12.04.14, 09:33
wiadomosci.onet.pl/kraj/prof-zimbardo-polacy-sa-cudowni-ale-nie-dla-obcych/hwbfl
Obserwuj wątek
    • verdana Re: =P 12.04.14, 10:15
      Zimbardo nie przerobił zajęć z pierwszego roku psychologii społecznej - o odmienności kulturowej i specyfice różnych kultur. Oczekuje, ze wszyscy będą zachowywali sie jak Amerykanie. Nic więcej.
      • differentview Re: =P 12.04.14, 11:51
        verdana napisała:

        > Zimbardo nie przerobił zajęć z pierwszego roku psychologii społecznej - o odmie
        > nności kulturowej i specyfice różnych kultur. Oczekuje, ze wszyscy będą zachowy
        > wali sie jak Amerykanie. Nic więcej.

        uwazasz, ze tylko amerykanie usmiechaja sie do innych i zagaduja nieznajomych???
        ja jednak nie widze tego o czym pisze Zimbardo, nawet wczoraj bylam swiadkiem jak w autobusie grupa zagranicznych turystow, nie mowiacych po polsku ani angielsku probowala sie dogadac w kwestii zwiedzania i prawie caly autobus sie zaangazowal zeby im na migi wszystko wytlumaczyc, wszyscy sie smiali, byli przyjazni i pomocni i wlasnie takie obrazki widze najczesciej a odstetek chamow i gburow jest w kazdym spoleczenstwie podobny moim zdaniem
        • verdana Re: =P 12.04.14, 11:57
          Uważam, ze uśmiechanie sie do innych i zagadywanie jest uwarunkowane kulturowo. Tzn. w jednych kulturach uśmiechniecie sie do kogoś i zagadanie nie oznacza absolutnie nic, w innych jest jakąś deklaracja sympatii, w innym - przekroczeniem granic dobrego wychowania.
          Poza tym masz rację - ja też nie widzę tego co Zimbardo. Widzę raczej sporą życzliwość wobec cudzoziemców, szczególnie tych "z Zachodu".
          • aqua48 Re: =P 12.04.14, 16:33
            verdana napisała:

            > Uważam, ze uśmiechanie się do innych i zagadywanie jest uwarunkowane kulturowo.

            Zależy od takich czynników jak poziom zaufania do obcych, chęć uzewnętrzniania własnych nastojów, sposobu bycia i zachowania się w przestrzeni publicznej (tego co wypada), zmęczenie i zaaferowanie życiem codziennym i wielu innych. Artykuł pod tym względem przedstawia nie dość, że krzywdzący to bardzo jednostronny obraz społeczeństwa. A już chęć burzenia cudzych pomników świadczy o arogancji i o tym, że autor tych słów kompletnie nie zadał sobie trudu poznania choćby bardzo pobieżnie historii naszego kraju i jej ścisłego związku z naszym poczuciem tożsamości.
            Tak rodzą się stereotypy.
            • sebalda Re: =P 12.04.14, 19:32
              A ja zgadzam się z jego diagnozami w całości. Czy mu wypada tak uogólniać? A czemu nie, skoro tak to postrzega? Nie wolno mu, Polacy to święte krowy?
              Nie uśmiechamy się, nie zagadujemy, taka jest prawda, a że to nie leży w naszej naturze, że inna kultura, przecież one tylko stwierdza fakt, nic wiecej. Wiele razy źle się czuję, gdy ktoś mnie potrąca, przepycha się w tłoku i absolutnie nie używa słowa przepraszam. W autobusach wiele osób siada z brzegu albo kładzie na siedzeniu torbę, bo tak mu wygodniej, ma innych w nosie. Może nie wszyscy na tym forum korzystają z komunikacji miejskiej, ale to najlepsze miejsce, żeby poobserwować nasze nawyki. Oczywiście są wyjątki, poznałam w autobusie przeuroczą kobietkę, jeździmy codziennie razem do pracy, dajemy sobie dużo ciepła na rozpoczęcie dnia:)
              Cała reszta to też prawda i cała prawda. Tylko bohaterszczyzna, tylko faceci, tylko patriotyzm i śmierć za ojczyznę. Zero kobiet, zero docenienia poświęcenia i pomocy ze strony z reguły bezimiennych kobiet, zero apoteozy zwykłego, dobrego życia. Przecież to aż bije po oczach, szczególnie u nas, szczególnie w kontekście polityki PIS-u i innych szalonych konserwatywnych partii. Jakiś obłęd dotknął części naszego społeczeństwa i Zimbaro świetnie to ujął.
              • morekac Re: =P 13.04.14, 09:17
                Cóż, równie dobrze można stwierdzić, że w Stanach może się uśmiechają i zagadują, ale równie chętnie wyciągają spluwy w ramach tej otwartości... ;-(
                Inna sprawa, że bohater 'niezginięty' to nie bohater...
              • aqua48 Re: =P 13.04.14, 11:17
                sebalda napisała:

                > Nie uśmiechamy się, nie zagadujemy, taka jest prawda, a że to nie leży w naszej
                > naturze, że inna kultura

                To nie tylko inna kultura, to też lata PRL-u, których może już spora część nie pamięta. ale wtedy NIE NALEŻAŁO zachowywać się publicznie specjalnie na luzie i okazywać radość. Za moich czasów licealnych (lata osiemdziesiąte ubiegłego wieku) przyjechała grupa młodzieży z Belgii - to my ich mitygowaliśmy w otwartości i śpiewach na ulicy. A dlaczego? Bo zaraz koło nich/nas pojawiali się smętni panowie z UB. Tak było i powiem szczerze, że mocno to nadwyrężyło moją spontaniczność.


                > Wiele
                > razy źle się czuję, gdy ktoś mnie potrąca, przepycha się w tłoku i absolutnie
                > nie używa słowa przepraszam. Może nie wszyscy
                > na tym forum korzystają z komunikacji miejskiej, ale to najlepsze miejsce, żeby
                > poobserwować nasze nawyki.

                To nie nawyki tylko zwyczajny brak kindersztuby i wychowania.


                Tylko bohaterszczyzna, tylko faceci, t
                > ylko patriotyzm i śmierć za ojczyznę. Zero kobiet,

                Bo kobiety tak często nie umierały za ojczyznę, one musiały brać na barki normalne codzienne szare obowiązki, utrzymać domy, wychować dzieci, zadbać o to żeby rodzina miała co do ust włożyć. Mój dziadek bohatersko walczył, a babcia? Została z garstką malutkich dzieci (umierały jej kolejno, bo nie było lekarstw) i matką staruszką, bez żadnego wsparcia i przez całą wojnę prała na tarze, żeby ich wykarmić w głodnym i oblężonym mieście. Czy to było z jej strony bohaterstwo? Moim zdaniem tak, ogromne. Czy ktoś o tym wie, interesuje się takimi zwykłymi kobietami. Wspomina o ich cichej nieciekawej, ciężkiej pracy? Nie.

                > zero apoteozy zwykłego, dobrego życia.

                Bo tego zwykłego, dobrego, dostatniego i spokojnego życia mieliśmy bardzo niewiele. Krótkie okresy w ostatnich 100 latach.

                Przecież to aż bije po oczach, szczególnie u nas, szczególnie w kontek
                > ście polityki PIS-u i innych szalonych konserwatywnych partii.

                A tak, ale dużo łatwiej epatować ludzi, zwłaszcza mających za sobą trudne życie i katastrofy dziejowe przyszłymi nieszczęściami i zagrożeniami niż kusić ich dostatkiem i dobrobytem. To taka gra polityczna, i na to po prostu nie należy się nabierać. Nawiasem mówiąc nie uważam, aby orientacja prawicowa/konserwatywna w Polsce tak bardzo się różniła od lewicy, czy czegoś co udaje centrum, a tak na prawdę nim nie jest. Jak widać na wielu przykładach polityk jest w stanie w momencie zmienić swe "poglądy" z prawa na lewo, lub na odwrót dużo łatwiej niż zrezygnować z czegokolwiek w ich imię :):)
      • sebalda Re: =P 12.04.14, 19:36
        verdana napisała:

        > Zimbardo nie przerobił zajęć z pierwszego roku psychologii społecznej

        Że co, proszę??? Jeden z najbardziej znanych i cenionych w tej dziedzinie specjalistów?
        • verdana Re: =P 13.04.14, 11:47
          Otóż tak własnie - można być jak widać najwybitniejszym psychologiem i nie rozumieć, ze normy USA to nie są normy uniwersalne, do których należy sie dostosować, aby zostać uznanym za normalnego. Bardzo to przykre i świadczy o tym, że jednak pozytywistyczny model badacza, który ma badać fakty z zewnątrz, nie stosując własnych norm nie został przez prof. Zimbardo zrozumiany. Albo, co gorzej, zaakceptowany.
    • danaide Re: =P 21.04.14, 10:41
      Osobiście uważam, że jest jakiś środek drogi, gdzieś pomiędzy tym z czym stykam się na codzień - centrum Warszawy (nawet na opłotkach mogłoby być przyjemniej=) - a firmowym uśmiechem Amerykanina. BTW, ostatnio spotkałam na jakiejś dziecięcej imprezie nowojorczyka, przez chwilę poczułam się jak bohaterka SwWM, ale kiedy okazało się, że on niemal każde moje słowo czy działanie (dziabałam dziecku jakiegoś konia z papierowego talerzyka i wstążek), kwitował "Great! Great!" miałam ochotę dosiąść się do stolika czterech przyjaciółek, obgadać sprawę i zobaczyć ich zniesmaczone miny...

      Ten środek drogi można spotkać w zwykłej, codziennej życzliwości i otwartości ludzi na całym świecie. Choć nie wszędzie. Kiedyś podróżowałam po Meksyku i po dwóch tygodniach przebywania na południu byłam autentycznie zmęczona ukrywaną wrogością i obojętnością rdzennych mieszkańców. Pojechałam na północ od Mexico i... cud. Ludzie naprawdę byli inni, bardziej otwarci, pomocni, życzliwi, bez tej podejrzliwości i skrywanego: zostaw swoje pieniądze i jedź już.

      Czyli społeczności zamknięte, nie przemieszczające się, nie podróżujące, zagrożone, jakoś inaczej reagują. A my jesteśmy mieszaną.
      • mmoni Re: =P 21.04.14, 11:41
        Nowojorczycy akurat są stereotypowo w USA uważani za wyjątkowo nieuprzejmych. Jesteś pewna, że on nie był z Montany? :-) Inna rzecz, że w obcym środowisku on mógł się wyjątkowo starać.
        • danaide Re: =P 21.04.14, 21:16
          Twierdził, że z NY. Inna sprawa, że nie był nieuprzejmy. Był... sztuczny? Ostatecznie może niektórym (Polakom) też nie zaszkodziłoby gdyby troszkę poudawali=P

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka