magdolot
02.11.13, 01:08
Nie mogę się nadziwić obawom przed lustrami, choć sama je posiadam i w okularach rzadko patrzę w lustra, aby się czuć lepiej.
Piję do książki Anny Applebaum-Sikorskiej "Za żelazną kurtyną. Ujarzmienie Europy Wschodniej 1944-1956."
1. "Dla wielu ludzi nie było wyboru: współpracować albo z partią, albo nie. Nie współpracować oznaczało stracić mieszkanie, stracić edukację dla dzieci. Ja nie wiem, czy nie postąpiłabym tak samo".
Nie rozumiem dlaczego to oburza, choć zdarzyło mi się coś bardzo podobnego.
Wywiadowana obozowa pani zapytała mnie, czy ja bym swoje dziecko puściła po Płaszowie w mundurku odemana i z pejczykiem [Chilowicz - Ananiasz Amona Goetha]. Odpowiedziałam: "Nie wiem co bym zrobiła, żeby ratować własne dziecko i mam nadzieję, że nigdy się tego nie dowiem." Zdrowo opieprzona odpowiedziałam pani, że ona ma prawo oceniać Chilowicza, a ja - nie.
Ja tę wypowiedź Sikorskiej odbieram jako tego rodzaju oświadczenie: Nie mam prawa was oceniać i go sobie nie daję. I słusznie, bo to podstawa takiej pracy jest. Strach pomyśleć co by się porobiło i jakim by od nas [słusznym!] powiało oburzeniem, gdyby sobie przyznała prawo do oceniania nas!
2. Kilometrowe dywagacje na temat widzenia nas "nie tak" a priori. Bo "tak" tylko Polak może zobaczyć i zrozumieć Polaka i Polskę. Jakby ta Polska była monolitem. Jakbyśmy, kurczę, byli fszyscy tego samego zdania. Jakby nas nie różniły oceny nic a nic. Jakby nie było Dariusza Libionki i Jerzego Roberta Nowaka, jatek o żołnierzy wyklętych... oj, tu długo można.
Tak, negocjator zawsze ryzykuje, że obydwie strony sporu solidarnie go zeżrą. Widać obserwator też. I widać, że mogą go zeżreć zanim się dowiedzą, co on zaobserwował. Za sam fakt podglądania? Pożarcie aprioryczne, wspólnego wroga, ha!
3. Zachowywanie się jakby ta książka jeno nas dotyczyła. A przecież ma ambicję opisać mechanizm zjawiska na podstawie trzech krajów. I to jest znacznie większa ambicja, niż obgadywanie Polaków. Ale nas to nie obchodzi nic a nic. Gość, który depcząc święte prawo gościnności ośmiela się o nas wypowiadać, psiakrew! A Norman Davies to nie jest...
To co mają powiedzieć Węgrzy i Enerdofce?! Powiesić bezczelną babę? Czekam na zarzut, że ona się ośmiela nas porównywać z jakimiś [tfu!] innymi narodami, w dodatku [tfu!] kolesiami Hitlera. On się pojawi, jak jeno do nas dotrze, że zostaliśmy tak okrutnie pominięci i miast być pępkiem świata jak się przynależy, jesteśmy jednym z przykładów. Na szczęście jeszcze nie mieliśmy czasu tego zauważyć, przykładnie rozjuszeni przez punkty 1-3. Lecz w końcu ochłoniemy dość, żeby się znowu fkurzyć.
A na końcu odbędzie się wkurzenie nr.5. Za formę. Wykorzystanie historii mówionej, czyli kompletny brak obiektywizmu, zupełnie jak u Grossa. Bo o nas można jeno czystą prawdę obiektywną. I chuj, że żaden historyk obiektywny nie jest, bo to nie matematyka. [I nawet sam Bóg napisał dotąd kilka książek, a we fszystkich sama czysta prawda obiektywna i o nią dotąd się rżniemy, która z nich najprawdziwsza, choć już na szczęście nie ffszędzie.]
I gruszka, że najlepsze książki popularnonaukowe są mieszanką faktów historycznych z historią mówioną i ewentualnym własnym komentarzem, bo innych fcale nie przeczytamy i gówno z nich zrozumiemy. Ale to fffszystko nam nie przeszkodzi w domaganiu się ideału i nawet jak ta kobieta zgarnie za to swoje badziewie drugiego Pulitzera, nie wiem czy wybaczymy.
To powiedziałem ja, pierdolona Kasandra. A teraz Łubudubu!
A książkę dorwę dopiero za dwa miechy, więc się ten wątek powlecze.
Ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że to lustro już coś odbija...