jest ekstrawertykiem a wnuk introwertykiem. Intro... i ekstrawertyzm to nie są jednostki chorobowe.

                      W krajach skandynawskich są różne zboczenia władzy. Nawet we własnym domu upić się nie można bo wystarczy jeden telefon zaniepokojonego sąsiada, nawet kiedy pijesz bez ekscesów, żeby przyjechała stosowna policja i odstawiła cię do mało komfortowego "żłobka". O odmowie w tym wypadku być nie może. To jest przykład konkretnie z Finlandii.
                      • witekjs Re: Ekstrawertyzm vs introwertyzm 11.05.12, 10:11
                        inna57 napisała:

                        > Takie skrótowe myślenie to dopiero jest patologia. I piszę to jako introwertyk.
                        > Moje dziecko jest ekstrawertykiem a wnuk introwertykiem. Intro... i ekstrawert
                        > yzm to nie są jednostki chorobowe.

                        >
                        > W krajach skandynawskich są różne zboczenia władzy. Nawet we własnym domu upić
                        > się nie można bo wystarczy jeden telefon zaniepokojonego sąsiada, nawet kiedy p
                        > ijesz bez ekscesów, żeby przyjechała stosowna policja i odstawiła cię do mało k
                        > omfortowego "żłobka". O odmowie w tym wypadku być nie może. To jest przykład ko
                        > nkretnie z Finlandii.

                        Myślę, że ten artykuł jest niewiarygodny.Wieczorem poszukam w medycznej literaturze angielskojęzycznej.
                        Witek

                        Introwertyzm - fakty i mity
                        Michał Lewandowski

                        Rozprawmy się z mitami

                        Introwertyzm nie jest nieśmiałością, choć często bywa z nią mylony. Osoby nieśmiałe obawiają się wyjść z inicjatywą, obawiają się kontaktów społecznych, natomiast potrzebują tych kontaktów, żeby czuć się dobrze. Natomiast introwertycy po prostu nie mają ochoty na rozmowę z dwudziestą osobą z rzędu o tym, że pogoda dzisiaj nie dopisała i korki sparaliżowały ruch w całym mieście. Po prostu nie jest to im do niczego potrzebne, a wręcz nadwyręża ich zasoby energetyczne. Introwertyk bowiem czerpie energię z wewnątrz, z przebywania sam ze sobą, zaś kontakty z innymi ludźmi powodują ubytek tejże energii. Dla kontrastu, u ekstrawertyków sytuacja ma się dokładnie odwrotnie. Czerpią energię z kontaktu z otoczeniem, a przebywanie samemu ze sobą ich męczy.

                        Introwertyzm nie jest depresją. Oczywiście, introwertycy narażeni są na depresję tak samo jak ekstrawertycy. Niektóre badania mówią nawet, że depresja częściej zdarza się u introwertyków. Jednak sam fakt, że osoba nie tryska entuzjazmem, jest wyciszona i skupiona w sobie, nie oznacza od razu, że właśnie planuje skok z dachu wieżowca i należy szybko skontaktować ją z najbliższym psychiatrą. Być może są to właśnie najszczęśliwsze chwile w jej życiu, tylko w jej charakterze nie leży oznajmianie tego całemu światu. Ona po prostu tak nie działa.

                        Introwertyzm nie jest zaburzeniem. Bywa często mylony z osobowością schizoidalną. Introwertycy są zdrowymi osobami, potrafiącymi w pełni realizować swoją osobowość, potencjał, oraz cieszyć się głębokimi relacjami z ludźmi. Natomiast osobowość schizoidalna to zaburzenie polegające min. na odcięciu się od kontaktów społecznych, braku satysfakcji w relacjach z ludźmi i spłyceniu osobowości. Pamiętajmy zatem, że fakt, że ktoś nie pokłada się ze śmiechu po naszym durnym dowcipie nie oznacza jeszcze, że jest psychicznie chory./.../

                        www.forumzdrowia.pl/id,192,art,33,ptitle,introwertyzm---fakty-i-mity.htm

                        • maniasza Re: Ekstrawertyzm vs introwertyzm 11.05.12, 22:48
                          witekjs napisał:

                          Osoby nieśmiałe obawiają się wyjść z inicjatywą, obawiają się kontaktów społecznych,
                          natomiast potrzebują tych kontaktów, żeby czuć się dobrze.
                          Natomiast introwertycy po
                          > prostu nie mają ochoty na rozmowę z dwudziestą osobą z rzędu o tym, że pogoda
                          > dzisiaj nie dopisała i korki sparaliżowały ruch w całym mieście. Po prostu nie
                          > jest to im do niczego potrzebne, a wręcz nadwyręża ich zasoby energetyczne. >
                          >
                          > Pamiętajmy zatem, że fakt, że ktoś nie pokłada się ze śmiechu po naszym durnym dowc
                          > ipie nie oznacza jeszcze, że jest psychicznie chory./.../


                          Ale można byc osobą nieśmiałą i introwertykiem jednocześnie, nie?! :)
                          NO!
                          :)
      • maniasza Re: Sapiens! Bier go! 07.05.12, 22:05
        witekjs napisał:

        > FzD nie jest miejscem do prowadzenia takich dyskusji.


        Wydaje mi sie, Witku, że błędnie odbierasz ideę tego forum.
        (Twoje wyjaśnienia poniżej, do Ave, przeczytałam).
        To nie jest forum eksperckie, jak zauważyłeś, i właśnie dlatego tu można pisać o wszystkim.
        Nie zauważałym też, aby ludzie tu piszący pretendowali do miana bycia ekspertami i prezentowali swoje poglądy jako jedynie słuszne i nie podlegające dyskusji. Ot, zwykła wymiana opinii, mnie lub bardziej poprawnych, żartobliwych, ironicznych, podchwytliwych, ale o niczym nie wyrokujących przecież.

        Rozumiem, zdaje się, Twoje obawy: uważasz, za niestosowne prowadzenia TAKICH dyskusji na tym forum, jako forum nieeksperckim, bo nie daj buk, jakaś sierota tu wejdzie przypadkiem, przeczyta i we wszystko uwierzy...
        O to chodzi?
        Bo się pogubiłam.
        • witekjs Re: Sapiens! Bier go! 07.05.12, 23:12
          Macie Obie rację. Przepraszam Was.
          Chciałem być delikatny i nie krytykować wprost, a "wyszło jak zawsze".
          Zareagowałem jak oburzony ekspert, który nie zgadza się z nieprawdziwymi tezami, a potem miałem pretensje, że ktoś mnie będzie chciał ustawić w roli konsultanta.
          I jeszcze, bez cienia poczucia humoru, pryncypialnie broniłem swojej racji.
          Wytłumaczę Wam skąd się to bierze.
          Jak każdy lekarz, mam głęboki uraz przed spotkaniami u "cioci na imieninach", gdzie "korzystając z okazji", różne kuzynki w tańcu, opowiadają mi o swoich problemach z hemoroidami /autentyczne/.
          Jest to rodzaj naszej fobii, przed postrzeganiem nas jako ludzi, z którymi można jedynie o takich sprawach dyskutować. Bo przecież lekarz, o niczym innym nie myśli, tylko kogo by jeszcze zdiagnozować i uzdrowić...
          Wystarczyło by przecież, gdybym nie wtrącał się do tej rozmowy i już.

          Przesyłam uściski /nie "pozdrawiam" tym razem/. Witek }:-})=
          • ave.duce Re: Sapiens! Bier go! 07.05.12, 23:21
            No i po sprawie.

            Do okulisty w Katowicach przychodzi baba i mówi:
            - Panie doktorze, z bliska źle widzę.
            - A z daleka ? - pyta lekarz.
            - Z Koszalina...

            Obyśmy zdrowi byli :)
            • tojajurek Re: Sapiens! Bier go! 08.05.12, 00:03
              Ja Witka rozumiem. To jest stały dylemat specjalisty, który styka się nieustannie z opiniami dyletantów lub wręcz oczywistymi bredniami, o których prawdziwości są ludzie niejednokrotnie głeboko przekonani. Kłopot polega na tym, czy tłumaczyć ludziom, że wierzą w brednie, rujnując ich przekonania i raniąc ich miłośc własną, czy grzecznie potakiwać i unikać sporu.
              Myśle, że granicą - często trudną do precyzyjnej oceny - jest realna szkodliwość owych przekonań. Dla naprzykładu - jeśli lekarz (sorry za banalny kontekst) widzi, że pacjent modli się do Jahwe o cudowne uzdrowienie, to jest to tylko przejaw nieszkodliwej naiwności i nie ma przesłanek, aby mu tłumaczyć, że nikt tam nie słucha takich suplik. Jeśli natomiast chory modli się do Jahwe zamiast się leczyć, to należy mu bezwzględnie uświadomić, że robi błąd. Ale mimo wszystko - bez walenia pałą w łeb.
              Tak to widzę.
              • kanciasta Re: Sapiens! Bier go! 08.05.12, 07:30
                tojajurek napisał:

                > Ja Witka rozumiem. To jest stały dylemat specjalisty, który styka się
                > nieustannie z opiniami dyletantów lub wręcz oczywistymi bredniami, o których
                > prawdziwości są ludzie niejednokrotnie głeboko przekonani. Kłopot polega na tym,
                > czy tłumaczyć ludziom, że wierzą w brednie, rujnując ich przekonania i raniąc ich miłośc
                > własną, czy grzecznie potakiwać i unikać sporu.

                Na szczęście są inne możliwości, oprócz tego tłumaczenia albo potakiwania :-))
              • witekjs Dziękuję Tojajurkowi i Gat za zrozumienie i Ba też 08.05.12, 10:00
                Dziękuję Tojajurkowi i Gat za zrozumienie i Ba też, za życzliwą wyrozumiałość.
                Podstawowym problemem, w przyjacielskich kontaktach ze znajomymi jest to, że oni nie wiedzą, że nie ma z lekarzem wiążących, "towarzyskich" rozmów o chorobach, szczególnie konkretnej osoby. Nasze odpowiedzi, zawsze mogą być potraktowane, jako definitywne, medyczne diagnozy, lub propozycje leczenia. Często mogą być przekazywane komuś, kto nie ma kontaktu z tym lekarzem i nie może weryfikować wątpliwości.
                Nie możemy orzekać czegoś, bez szczegółowego wywiadu, często w opinii pacjentów z "kłopotliwymi" pytaniami, , nie mającymi nic wspólnego, z ich dolegliwościami.
                Dotyczy to również kontaktów, z kolegami lekarzami, którzy często muszą, spotkać się ze mną w gabinecie, zapominając o tym, że "oni właściwie wszystko wiedzą". ;-)
                Dla nich jednak zrozumiałe jest, że poza wywiadem, konieczne jest wykonanie badania przedmiotowego i najczęściej badań dodatkowych. Zawsze o tym pamiętam, kiedy sam wymagam porady lekarskiej i umawiam się na wizytę w gabinecie.
                Obecnie najpopularniejszym specjalistą, jest "dr Google" i bywa z tym niemało problemów. :-)
                Myślę, że rozumiecie już dokładnie, dlaczego lekarz, nie powinien występować jako specjalista, w forach nieprofesjonalnych. W portalach lekarskich typu konsylium, podaje się najczęściej sugestie, co do koniecznych badań, konsultacji i różnych możliwości postępowania leczniczego.
                Serdecznie Was pozdrawiam. Witek }:-})=

























                • magdolot Re: Dziękuję Tojajurkowi i Gat za zrozumienie i B 08.05.12, 16:57
                  Wracam do początku i nieco rozwijam.

                  Kilka razy już mi proponowano "gruntowne przebadanie się biorezonatorem fotonowym". No, kurwa, brzmi tak, że rezonans magnetyczny odpada w przedbiegach! I zresztą MA tak brzmieć zapewne. Toż sobie w końcu zguglowałam i z grubsza mogę ocenić spójność wywodu [ bo ani lekarzem ani fizykiem medycznym nie jestem], który jest straszeniem modnymi pierdołami i na złe i niewidoczne moce wypływające podstępnie z maszynek codziennego użytku... proponuje panaceum w postaci dodatkowej maszynki emitującej dla odmiany ozdrowieńczą moc. Z info o komputerach [rzucony „konkret” - cyferki!] wynika zaś, że lud przy nich pracujący powinien masowo wymierać. Wygląda na ostry kit.

                  Ostatnio moja przyjaciółka resztką sił złagodziła komentarz odnośnie szkodliwości podania przeze mnie psu mięsa odmrożonego w mikrofali, ale patrzyła nań jakby miał kojfnąć na miejscu.

                  Toż wolę się u Sapiensa upewnić, bo może gupia jestem.

                  Uzupełniłam historią o lekarzu z tytułem doktora. Kardiolog posiadający rehabiliciarnię i umowę z NFZ, parający się na boku medycyną naturalną i wciskający pacjentowi ewidentny kit.
                  Witku, proszę odpowiedz [hemoroiduf u mienia niet]:
                  Co się na takich robi?!
                  Jakbym spotkała następnego, to gdzie mam iść na skargę?!
                  Ja byłam wtedy w paskudnym stanie i gdybym była gupsza albo nie miała super lekarza i rehabilitanta za plecami, to on by na mnie zarobił. I ten chuj przekroczył granicę, bo mi sugerował terapię swą ZAMIAST następnej operacji, złudną nadzieją majtając... To już powinno być karalne.
                  -------------------------------------------------------------------------------------------

                  Mię wzięło, chyba w związku z maturami z matematyki, na kolejną przymiarkę do holistyki w kontekście racjonalizmu. Bo holistyka wydaje mi się nad wyraz słuszna, lecz jeśli się ją zgugluje, człek wpada czołowo na tarota mantykalnego i inne fspaniałe kfiatki. I to jest jeszcze pół biedy. Ale już taki biorezonator fotonowy z certyfikatem UE to wyższa szkoła jazdy.
                  Biorezonans, cudowna lampa Zeptera często spotykana w przychodniach, homeopatia kupowana w aptekach...
                  Pamiętam takie dialogi z moim rehabilitantem:
                  - Nie wierzę w teorię pamięci wody.
                  - To homeopatia ci nie pomoże.
                  Stwierdzenie dość oczywiste, ale powstaje cichutkie pytanie "a jakbym wierzyła?".
                  --------------------------------------------------------------------------------------------------
                  Te zdrowe granice holistyki już się cokolwiek w tym wątku nakreśliły.
                  1. lekarz nie dr. Google, nie z przyrzutu, nie sugerować się przypadkiem cioci
                  2. szukanie odpowiedniej terapii medycznej, a nie szamaństfa ZAMIAST niej
                  3. dbanie o psychikę w sposób niekolidujący z terapią medyczną
                  COŚ JESZCZE?

                  I ten punkt 3 to jest dopiero morze i ocean.
                  Ja dla się postawiłam granice uznając triadę : lekarz prowadzący [mundry, wybrany, zaufany] konsultujący się z innymi + dobry rehabilitant + pomoc psychologiczna czy psychoterapia. Mój lekarz razem z rehabilitantem o moją psychikę też dbali, a szczególnie o moją wolę walki. Przy okazji odkryłam jak emocje potrafią pchać czystemu rozumu wielgaśny kij we szprychy i jak to fszystko razem przekłada się na ból, lęki i doły.

                  Mój racjonalizm oberwał tęgiego kopa od tego tajemniczego zwierzaka pod powierzchnią świadomości, któremu wiszą nakazy rozumu i albo poniesie gdzieś w krzaki, albo padnie na drodze i powie, że dalej już ani kroku, ni chuja. Mój racjonalizm przez wieki tego zwierzaka olewał, potem zaprzeczał jego istnieniu, potem się czuł upokorzony jego istnieniem ponad wszelką wątpliwość... a teraz usiłuje się z nim dogadać.

                  Emocje to stwory ulotne i trudno je znaleźć, nazwać, rozplątać... ale pozostawiają w ciele dziury całkiem namacalne, stany całkiem zapalne, postrzały całkiem realne.
                  Szukam nowych granic, kostek cukru dla mojego zwierzaka, żeby przestał rozrabiać... i nie wiem, gdzie się to skończy. Myślę że o tym w gruncie rzeczy pisała Inna, że sposób na swojego ma [i swoje własne nazwy; a zapewne są i nazwy naukowe].

                  Żyję w kraju przesiąkniętym metafizyką. Tu racjonalizm słabo rozpowszechniony jest i otoczenie ciągle mi go obrabia i daje do zrozumienia, że moje szkiełko i oko czyni ze mnie pojeba guchego na samo sedno. Ciągle jeszcze jestem racjonalna, ale nie byłam w sytuacji podbramkowej, się nie otarłam jeszcze. Rozumiem już modlitwy do Jahwe i Najświętszej Panienki, amulety, czarodziejskie terapie na dokładkę, homeopatię i wszystko w co można się wczepić zębami. I szanuję to.

                  Czasem się zastanawiam, czy gdybym od rana poświeciła se na coś lampą Zeptera, pogładziła amulecik, zjadła homeopatię i poszła na biorezonans a zaraz potem na mszę, to zwierzak by usatysfakcjonowany był i siedział sobie cicho. Czasem się zastanawiam, czy mnie nie wykończy ten racjonalizm mój.

                  A potem sobie myślę, że jak przesiewam przez rozum reakcje zwierzaka i dochodzę do konkretnych wniosków - to mi służy, a tamto nie, tamto muszę zmienić [ pracę, męża, otoczenie, klimat, gupie przyzwyczajenia, sposób myślenia o czymś]... to robię znacznie więcej, niż gdybym czarowała w tym samym syfie tkwiąc fciąż z uporem maniaka. Szczególnie, że już sporo wiem o tym, czym się kończy dążenie do ideału opiekuńczości i ciągłego cichego poświęcenia, bycia dobrym człowiekiem za pomocą samoumartwiania i olewania swoich własnych potrzeb. Kończy się dzikim buntem zabiedzonego i fkurwionego do białości zwierzaka. A nasza czaromaro kultura ciągłego taszczenia krzyży i samoumartwiania chyba właśnie w zadowolonym zwierzaku sytym i z radosnym błyskiem w oku ... ewidentnej obecności szatana się dopatruje i stara się zwierzaka bidnego wyegzorcyzmować na śmierć.

                  A co jakbyśmy prosto po Grekach spuściznę odziedziczyli, bez tego biczownictwa? Greki zdrowo obstawiały nieupierdliwe łapówkarstwo zamiast. Zjemy se wołu a bogu zostawimy bebechy i będzie nas za nie wspierał. Piękny, prosty świat.

                  Uff. Udało mi się ustalić moje granice na dzień dzisiejszy i chyba wstąpienie do sekty ciągle mi nie grozi, bo moszczę mojemu zwierzaku posłanko gdzieś między skrajnościami [bo je widzę teraz jako dwie różne klatki w których zwierzak dusi się podobnie] i zbieram mu kostki cukru, zabawki i czesawki, póki co nie magiczne... a potem się zobaczy.

                  • maniasza Re: Dziękuję Tojajurkowi i Gat za zrozumienie i B 08.05.12, 20:11
                    Ndaaaaa... bez dwóch zdań za to, że powiedział ZAMIAST, to na pal go.

                    Co do reszty, nie znam się, ale nie wierzę w te cuda.
                    Jakiś czas temu, moja siostra zakupiła (tak, tak :) tego typu aparat, z certyfikatami, zaleceniami od wszelkiej masy profesorów, że niby to w najlepszych klinikach jest stosowane i tp. No i jak przyjechała, to namawiała mnie spróbować, że takie cudne i wewogle, i i że na te chroniczne co tam ma, bardzo jej pomaga. Mało tego, zdarzyło sie, że tu dziecko jedno na wiolonczeli grające miało egzamin za dwa dni, a ręka odmawia kompletnie pracy. No to mamuska do mamuśki dzyn telefonik, chłopaka aparatem potraktowali, zdrów jak rydz i ręka nie boli i całkowicie sprawna.
                    No to ja na te wszystkie opowiastki, sprawdzę, myślę, to urządzenie w internecie, cóż to za cud. I sprawdziłam. Bardziej mnie opinie interesowały, niż opis urządzenia. I wyszło, że tak chyba pół na pół wychodzi, tych zadowolonych i przekonywujących o skuteczności i tyle samo, że nie dadzą się nabrać na kit, i że wcale to nie pomaga.
                    Mój kuzyn (Witkowy fach) wyśmiał moją siostrę, kiedy ta się pochwaliła, jaki to sobie agregat sprawiła, ale powiedział, że zaszkodzić to jej to nie zaszkodzi, ale żeby o lekarzu jednak pamiętała najsamprzód.
                    • magdolot Re: Dziękuję Tojajurkowi i Gat za zrozumienie i B 08.05.12, 23:27
                      Mama małża zafsze dawała nam drogie prezenty a małż tego usiłował uniknąć. Na pewną Gwiazdkę wymyśliła zmywarkę i choć ona była mi potrzebna jak fiks, łgałam jej pracowicie że nam zbędna całkiem. Dostaliśmy więc czarodziejską lampę Zeptera, która leczy FSZYSTKO. Małż zrobił kwerendę i znalazł jedyne naukowe wyniki pośród wielu innych bredni, że lampa może pomagać na deprę spowodowaną brakiem światła słonecznego. Tyle cuduf.

                      Za to na mnie przez lata wywierano naciski telefoniczne abym naświetlała Szatanka przy każdym katarku 3 razy dziennie po 5 razy ileś minut sekund i do tego jeszcze musiał być w nos popsikany jakimś specjalnym badziewiem w aerozolu. Obydwie tego serdecznie nienawidziłyśmy i awantury się odbywały niezłe, a pomagało gówno. Ale Szatanek był jeszcze za mały na wspólne kłamanie babusi i tak cholerna lampa stała się naszym wspólnym utrapieniem. Ja w takich wypadkach wolałam mu wepchnąć occilococcinum jako placebo, żeby się czuł leczniczo ukomfortowany zanim mu przejdzie albo się w coś rozwinie. I on je uwielbiał, a musiał się żywić "światłem które leczy".

                      Jak jeszcze odkryłam, że to cholerne gówno kosztowało babusię więcej niż zmywarka, to przez lata mnie wściekłość nad zlewem strasznie rozsadzała i obecność tej lampy w przychodniach lekarskich budziła we mnie warczącą nienawiść do konowałów oferujących ten frukt pacjentom za opłatą.

                      Latego odruchowym warczeniem reaguję na biorezonans fotonowy i miałam nadzieję, że Sapiens go rozkwasi na miazgę i z rozpędu odczaruje mikrofalę... a tu fszyscy tacy delikatni...
                      A dziś znowu jakaś wydzwaniała, żeby mnie nauczyć zdrowego żywienia. Chyba se stacjonarny zlikwiduję...
                      • maniasza Re: Dziękuję Tojajurkowi i Gat za zrozumienie i B 09.05.12, 06:49
                        Ja mam generalnie stopery na jakąkolwiek akwizycję, może to też niedobrze, bo człowiek moze coś przy okazji wartościowego stracić, nie dostać, np zmywarki ;)

                        Ale taki paradoks. Mój wujek ma absolutną alergię na lekarzy, mając obydwoje dzieci- lekarzy :). I zawsze leczy się sam, ziółka , pierdółki medycyna naturalna i takie tam. (moja siostra powinna być jego córką :)).
                        Nawet niedawno wiem, że miał kłopoty ze zdrowiem, nie chciał iść do lekarza, więc kuzynka go siła prawie tam zaciągła, i nic. Pani doktor nic nie zdziałała. Wujo się wkurzył i powiedział, że sam sobie da radę. No i dał. Po raz kolejny. Od czasu do czasu zdarza sie tak, że wujek cierpi, i juz prawie umiera, wtedy pozwala się zawieźć do lekarza, robią mu wszystkie badania w których nic nie wychodzi, i już sama ta wiadomość stawia go na nogi, na kolejny rok lub więcej, w przeciągu którego nie dolega mu nic. I za jakiś czas znowu to samo lekki spadek formy :) w międzyczasie oczywiście caly czas stosuje medycynę naturalną, i znow kontrolne badania, czy aby.... i znów ten optymizm stawia go na nogi :)
                        Ważne, że zdrów i oby tak dalej.
                        • magdolot Re: Dziękuję Tojajurkowi i Gat za zrozumienie i B 10.05.12, 13:36
                          Kiedyś ciocia małża męża swego, alkoholika-akademika, górala, ex skoczka narciarskiego... na usg zaciągnęła w celach wychowawczych. Miała nadzieję, że opłakany obraz jego starczych bebechów twardzielstwo jego skruszy i on przestanie chlać...

                          I ciocia wyszła w opłakanym stanie, a wuj nową motywację do chlania uzyskał.
                          Badanie wykazało, że jedynym "felerem" wujowych bebechów są 3 nerki.
                        • inna57 Re: Dziękuję Tojajurkowi i Gat za zrozumienie i B 10.05.12, 14:53
                          Dla ścisłości, ten optymizm Go leczy. To może być tak, mózg wysyła informacje że zaczyna mieć wątpliwości czy wszystko jest OK i czy on, mózg steruje wszystkim w sposób właściwy posiłkując się środkami dostarczanymi na co dzień, następuje spadek formy, Twój wujek trafia do lekarza, ten robi badania i przekazuje jasną, prostą informację - wszystko działa dobrze, błędów nie wykryto. I wyleczony ze swych wątpliwości mózg dalej wykonuje swoją mrówczą pracę nad utrzymaniem organizmu we właściwej formie. Pogratulować szanownemu wujaszkowi zdolności, niektórzy taki stan komunikacji ciało-mózg uzyskują po latach ćwiczeń.
                          Tu nie ma żadnej szarlatanerii, zwyczajnie mózg szanownego wujaszka jest wykorzystuje więcej niż przeciętne 15% szarych komórek.
                          • maniasza Re: Dziękuję Tojajurkowi i Gat za zrozumienie i B 11.05.12, 22:50
                            Też tak myślę, to taki wewnętrzny power. Choc myslę, że całkiem nierzadko spotykany.
                            :)
                  • witekjs Do Magdolot 08.05.12, 22:04
                    Czymś wyjątkowo nieuczciwym jest stosowanie, przez lekarza, metod "medycyny alternatywnej".
                    Istnieje Naczelna Izba Lekarska...

                    Prezes Naczelnej Rady lekarskiej: Leczenia nie można opierać na oszustwie

                    /.../- Czy pacjenci często skarżą się u Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej na lekarzy uprawiających alternatywną medycynę?

                    - Tych skarg nie jest dużo, ale ich liczba rośnie. Prawdopodobnie dlatego, że świadomość społeczna, zwłaszcza po rocznej dyskusji toczącej się wokół homeopatii, widocznie się zwiększa. Widzę to chociażby jako lekarz, do którego przychodzą pacjenci. Coraz więcej jest sygnałów właśnie od pacjentów, którzy mówią, że lekarz zapisał im jakieś dziwne rzeczy i proszą o informację, czy to jest jeszcze medycyna lub skarżą się, że zostali „nabici w butelkę"./.../
                    www.zdrowie.senior.pl/75,0,Prezes-Naczelnej-Rady-lekarskiej-Leczenia-nie-mozna-opierac-na-oszustwie,6051.html
                    • ave.duce ;) 08.05.12, 22:18
                      witekjs napisał:

                      > Czymś wyjątkowo nieuczciwym jest stosowanie, przez lekarza, metod "medycyny alt
                      > ernatywnej".
                      > Istnieje Naczelna Izba Lekarska...

                      ... Mariusz Łapiński, były minister zdrowia, prowadził w TVP Info program, w którym propagował medycynę niekonwencjonalną ...

                      ... Na bezsenność program polecał akupunkturę, terapię światłem i hipnozę (...)
                      Odcinek piętnasty donosił: "Ręce, które leczą. Ręce Pawła Połoneckiego - o niezwykłej mocy bioenergoterapeuty. (...) Dzięki jego mocy energetycznej na świat przyszło 15 tysięcy dzieci" ...

                      Wizualizacja pozytywna -

                      • witekjs Re: ;) 08.05.12, 22:48
                        ave.duce napisała:

                        > witekjs napisał:
                        >
                        > > Czymś wyjątkowo nieuczciwym jest stosowanie, przez lekarza, metod "medycy
                        > ny alt
                        > > ernatywnej".
                        > > Istnieje Naczelna Izba Lekarska...

                        > ... Mariusz Łapiński, były minister zdrowia, prowadził w TVP Info program, w
                        > którym propagował medycynę niekonwencjonalną
                        ..
                        >
                        > ... Na bezsenność program polecał akupunkturę, terapię światłem i hipnozę (...)
                        >
                        > Odcinek piętnasty donosił: "Ręce, które leczą. Ręce Pawła Połoneckiego - o niez
                        > wykłej mocy bioenergoterapeuty. (...) Dzięki jego mocy energetycznej na świat p
                        > rzyszło 15 tysięcy dzieci" ...
                        >
                        > Wizualizacja pozytywna -
                        >
                        To jestem trafiony -zatopiony :-)
                        Przegapiłem tę informację. Straszne.

                        Dziękuję i pozdrawiam. Witek }:-})=
                        • magdolot Re: ;) 08.05.12, 23:07
                          Zaiste nie o tym pisałam, jak pisałam że świetny lekarz to trochę szaman jest. Pan Łapiński nieco źle mnie zrozumiał. Ale fcześniej mieliśmy w tivi pana Kaszpirowskiego. Pamiętacie? Może trzeba założyć racjonalistyczną tivi? Klub Bolesława Śmiałego?

                          Spędziliśmy kiedyś noc z 1,5 rocznym Szatankiem na Emergency, kłopoty z wydechem, badania, RTG pokazało coś w pucku. Kilka godzin czekania na operującego torakochirurga.
                          Duży, bardzo czarny facet z takim głosem i aurą, że jak z uśmiechem powiedział znad zdjęcia, że to absolutnie nic... natychmiast poczułam się uratowana. Ciepło i pewność. Mój chirurg miał tego trochę, ale nie tyle.

                    • magdolot Re: Do Magdolot 08.05.12, 22:54
                      Dzięki, Wituś! Następnym razem złożę skargę.

                      Znam dwie osoby, którym nie pomaga tradycyjna medycyna i leczą się u "chińczyka" tj. lekarza który leczy ziołami itepe. M.in. twardzinę. Przeraża mnie to. Ale pacjentki dobrze wiedzą co im służy i każda rozmowa o tym kończy się raczej polecaniem mi "chińczyka", niż.
                      W tym kontekście patrzę jaśniej na rzeczywistość po przeczytaniu Radziwiłła.
    • man_sapiens Re: Sapiens! Bier go! 08.05.12, 18:55
      Jak taki szarlatan nabierze na swoje magiczne sztuczki jakiegoś zdrowego a głupiego i bogatego hipochondryka to pół biedy. Jak jakieś dziecko z banalną infekcją dostanie zamiast antybiotyku krople homeopatyczne, to nawet dobrze. Ale on często żerują na strachu ludzi przed ciężkimi chorobami. Typowy przykład: mój jeśli nie przyjaciel, to bliski znajomy zachorował na raka prostaty. Można powiedzieć, banał. Zanim zdecydował się na leczenie wydał krocie na jakieś południowoamerykańskie zioła, bioprądy, dotyk uadrowicielski i różne takie. Jak się po 8 miesiącach źle poczuł to poszedł po raz drugi do urologa z rozpromienioną twarzą i informacją, że jednak zdecydował się na operację. Tylko nie było już co operować, miał przerzuty. A ja do dzisiaj muszę słuchać od jego żony, że jego śmierć to najlepszy dowód na nieskuteczność normalnej medycyny.
      Swoją drogą ciekawe, czy przyrządzając preparaty homeopatyczne - co polega na rzekomym pozostawianiu w wodzie "odcisków" molekuł rozcieńczanej substancji - ich wytwórcy najpierw usuwają z tej wody odciski ptasiego i innego g...a, które dostało się do tej wody kiedy jeszcze płynęła w strumyku.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka