Dodaj do ulubionych

Rodzinka...(długie)

09.11.11, 17:03
Witam,
właściwie to nie wiem od czego zacząć...
mam 28 lat.
wyjechałam na studia daleko od domu rodzinnego od razu po maturze.jestem z małego miasteczka i rodzice utrzymywali mnie na studiach. Nie jesteśmy zamożną rodziną, więc oczywiste dla mnie było, że w każde wakacje pracuję. w trakcie studiów udzielałam korepetycji, żeby odciążyć rodziców na ile się da, pisałam foldery reklamowe dla firm, jednym słowem - szukałam sobie różnych "fuch", które mogłam pogodzić ze studiami, miałam też stypendium naukowe (cudem, ale się udawało). po skończeniu studiów ze stałą pracą było ciężko, więc próbowałam utrzymywać się z dorywczych prac (zgodnych z moim kierunkiem) wierząc, że dzięki obszernemu CV w końcu mi się uda. W tym czasie rodzice też pomagali finansowo, ale tylko wtedy, gdy już naprawdę brakowało mi pieniędzy. W końcu znalazłam wymarzoną pracę i od półtora roku utrzymuję się sama.
Od paru miesięcy jestem w ciąży, dobrze się czuję więc pracuję i będę pracowała póki starczy mi sił. Problem w tym, że moja praca nie jest etatowa, więc nici z urlopu macierzyńskiego. Partner robi co może, żeby odłożyć pieniądze na ten czas.
A teraz do sedna:
dla rodziców od początku było problemem to, że praca nie jest na etat i co jakiś czas wybuchały telefoniczne awantury, że taka praca jest "byle jaka" i to "żadna praca". Gdy zaszłam w ciążę usłyszałam, że jestem nieodpowiedzialna, bo nie dostanę żadnych pieniędzy na macierzyńskim i trzeba mi będzie znów pomagać - awantury o to, że nie szukałam wcześniej pracy na etat nasiliły się. Tyle, że ja tę pracę naprawdę lubię i nie chcę innej.
Mój partner po świętach wyjeżdża na 4 miesiące do pracy (na płatny staż zagranicę) - w tym czasie urodzi się dziecko. Rodzice zaproponowali, bym przyjechała do nich na czas jego nieobecności - urodzę, mama przez pozostałe dwa miesiące pomogłaby mi przy dziecku. Wydało mi się to rozsądne, bo mieszkamy sami za dala od rodzin (300 i 400 km) i sama chyba nie dałabym rady.
Ale teraz mdleję, jak sobie pomyślę, że mam się z nimi kisić tyle czasu.
Z rodzicami mieszka mój brat, lat 25. Mieszkanie jest za małe na 4 dorosłych i małe dziecko. Z bratem właściwie nie utrzymujemy kontaktu- on uważa że jestem wredną siostrą, która wyjechała na studia i ma go za głupka. Brat niestety nigdy nie był zbyt ambitny, rodzice wydawali majątek na korepetycje, ledwo zdał maturę. Nie miał pomysłu na swoje życie, więc mama opłacała mu różne szkoły prywatne, jednak żadnej z nich nie skończył. W domu był uważany za dziecko z problemami, więc niewiele od niego wymagano. Rodzice więcej oczekiwali ode mnie bo byłam ich zdaniem bardziej zaradna i rozsądna. Wobec brata byli niekonsekwentni - gdy chciał iść do pracy mama wymyślała tysiąc powodów dla których nie jest to dobry pomysł (w tym samym czasie mnie opieprzali, że skończyłam studia i jeszcze nie mam pracy), potem mieli do niego pretensje że żyje w domu jak darmozjad i nie zdaje nawet egzaminów na studiach za które płacą. I tak na zmianę - ostatecznie brat ma 25 lat, jest emocjonalnie 14-latkiem, niesamodzielnym, któremu tata mówi, żeby się ciepło ubrał i zameldował o której wróci, w domu nic mamie nie pomaga, dostaje wszystko pod nos, wplątuje się w dziwne sytuacje i interesy, imponują mu cwaniaczki z kasą, którzy w perfidny sposób go wykorzystują, nie ma zainteresowań, nie ma dziewczyny. Próbował prowadzić firmę, ale w wakacje chodził na imprezy, czegoś tam nie opłacił, coś tam zawalił i musiał zamknąć interes, na który wziął spory kredyt (pewnie rodzice mu spłacą).Brat po prostu osłabia mnie, nie mamy wspólnych tematów, nie jesteśmy zżyci, bo zbyt się różnimy.
Ostatnio napomknęłam mamie, że powinien się wyprowadzić i żyć samodzielnie to usłyszałam, że to moja wina, bo utrzymywali mnie na studiach i nie mieli kasy na stancję dla niego, a teraz jestem w ciąży więc znów muszą mi pomóc jego kosztem! Szlag mnie trafił, bo brat nie chodził obdarty i mógł też iść na studia tylko nie chciało mu się uczyć! (rodzice nie byli aż tak biedni, by nie mieć na studia dla obojga). Obwiniła mnie też o to, że nie utrzymujemy kontaktu, bo mam go za osobę głupią. Nic nie poradzę na to, że uważam go za niezbyt rozgarniętego i nie umiem z nim rozmawiać - po prostu jesteśmy z innych światów, jak widzę jego tryb życia to mnie trafia. Ostatecznie mama płakała i mówiła, że jestem niewdzięczna i to przeze mnie są awantury (powiedziałam, że robią z brata maminsynka i że jest niedojrzały głównie z ich winy). Nie mogę patrzeć jak brat od lat nie posuwa się naprzód w rozwoju ani intelektualnym ani emocjonalnym, dalej siedząc u nich na garnuszku -obawiam się, że będą mu wychowywali dzieci i martwili się jego życiem do ostatnich swoich dni. Rodzice wspólne z nim mieszkanie tłumaczą brakiem pieniędzy.
Teraz we trójkę - mama, brat i ojciec uważają, że mi się na studiach w dużym mieście w głowie poprzewracało i ze mną nie rozmawiają. Ja postanowiłam nie jechać do domu na okres końca ciąży i wziąć pożyczkę na wszystkie swoje potrzeby, żeby nie musieli mi w żaden sposób pomagać i żeby brat mógł się wreszcie wyprowadzić. Dodam, że rodzice nigdy nam niczego nie żałowali i zawsze pomagali we wszystkim (choć później zdarzało im się wypominać), choć nie są idealni, to zawsze mogłam na nich liczyć. Mamę mam za mądrą osobę i nie wiem jak mogła dopuścić, by brat był tak nieprzystosowany do życia. Ona z kolei nie chce słuchać żadnej krytyki i chyba nie umie dobrze ocenić całej sytuacji. Pokłóciłyśmy się przez telefon, ona się rozłączyła, obwiniając mnie o wszystko - że rozwalam im rodzinę, jestem niewdzięczna, nie kocham brata, że ześwirowałam itd.. Czasami myślę, że cała trójka trochę zazdrości mi życia w dużym mieście (bywały takie przytyki ze strony ojca, że oni pracują bym mogła po knajpach chodzić. Ojciec wiele lat nie pracował i jakoś nie szukał sobie pracy - gdy byłam w liceum i na studiach. Ale za to robił awantury, że ja nie pracuję i podawał mi przykłady dzieci, które wyjechały zagranicę i utrzymują rodziców - według niego to był przykład dzieci kochających rodziców i wdzięcznych). Nie wiem kto ma rację. Czuję się winna, ale z drugiej strony całe życie robiłam wszystko by wyrwać się z małego miasta, ciężko pracowałam na studiach i po studiach też. Moim marzeniem jest mieć na tyle środków finansowych, by pomagać rodzicom i wynagrodzić im lata frustracji z powodu braku pieniędzy.
Obserwuj wątek
    • znowuniedziela Re: Rodzinka...(długie) 09.11.11, 17:18
      Właściwie nie rozumiem Twego postu tutaj.
      Skończyłaś studia dzięki wydatnej pomocy rodziców, więc wdzięczność jest naturalna(moi np mnie z lubością z domu wyekspediowali, gdy miałam lat -naście i musiałam sobie radzić sama). Teraz też Ci pomagają, niby sama się utrzymujesz, a piszesz, że sobie jednak nie radzicie...
      Krytykujesz rodziców za postawę wobec brata, a gdy tylko jakiś przytyk pojawi się ku Tobie-od razu tragedia, jak śmią Cię atakować.
      Oni wyciągają bez przerwy do Ciebie ręce, pomagają Twoje rodzinie, bo rozumiem, że masz konkubenta, który też z Tobą mieszka-skoro odkłada pieniądze na wasza przyszłość, to czemu masz wziąć pożyczkę?
      czemu obchodzi Cię teraźniejszośc barat? Skoro całe życie był leserem i nieukiem, to naturalną konsekwencją jego wyborów jest brak i pracy i wykształcenia i rodziny. To rodzice pośrednio są za to odpowiedzialni, utrzymują go bo chcą, czy obawiasz się, że zbyt mało Ci dają pieniędzy, bo on jest na ich utrzymaniu?
      Mieszkaj sobie ze swoją rodziną, ale nie mieszaj się do ich spraw.
      I jeśli faktycznie jesteś samowystarczalna-to korzystaj z życia biorąc pieniądze z własnego portfela, a nie z rodzicielskiego-jeśli nie było Cię stać na dziecko-czemu jesteś w ciąży?
      Dla mnie twój opis życia to farsa córeczki przyzwyczajonej do ciągłej opieki rodziców. I najśmieszniejsze , ze oni są tak fantastyczni, że chcą Ci nadal pomagać. Utrzymywali Cię przez lat 28 i teraz również czują się w obowiązku Tobie i Twej rodzinie pomagać, a Ty masz pretensje o co? O brata, ze niezaradny, o mamę, o ojca, że kiedyś nie pracował...
      A może zaproś mamę do siebie na czas końca ciąży, rozwiązania?
      W końcu Ty możesz też być z nią u siebie , prawda?
      ...
      • all.those.yesterdays Re: Rodzinka...(długie) 09.11.11, 17:50
        znowuniedziela napisała:

