mamamilenki78
27.11.13, 13:18
Dzień dobry, postanowiłam napisać tutaj ponieważ mam poważny problem rodzinny a ze wstydu nie mogę o tym porozmawiać z przyjaciółmi.
Mam 35 lat, od 12 jestem mężatką, mamy 2 córeczki. Jesteśmy z mężem szczęśliwi, kochamy się i jest nam razem dobrze.
Z pozostałej rodziny mam tylko mamę i babcię oraz siostrę mamy. Problem, który jest w naszej rodzinie to narastający od lat konflikt, a właściwie dużo różnych konfliktów w których wspólnym ogniwem jest moja mama. Od lat było zawsze tak, że była na wojennej ścieżce z jakimś członkiem rodziny lub znajomymi. Zawsze była osobą, która miała bardzo duże wymagania wobec otoczenia i bardzo wygórowane mniemanie o własnej osobie. Uwielbia wszystko kontrolować i mówić każdemu co i jak robić, uważa że ma prawo każdego oceniać gdyż jest lepsza niż reszta otaczających ją ludzi. Na pozór jest bardzo kulturalną i delikatną osobą ( sama o sobie mówi per „dama” ) ale od zawsze w napadach złości leciały talerze/epitety/wyzwiska. Obiekt agresji był mieszany z błotem i czuł się jak śmieć. Nawet jak nie było jawnej awantury to swoją skrzywioną miną i roztaczaną wokół siebie atmosferą dosłownie mroziła otoczenie. Od dzieciństwa pamiętam uczucie ścisku w żołądku przy okazji świąt lub uroczystości jak mama miała zważoną minę. To się wcześniej czy później zawsze kończyło awanturą.
Aktualnie mama jest po rozwodzie z drugim mężem, który ją oszukał i zostawił w ciężkiej sytuacji życiowej ( w zimie na wsi w domu, odśnieżania, palenie , chora na raka babcia).
Mama po zostawieniu przez męża stała się nie do zniesienia. Dodatkowo ubolewała że będzie musiała sprzedać dom, gdyż go nie utrzyma i wszystko przepadnie, a to posiadłość od lat w rodzinie, zbudowana na miejscu starego domu, po dziadku i tak szkoda będzie to stracić i w ogóle.
Zaproponowałam jej, że możemy się zamienić na „lokale”. My mieszkamy w mieście, w sumie tylko 7 km od jej wsi. Mamy nowe luksusowe wielkie mieszkanie. Zgodziła się i wiosną odbyła się przeprowadzka w naprawdę dobre dla niej warunki. Przenieśliśmy wszystko, wszystkie meble, oświetlenie, dywany, nawet karnisze i klamki żeby tylko wszystko pasowało i było jak najlepiej.
My ponieśliśmy duże wydatki, doinwestowaliśmy trochę dom, zapłaciliśmy za przeprowadzkę, wszelkie małe remonty, przeróbki, dostosowania w obu miejscach, malowanie w domu itp. Pokrywamy oczywiście wszystkie koszty utrzymania domu a także mieszkania, czynsz + media. Pomagamy mamie w ten sposób.Nigdy nie potrafiła tego docenić, przyjeżdżała ciągle do nas, dosłownie osaczała. Wytykała co źle robimy, potrafiła biegać po domu i po swojemu otwierać okna, lub ustawiać żaluzje, nie liczyła się z nami kompletnie i jak jej zwróciłam uwagę, to usłyszałam że ona nie musi się przejmować bo jest u siebie. Ciągle też podkreślała, jaki piękny jest ten dom, otoczenie, jak to ona odżywa tutaj. Jaki to spotkał nas luksus i hojne potraktowanie z jej strony. Jednocześnie cały narzeka na brak pieniędzy. Ja przed przeprowadzką czując co może się dziać pytałam wiele razy czy jest zdecydowana i świadoma co robi.
Pomimo że wcześniej ustalone było, że będzie mogła zawsze przyjechać, to jednak w naszym odczuciu nadużywała tego i to świadomie.
W sierpniu była awantura bo ja stanęłam w obronie chorej i starej babci, którą mama po prostu pomiata od lat. W odpowiedzi oczywiście ślepa furia, masa epitetów pod moim adresem, babci , mój mąż który się nawinął i stanął po mojej stronie usłyszał że jest chamem i prostakiem, że nasza rodzina to dla niego za wysokie progi. Jego matkę nazwała wielką krową i prostaczką ( teściowa pilnuje naszej 2 letniej córeczki i przebywa u nas codziennie od rana do popołudnia a mama jej nie znosi ).Po tym wszystkim napisałam jej list, że chcę się przenieść z powrotem do siebie, skoro ona nie potrafi zaakceptować faktu że mieszkamy w jej domu, że moja teściowa się tam „panoszy” oraz poprosiłam aby w końcu spełniła prośby moje i babci od lat i poszła do lekarza, bo naszym zdaniem coś jest nie tak z jej nerwami. Zrobiła to i na drugie spotkanie z psychiatrą zaprosiła także mnie. Tam dała popis swoich manipulacji i gierek tak że nawet lekarza wyprowadziła z równowagi i powiedział on ,że chociaż jest zdrowa psychicznie to ma taki charakter, że jest złym duchem rodziny a mnie że mam się odciąć od niej bo inaczej rozwali moją własną rodzinę. Ja byłam także wcześniej sama u innego lekarza i po mojej relacji stwierdził on, że to nie wygląda na chorobę psychiczną ale na zaburzenia osobowości w kierunku psychopatii i że moim ratunkiem jest wrócić do siebie i ograniczyć kontakty do minimum.
Ostatnio mój mąż już nie wytrzymał napięcia i po kolejnej porcji przytyków, w tym narzekania na nasze dzieci , wybuchł i wykrzyczał kilka słów prawdy ale bez żadnego obrażania. Ona kazała mu wyjść z jej domu oraz powiedziała że została zbrukana tym zachowaniem i zaraz wezwie policję, nazwała go chamem i prostakiem. Zawsze tweirdziła że jest nie dość dobry dla mnie, szydziła, krytkowała otwarcie. Jesteśmy już naprawdę wyczerpani, nie u siebie,nie mamy spokoju.Jesteśmy pewni że wiosną mama stwierdzi, że chce wrócić do domu bo ona uwielbia życie na wsi. Ostatnio wpadła na pomysł żeby rozbudować dom i żeby mieszkała z nami, na razie odpuściła ale zapowiedziała, że na wiosnę wrócimy do tematu. Ona tak moim zdaniem kluczy i krąży i robi wszystko aby nam ten obecny stan obrzydzić, chociaż to my chcieliśmy uratować rodzinny dorobek przed sprzedażą i postawiliśmy na głowie wszystko. To wszystko jednak byłoby do przyzwyczajenia gdyby nie fakt, że cały czas „wisi” nad nami groźba że to wszystko i tak na marne bo mamie odwidzi. Po przeprowadzce powiedziała nam, że nie ma pieniędzy a gdyby sprzedała dom to miałaby masę na koncie, to my powinniśmy jej to w jakiś sposób wynagrodzić. Oczekuje od nas dużej kwoty 100 tys rekompensaty.
Jesteśmy zdecydowani na powrót do siebie, mąż nie chce być nadal narażony na wypraszanie z domu, obelgi itd. Ja od niego nie mogę i nie chcę wymagać dalszego znoszenia upokorzeń. Tym bardziej że mama buntuje nasze dziecko przeciwko teściowej, krytykuje ją itd.
Mój dylemat polega na tym, że najbardziej chciałabym już być u nas z powrotem ale boję się zostawić mamę na zimę tam samą z tym całym majdanem. Babcia dodatkowo też szantażuje mnie emocjonalnie ,że to będzie okrucieństwo.
Jestem naprawdę jak w potrzasku, nie wiem jak powinnam postąpić. Zbliżają się święta i nie wyobrażam sobie usiąść przy stole w takim składzie. Najchętniej bym uciekła na koniec świata od tych problemów, ale oczywiście tak się nie da. Muszę stawić czoła sytuacji i nie wiem czy jeszcze jest szansa na rozwikłanie tych wszystkich konfliktów narastających w rodzinie od lat.
Psychiatra proponował mnie i mamie terapię w tym celu ale odrzuciła propozycję, mówiąc że damy radę same a ponadto złożyła skargę na lekarza, że cham i potraktował ją skandalicznie.
Znikąd pomocy. Co robić ?