kar01cia
28.06.11, 12:42
Czy teściowa może wymagać od nas, żebyśmy przywozili jej 3-letniego synka niemal codziennie? Nie mam zwyczajnie na to ochoty. Jak mały wraca od niej to jest rozklejony, płaczliwy, przewrażliwiony na swoim punkcie, tam robi to na co ma ochotę czyli przez większość czasu ogląda bajki i to jakieś okropne, mówiłam żeby mu takich nie puszczali ale oni w to nie wnikają, tylko pytają wnusia co chce i to jest ich wyznacznikiem. Poza tym babcia karmi go samym ciastem i czekoladą, mamy z synkiem problem z jedzeniem niesłodkich rzeczy i też mówiłam żeby nie dostawał nic słodkiego dopóki nie zje jakiegoś obiadu czy warzywa, ale to niemożliwe bo tam stoły są zawsze zastawione ciastami, a jak mały tam przyjeżdża na dzień dobry musi dostać czekoladkę –lub jeszcze lepiej, lizaka. I znów na nic moje prośby żeby zamiast słodyczy dawali mu owoce.
Dlaczego oni do nas nie przyjeżdżają? Niby nie mają nigdy czasu (teściowa nie pracuje, wiecznie siedzi w kuchni, teść większość dnia spędza w domu) – ale prawda jest taka, że ona wie, że sobie tu nie poszaleje, bo w swoim domu umiem tupnąć nogą a ona u siebie może go nosić na rękach, karmić łyżeczką, ubierać, rozbierać jak lalkę. Jak widzi z daleka, że mały chce sam np. ubrać buty to leci mało nóg nie połamie żeby go wyręczyć (co dość komicznie wygląda bo teściowa jest osobą otyłą).
Z teściami żyłam zawsze dobrze (7lat znajomości, w tym 4 małżeństwa), aż do momentu kiedy musiałam iść w drugiej ciąży do szpitala (pół roku temu). Jeszcze jakiś czas wcześniej mówiłam, co by było gdybym musiała iść do szpitala, na co teściowa mi odparowała że gdzieś by małemu pościeliła i jakoś by u niej spał. Zmroziło mnie to i pytam z wielkimi oczami czemu nie mógłby spać w domu, ze swoim tatą? Też zrobiła wielkie oczy, że oczywiście że by mógł tylko tak powiedziała. Po prostu to było dla niej tak oczywiste, że robiłaby mu za mamę, tata nieważny.
W szpitalu spędziłam w sumie 2m-ce, mały na dzień do babci potem z tatą do domu, ale ostatni miesiąc mąż zrezygnował z pracy, jakoś sobie finansowo daliśmy radę. A potem urodziły nam się bliźniaczki i po powrocie ze szpitala jeszcze na 2dni dałam go do babci(byłam po cesarce), i postanowiłam że zostanie już ze mną w domu. No i się zaczęło. Teściowa stawała na głowie, żeby mąż mnie przekonał żeby małego jej posyłać, a jak nie poskutkowało to zaczęła się obrażać, że my nie chcemy jej pomocy bo tak mi ciężko przy bliźniaczkach. Dodam, że miałam duuuużo do odbudowania w mojej relacji z synkiem. Po miesiącu nasze relacje wróciły do normy, ale nie mam zamiaru go tam posyłać na jej żądanie. Wydaje mi się, że wystarczy że pojedziemy tam razem w niedzielę i zostawię go jak wyjeżdżam z małymi np. do lekarza, do mechanika. Zresztą ostatnio miałam wyjechać z małymi na cały dzień do lekarza i mąż zawiózł go o 5 rano, ale mój wyjazd się skrócił i przyjechałam po niego o 11, to usłyszałam „nie. Jedź do domu, jak (M) będzie wracał z pracy, to go zabierze.” Ja na to, że skoro już jestem to go zabiorę, zresztą jutro go też przywiozę bo też mam wyjazd. A ona wpadła w panikę, zaczęła prawie piszczeć że on jej nie przeszkadza, niech siedzi i niech go (M) częściej przywozi itp. A mały się tego nasłuchał i za babcią mówi że ze mną nie pojedzie. Ale wpakowałam go do samochodu i zabrałam. A ona z nosem przyklejonym do szyby samochodowej powtarzała: „kiedy do babci przyjedzieeeesz, przyjeżdżaj do babci” – tak robi za każdym razem kiedy odjeżdżamy. Po tym nie mogłam się pozbierać przez 2 dni.
Jeszcze co do niej – jest kobietą zaniedbaną, sfrustrowaną szarą monotonią, odkąd ją znam była przy kości, ale przez ostatnie lata bardziej się roztyła, przestała dbać o fryzurę, jej codziennością jest nadskakiwanie swoim trzem dorosłym synkom –darmozjadom, w dodatku jeden pije, ma 31 lat, dostał od rodziców dom ale odkąd mój mąż się z niego wyprowadził gdy kupiliśmy sobie działkę, przeniósł się do rodziców a tam jeździ tylko na imprezy. Ciągle zachodzę w głowę, jak mój mąż się tam uchował.
Nawet trochę mi jej żal, ale wzdrygam się na myśl o tym, że ma brać udział w wychowaniu mojego dziecka.
Ostatnią rzeczą jakiej chcę jest robienie jakiejś rodzinnej awantury, czy odcinanie dziecka od babci, którą kocha ale powoli mam tego dość. Mam gdzieś te jej żądania, ale moje zlewanie prowokuje bardziej desperackie kroki z jej strony. Nie wiem czy jest jakaś rada dla mnie ale chociaż mi lepiej że się wygadałam :)