        > Właściwie nie rozumiem Twego postu tutaj.
        > Skończyłaś studia dzięki wydatnej pomocy rodziców, więc wdzięczność jest natura
        > lna(moi np mnie z lubością z domu wyekspediowali, gdy miałam lat -naście i musi
        > ałam sobie radzić sama). Teraz też Ci pomagają, niby sama się utrzymujesz, a pi
        > szesz, że sobie jednak nie radzicie...
        > Krytykujesz rodziców za postawę wobec brata, a gdy tylko jakiś przytyk pojawi s
        > ię ku Tobie-od razu tragedia, jak śmią Cię atakować.
        > Oni wyciągają bez przerwy do Ciebie ręce, pomagają Twoje rodzinie, bo rozumiem,
        > że masz konkubenta, który też z Tobą mieszka-skoro odkłada pieniądze na wasza
        > przyszłość, to czemu masz wziąć pożyczkę?
        > czemu obchodzi Cię teraźniejszośc barat? Skoro całe życie był leserem i nieukie
        > m, to naturalną konsekwencją jego wyborów jest brak i pracy i wykształcenia i r
        > odziny. To rodzice pośrednio są za to odpowiedzialni, utrzymują go bo chcą, czy
        > obawiasz się, że zbyt mało Ci dają pieniędzy, bo on jest na ich utrzymaniu?
        > Mieszkaj sobie ze swoją rodziną, ale nie mieszaj się do ich spraw.
        > I jeśli faktycznie jesteś samowystarczalna-to korzystaj z życia biorąc pieniądz
        > e z własnego portfela, a nie z rodzicielskiego-jeśli nie było Cię stać na dziec
        > ko-czemu jesteś w ciąży?
        > Dla mnie twój opis życia to farsa córeczki przyzwyczajonej do ciągłej opieki ro
        > dziców. I najśmieszniejsze , ze oni są tak fantastyczni, że chcą Ci nadal pomag
        > ać. Utrzymywali Cię przez lat 28 i teraz również czują się w obowiązku Tobie i
        > Twej rodzinie pomagać, a Ty masz pretensje o co? O brata, ze niezaradny, o mamę
        > , o ojca, że kiedyś nie pracował...
        > A może zaproś mamę do siebie na czas końca ciąży, rozwiązania?
        > W końcu Ty możesz też być z nią u siebie , prawda?

        No nie jest tak, że rodzice utrzymują mnie 28 lat - po studiach pomagali w ostateczności, ale też dlatego że chcieli, ja nigdy niczego nie żądałam ani nie uważałam, że mi się należy. Pewnie masz racje, że to ich sprawy - i nie mam pretensji, że utrzymują brata, zupełnie nie przyszło mi to do głowy.
        Chyba mam pretensje o to, że nas nierówno traktują - wobec mnie zawsze były wymagania , naciski bym jak najszybciej się usamodzielniła, robiłam co mogłam i się opłaciło poczekać na dobrą i wymarzoną pracę. Od brata nie wymagają niczego.
        Wiesz problem z moją pracą jest taki, że naprawdę dużo będę mogła zarabiać za parę lat - póki co wystarcza mi na wszystko. Teraz, że tak powiem, pnę się po szczeblach - ale wiem, że warto i dlatego nie chcę pracować gdzie indziej.
        Nie jest tak, że sobie nie radzimy, bo partner ma naprawdę fajny zawód, w którym zastrzyk gotówki jest spory jak na polskie warunki pracy - ale to nie stała praca od 8 do 16 tylko duże zlecenia. Pisałam o pożyczce, bo nie wiem czy to co mamy nam wystarczy - rodzice o tej obawie wiedzą i zaoferowali pomoc, na którą nie chciałam się zgodzić, ale mama nalegała, żebyśmy nie brali żadnych kredytów więc powiedziałam, że mogę od nich pożyczyć, ale potem oddam i nie chcę słyszeć, że nie przyjmą (tak czasem bywało - umawialiśmy się, że pożyczam, a potem jak oddawałam to mi odsyłali). Ale teraz myślę, że jak nam nie wystarczy to wezmę pożyczkę, którą po powrocie partnera spłacimy od razu, to nie jest wielka kwota. Dziecko dla nas było niespodzianką (dla partnera miłą, dla mnie mniej właśnie z powodu przymusowego zastoju w pracy).
        Masz chyba rację, że lepiej gdyby mama wpadła do nas chociaż na trochę.
        Z moimi rodzicami jest tak, że oferują pomoc, pomagają, ale potem ją wypominają - to mnie męczy. Z drugiej strony jak odmawiam to się obrażają.
    • kol.3 Re: Rodzinka...(długie) 09.11.11, 17:20
      Faktycznie jesteś w niebyt komfortowej sytuacji. W całym opisie nie ma słowa co na to Twój partner.On wyjedzie i co? Zostawi Cię na zasadzie" radź sobie sama"? Nie zamierza wspomagać Cię finansowo?
      Wygląda na to, że dziecko to zmartwienie Twoje i ewentualnie Twoich rodziców, jeśli zdecydują się współdziałać.
      Bratem proponowałabym się w tej chwili w ogóle nie przejmować.
      • all.those.yesterdays Re: Rodzinka...(długie) 09.11.11, 17:59
        Partnerowi o tym nie mówię, bo jakoś nie chcę się zwierzać. W każdym razie mamy odłożone pieniądze, ale nie wiem czy wystarczą bo to moje pierwsze dziecko i nawet nie jestem w stanie przewidzieć wszystkich wydatków (a będzie ich pewnie dużo). Praca partnera jest taka, że zagranicą ma służbowe mieszkanie i tzw. diety na codzienne życie - pełną kasę za 4 miesiące pracy otrzyma dopiero po powrocie do Polski. On jedzie do pracy bo wie, że musimy mieć na dziecko, ale z drugiej strony cała organizacja życia przed i po porodzie spada na mnie niestety. On, jak to facet, bardziej przejmuje się kasą, a nie ogólną sytuacją. Nie do końca wie, że mam niesnaski w rodzinie, bo jakoś głupio mi o tym rozmawiać, a nie mamy innego wyjścia niż poprosić moich rodziców o pomoc (nie finansową tylko w ogóle z porodem, szpitalem itd.).
    • hamerykanka Re: Rodzinka...(długie) 09.11.11, 18:06
      nie zazdroszcze. Ale analizujac twoj post po kolei:
      1. Jestes zaradna. Znalazlas prace, nie etatowa, i od razu decydujesz sie na dziecko, bez zabezpieczenia finansowego? Moim zdaniem rodzice awanturuja sie o to, bo mysla podobnie, ze nie masz stalej pracy w sensie benefitow i bedziesz miec dziecko.
      2. Czy partner nie moze przelozyc stazu? Czy mozesz wyjechac z nim? Wtedy on moglby pomoc w opiece po porodzie.
      3. Kwestie brata zostaw rodzicom. Ciebie to nie powinno ani ziebic ani grzac. To ich problem, nie twoj.
      4. Wziecie pozyczki to glupi -moim zdaniem-pomysl. Jak wezmiesz pozyczke o rozsadnym oprocentowaniu bez stalej umowy o prace? A jesli masz zamiar skorzystac z czegos podobnego do Providenta, to jeszcze gorzej. Nie rob tego.

      Mialam dosc podobnie. Moi rodzice pomagali mi na studiach-do ok drugiego roku, potem dostalam stypendia socjalne i naukowe i z tego sie utrzymywalam. Ale kompleksy ojca co do mojego wyksztalcenia naprawde daly mi popalic, bo sam nie ma nawet matury, wiec wyzywal sie na mnie caly czas. Po doktoracie wyjechalam do Stanow, a on zaczal oczekiwac ze bede ich utzrymywac, przysylac paczki i pieniadze. I tak robilam , przez pare pierwszych lat, bo czulam sie winna. Ale zadania zaczely byc coraz wieksze, w koncu zaczely byc absurdalne typu kup im samochod, albo rozpowiadanie znajomym ze mam zamiar ich zabrac do siebie ( i utrzymywac). A ja nie mam zamiaru. W dodatku wszystko traktowane bylo jako cos zupelnie naturalnego, bo mu sie nalezy za utrzymywanie mnie na studiach (mama raczej trzyma sie z boku).
      Kiedy urodzilam dziecko (cesarka) , maz przez tydzien zostal w domu ze mna , potem musial wrocic do pracy. I dalam sobie rade, choc nie wspominam tego okresu mile. I dlatego sadze ze tez dasz sobie rade, bez pomocy rodzicow. Jesli beda chcieli pomoc, przyjada i pomoga. Ale nie jechalabym do nich do malego mieszkania kisic sie z nimi, braciszkiem i noworodkiem. Nie masz znajomych, przyjaciol, ktorzy mogliby ci pomoc na poczatku? zrobic zakupy? Posiedziec z dzieckiem, zebys mogla gdzies wyskoczyc czy nawet odespac troche?To tylko dwa miesiace po porodzie. Dasz sobie rade.
      • verdana Re: Rodzinka...(długie) 09.11.11, 18:13
        Gdybym była rodzicem, bylabym ciężko zaniepokojona, ze partner wyjezdża na czas porodu i pierwsze parę miesięcy. Czyli - innymi słowy, oni chcą czy nie, mogą być zmuszeni do pomocy. Jesli Ty nie będziesz w formie, albo - odstukać - dziecko urodzi sie chore, raczej nie poradzisz sobie całkiem sama. Stawiasz wiec ich w sytuacji przymusowej...
        Czy partner jest tydzień, a potem wraca do pracy, czy w ogóle go nie ma, neizaleznie co się dzieje, to zasadnicza róznica.
        • all.those.yesterdays Re: Rodzinka...(długie) 09.11.11, 18:43
          Wiem Verdano, dlatego mam taki mętlik. Z jednej strony nie chcę pomocy i odgrażam się, że sobie poradzę, z drugiej wiem, że może być różnie po porodzie ze zdrowiem moim czy dziecka (odpukać) - mogę potrzebować ich pomocy, po prostu. Partner otrzymał tę pracę jeszcze przed ciążą, bardzo się cieszył i w ogóle. Potrzebujemy pieniędzy i po prostu musimy sobie poradzić z dzieckiem bez niego. Wszystko byłoby okej, gdybym wiedziała, że do końca życia ta pomoc ze strony rodziców nie będzie mi wypominana. Poza tym sama przed sobą czuję się fatalnie, że tak się złożyło, bo gdyby partner nie jechał do pracy, to mama by wpadła na dwa tygodnie po porodzie i byłoby po sprawie. A tak to dzwoni z obawami, że nie zostawi mnie samej tak daleko, bo na pewno zasłabnę, zacznę rodzić w nocy, poślizgnę się łazience i kto mi pomoże. Mama jest katastrofistką w takich sytuacjach i najlepiej by się czuła, gdybym była blisko. Rozumiem ją, ale wkurza mnie, że jestem na nich skazana.
          • amb25 Re: Rodzinka...(długie) 10.11.11, 10:14
            A nie mozesz pojechac z nim? Urodzic za granica i tam spedzic pierwsze miesiace z dzieckiem?
            W wielu rajach jest to mozliwe, nawet jesli nie jest sie malzenstwem.
      • all.those.yesterdays Re: Rodzinka...(długie) 09.11.11, 18:58
        Rozumiem rodziców i ich zmartwienia - że praca nie na etat, że chłop akurat wyjeżdża itd. Ciąża nie była planowana i ogólnie to dwa miesiące miałam doła -właśnie z tego powodu, że będzie nam ciężko, a ja będę miała zastój w pracy. No ale stało się i trudno. Mama z jednej strony mówi, że jestem niepoważna -bo kto tak ryzykuje bez stałej roboty? Z drugiej się cieszy że będzie babcią, bo to już dla mnie jej zdaniem "najwyższy czas" i pociesza mnie że będzie dobrze - zależy od humoru.
        Z drugiej strony dzieci rodzą się w rodzinach z większymi problemami i jakoś sobie ludzie radzą, więc nie chcę się załamywać. Chodzi tylko o to, żebyśmy jakoś przetrwali pierwszy rok z dzieckiem, a pracę z obecnym doświadczeniem znajdę potem na 100%. Moim rodzicom dziadkowie pomagali na całego właściwie całe życie, bo mieszkali blisko i różnie bywało. Ja potrzebuję pomocy doraźnej, a nie życia na ich koszt, podrzucania dziecka itd.
        • verdana Re: Rodzinka...(długie) 09.11.11, 19:14
          A nie możesz wyjechać z facetem? ja miałam podobną sytuację - mąż poszedł do wojska , gdy rodziłam. rodziców mam świetnych, ale ten niemal rok u nich to był horror. Przy czym, gdy powiedziałam mamie teraz, czego ode mnie wymagali, złapała się za głowę i zapytała, dlaczego ich nie ochrzaniłam.
          Poza tym był problem z rywalizacją o dziecko, mama np. chciała je zawsze kapać, przytulać - a mnie zostawała rola osoby przewijającej, robiącej zupki i pranie.
          Stań na glowie i postaraj się być w tym czasie z ojcem dziecka.
          • all.those.yesterdays Re: Rodzinka...(długie) 09.11.11, 19:22
            Właśnie go o to pytałam i on uznał, że najlepiej by było, gdybym urodziła w Polsce (muszę mieć cesarkę), a potem mam do niego przyjechać z dzieckiem i postara się wynegocjować trochę większe mieszkanie.
            I tak postanowiliśmy, chociaż wiem, że mama się obrazi i uzna to za "stawianie się". No ale trudno.
            • calineczka_777 Re: Rodzinka...(długie) 09.11.11, 23:40
              all.those.yesterdays napisała:

              > Właśnie go o to pytałam i on uznał, że najlepiej by było, gdybym urodziła w Pol
              > sce (muszę mieć cesarkę), a potem mam do niego przyjechać z dzieckiem i postara
              > się wynegocjować trochę większe mieszkanie.

              Przeciez cesarke robi sie nie tylko w Polsce. Nie wiem dlaczego to ma decydowac o tym, ze musisz zostac w Polsce? Troche to dziwne tlumaczenie... Abstrahujac od problematyki porodu, to Twoja mama ma troche racji, ze obawia sie jak ty sobie poradzisz sama w zaawansowanej ciazy bez partnera, ktory bedzie za granica. Ewentualnie zapros ja do siebie, zeby z toba siedziala w twoim mieszkaniu przed porodem i po porodzie jakis czas. Bo po opisie twojej rodziny to w domu rodzinnym nie bedziesz miala zbyt dobrych warunkow.
              • mamapodziomka Re: Rodzinka...(długie) 10.11.11, 12:22
                A co z ubezpieczeniem zdrowotnym?? Przeciez jesli nie sa maozenstwem, to nie mozna wpisac partnerki na ubezpieczenie partnera, prywatnie tez jej nikt w trakcie ciazy nie ubezpieczy, a cesarka kosztuje kilka tysiecy Euro. To jaki sens mialby ten wyjazd?
                • calineczka_777 Re: Rodzinka...(długie) 11.11.11, 22:49
                  mamapodziomka napisała:

                  > A co z ubezpieczeniem zdrowotnym?? Przeciez jesli nie sa maozenstwem, to nie mo
                  > zna wpisac partnerki na ubezpieczenie partnera, prywatnie tez jej nikt w trakci
                  > e ciazy nie ubezpieczy, a cesarka kosztuje kilka tysiecy Euro. To jaki sens mia
                  > lby ten wyjazd?

                  Sa kraje, w ktorych wystarczy zwiazek partnerski, tym bardziej ze ojciec dziecka pracuje (legalnie?). W krajach UE kobieta ciezarna - nawet ta nieubezpieczona!!!!! - ZAWSZE ma prawo do opieki medycznej. Poza tym jesliby ojciec dziecka naprawde chcial przejsc przez okres ciazy i porodu razem z matka to zawsze moznaby bylo w ciagu kilku dni zrobic slub cywilny w Polsce i para od razu funkcjonuje jako malzenstwo (wtedy na 100 % bezrobotna zona jest ubezpieczona, jesli maz pracuje). By stac sie malzenstwem wystarczy kilka dni wczesniej zaniesc dokumenty do USC i to wszystko. Jakis termin wkrotce na pewno sie znajdzie, jak sie poprosi urzednikow w USC i wyjasni sytuacje (ciaza, wyjazd). Sama znam taka sytuacje - znaleziono termin za 3 dni (choc nie byl on atrakcyjny ale byl). Jesli nie maja pieniedzy to moga to zrobic w malym gronie a weselisko, biale suknie i welony mozna zostawic na czas, kiedy ich bedzie na to stac (tudziez jesli sa wierzacy ta na czas slubu koscielnego). Niezaleznie od tego uwazam ze ona na pewno nie powinna jechac do domu rodzinnego, bo dziecko i ciaza to tak naprawde problem (i szczescie) jej i jej partnera. Rodzina nie daje jej zreszta zbyt dobrych warunkow - przynajmniej tak wynika z jej, na pewno subjektywnego, opisu sytuacji. Poniewaz dziecko w drodze to jednak rodzice (matka i ojciec) powinni RAZEM przejsc przez ta sytuacje. "Razem" nie oznacza, ze ona zostaje sama a ojciec dziecka wyjezdza za granice na wiele miesiecy. Uwazam osobiscie, ze matka i ojciec dziecka powinni dolozyc wszelkich staran by byc razem i razem przejsc przez ciaze, porod, wychowanie dziecka. Ich rodzina moze ale nie musi im pomagac i nikt nie powinien ich za to krytykowac, jesli nie zdecyduja sie pomagac doroslynm dzieciom.
    • blue_romka Re: Rodzinka...(długie) 09.11.11, 19:19
      W takiej sytuacji ja bym za żadne skarby nie pojechała do rodziców. Poprosiłabym, żeby mama przyjechała odebrać mnie ze szpitala i pomóc w tym pierwszym okresie połogu (powiedzmy tydzień). A potem radziłabym sobie sama. Wiele kobiet zostaje z dziećmi, a mężowie pracują całymi dniami i nie wstają do dziecka nawet w nocy ("bo pracują"), więc to nie jest niemożliwe. A może akurat Ci się trafi łatwy egzemplarz niemowlęcia. Jeśli już naprawdę nie dasz rady, to chyba możesz zmienić zdanie i wtedy się wprowadzić, nie? Ale próbowałabym inaczej.
      • anula36 Re: Rodzinka...(długie) 09.11.11, 22:13
        Zapros mame do siebie, na swoim terenie bedzie ci latwiej cokolwiek wynegocjowac we wspolnej egzystencji.
        A potem jak najszybciej do partnera.
    • zolla78 Re: Rodzinka...(długie) 10.11.11, 00:09
      Nie masz fajnie. Ale skoro rodzice tak "zawsze" postępowali, a jednak pomagali, to możesz albo przestać z powodu tego "wypominania" korzystać z ich pomocy, co jak rozumiem będzie dla nich bardziej przykre niż udzielenie tej pomocy, ale może czegoś nauczy, albo po prostu poprosić by ci tej pomocy nie wypominali, gdyż jest ci wtedy przykro i czujesz się postawiona w dziwnej sytuacji.

      Odnośnie rozmów w tym temacie z porównaniem do brata w tle, unikaj jak ognia. Z autopsji wiem, że w takich przypadkach, nawet jakby coś ukradł, to tobie wypomną, że ty też kiedyś ciastko bez pytania ze stołu wzięłaś. Nie ma szans na przetłumaczenie czegoś rodzicom w takim układzie, a próbując coś z tym układem zrobić dla jego nawet dobra, tylko narazisz się na nieprzyjemności.

      A do partnera dojedź koniecznie. I nie ze względu na pomoc czy brak pomocy, ale szkoda gdybyście te pierwsze tygodnie życia malucha byli osobno. Jak dorwie was instynkt rodzicielski, to moim zdaniem fajniej jest jak można te niesamowite emocje, a że się uśmiechnęło, a kichnęło, a skrzywiło nosek, a....., przeżywać razem. I jemu to też pomoże się związać z maluchem bardziej jak będzie z nim niemal od początku.
    • computerro Re: Rodzinka...(długie) 10.11.11, 00:09
      Przeczytałam Twoją wypowiedź i podobnie jak Twoja mama uważam, że Ci woda sodowa uderzyła do głowy.

      Uważam, że nikt z nich Ci nie zazdrości. Z pewnością cieszą się Twoim szczęściem i powodzeniem w życiu ale to nie jest zazdrość. Dziwię się, że takimi kategoriami myślisz. Widocznie dla Ciebie najważniejsza w życiu jest rywalizacja.

      Na pewno rodzice i brat kochają Cię i potrzebują. Tęsknią do Ciebie, interesują się Twoim życiem - inaczej by Ci nie pomagali

      Nie możesz właściwie ocenić, czy wasi rodzice traktują Ciebie gorzej niż brata, ponieważ to nie Ty jesteś rodzicem. Nie czuwałaś nad każdym szczegółem rozwoju Twojego brata, nie wiesz tego, co wie Twoja matka. Jako siostra widziałaś jedynie fragment sprawy

      Czytając Twój wątek odczuwam, że jesteś zimna w stosunku do swoich rodziców i brata. Wyssałaś od rodziców wszystko, co było Ci trzeba a teraz udajesz, że nie wiesz, czego chcą. Chcą miłości. Bo oni Tobie tą milość ofiarowali.

      • sanciasancia Re: Rodzinka...(długie) 10.11.11, 10:07
        > Czytając Twój wątek odczuwam, że jesteś zimna w stosunku do swoich rodziców i b
        > rata. Wyssałaś od rodziców wszystko, co było Ci trzeba a teraz udajesz, że nie
        > wiesz, czego chcą. Chcą miłości. Bo oni Tobie tą milość ofiarowali.
        My Ciebie kochamy, więc morda w kubeł i żyj tak, jak sobie tego życzymy. Poświęciliśmy dla Ciebie wszystko, a ty jesteś taka niewdzięczna i nas nie kochasz.
        Srsly, żena leci nosem.
    • mamameg Re: Rodzinka...(długie) 10.11.11, 19:14
      A jeśli nie uda Ci się wyjechać razem z partnerem, to może umów się z mamą, że spróbujesz sobie dać radę sama a jeśli będą problemy to wtedy po nią zadzwonisz. Ja się po cesarce czułam dużo lepiej niż po naturalnym porodzie, a i dziecko może się okazać "książkowym" niemowlakiem śpiącym 16 godzin na dobę.
      W każdym razie jeśli się nie dogadujesz dobrze z mamą, to niezbyt dobrze jest zamieszkać z nią po urodzeniu dziecka-konflikty się nasilą i zaczniecie rywalizować o dziecko.
    • znowuniedziela Re: Rodzinka...(długie) 10.11.11, 22:13
      Jak sobie wyobrażasz sprawę organizacyjną i biurokratyczną wyjazdu z noworodkiem?
      • amb25 Re: Rodzinka...(długie) 11.11.11, 12:42
        Bardzo prosto. Jesli zdecydowalaby sie wyjechac do niego po cesrce: face dowiaduje sie co i jak na miejcu + kupuje potrzebne rzeczy dla noworodka, zeby nie musiala duzo ze soba wozic, ona zabiera potrzebne papiery i dziecko i jedzie/leci. Po przyjezdzie zalatwiaja dla dziecka i mamy potrzebne ubezpieczenia. I w wielu krajach nie trzeba byc malzenstwem, zeby miec ubezpieczenie. Zalezy od kraju.
        Podroze samolotowe z takim maluchem nie sa zbyt uciazliwe (prznajmniej dla mnie nie byly) pod warunkiem, ze mama czuje sie dobrze a dziecko zdrowe.
        Ja nie widze problemu :)
        • hiacynta333 Re: Rodzinka...(długie) 15.11.11, 17:39
          A co z paszportem dla dziecka ? Co ze zgodą ojca na wyjazd ? To wcale nie jest takie proste i łatwe.
    • bretoff Kariera 12.11.11, 04:58
      partner ma naprawdę fajny zawód, w którym zastrzyk gotówki jest spory jak na polskie warunki pracy - ale to nie stała praca od 8 do 16 tylko duże zlecenia...

      ...Praca partnera jest taka, że zagranicą ma służbowe mieszkanie i tzw. diety na codzienne życie - pełną kasę za 4 miesiące pracy otrzyma dopiero po powrocie do Polski

      czyli partner jako niezalezny , samozatrudniajacy sie , sam siebie wysyla na staz mimo ze zawsze jest tak ze to firmy wysylaja wartosciowego dla nich pracownika do podszkolenia sie i pozniejszego spozytkowania nabytych umiejetnosci dla rozwoju macierzystej firmy .


      " diety na codzienne życie - pełną kasę za 4 miesiące pracy otrzyma dopiero po powrocie do Polski? " , na zachodzie , w normalnych krajach stazysta jest takim samym pracownikiem jak kazdy inny , z takimi samymi prawami i pensje za swoja prace otrzymuje pelna ktora musi byc wyplacona w okreslonym w danej firmie dniu , bez jednego dnia zwloki .


      Właśnie go o to pytałam i on uznał, że najlepiej by było, gdybym urodziła w Polsce (muszę mieć cesarkę), a potem mam do niego przyjechać z dzieckiem i postara się wynegocjować trochę większe mieszkanie.

      i bedziecie sobie wesolo zyli z diety na codzienne wydatki w " wynegocjowanym " wiekszym mieszkaniu .
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka