Dodaj do ulubionych

dziecinstwo- kiedys a teraz

27.09.13, 09:31
od jakiegos czasu zastanawiam sie nad tym jak w obecnych czasach wyglada dziecinstwo naszych dzieci a jak wygladalo nasze- trzydziesci, czterdziesci lat temu; mam wrazenie, ze to dwie rozne bajki i ze wszystko zmienia sie na gorsze, zamiast na lepsze; pamietam, ze jak bylam dzieckiem moje podworko tetnilo zyciem- dzieci ze wszystkich okolicznych blokow po prostu caly czas spedzaly ze soba wymyslajac setki zabaw choc mielismy do dyspozycji tylko dwa trzepaki, pare drewnianych budek i smietnik( na ktory sie czesto wchodzilo) ale to nie przeszkadzalo nam swietnie sie bawic- wrecz zatracac sie w zabawie, tak ze jak trzeba bylo wrocic wieczorem do domu to sie rozpaczliwie krzyczalo do rodzicow- ze jeszcze chwile;))) teraz to nie do pomyslenia- raz, ze nabralismy przekonania, ze swiat dla dziecka pozostawionego na chwile bez opieki jest smiertelnie niebezpieczny( rzeczywiscie tak jest czy tylko nam sie tak zaczelo wydawac?) dwa, ze beztroskie spedzanie czasu wydaje sie nam strata czasu bo w dziecko trzeba "inwestowac"- zapisywac na rozne dodatkowe zajecia, ktore w przyszlosci beda procentowaly- lepszymi kwalifikacjami, lepsza praca, lepszym statusem spolecznym; nie wydaje sie Wam, ze rozne psychiczne zaburzenia dzieci w naszych czasach wynikaja po czesci z tego?
Obserwuj wątek
    • jagienka75 Re: dziecinstwo- kiedys a teraz 27.09.13, 10:17
      jako dziecko nie miałam tego wszystkiego, co mają dzisiaj moje dzieci, ale mimo wszystko moje dzieciństwo uważam za radośniejsze i co najważniejsze, 30 lat temu nie było aż takiego wyścigu szczurów.
      dzieci wolą przesiadywać w domu, bo wolą komputer od zabaw z rówieśnikami a podwórko je nudzi.
      no i niestety pokolenie naszych dzieci jest wychowywane/trzymane trochę pod "kloszem".
    • jematkajakichmalo Re: dziecinstwo- kiedys a teraz 27.09.13, 10:30
      Masz calkowita racje, bardzo za tym tesknie, ale to juz chyba nie wroci. Teraz, zeby dziecko pobawilo sie na placu zabaw to albo musi isc z rodzicem, albo umowic sie tydzien wczesniej czy inna mama zabierze je ze swoim dzieckiem...
      Czy kiedys na placu zabaw ktos widzial w ogole jakas mame? Tam w ogole lawek nie bylo. A teraz? Dzieci sie bawia, a na lawkach jak na widowni zasiadaja rzesze mamusiek co chwile wolajacych i pouczajacych swe pociechy :/ smutne to.
      Dziecka na trzepaku to juz chyba z 15 lat nie widzialam.
      Nie sadze, ze wynika to z checi "inwestowania" w dziecko. Ja tez chodzilam na angielski, rytmike czy basen, ale na zabawe na swiezym powietrzu zawsze byl czas. Teraz liczy sie glownie TV, komputer itp. To jest przerazajace.
      • jagienka75 Re: dziecinstwo- kiedys a teraz 27.09.13, 10:37
        ematkajakichmalo napisała:

        > Masz calkowita racje, bardzo za tym tesknie, ale to juz chyba nie wroci. Teraz,
        > zeby dziecko pobawilo sie na placu zabaw to albo musi isc z rodzicem, albo umo
        > wic sie tydzien wczesniej czy inna mama zabierze je ze swoim dzieckiem...
        > Czy kiedys na placu zabaw ktos widzial w ogole jakas mame? Tam w ogole lawek ni
        > e bylo. A teraz? Dzieci sie bawia, a na lawkach jak na widowni zasiadaja rzesze
        > mamusiek co chwile wolajacych i pouczajacych swe pociechy :/ smutne to.


        zgadzam się z Tobą.
        mój starszy syn powiedział, że on na plac zabaw sam nie pójdzie i co robić? idę z nim a przy okazji idzie młodszy.
        z drugiej strony jak patrzę na dzisiejsze rozwydrzone dzieciaki, wolę nie ryzykować.

        co do trzepaka, któregoś dnia idąc z psem i przechodząc obok jednego z nich , zaczęłam się zastanawiać, wlezc na niego, czy nie?
        teraz to może nie, ale na wiosnę wlezę i sprawdzę, jalk to jest, wisieć głową w dół;)
        a że dobiegam 40stki? i co z tego:)
      • differentview Re: dziecinstwo- kiedys a teraz 27.09.13, 10:48
        pamietam, ze mama co najwyzej pojawiala sie w oknie i wolala na obiad- kto by w ogole myslal bawic sie na podworku pod dyktando rodzicow;) mysle, ze dzieci z natury sa tworcze, maja nieograniczona wyobraznie i wcale im nie trzeba zadnych drogich i wymyslnych rozrywek zapewniac; ja pamietam, ze na moim podworku gralismy w kapsle, skakalysmy w gume, wisielismy na trzepaku, nawet byla taka gra ze scyzorykiem rzucanym o ziemie i jakos nikt sobie krzywdy nie robil;) poza tym byly podwrokowe bandy, przyjaznie, znajomosci- ogolnie bardzo bogate zycie towarzyskie wtedy sie prowadzilo:) dziecko siedzace samo przed kompem jest smutnym widokiem moim zdaniem
        • mojepierwszekroki Re: dziecinstwo- kiedys a teraz 27.09.13, 10:57
          Oj tak, macie racje. Co prawda moje dziecię jeszcze małe więc samopas nie biega, ale nawet jak będzie większy to pewnie nie będzie miał z kim biegać. Jakoś nie widzę przed oknami (mieszkam w domku w dość spokojnej okolicy) biegających dzieci.
          Mnie te 30 lat temu ciężko było do domu zawołać, posiłki jadłam w biegu bo koleżanki czekały. Trzepak też pamiętam, gotowanie zupy z zielska, chodzenie na "dziorgi" (chociaż tego nie polecam ;) noi wycieczki na rowerze - zabierało się bułkę, picie, koc i jechało kilka metrów aby rozłożyć się na trawie, zjeść to co sie miało se sobą i wrócić. Aaa, i jeszcze kluby - których nie każdy mógł być członkiem - ściany wyklejało się plakatami, robiło zrzutkę na słonecznik i robiło różne rzeczy ;)
          Moje dziecko tego nie doświadczy - czasy się zmieniły, mentalność, priorytety. Cóż poradzić.
          • differentview Re: dziecinstwo- kiedys a teraz 27.09.13, 11:07
            mojepierwszekroki napisała:
            > noi wycieczki na rowerze - zabierało się bu
            > łkę, picie, koc i jechało kilka metrów aby rozłożyć się na trawie, zjeść to co
            > sie miało se sobą i wrócić.

            o tym zapomnialam ale tez to praktykowalysmy:) pamietam tez pewien rytual- ze wynosilo sie na podworko jakas orenzade w proszku albo inny vibovit i czestowalo sie wszystkich- tzn kazdy slinil sobie palec i wkladal do srodka;))) przeciez teraz kazda matka by umarla na zawal gdyby zobaczyla taki brak higieny, ech
            • jematkajakichmalo Re: dziecinstwo- kiedys a teraz 27.09.13, 14:15
              ha ha ha ha!!!!
              swiete slowa :D
              nie dosc, zeby padla na zawal to juz nigdy w zyciu nie pozwolilaby sie zadawac z takim "towarzystwem".
              A co z piciem z jednego woreczka i slomki (oranzada) albo jedzeniem nieumytych (o zgrozo!!) pozbieranych spadow gdzies w sadzie??
    • t1ffany Re: dziecinstwo- kiedys a teraz 27.09.13, 10:52

      Masz dużo racji, aczkolwiek twierdzenie że WSZYSTKO zmienia się na gorsze to jest błąd poznawczy. Naszym rodzicom też się tak wydawało. To jest constans: starszemu pokoleniu zawsze wydaje się że młodsze pokolenie jest gorsze (w łagodniejszej wersji: ma gorzej bo świat jest gorszy).

      Gorąco polecam Ci tekst Orlińskiego na rzeczony temat
      wo.blox.pl/2012/01/Namlulu.html
      Świat obecnych dzieci z całą pewnością jest INNY niż był drzewiej, natomiast całościowe wartościowanie typu "lepszy" czy gorszy" jest moim zdaniem bez sensu. Są zjawiska bardzo negatywne obecnie, których kiedyś nie było, ale tak samo kiedyś były zjawiska bardzo złe które obecnie zostały ograniczone.
      Przykłady które mi przychodzą do głowy:
      1. Przemoc wobec dzieci i świadomość rodziców dotycząca wychowania. I nie mam na myśli klapsów tylko prawdziwą, koszmarną przemoc. Bicie po twarzy, po głowie, klęczenie na grochu to były zwyczajne i powszechne metody wychowawcze, zdarzali się rodzice bijący profilaktycznie, za nic, "co by się dzieciak nie zmarnował". Teraz tego nie ma.
      2. Możliwości i narzędzia poznania świata. Nieporównywalne, mimo wszystko.
      3. Perspektywy. Dziś dzieciaki mogą zostać wszystkim i nikim, w Peereli żywot człowieka wydawał się mocno przewidywalny i niezbyt kolorowy. Jasne że były wyjątki, ale jednak teraz tych drzwi wokoło jest więcej.

      Oczywiście, są i zmiany na gorsze, ale to nie jest prawda że kiedyś trawa była zieleńsza :)


      • kingusia1974 Re: dziecinstwo- kiedys a teraz 27.09.13, 15:16

        > Masz dużo racji, aczkolwiek twierdzenie że WSZYSTKO zmienia się na gorsze to je
        > st błąd poznawczy. Naszym rodzicom też się tak wydawało. To jest constans: star
        > szemu pokoleniu zawsze wydaje się że młodsze pokolenie jest gorsze (w łagodniej
        > szej wersji: ma gorzej bo świat jest gorszy).
        >
        > Świat obecnych dzieci z całą pewnością jest INNY niż był drzewiej, natomiast ca
        > łościowe wartościowanie typu "lepszy" czy gorszy" jest moim zdaniem bez sensu.
        > Są zjawiska bardzo negatywne obecnie, których kiedyś nie było, ale tak samo kie
        > dyś były zjawiska bardzo złe które obecnie zostały ograniczone.

        Sto piecdziesiat procent racji.
        Ja bym nawet dodala, ze obecne negatywne zjawiska istnialy rowniez wowczas, tylko malo sie o tym mowilo np. pedafilia jako zagrozenie. Nie wierze, ze 30 lat temu tego nie bylo. W kazdym pokoleniu jest ten sam odsetek czynnych pedofilow. bez dowodow twierdze, ze wowczas przez brak nadzoru bylo jeszcze gorzej.Wtedy sie o tym nie mowilo, wiele wykorzystanych dzieciakow, z powodu braku wiedzy po prostu nikomu nic nie mowilo.
        • sorvina Re: dziecinstwo- kiedys a teraz 28.09.13, 11:02
          kingusia1974 napisała:

          > Ja bym nawet dodala, ze obecne negatywne zjawiska istnialy rowniez wowczas, tyl
          > ko malo sie o tym mowilo np. pedafilia jako zagrozenie. Nie wierze, ze 30 lat t
          > emu tego nie bylo. W kazdym pokoleniu jest ten sam odsetek czynnych pedofilow.
          > bez dowodow twierdze, ze wowczas przez brak nadzoru bylo jeszcze gorzej.Wtedy s
          > ie o tym nie mowilo, wiele wykorzystanych dzieciakow, z powodu braku wiedzy po
          > prostu nikomu nic nie mowilo.

          Ja również wychowałam się na podwórku z kluczem na szyi (przynajmniej do czasu pójścia do szkoły muzycznej, bo wtedy mogłam o podwórku zapomnieć). Puszczana byłam samopas nawet po nieciekawych ulicach i nikt mnie nie ostrzegał, że coś może mi się stać. Nie było takiej świadomości, więc nie było w nas poczucia zagrożenia.
          Tak samo u dziadków. Raz pamiętam podszedł do nas - grupki dziewczynek <9lat facet i zaczął jej wciskać żeby któraś pokazała mu gdzie są ogródki działkowe, on jej kupi loda czy jakoś tak. Ja chyba po przejściach z domu wiedziałam, że dorośli nie są święci, coś mu tam źle pachniało i zwiałam. Ale jedna dziewczynka poszła. Co się dalej stało, mogę się tylko domyślać. Teraz wiem, że to było typowe zachowanie pedofila. Nikt wtedy ze mną o tym nie rozmawiał, nie przypominam sobie by była jakaś afera później, więc chyba dziewczynka nikomu nie powiedziała albo sprawę zatuszowano.

          Realnie nie było bezpieczniej. Chodziliśmy po ruinach domów, na niebezpieczne podwórza, do piwnic i bawiliśmy się świetnie w swojej nieświadomości. A czasem ktoś miał "pecha", wylatywał z zabawy i nawet nikomu nie przyszło do głowy nas ostrzec by gdzieś nie chodzić.

          Teraz jest większe nagłaśniania, większa świadomość i chyba też większy nacisk na odpowiedzialność rodziców za dbanie o dziecko. Kiedyś to była "wina gó...arza" że się gdzieś szlajał, gó...arzowi się wtłukło a rodzic był cacy.
    • mama_kloprowa Re: dziecinstwo- kiedys a teraz 27.09.13, 11:06
      Wydaje mi się, że podstawową różnicą jest to, że kiedyś dzieci miały z kim się bawić na podwórku, a teraz? jak się znajdzie 5 dzieci na 3-4 bloki czasem to niestety za mało na ekipę podwórkową;/ Uważam, że gdyby było więcej dzieci to i zabawy na podwórkach byłyby częstsze.
    • tully.makker Ja sie nie zgodze 27.09.13, 11:41
      Chyba przyjdzie mi pelnic dyzurnej zglaszaczki votum separatum.

      Szczerze mowiac, ja mam inne doświadczenia. W dzieciństwie chodzillam na mnóstwo zajec dodatkowych (podobnie jak mmoje koleżanki i koledzy). Lyzwy, zajecia plastyczne, basen, gimanastyka korekcyjna, angielski, francuski, religia (wtedy poza szkola). Na podwórko wychodziłam sama dopiero w wieku mniej więcej 8 lat, a w zime, kiedy wcześnie robilo się ciemno, zawsze organizowany był przynajmniej jeden rodzic, który nas nadzorowal. Na placu zabaw były lawki, w ogole wszędzie, nie tak jak obecnie, było pelno lawek.
      Chyba podobne doświadczenia miał mój partner, choć pochodzi z malej miejscowości i ze stosunkowo prostej rodziny, bo często mowi ze zgroza, ze nie można pozwolić by dzieci chowala ulica. I podobne doświadczenia ma mój ojciec, który wychowal się na Pradze na ul Brzeskiej, ale dzięki temu, ze babcia nie pozwalala na wloczenie się po podworkach i nazdorowala dzieciaki jak policjantka, obaj ze stryjem skończyli studia i wyszli na ludzi, czego nie można powiedzieć o 90% ich kolegow z podworka.

      Mysle, ze wiele zależy tez od dzielnicy – np. mój Pierwszy wychowywal się w okolicy, gdzie do najbliższego kolegi trzeba było odbyc 10 minutowy spacer przez kilka ruchliwych ulic. Obecnie mieszkamy na osiedlu, gdzie jest mnóstwo placow zabaw w naszym bezpośrednim pobliżu, i dużo dzieci, i wlasciwie przynajmniej raz dziennie na tym placu zabaw dzieciaki szaleją, choć fakt, pod nadzorem dorosłych. A komputer czy telewizor to nie potwory, wlasciwie użytkowane otwierają horyzonty, może my trochę zazdrościmy naszym dzieciom, ze nie mielismy takich możliwości?
      • sebalda Re: Ja sie nie zgodze 27.09.13, 12:50
        No ja też mam inne doświadczenia z moimi dziećmi. Ale fakt, że mieszkaliśmy w bardzo bezpiecznej okolicy. Dzieci całe dnie spędzały z rówieśnikami na dworze (dziś 22 i 18 lat). Gdybym została w Warszawie, w jakiejś niebezpiecznej okolicy, pewnie bym na to nie poszła. Tylko czy 50 lat temu też nie było niebezpiecznych dzielnic, gdzie rodzice pilnowali dzieci? Nie wiem.
        Wiele zależy od wysiłku rodziców, a nie od tego, jak się zmienił świat. Jeśli znajdą czas na aktywności na wolnym powietrzu z dziećmi, zaproponują ciekawą, fajną alternatywę dla siedzenia przed kompem, to też będzie inaczej. Najgorsi są rodzice, którzy tylko wyrzekają, że syn siedzi przed kompem, a sami w tym czasie siedzą przed telewizorem i nie mają dziecku absolutnie nic do zaproponowania w zamian.
        W moim odczuciu świetną, rozwijającą, usprawniającą pod wieloma względami alternatywą dla dzieciaków i młodzieży jest harcerstwo. Mam to przetrenowane z synem i widzę, jak wiele mu to daje, jak go angażuje, jak sprawia, że jest odpowiedzialny i daje sobie radę w wielu sytuacjach wymagających dobrej organizacji i sprawności. I jak odciąga od kompa:) Naprawdę polecam rodzicom. Syn twierdzi, że koniecznie ZHR, a nie ZHP, ale pewnie róznice się już zatarły.
        • zuzi.1 Re: Ja sie nie zgodze 27.09.13, 13:37
          sebalda napisała:"Wiele zależy od wysiłku rodziców, a nie od tego, jak się zmienił świat. Jeśli znajdą czas na aktywności na wolnym powietrzu z dziećmi, zaproponują ciekawą, fajną alternatywę dla siedzenia przed kompem, to też będzie inaczej. Najgorsi są rodzice, którzy tylko wyrzekają, że syn siedzi przed kompem, a sami w tym czasie siedzą przed telewizorem i nie mają dziecku absolutnie nic do zaproponowania w zamian."

          O to to, tu jest pies pogrzebany... Zamiast kupowac dzieciom kolejne, lepsze ps 2, 3, kolejne komputery, smarfony i inne elektr. gadżety itp. lepiej zainwestowac w kolejne zajęcia sportowe typu piłka, koszykówka, tenis, ping pong, tańce, wszelkie zabawy ruchowe. Jeżeli rodzice nie zaproponują dzieciom aktywnej formy spedzania czasu to z wielu z tych dzieci wyrosną potem tacy kanapowi przesiadywacze lub osoby uzaleznione od komputera...
      • paris-texas-warsaw Re: Ja sie nie zgodze 27.09.13, 12:51
        Ja jak Tully też nie podzielam tej tezy.
        Dodam, trochę może poza tematem, że po urodzeniu pierwszego dziecka, poniekąd kończąc z życiem, które można było prowadzić jak się chce, jeść, gdzie się chce, chodzić spać, kiedy się chce, jeździć gdzie się chce itp., byłam szczerze zdumiona, jak mało się zmieniło od czasu mojego dzieciństwa to wszystko, co dotyczy wychowania i opieki nad dziećmi. Przy drugim już to wiem, więc się nie dziwię:) Też własne dzieci wg mnie bardzo mnie zbliżyły do różnych ludzi, których wiek, wykształcenie, styl życia, etc. wydawałoby się byłyby czynnikami wpływajacymi na to, że nie będę miała z nimi nic wspólnego. Właśnie ta niezmienność potrzeb dzieci i konieczność ich zaspokojenia przez dorosłych powoduje, że jakoś bliżej mi do różnych ludzi.
        Dodam też, że w tym tygodniu razem z innymi mamami, jedną o bardzo wysokim statusie materialnym, inną o bardzo skromnej sytuacji materialnej, musiałyśmy pomagać naszym dzieciom wchodzić właśnie na trzepak - jeszcze za małe dzieci by same gdzieś iść lub wędrować po Warszawie. Więc i trzepaki się nie zmieniły, choć mnóstwo w Warszawie i wypasionych placów zabaw, ogródków jordanowskich, itp. gdzie dzieciaki muszą WEJŚĆ i spojrzeć z GÓRY;) Konwersacje włoskiego dla maluchów, zajęcia z gliny i komputery to tylko takie dekoracje, w sumie na którymś tam miejscu zmiennych mających wpływ na dzieci. IMO.
        • verdana Re: Ja sie nie zgodze 27.09.13, 13:19
          Ja też pamiętam, zę cała klasa (łącznie z dziećmi z ubogich rodzin) miała w podstawówce mnóstwo zajeć dodatkowych. Część dzieci, ja też, chodziła na angielski, sporo uczyło sie grać na instrumentach, dodatkow większość miała religię, a lekcje w klasach 1-4 miałam na godzinę 13.30 - więc tego czasu na podwórko wcale dużo nie było. Zresztą ja nie lubilam podwórka.
          Więcej matek nie pracowało(choć w mojej klasie tylko trzy), sporo osób, w tym moi rodzice , mieli pomoc domową, a wiec nadzór nad dzieckiem jednak jakiś być.
          A co do wyścigu szcurów - wcale nie wiem, czy teraz jest o wiele gorzej. Jesli sie chciało dostać do liceum czy na studia, to konkurencja była bez porównania wieksza, a co za tym idzie - i nerwy większe.
          Tak, uważam,z ę obecnie problemem jest to, ze dzieci mają o wiele za mało wolności. Ale gorzej? Nie, nie sądzę.
          • differentview Re: Ja sie nie zgodze 27.09.13, 13:35
            ale ja tez chodzilam do palacu kultury na jakies zajecia sportowe i do osiedlowego domu kultury na zajecia muzyczne- to bylo; jednak chodzi mi wlasnie o ta wolnosc- moje dziecinstwo to lata 80-te a mimo wszystko ja mialam wtedy 100% poczucie bezpieczenstwa- pomiedzy 6 a 13 rokiem zycia spedzalam wiekszosc czasu na podworku z innymi dziecmi, jezdzilam po calej warszawie autobusem majac lat 7, ta wolnosc wyzwalala chyba jakas odpowiedzialnosc, nigdy nic zlego mi sie nie przytrafilo; teraz wszystko jest bardziej sformatowane, podane gotowe, pozbawione wyobrazni; poza tym rodzice wpadaja w jakas paranoje i nawet calkiem duze dzieci sa wszedzie dowozone i odwozone samochodem bo jest niebezpiecznie- sama nie wiem- czy teraz jest bardziej niebezpiecznie niz bylo kiedys czy my wpadamy w paranoje?
            • zuzi.1 Re: Ja sie nie zgodze 27.09.13, 13:46
              myślę, że niektórzy rodzice wpadają w paranoję, a to b. złe dla rozwoju dzieci, im szybciej dzieci nauczą się byc samodzielne tym dla nich lepiej, ja uczę radzenia sobie i samodzielnosci poprzez stawanie wyzwan i pozwalanie na sporą wolnosc, nie zamierzam byc matką kwoką, daję wolną rękę i wolny wybór, oczywiscie w ramach zdrowego rozsądku
            • tully.makker Re: Ja sie nie zgodze 27.09.13, 14:02
              jezdzilam po calej warszawie autobusem majac lat 7,

              sama?

              Ja zaczelam jezdzic sama autobusem jak mialam 14 lat, w 8 klasie, i wiele zaprzyjaznionych rodzicow dziwilo sie, z emoi na to pozwalaja, uwazali, ze to za wczesnie.
              • mantis_after_dinner Re: Ja sie nie zgodze 27.09.13, 16:22
                Tully - widze, ze jak juz przyszlo nam sie nie zgadzac, to juz po calej linii ;)

                Tak. Jezdzilam sama. Po calej Warszawie. Od 10 roku zycia. Za pelna zgoda i swiadomoscia rodzicow. Prawde mowiac nie mialam innego wyjscia - szkoly w glownej sypialni warszawy byly zatloczono, wiec wybrano mi podstaowowke w srodmiesciu (po to abym nie musiala do szkoly chodzic w godzinach 12-18), ale z dojazdami do niej juz musialam poradzic sobie sama.

                To bylo ... niecale 30 lat temu.

                I co?

                I wyroslam na menela popijajacego wino do co drugiego obiadu - za to w jaki wyrafinowany sposob! :)
              • mantis_after_dinner a .... 27.09.13, 16:24
                a jak mialam 13.5 roku, to po raz pierwszy zostalam sama w domu na jakies 9 dni.

                Rodzicielstwo pojechalo sie dorabiac za granice.

                Bywa. Takie czasy byly.
                • milamala Re: a .... 27.09.13, 17:39
                  mantis_after_dinner napisała:

                  > Rodzicielstwo pojechalo sie dorabiac za granice.

                  To juz znacznie pozniej. 30,40 lat temu nie mozna bylo nigdzie jezdzic poza krajami owczesnie komunistycznymi, a i tam tez nie bylo super latwo. W stanie wojennym to nawet do innego miasta nie mozna bylo wyjechac bez pozwolenia ... a niektorym przypadlo dziecinstwo na ten okres.
                  • mantis_after_dinner Re: a .... 27.09.13, 20:11
                    milamala napisała:

                    > mantis_after_dinner napisała:
                    >
                    > > Rodzicielstwo pojechalo sie dorabiac za granice.
                    >
                    > To juz znacznie pozniej.

                    nie. nie znacznie pozniej. Dokladnie w 86 :) Nie tlumacz mi prosze, co to byl stan wojenny :)
              • differentview Re: Ja sie nie zgodze 27.09.13, 21:51
                > jezdzilam po calej warszawie autobusem majac lat 7,
                >
                > sama?
                >
                > Ja zaczelam jezdzic sama autobusem jak mialam 14 lat, w 8 klasie, i wiele zaprz
                > yjaznionych rodzicow dziwilo sie, z emoi na to pozwalaja, uwazali, ze to za wcz
                > esnie.

                tak, sama jezdzilam majac siedem lat; jak mialam lat 14 bylam juz w liceum i wtedy juz raczej nikogo pytac nie musialam czy moge jezdzic autobusem;) to chyba absurd by byl
                • charna_78 Re: Ja sie nie zgodze 09.10.13, 19:37
                  Ja zaczelam jezdzic sama autobusem po Warszawie w II klasie. Jak bylam w V klasie to jezdzilam autobusem majac mlodszego brata pod opieka (I klasa)....
              • marianna72 Re: Ja sie nie zgodze 28.09.13, 13:27
                tully.makker napisała:

                > jezdzilam po calej warszawie autobusem majac lat 7,
                >
                > sama?
                Ja zaczelam jezdzic sama w wieku ok 13 lat i do dzis pamietam jak malo co nie wpakowalabym sie pod tramwaj przy placu bankowym nie zdarzylam na pasach przejsc zmienilo sie swiatlo i w ostatniej chwili sie zatrzymalam a tramwaj przejechal mi przed nosem :((( Rodzicom nic nie powiedzialam nie wiem nawet dlaczego a jechalam z mokotowa czyl iprzejachalam pol miasta;))) wiec z tym bezpieczenstwem roznie bywalo mielismy poporstu szczescie bo jak sobie przypomne co wyczynialismy.
                Moj koleza za to w wieku 14 lat wpadl pod pociag skakal na pociag z wiaduktu oczywisice zginal
                >
            • paris-texas-warsaw Re: Ja sie nie zgodze 27.09.13, 14:09
              Ja jeździłam autobusami po Warszawie mając z 10 lat, ale w ukryciu, zwłaszcza przed matką przyjaciółki, taką mama-kwoką - w końcu przez przypadek spotkałyśmy ją w autobusie jak wracała z pracy - ale było!:) Te kina Relax, Bajka i Dirty Dancing, którego dialogi znałyśmy na pamięć:) Było rzeczywiście bosko, ale i teraz dzieciaki maja swoje "obszary":)
              • verdana Re: Ja sie nie zgodze 27.09.13, 14:26
                Ja - za pozwoleniem mamy w 4 klasie (czyli ok 10-11 lat). Bo najpierw jeździłam w tajemnicy, a jak się mama dowiedziała, to uznała, że najwyraźniej sobie poradzę.
                Byłam PIERWSZĄ osobą w klasie, która miała prawo sama jeździć po Warszawie. 45 lat temu to było... Czyli wcale tak powszechnie dzieci autobusami nie puszczano.
                • noname2002 Re: Ja sie nie zgodze 28.09.13, 17:57
                  Ja tez zaczelam sama jezdzic w IV klasie, po przeprowadzce dojezdzalam jeszcze pol roku do starej podstawowki. Ale nie pamietam czy to bylo cos dziwnego czy normalnego. Za to na podworko na pewno same puszczano kilkulatki, z tym, ze podworko bylo otoczone domami a matki widzialy bawiace sie dzieci z okien. Ale mozna bylo wyjsc przez brame na dosc ruchliwa ulice-zakladano ze kilkulatek poslucha zakazu i nie wyjdzie z podworka.
                  A co do dzisiejszej rozwydrzonej mlodziezy- pamietam jak sie dzieciaki rzucaly na drugim podworku(niewidocznym dla rodzicow)kamieniami z dziecmi z innej kamienicy ;-)
                  Pamietam tez bojki i przesladowanie slabszych dzieci- mieszkalismy wtedy juz na nowych osiedlach, zadna patologia, wiec nie sadze, zeby teraz dzieci czy mlodziez byly gorsze od nas.
    • kingusia1974 Re: dziecinstwo- kiedys a teraz 27.09.13, 13:45
      Masz racje w opisie beztroskiego dziecinstwa na podworku w towarzystwie chmary dzieciakow i trzepaku.
      Ale niestety jest druga strona medalu, wazniejsza.
      Wowczas 30,40 lat temu malo ktory rodzic przejmowal sie tym co dziecko mysli i czuje, malo tego raczej my sie wydawalo, ze to male dziecko to nic nie mysli i czuje. Pas-kary cielesne byly na porzadku dziennym. Ilu z reka na sercu moze powiedziec, ze wychowalo sie w rodzinie bez jakiejkolwiek formy przemocy. Bardzo niewielu. Takie czasy byly, z dziecmi sie nie rozmawialo, dziecko siedzialo samopas na podworku do nocy i czesto nie mialo nic poza trzepakiem, ktory byl bardzo niebezpiecznym miejscem do zabawy (nie byl on przeciez miejscem do zabawy).
      Dzis oczywiscie jest wiele rodzin, gdzie przemoc wobec dzieci dalej jest stosowana, obecnie przebiera czesto forme zapisywania dziecka na wszystko co sie da aby z niego'"zainwestowac".
      Ale tez jest duzo rodzin, coraz wiecej, ktore zaczynaja dostrzegac w swoim dziecku czlowieka, opowiadaja sie przeciwko jakiejkolwiek przemocy fizycznej i psychicznej, rozmawiaja ze swoimi dziecmi, maja z nimi bliskie relacje. To po protu postep, dostep do wiedzy, ktory zmienia patrzenie doroslego na dziecko.
      Co do tego, ze dziecko ma mniej mozliwosci do zabawy to tu bym sie nie zgodzila. Ja oczywiscie mam nieco inna perspektywe, bo holenderska, ale wiele bym oddala aby moc miec takie mozliwosci jak ma moje dziecko.
      Ja mialam tylko trzepak. Nic wiecej. Nie bylo nawet glupiego boiska aby pograc w pilke. Kazdy kto probowal pograc w pilke pomiedzy betonowymi blokami byl odrazu przeganiany i traktowany jak ostatni urwis. Nikt , ale to nikt nie przejmowal sie dziciecymi potrzebami. Juz wtedy place zabaw byly czesto zniszczone, bo nikt o ni nie dbal.
      Reasumujac: ogolnie nasze dzicinstwo nie tylko nie bylo lepsze, ale uwazam, ze dramatycznie gorsze pod kazdym wzgledem.
      • atoness Re: dziecinstwo- kiedys a teraz 27.09.13, 15:00
        Ja na trzepaku wisiałam rzadko, bo jeździłam do szkoły muzycznej. Do innego miasta, autobusem, od pierwszej klasy, trzy do czterech razy w tygodniu. Do dzisiaj nie pojmuję, jak moja mama mogła coś takiego wymyślić. Moje dziecko też jeździ, ale ze mną. Ale na trzepaku też wisi. Dzieci wokół jest mnóstwo, zawsze się znajdzie towarzystwo do zabawy. Ogrodzone trzy bloki, nikt raczej za płot nie wyłazi. A ja spuszczam jedzenie i inne rzeczy na sznurku (moja babcia tak robiła, kochałam ją za to jeszcze bardziej) i przyjmuję pielgrzymki chcących zrobić siku. Bullerbyn to nie jest, ale najgorzej też nie.
      • mozambique Re: dziecinstwo- kiedys a teraz 27.09.13, 15:12
        a ja to widze z drugiej strony

        mimo tego wszystkeigo nasze dziecinstow bylo bezpieczniejsze niz teraz
        mimo braku kamer, domofonów i szlabanów to po porstu sąsaid sąsaida znał , dzieci sąsiadów znaly sie nawzajem, gdy wrocilo ze szkoly za wszesnie to normlane ze moglo pojsc do kolegi i czekac az mama wroci z pracy, ja wiedzialm ze zawsze gdyby ktos stał na schodach, zaczepiał albo dobijal sie do drziw moge zadzwonic do którego z sasiadów i on zawsze mi pomoze. To po porstu bylo wiadome .
        zawsze któras sąsaidka akurat bedąc w domu zauwazyła kogos obcego kręcącego sie po bloku, jak charakterna byla to wrzasku narobiła , ludzie z mieszkan wychodzil i taki cudak zmywał sie od razu , ludzie sie znali wiec obcy od razy byl zauwazany, zapamietany
        pamietam jak mialam chyba 10 lat to pwenego wieczora zapukal sąsaid ze jakis podejrzany typ w bramei stoi i dzieci zaczepia przy wejsciu do piwnic, mój ojciec i kilku facetów poszło razem i typa wyrzucili , chyba go tez poszarpali mocno , to bylo normlane , ludzie interesowali sie sobą, solidaryzowali sie w takich sytuacjach,
        pamietaz gdy raz wrócilam z obozu o dzien wczesniej niz bylo w planach ( burza zmyła obozowisko namiotowe) rodzice wyjechali do rodziny do innego miasta,klucza nie miałam, nie byalo przeciez zadnych komórek to najpierw siedzialam na schodach az zainteresowała sie mna sama jedna z dalszych sąsaidek , miekszajca kilka pieter nizej, sama zaoferowala ze moge przenocowac u niej, dala kolacje, poscielila łóżko, normalna sparwa. nikt afery nie robil, milicji nie wzywal, ludzie pomagali sobie.

        zreszta policja zawsze powtarza ze najlpeszym zabezpeiczeniem przed zlodziejami jest dobry czujny sąsiad, nie ma lepszego

        a teraz - co mi z tego ze mieszkam na strzezonym osiedlu, budynek monitorowany, kamery , szmery i bajery jak na pietrze jest 9 mieszkan i z widzenia znam tylko jedną kobietę? , mimo ze jestem z malym dzieckiem w domu to po prostu reszty ludzi nie widac, nie slychac, czasami rozpoznaję którąś nianię przychdozącą co dzień do czyjegos dziecka i to tyle

        na wypielegnowanych podwóreczkach ani jendej ławki, przy paskownicach malutkei dzieci i ich mamy ale juz starszych dzieci takich od 6-7 lat nie ma , po prostu nie ma, albo nie wychodzą na dwór w ogóle ( no bo wlasciwie po co ? piaskownice i zjezdzalnie juz nie dla nich a innych mozliwosci nie ma, boisk nie ma, duzych skwerów nie ma, w pilke nigdzie nei wolno grac, trzepaka nie widzialm na oczy chyba juz z 15 lat) albo chodza na jakies zajecia zorganizowane


        ostatnio zapukal do mnei dzielnicowy pytajac czy nie widizalm kogos obcego, podejrzanego, dziwnego bo zaczely sie kradzieze samochodów na naszym osiedlu?
        no co ja mam mu niby powiedziec ? tu duzo miekszan jest wynajmowanych , czasami co pół roku zmieniaja sie lokatorzy, kazdy dla mnie obcy, niektózy dziwni, w sumie kazdy moze byc podejrzany, nic o sobei nie wiemy , w sumie za scianą moze mieszkac poszukiwany wielokrotny morderca lub pedofil i skad my mamy o tym wiedziec ?
        • noname2002 Re: dziecinstwo- kiedys a teraz 28.09.13, 18:07
          mimo tego wszystkeigo nasze dziecinstow bylo bezpieczniejsze niz teraz
          > mimo braku kamer, domofonów i szlabanów to po porstu sąsaid sąsaida znał , dzie
          > ci sąsiadów znaly sie nawzajem

          Ano nie bylo bezpieczniejsze, w takiej znajacej sie nawzajem i zzytej kamienicy zwyrodnialec zaatakowal moja mame jak byla dzieckiem i o malo jej nie udusil. Szczeliwy przypadek, ze ktos zaczal isc po schodach i go sploszyl, ale gdyby nie szedl?


          > a teraz - co mi z tego ze mieszkam na strzezonym osiedlu, budynek monitorowany,
          > kamery , szmery i bajery jak na pietrze jest 9 mieszkan i z widzenia znam tylk
          > o jedną kobietę? , mimo ze jestem z malym dzieckiem w domu to po prostu reszty
          > ludzi nie widac, nie slychac, czasami rozpoznaję którąś nianię przychdozącą co
          > dzień do czyjegos dziecka i to tyle
          >
          > na wypielegnowanych podwóreczkach ani jendej ławki, przy paskownicach malutkei
          > dzieci i ich mamy ale juz starszych dzieci takich od 6-7 lat nie ma , po prostu
          > nie ma, albo nie wychodzą na dwór w ogóle ( no bo wlasciwie po co ? piaskownic
          > e i zjezdzalnie juz nie dla nich a innych mozliwosci nie ma, boisk nie ma, duzy
          > ch skwerów nie ma, w pilke nigdzie nei wolno grac, trzepaka nie widzialm na ocz
          > y chyba juz z 15 lat) albo chodza na jakies zajecia zorganizowane

          Faktycznie juz dawno myslalam, ze nowe osiedla sa beznadziejnie zaprojektowane, blok przy bloku i brak miejsca na rozrywke czy odpoczynek dla mieszkancow, nie ma gdzie wyjsc z psem czy dzieckiem.
      • differentview Re: dziecinstwo- kiedys a teraz 28.09.13, 09:14
        > Wowczas 30,40 lat temu malo ktory rodzic przejmowal sie tym co dziecko mysli i
        > czuje, malo tego raczej my sie wydawalo, ze to male dziecko to nic nie mysli i
        > czuje. Pas-kary cielesne byly na porzadku dziennym. Ilu z reka na sercu moze po
        > wiedziec, ze wychowalo sie w rodzinie bez jakiejkolwiek formy przemocy. Bardzo
        > niewielu. Takie czasy byly, z dziecmi sie nie rozmawialo, dziecko siedzialo sam
        > opas na podworku do nocy i czesto nie mialo nic poza trzepakiem, ktory byl bard
        > zo niebezpiecznym miejscem do zabawy (nie byl on przeciez miejscem do zabawy)

        kompletnie sie z tym zgodzic nie moge- mam zupenie inny obraz tamtych czasow- nigdy w zyciu nikt mnie nie uderzyl, moze czasem matka na mnie nawrzeszczala i to tyle i nie przypominam sobie by w domu ktoregokowliek dziecka ze mna zaprzyjaznionego byla stosowana przemoc fizyczna a znalam naprawde duzo dzieci i w wielu domach bywalam calymi dniami- serio! trzepak nie byla zadnym niebezpiecznym miejscem do zabawy- litosci! wisialam na nim do gory nogami przez wiele lat i nie przypominam sobie ani jednego wypadku, zreszta niczym ten trzepak nie roznil sie de facto od specjalnie do tego skonstruowanej drabinki, tez byl stabilny bo przeciez wieszalo sie na nim czesto ciezkie i wielkie dywany;)
        • kingusia1974 Re: dziecinstwo- kiedys a teraz 28.09.13, 13:19
          "> kompletnie sie z tym zgodzic nie moge- mam zupenie inny obraz tamtych czasow- n
          > igdy w zyciu nikt mnie nie uderzyl, moze czasem matka na mnie nawrzeszczala "

          Na szczescie mialas inne doswiadczenia, ale wierz bylas jedna z nielicznych.

          " i nie przypominam sobie by w domu ktoregokowliek dziecka ze mna zaprzyja
          > znionego byla stosowana przemoc fizyczna a znalam naprawde duzo dzieci i w wiel
          > u domach bywalam calymi dniami- serio"
          Oj niestety tego nie mozesz powiedziec. Ja bylam ofiara przemocy i myslisz, ze jakiekolwik zaprzyjaznione dziecko wie, ze tak bylo. na zewnatrz obcy wiedzieli, ze mam porzadny dom, jak wspominaja moi dawni koledzy w podstawowki, ze to byla elita. Gdyby oni wiedzieli co krylo sie pod tzw. "elita".

          " trzepak nie byla zadnym niebezpiecznym m
          > iejscem do zabawy- litosci! wisialam na nim do gory nogami przez wiele lat i ni
          > e przypominam sobie ani jednego wypadku, zreszta niczym ten trzepak nie roznil
          > sie de facto od specjalnie do tego skonstruowanej drabinki, tez byl stabilny bo
          > przeciez wieszalo sie na nim czesto ciezkie i wielkie dywany;)

          Ja tez nie przypominam sobie zadanego wypadku, co nie znaczy, ze trzepak byl bezpieczny. Trzepak byl do trzepania dywanow a nie do zabawy. Nie mial np. miekkiego podloza do zeskakiwania. Niektore trzepaki wcale nie byly takei stabilne: sioistra jednego z najslynniejszych pilkarzy zginela po takim trzepakiem.
    • ann.38 Re: dziecinstwo- kiedys a teraz 27.09.13, 15:05
      Moi rodzice mieli mieszkanie zakładowe, a potem na dogodnych warunkach spółdzielcze. Praca była pewna, więc liczyli na to, że i dzieci będą miały tak samo. Na studia zdawało mało osób, nie było konkurencji. Stąd też między innymi beztroska jeżeli chodzi o inwestowanie w dzieci. Natomiast za moich czasów mieszkanie trzeba sobie kupić na własność albo oddawać całą pensję miesięcznie za wynajem, dużo chętnch na studia, pracę łatwo stracić. Cóż więc dziwnego, że rodzice starają się lepiej dziecko przygotować do dorosłego życia? Poza tym jest większa świadomość rodziców odnośnie potrzeb dziecka.
      Co do beztroskich zabaw na trzepaku, to własnie spod takiego trzepaka na moim podwórku facet wyprowadził kilka dziewczynek gdzieś tam w odludne miejsce. Pamiętam, jak jedna dziewczynka powiedziała o tym, że koleżanki poszły z jakimś panem, to od razu rodzice wszczęli alarm, czyli zdarzały się takie rzeczy, bo od razu domyslili się, o co chodzi. Na szczeście udało się w porę zareagować. Natomiast w dziecięcych latach moich dzieci samodzielne wychodzenie było uzależnione od warunków. Ze starszym dzieckiem mieszkaliśmy na osiedlu między blokami i jeszcze było podwórko przedszkolne udostepnione popołudniami. I owszem, sporo dzieci beztrosko hasało, rodzice kręcili się, zaglądali itp. Co nie przeszkadzało żeby w inne popołudnie dziecko poszło na zajęcia pozalekcyjne. Z młodzszą z kolei mieszkaliśmy w takim miejscu, że nie było podwórka. Trzeba było wychodzić z dzieckiem. No nie będzie kilkulatek latał po warszawskich ulicach, skoro nawet mnie z dzieckiem na zielonym samochód mało nie przejechał.
      Poza tym zajęcia pozalekcyjne nie muszą być męczące zbyt ambitne. Moje dzieci chodziły do domu kultury. Były fajne zajęcia (rytmika, modelarstwo, gimnastyka korekcyjna, tkactwo, fotografka, plastyka) a oprócz tego duzo smiechu, zabawy, super relacje z instruktorami. naprawdę uogólnianie jak to było kiedyś, a jak teraz nie odzwierciedla rzeczywistości.
      • tully.makker Re: dziecinstwo- kiedys a teraz 27.09.13, 15:11
        Na
        > studia zdawało mało osób, nie było konkurencji.

        Nie tak pamietam PRL. Na moim kierunku zdawalo kilkanascie osob na miejsce.
        • ann.38 Re: dziecinstwo- kiedys a teraz 27.09.13, 15:19
          Nie pamiętam ile było na moim, myslę, że kilka. Jak by nie było jednak każdy dobry uczeń dostał się na studia (państwowe, bo tylko takie były). Z mojej klasy ósmej ja byłam jedyną osobą, która poszła do LO, a z gimnazjum mojego syna wszyscy do LO.
          Teraz prawie każdy idzie na studia, no ale i uczelni się namnożyło. Nie wiem jak jest teraz dokładnie, bo nie mieszkamy w Polsce i tu na miejscu dziecko studiuje.
          Zresztą o tym, że trzeba bardziej inwestować w umejętnosci dziecko decyduje może nie to ile miejsc na studiach, ale to, że nie jest tak łatwo o pracę jak dawniej.
          • kingusia1974 Re: dziecinstwo- kiedys a teraz 27.09.13, 15:34
            ann.38 napisał(a):

            "Z mojej klasy
            > ósmej ja byłam jedyną osobą, która poszła do LO'
            Niestety tak bywalo, ale to patologia, bo jakos trudno uwierzyc, z tylko jedno dziecka na cala klase bylo gotowe do LO.
            "a z gimnazjum mojego syna wszyscy do LO."
            To przegiecie w druga strone, bo raczej trudno uwierzyc, ze wszyscy to tacy intelektualisci. Ale z tych dwoch przegiec lepsze jest to ostatnie. Lepiej dac szanse tym, ktorzy jej dostac w zasadzie nie powinni, niz nie dac szansy tym, ktorzy zasluguja.

            "> Teraz prawie każdy idzie na studia, no ale i uczelni się namnożyło."
            Wbrew powszchnej opinii ja uwazam, ze lepiej zeby sie ludzie mimo wszsytko ksztalcili niz nie, nawet na kiepskich uczelniach. Bo zawsze im tej wiedzy wicej zostanie niz gdyby w ogole na te uczelnie nie poszli.

            "> Zresztą o tym, że trzeba bardziej inwestować w umejętnosci dziecko decyduje moż
            > e nie to ile miejsc na studiach, ale to, że nie jest tak łatwo o pracę jak dawn
            > iej."
            Zgadza sie. Pojawilo sie po prostu przekonanie, ze studiowac trzeba, aby miec wieszka szanse na nieciekawym rynku pracy.
        • kingusia1974 Re: dziecinstwo- kiedys a teraz 27.09.13, 15:28
          Kazdy pamieta te czasy inaczej. Bo tez kazdy mial mimo wszsytko inne zycie, innych rodzicow, inne mozliwosci.
          Faktycznie w czasach kiedy ja szlam na studia konkurencja byla przeogromna, prawie na kazdy kierunek ilus chetnych i nie mozna bylo skladac papierow na iles kierunkow, bo papier byl jeden (dyplom bez odpisow) i trzba bylo wybrac jeden. Jak sie nie udalo to pozostawaly zaoczne (juz wtedy platne) albo czekanie na nastepny rok.
          Mysle, ze ten brak inwestowania w dziecko wowczas pochodzil nie z swiadomosci, ze na studia dostac sie latwo tylko raczej ze swiadomosci wielu rodzicow, ze na studia wcale sie nie musi isc. W czasach komunizmu rzeczywiscie tak bylo, ale jak sie bylo dzieckiem przelomu i dziecinstwo mialo w komunizmie a dojrzewanie juz w demokracji, to sie okazywalo, ze na studia isc trza.

          Co do zajec dodatkowych, mysle, ze trzeba zwrocic uwage nie tylko na ilosc ale na sposob ich dobierania przez rodzicow. Jesli rodzice dobieraja je madrze, z troski o dziecko i z uwzglednieniem zainteresowan to jest potrzebne (szkoda, ze ja tego nei doswaidczylam), w kazdym razie o niebo lepsz niz brak inwestowania rodzica w dziecko. Jest tez kategoria dzieci zmuszanych do nielubianych zajec dodatkowych aby podniesc prestiz rodzicow i poziom ich samozadowolenia. Mam nadzieje, ze ta kategoria nie jest zbyt liczna.
          Ogolnei uwazam, ze lepiej miec mozliwosci niz ich nie miec ( a wowczas nie kazde blokowisko je mialo).
          • ann.38 Re: dziecinstwo- kiedys a teraz 27.09.13, 16:04
            kingusia1974 napisała:
            > Mysle, ze ten brak inwestowania w dziecko wowczas pochodzil nie z swiadomosci,
            > ze na studia dostac sie latwo tylko raczej ze swiadomosci wielu rodzicow, ze na
            > studia wcale sie nie musi isc. W czasach komunizmu rzeczywiscie tak bylo, ale
            > jak sie bylo dzieckiem przelomu i dziecinstwo mialo w komunizmie a dojrzewanie
            > juz w demokracji, to sie okazywalo, ze na studia isc trza.
            >
            Moi rodzice chociaż sami bez wykształcenia, ale bardzo sobie cenili to, że dzieci chętnie się uczą i chcą się kształcić. Tyle, że uważali, że to tak wszystko zrobi się "samo z siebie", ew. z pomocą państwa, bo się należy, bo przecież moje dzieci takie zdolne itp. Nie rozumieli, że świat tak nie wygląda, że trzeba samemu zadbać o dzieci, że piątki w szkole to nie wszystko, że trzeba zadbać o dodatkowe umiejętności i predyspozycje, po prostu, że trzeba dać coś z siebie i pokombinować, a nie wrócić z pracy o 15.00 i puścić dzieciaki samopas na podwórko.
      • verdana Re: dziecinstwo- kiedys a teraz 27.09.13, 16:05
        Jak to "nie było konkurencji"? Na bardzo wielu kierunkach było ponad 10 osób na miejsce!
        • ann.38 Re: dziecinstwo- kiedys a teraz 27.09.13, 16:10
          verdana napisała:

          > Jak to "nie było konkurencji"? Na bardzo wielu kierunkach było ponad 10 osób na
          > miejsce!

          No nie wiem może byłam tak dobra, że nie straszna była mi konkurencja ;)
        • t1ffany Re: dziecinstwo- kiedys a teraz 27.09.13, 16:11
          Jak miałaś starszych ustawionych gdzie trzeba to faktycznie, nie było konkurencji...
          • rubarom Re: dziecinstwo- kiedys a teraz 27.09.13, 16:21
            No pewnie, dobrze że to piszesz, bo niektórzy zapomnieli, że - i na jaką skalę - państwo blokowało rozwój uczelni wyższych, tj. między innymi limitowało miejsca na studia (było ich nieproporcjonalnie mało, stąd normą po kilkanaście osób na miejsce).
            A egzaminy wstępne w całym kraju w jednym i tym samym dniu to co? (wyjątkiem był AWF i medycyna) - to też forma blokady.
            • ann.38 Re: dziecinstwo- kiedys a teraz 27.09.13, 16:47
              rubarom napisała:

              > No pewnie, dobrze że to piszesz, bo niektórzy zapomnieli, że - i na jaką skalę
              > - państwo blokowało rozwój uczelni wyższych, tj. między innymi limitowało miejs
              > ca na studia (było ich nieproporcjonalnie mało, stąd normą po kilkanaście osób
              > na miejsce).
              > A egzaminy wstępne w całym kraju w jednym i tym samym dniu to co? (wyjątkiem by
              > ł AWF i medycyna) - to też forma blokady.

              Na KUL-u też były egzmainy w innym terminie chyba.
              Kilkanaście osób na miejsce, to było na najbardziej popularnych kierunkach.
              • rubarom Re: dziecinstwo- kiedys a teraz 27.09.13, 17:01
                Ale na każde inne było po kilka, i jest to obraz sytuacji, kiedy mniejszość rocznika przystępowała. Jakby co, to polecam jakikolwiek słownik o PRL i hasło "Studia" w nim :)
            • milamala Re: dziecinstwo- kiedys a teraz 27.09.13, 17:12
              "> A egzaminy wstępne w całym kraju w jednym i tym samym dniu to co? (wyjątkiem by
              > ł AWF i medycyna) - to też forma blokady. "

              I na dodatek mozna bylo zdawac tylko na jeden kierunek w jednym roku, bo byl tylko dyplom, zadnych odpisow, a nawet jak ktochcial byc sprytnijszy i zrobic np. jakis odpis notarialny to nie byl honorowany.
          • ann.38 Re: dziecinstwo- kiedys a teraz 27.09.13, 16:44
            t1ffany napisała:

            > Jak miałaś starszych ustawionych gdzie trzeba to faktycznie, nie było konkurenc
            > ji...

            Moi rodzice byli robotnikami z podstawowym wykształceniem. A punktów za pochodzenie też juz wtedy nie było.
    • rubarom Re: dziecinstwo- kiedys a teraz 27.09.13, 15:52
      Nie mam takich obserwacji, na podwórku pod moim blokiem do wieczora (zwłaszcza w lecie) bawią się dzieci.
      A co do dzieciństwa - to może by tak przypomnieć sobie stanie w kolejkach (zmienianie rodziców / rodzeństwa)? To był koszmar.
      I strasznie upokarzające było, gdy zaczęłam rozumieć, że świat gdzie indziej jest pełen rzeczy, o których mogę tylko pomarzyć. Inne przykre rzeczy:
      - krótkie (5-minutowe!) bajki w telewizji - i ciągle okropne programy "Rolnicze rozmowy"
      - wieczny brak słodyczy (niektórzy podjadali klej i pastę do zębów)
      - podróż koleją np. nad morze to męczarnia, stanie na jednaj nodze (tłok!)
      Oj, mogłabym wyliczać. Wszędzie był syf, tyle że mi to nie przeszkadzało, bo miałam fajne koleżanki itp. Natomiast zachwycanie się tym wszystkim (i wykasowanie tego z pamięci) uważam za grubą przesadę.
      • milamala Re: dziecinstwo- kiedys a teraz 27.09.13, 17:15
        rubarom napisała:
        > A co do dzieciństwa - to może by tak przypomnieć sobie stanie w kolejkach (zmie
        > nianie rodziców / rodzeństwa)? To był koszmar.
        > I strasznie upokarzające było, gdy zaczęłam rozumieć, że świat gdzie indziej je
        > st pełen rzeczy, o których mogę tylko pomarzyć. Inne przykre rzeczy:
        > - krótkie (5-minutowe!) bajki w telewizji - i ciągle okropne programy "Rolnicze
        > rozmowy"
        > - wieczny brak słodyczy (niektórzy podjadali klej i pastę do zębów)
        > - podróż koleją np. nad morze to męczarnia, stanie na jednaj nodze (tłok!)
        > Oj, mogłabym wyliczać. Wszędzie był syf, tyle że mi to nie przeszkadzało, bo mi
        > ałam fajne koleżanki itp.

        Ooo , racja, dobrze sobie przypomniec owczesna rzeczywistosc.
        Tez uwazam, ze wymazywanie tego i twierdzenie jak to teraz dzieci sa i maja gorzej to lekka przesada.

        Natomiast zachwycanie się tym wszystkim (i wykasowani
        > e tego z pamięci) uważam za grubą przesadę.
    • gosiekbia Re: dziecinstwo- kiedys a teraz 27.09.13, 17:24
      cudownie wspominam swoje dzieciństwo! dokładnie: na trzepaku , drzewach osiedlowych, zabawa w chowanego po piwnicach, podchody, "biwakowanie" na łące, opiekowanie się psem przybłędą którego kochały wszystkie dzieciaki, zabawa u kumpeli w domu , która w 1klasie biegała z kluczem na sznurku....., nikomu sie wtedy nic nie stało , wszyscy byliśmy szczęśliwi a matki wołały przez okno......"do domu" , a my odpowiadaliśmy "zaaaaaaaraaaaaaz"
      Teraz mam 2dzieciaków i póki mieszkaliśmy w blokowisku wychodziłam z nimi na podwórko (mieli wtedy 4 i 6 l), nie pozwoliłbym na te niektóre z tych zabaw (np. chowanie po piwnicach, głaskanie nieznanego psa) Tu punkt widzenia zależy od punktu siedzenia ;)
      Fakt też jest taki że dla dobra moich dzieci ograniczam im kompa , tv i czasem prawie zmuszam do wyjścia na podwórko! Wtedy z oporami idą , ale najczęściej po 2minutach są zadowoleni a i ja szczęśliwa! Niestety komp , tv, PS - "uzależnia" i uważam że lepiej mieć kontrolę ! Ale czasy mojego dzieciństwa uważam za świetne!
      • milamala Re: dziecinstwo- kiedys a teraz 27.09.13, 17:36
        Moim zdaniem chowanie po piwnicach ani wtedy ani teraz nie jest rozsadne.
        • asis09 Re: dziecinstwo- kiedys a teraz 27.09.13, 21:33
          Skakanka, guma, podchody, kapsle, liściki na linie między oknami,
          pukanie do drzwi sąsiadów, lanie wody z okna na przechodniów,
          kluby, szałasy itd
          W domu dobranocka i teleranek, no i kary i pas.
          Lata 70-te.
          Mieszkam teraz na wsi i niestety tutaj się zaprasza.
          Ja co chwilę kogoś proszę ale nikt nie ma czasu, bo zajęcia dodatkowe
          takie a potem takie....
          • kingusia1974 Re: dziecinstwo- kiedys a teraz 27.09.13, 22:09
            asis09 napisała:
            "> Skakanka, guma"
            Teraz tez dzieciaki to maja.

            "lanie wody z okna na przechodniów"
            Mam nadzieje, ze teraz tego dzieciaki nie maja hi hi hi

            "> kluby, szałasy itd"
            Mieszkam w domku z ogrodem. Moja corka ma cale plastikowe krolestwo za oknem lacznie z domkiem. Jak bedzi kiedys chciala to i szalas sobie wybuduje.
            Zreszta widzialam ostatnio taki szalas na jednym z placow zabawe. No ale to nie w Polsce.

            "> W domu dobranocka i teleranek"
            Dobranocka trwala pare minut a caly dzien sie na to czekalo. Poza dobranocka prawie nie bylo innych programow dla dzieci.

            "no i kary i pas."
            ano wlasnie.

            "> Mieszkam teraz na wsi i niestety tutaj się zaprasza.
            > Ja co chwilę kogoś proszę ale nikt nie ma czasu, bo zajęcia dodatkowe"
            Czasy sie zmienily, ludzie musza inwestowac w siebie, zeby miec szanse na kaprysnym rynku pracy.
        • gosiekbia Re: dziecinstwo- kiedys a teraz 28.09.13, 12:15
          zgadzam sie ! dlatego ja nie pozwalam swoim dzieciakom na to , ale jak byłam dzieciakiem sama nie myślałam o tym . na szczęście nic sie nie stało , a wspomnienia są super!
    • jo-asiunka Re: dziecinstwo- kiedys a teraz 28.09.13, 00:17
      Do czerwca mieszkałam na nowym ogrodzonym osiedlu w Warszawie (w totalnie nieprestiżowej dzielnicy - na Tarchominie). Moje dzieci spędzały całe dnie na podwórku, właziły na daszki zjeżdżalni, rysowały kredą, grały w piłkę i siedziały w piachu. Po starszą codziennie pukał jakiś mały sąsiad, czy wyjdzie na rower albo na hulajnogę. Jak się wyszło tylną furtką, po 5 minutach było się nad Wisłą, na nieuregulowanym brzegu. Po drugiej stronie ulicy było boisko, tam córka uczyła się jeździć na rowerze. Znałam wszystkich sąsiadów, graliśmy z nimi w karty, pilnowaliśmy sobie nawzajem dzieci, czasem ktoś kupował lody dla wszystkich dzieciaków, a kiedyś sąsiadka wystawiła na trawnik duży dmuchany basen, nalaliśmy wodę szlauchem do podlewania trawnika i dzieciaki szalały. Nie wiem, może to fenomen "słoików" z małych miast? Ale to było teraz, w XXI wieku. I trwa nadal, tyle że my wyjechaliśmy na jakiś czas.
      • differentview Re: dziecinstwo- kiedys a teraz 28.09.13, 08:14
        > Do czerwca mieszkałam na nowym ogrodzonym osiedlu w Warszawie (w totalnie niepr
        > estiżowej dzielnicy - na Tarchominie). Moje dzieci spędzały całe dnie na podwór
        > ku, właziły na daszki zjeżdżalni, rysowały kredą, grały w piłkę i siedziały w p
        > iachu. Po starszą codziennie pukał jakiś mały sąsiad, czy wyjdzie na rower albo
        > na hulajnogę. Jak się wyszło tylną furtką, po 5 minutach było się nad Wisłą, n
        > a nieuregulowanym brzegu. Po drugiej stronie ulicy było boisko, tam córka uczył
        > a się jeździć na rowerze. Znałam wszystkich sąsiadów, graliśmy z nimi w karty,
        > pilnowaliśmy sobie nawzajem dzieci, czasem ktoś kupował lody dla wszystkich dzi
        > eciaków, a kiedyś sąsiadka wystawiła na trawnik duży dmuchany basen, nalaliśmy
        > wodę szlauchem do podlewania trawnika i dzieciaki szalały. Nie wiem, może to fe
        > nomen "słoików" z małych miast? Ale to było teraz, w XXI wieku. I trwa nadal, t
        > yle że my wyjechaliśmy na jakiś czas.

        super, ze sa takie osiedla, ja wygladam za okno i ani sladu dzieciaka przez cale lato- jest tylko jeden na cale osiedle ogrodzony i wypasiony plac zabaw, na ktorym dzieci bawia sie w srodku a wokol na laweczkach- rodzice, ktorzy zreszta co i rusz interweniuja w te zabawy- no ale to jest dla malych dzieci, tak do 6 roku zycia; a starszych dzieci po prostu nie ma na podworkach w dzielnicy, w ktorej ja mieszkam
        • edytka2001 Re: dziecinstwo- kiedys a teraz 28.09.13, 18:35
          To weź swoje dziecko, rolki, wrotki, rakietki do badmintona, waveboard, cach ball, ringo, frisbee, gumę, skakankę czy to tam jeszcze wymyślisz i wyjdźcie pobawić się razem. Rób tak codziennie przez tydzień lub dwa. Jest duża szansa, że inne dzieci widząc was z okna czy przy powrocie do domu odważą się i też wyjdą na podwórko, a wtedy wystrczy już tylko zagadać, zainicjować zabawę i wycofać się, a dziecko poinstruować, by umówiło się z kolegą na następny dzień na określoną porę. Tak zrobiłam z 10,5 latką, kiedy przeprowadziłam się na nowe osiedle, dzisiaj ma kilka koleżanek i kolegów z podwórka (chodzą do innych szkół).
    • igge Re: dziecinstwo- kiedys a teraz 28.09.13, 22:49
      od nas zależy jakie dzieciństwo mają nasze dzieci i moje mają podobne do Twojego Differentview: mnóstwo wolnego czasu do robienia tego na co mają ochotę i co prawda niestety nie jest to trzepak i podwórko, bo takiego trzepaka z podwórkiem nie posiadamy w pobliżu i byłby zbyt wielkim fizycznym wyzwaniem dla córki ... ale takie samodzielne decydowanie o swoim wolnym, beztroskim czasie wiąże się z "ryzykiem", że dzieci wybiorą coś czego nie jesteś fanem i zbuduja odmienny w pewnym stopniu system wartości od Twojego, a to takie kuszące, żebyśmy mieli z dziećmi identyczny system wartości, nawet jak dorastaja i idą w świat dorosłe...ale nie idę na łatwiznę i obserwuję czasem z zachwytem czasem z przerażeniem jak budują swój własny inny od mojego system wartości i go umacniają na swój sposób...
      • kingusia1974 Re: dziecinstwo- kiedys a teraz 28.09.13, 23:30
        igge napisał:
        '> od nas zależy jakie dzieciństwo mają nasze dzieci"

        Swiete slowa.

    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: dziecinstwo- kiedys a teraz 29.09.13, 16:04
      W istocie , te dwa obrazy dzieciństwa są diametralnie różne. I chyba można powiedzieć, że są tak różne za sprawą rodziców, ich pomysłów na wychowywanie, norm kulturowych jakim podlegają, ich, rodziców, potrzebom.
      Inny też jest świat zewnętrzny i inaczej postrzegany.
      Ale ten wątek, to nostalgia rodziców za ich światem dzieciństwa. Nie wiem czy współczesne dzieci podzieliłby teraz ich zdanie, że ich dzieciństwo jest kiepskie czy czegoś pozbawione
      Bo to jest ich dzieciństwo. I one będą miała swoje wspomnienia. Pełne wspomnień o grach komputeraowych, portalach społecznościowych, akcjach na fb czy o blogach, kindlach, muzyce , modzie, klubach, knajpach. A niektóre dzieci będą miałay wsppmnienia z przedszkoli Montessorii, ceramice i obowiązkowej jodze. Ja optuję raczej za tym aby dać im szanse na te wspomnienia.
      Nie porównujmy, nie czyńmy z naszych lirycznych wspomnień normy. Oni wychowują się inaczej, to nie znaczy, że źle. Dzięki temu wykształcają cechy potrzebne im do przeżycia, przetrawania i do zadowolenia w świecie, na który przypadnie ich dorosłość.
      To nie musi być trauma braku trzepaka. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • igge Re: dziecinstwo- kiedys a teraz 03.10.13, 21:12
        Pani Agnieszko, dziękuję za brak traumy z powodu trzepaka i lekkie rozgrzeszenie kompa i portali społecznościowych. Za uwzględnienie niestandardowych modeli wychowania np bez telewizji i z ceramiką też dziękuję. To ulga usłyszeć takie coś z ust autorytetu :)))
    • olena.s Re: dziecinstwo- kiedys a teraz 16.10.13, 18:54
      Słyszałam o pewnej pani, mocno już dziś starszej, która jako małe dziecko w tużpowojennej Warszawie żywo współczuła dzieciom przyszłości, że nie będą miały takich wdechowych gruzów do zabawy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka