Dodaj do ulubionych

Tak zwane życiowe dylematy

24.08.15, 15:18
No właśnie, z takimiż się zmagam. Nie chcę się za bardzo rozpisywać, zasypując was być może nieistotnymi szczegółami. Zdaję sobie też sprawę z tego, że kwestie, które tu poruszam to nie tematy do doradzania się, ale chcę się wygadać, poukładać sobie to wszystko i posłuchać waszych opinii.
Mam 28 lat, jestem od 10 lat w szczęśliwym związku. Nasz związek na początku przechodził pewne turbulencje, ale to tylko go wzmocniło. Gdy ktoś spojrzy z boku, może pomyśleć, że niczego mi nie brakuje. Mam superfaceta, niedługo męża, mieszkamy w dobrych warunkach, nie mamy problemów finansowych- narzeczony dobrze zarabia. Problem jest ze mną. Nie mam pracy. Zawsze byłam dobrą lub najlepszą uczennicą, a potem studentką. Na studiach dorabiałam z tłumaczeń, pracy w szkole językowej i korepetycji (jestem po filologii). Miałam w życiu parę szans podjęcia pracy (nie ukrywam, że głównie po znajomości), ale wszystko je zaprzepaściłam z powodu hmmm.... swojej osobowości/ choroby? Leczę się na nerwicę, miałam trudne dzieciństwo, toksyczną matkę i to odcisnęło na mnie wielkie piętno w życiu. Wiele lat chodziłam na terapię, a x lat temu byłam nawet hospitalizowana z powodu depresji. Niemniej, wyszłam na prostą, wyprowadziłam się z domu, poznałam mojego narzeczonego, zaadoptowałam kilka zwierzaków, zaczęłam budować krok po kroku swój świat. Generalnie dobrze funkcjonuję, choć jak to z nerwicą bywa, miewam nawroty. Miałam wyrzuty sumienia, gdy rezygnowałam z ofert pracy, które inni wzięliby z pocałowaniem w rękę. Ale już się jakoś z tym wszystkim poukładałam, narzeczony mnie bardzo wspiera i akceptuje w 100proc. taką, jaką jestem. Mam też bardzo serdeczne relacje z jego rodziną, szczególnie z mamą. Mieszkamy blisko siebie, często się odwiedzamy, rozmawiamy, spacerujemy. Problemem jest mój brak pracy. Mam już jak wspomniałam 28 lat i nigdy nie pracowałam na umowę, poza umową zlecenie. Od lat udzielam korepetycji, ale już mnie to powoli zaczyna męczyć. Nie mam działalności, w moim mieście w obecnej sytuacji rynkowej, nie ma mowy żeby wyrobić na zakrętach w takiej branży. Jest to jednak dość nużące (przyjmuję u siebie w domu), a poza tym nie ma zachowanej higieny psychicznej. Lekcje bywają odwoływane, w wakacje, ferie i święta jest zastój. Nie mówiąc już o jakimkolwiek zabezpieczeniu finansowym na przyszłość. Obecnie odbywam kolejny z rzędu staż z urzędu pracy- dostaję miesięcznie marne 800zł, w dodatku niczego się tu nie uczę, nie rozwijam, nie mam perspektywy zostać zatrudniona. Wysyłam cv, byłam na klku rozmowach, ale nic z tego nie wynika. Najbardziej pasowałaby mi praca biurowa, ale tam zwykle chcą osobę niepełnosprawną, żeby ciąć koszty.
Narzeczony namawia mnie na dziecko. Twierdzi, że nie ma co czekać, że mamy warunki itd. I tu pojawiają się moje obawy. Z jednej strony też bym chciała mieć dziecko, ale nie wiem czy teraz jest odpowiedni moment. Uważam, ze dziecko nie moze słuzyc załataniu dziury egzystencjalnej. Ja ostatnio jestem ciagle w stanie lekkiej depresji, mimo ze jestem na lekach. Frustruje mnie i mierzi moja sytuacja zawodowa,a raczej jej brak. Chciałabym znalezc pracę i dopiero wtedy zajść w ciążę, a już na pewno jak będę w lepszej kondycji psychicznej.
Doradzcie coś.
Obserwuj wątek
    • jatojagodnik Re: Tak zwane życiowe dylematy 24.08.15, 15:31
      No jak teraz ugrzęźniesz w pieluchach, to za 5-10 lat po odchowaniu dzieci juz żadnej pracy na pewno nie znajdziesz. Najpierw praca i jakieś doświadczenie, potem dzieci.
      • w-prozni Re: Tak zwane życiowe dylematy 24.08.15, 15:33
        Czemu 5-10? Zakładam, że z dzieckiem byłabym w domu do ok. 3. roku życia. Do narzeczonego ten argument nie przemawia, twierdzi, że nie wiadomo co życie przyniesie.
        Ja myślę teraz o podyplomówce i przekwalifikowaniu się.
        • koronka2012 Re: Tak zwane życiowe dylematy 24.08.15, 18:44
          Powiem brutalnie - co ci podyplomówka? Przecież to kolejny sposób odwleczenia w czasie tego, co nieuniknione - konfrontacji z rynkiem pracy i z realiami. Przekwalifikowanie się - po co? przekwalifikowywać się można praktycznie, w pracy, co ci dadzą kolejne studnia, skoro nie możesz się odnaleźć mając już jedne? większość ludzi, których znam nie pracuje w wyuczonym zawodzie (poza ściśle technicznymi) i ukończony kierunek nie ma najmniejszego znaczenia. Poza tym dla pracodawcy ktoś bez doświadczenia zawodowego w wieku 28 lat jest do przełknięcia, w wieku 30+ nawet z paroma fakultetami - cóż... mało pracodawców szuka typów naukowych i wiecznych teoretyków.

          A dziecko to osobny rozdział. Wydaje mi się, że problem w tym, że czekasz na to, co ci życie podsunie, facet super, jest oparciem - to się na nim oparłaś. Bo nie musisz sama się mobilizować. Paradoksalnie to ci ułatwia tkwienie w obecnym maraźmie. Gdyby nie ten facet, musiałabyś się zebrać w sobie, bo zwyczajnie innej możliwości by nie było. Powinnaś może stanąć najpierw na własnych nogach, bez oglądania się na narzeczonego i jego portfel. Sprawdzenie własnych możliwości w praktyce da ci większe poczucie bezpieczeństwa niż najlepszy facet.
    • edw-ina Re: Tak zwane życiowe dylematy 24.08.15, 15:33
      A może lepiej znaleźć pracę, pracować, zbudować sobie jakąś drogę zawodową i wtedy dziecko? Bo jak na razie to wygląda to tak, że chciałabyś znaleźć małoangażującą pracę biurową, by zaraz wylecieć na urlop macierzyński.
      Wiem, co to nerwica i depresja, mam świadomość, jak mogą utrudnić życie. Ale wiem też, że potrafią być świetnym wytłumaczeniem na własny lęk. Zastanów się, co tobą bardziej powoduje. Dorosłe życie, praca, rodzina to coś innego niż dobre wyniki w nauce. To świat, który wymaga więcej. Może po prostu wątpisz w to, czy sobie z tym poradzisz? Jakkolwiek jest, czekanie działa wyłącznie na twoją niekorzyść.
      Przy nerwicy i nawracającej depresji powinnaś mieć poza psychiatrą terapeutę. Rozmawiałaś z nim o swoich problemach?
      • w-prozni Re: Tak zwane życiowe dylematy 24.08.15, 15:40
        Tak, wznowiłam niedawno psychoterapię.
        Co do znalezienia pracy, rzecz w tym, że ja CHCĘ iść do pracy. Źle się czuję psychicznie gdy udzielam tylko korepetycji. Czuję się winna. Moje poczucie wartości spada. Jestem płaczliwa i "rozmemłana", nie potrafię się zmoblizować sama do wielu aktywności, jeśli nie mam bata nad sobą.
        Problem w tym, że pracy znaleźć nie mogę, już dłuższy czas.
        • edw-ina Re: Tak zwane życiowe dylematy 24.08.15, 15:47
          Ale napisałaś o tym, że życzliwe osoby załatwiły ci rozmowy o pracę, tylko sama z nich zrezygnowałaś. Możesz spróbować jeszcze raz poprosić o pomoc, ale musisz liczyć się z tym, że nie będzie to już takie łatwe, a jeśli ponownie zrezygnujesz, to już raczej nikt nie będzie chciał udzielić ci pomocy. To wszystko jest kwestią determinacji.
          Napisałaś, że jesteś na stażu, ale to też jest nieodpowiednie. W mojej pierwszej poważnej pracy pierwsze i to jakiekolwiek pieniądze zobaczyłam po trzech miesiącach. Później przez długi czas pracowałam na umowę - zlecenie. To teraz dość normalna droga. Jesteś na stażu, czyli zbierasz doświadczenie, punkty do cv. Jeżeli jest cię na to stać, to zgłoś się do interesującej cię firmy i zaproponuj, że chcesz tam odbyć darmowy staż. Większość firm chętnie przyjmuje darmowych pracowników, a ty zdobędziesz wiedzę. Tylko musisz podejść do tego pozytywnie.
          • w-prozni Re: Tak zwane życiowe dylematy 24.08.15, 16:01
            Nie zrezygnowałam z rozmów, tylko w ogóle z pracy, ale wtedy było ze mną naprawdę źle, miałam objawy agorafobii/fobii społecznej. Dopiero leczenie i terapia mnie postawiły na nogi, co nie znaczy, że moja osobowość się zmieniła.
            A co do Twojej ostatniej propozycji jest to wykluczone, już na stażach czuję się wykorzystywana, wykonując zadania, których nie ma w programie stażu. Za darmo pracować na pewno nie będę, nie mam noża na gardle. To już wolę żyć tylko z korepetycji.
            • yoma Re: Tak zwane życiowe dylematy 24.08.15, 16:23
              >czuję si
              > ę wykorzystywana, wykonując zadania,

              Każą robić w robocie, no niesłychane rzeczy...

              Może faktycznie powinnaś się spełniać jako żona przy mężu, bo do pracy zarobkowej z takim podejściem średnio się nadajesz. BTW nie było względnie niedawno już takiego wątku?
              • w-prozni Re: Tak zwane życiowe dylematy 24.08.15, 16:27
                Wiesz co, yoma, to już jest chamstwo w czystej postaci. Doczytałaś, co było po przecinku?
                Za takie odpowiedzi to ja dziękuję bardzo smile
                • yoma Re: Tak zwane życiowe dylematy 24.08.15, 16:37
                  Których nie ma w programie stażu. No i?

                  Jak pójdziesz do pracy do szkoły, to nie weźmiesz zastępstwa w klasie II d, bo twoja umowa obejmuje tylko I a? Przykro mi, ale praca najemna jest wykonywana pod zwierzchnictwem przełożonego i polega m.in. na wypełnianiu poleceń. Jak nie wierzysz, to sprawdź w Kodeksie pracy.

                  A jak przełożony powie: przykro mi, pani Krysiu, ale te wykonane przez panią kopie dokumentów do niczego się nie nadają - to odpowiesz: co za chamstwo?
                  • w-prozni Re: Tak zwane życiowe dylematy 24.08.15, 16:48
                    Jak pójdziesz do pracy do szkoły, to nie weźmiesz zastępstwa w klasie II d, bo
                    > twoja umowa obejmuje tylko I a?

                    Nie ma czegoś takiego. Proszę cię.

                    A jak przełożony powie: przykro mi, pani Krysiu, ale te wykonane przez panią ko
                    > pie dokumentów do niczego się nie nadają - to odpowiesz: co za chamstwo?

                    A co ma piernik do wiatraka?
                    • yoma Re: Tak zwane życiowe dylematy 24.08.15, 16:52
                      Czego, zastępstwa?

                      Ma to, że jeśli będziesz krytykę odbierać i komentować jako chamstwo ze strony krytykującego, to się w żadnej pracy nie utrzymasz.
                • nota_bene0 Re: Tak zwane życiowe dylematy 25.08.15, 22:38
                  A jakie chamstwo niby? Dziewczyna ci prawdę napisała, tylko ty nie chcesz spojtzec jej.w.oczy. Wielu ludzi cierpi na nerwicę i muszą sobie radzić, bo nie mają zasobnego portfela narzeczonego. Gdybyś musiała, to byś i pracowała. I nie fochaj się, gdy ci ktoś prawdę pisze.
                  • kashka-manna Re: Tak zwane życiowe dylematy 27.08.15, 14:10
                    Chamstwo, chamstwo. Wybieranie treści w sposób, jaki zniekształca przekaz. Jeżeli dziewczyna ma myć okna na stanowisku, dajmy na to pracownika biurowego - to już jest nadużycie. A ty to przedstawiłaś jakby w ogóle nie chciała pracować. Jest różnica. Ale jak ktoś się od razu tak negatywnie nastawi do autora wątku, to zamiast dopytać, woli od razu komuś "pojechać" z grubej rury.
                    Myślę,że wielu stażystów by się podpisało pod tym, sama czytałam reportaż na ten temat.
              • echtom Re: Tak zwane życiowe dylematy 25.08.15, 08:06
                > Każą robić w robocie, no niesłychane rzeczy...

                Cóż, mamy w pracy gwiazdę, która przydzielenie jej roboty uznała za... mobbing i zrobiła kierowniczce awanturę. Kierowniczka chyba potraktowała to poważnie, bo pominęła ją, rozdzielając w następnym tygodniu dodatkowe płatne fuchy.
            • pade Re: Tak zwane życiowe dylematy 24.08.15, 16:34
              Czuję się winna, że nie pracuję...
              Kiedy przeczytałam to zdanie, pomyślałam sobie, że Ty jesteś "zaleczona" lekami, albo terapia była do kitu, albo za mało włożyłaś pracy własnej.
              Może na obecnej terapii solidniej popracujesz, mnie się to poczucie winy wydaje przykrywką dla czegoś głębszego.
              Może Ty sama nie wiesz czego chcesz? Może masz nierealistyczne oczekiwania, tylko o nich nie wiesz, bo nie miałaś jak ich zweryfikować?
              Strefa komfortu stworzona przez narzeczonego może być przyjemna ale i niebezpieczna. Z biegiem czasu, bez sukcesów, własnych doświadczeń możesz stać się coraz mniej samodzielna.
              • w-prozni Re: Tak zwane życiowe dylematy 24.08.15, 16:51
                Czuję się winna, że nie pracuję...
                Kiedy przeczytałam to zdanie, pomyślałam sobie, że Ty jesteś "zaleczona" lekami, albo terapia była do kitu, albo za mało włożyłaś pracy własnej.

                Ale dlaczego zaraz terapia do bani? Uważam, że zrobiłam kawał dobrej roboty i jestem innym człowiekiem, niż przed. Wiem, że jeszcze mam przed sobą pracę, ale chyba nie byłoby zdrowe, gdybym czuła się kwitnąco nie mając pracy i nie mogąc jej znaleźć przez dłuższy czas? Przecież nawet tzw. zwykli ludzie łapią deprechę na bezrobociu.
                Z tym poczuciem winy to chodziło mi o sytuacje, gdy np. narzeczony przychodził styrany po całym dniu pracy i zastawał mnie lężącą i czytającą książkę. Co innego, gdyby były dzieci czy gospodarstwo do obrobienia.
                • anula36 Re: Tak zwane życiowe dylematy 24.08.15, 18:23
                  w kwestii pracy - mozesz jeszcze dlugo szukac,niekoniecznie z powodzeniem, dopoki sobie nie uzmyslowisz DO JAKIEJ PRACY chcesz isc i jakie kompromisy sie z tym wiaza.
                  A w zasadzie dlaczego nie mozesz dalej udzielac korepetycji tylko legalnie, zalozyc ta dzielanosc? Moze bedziesz miec dzieki temu wieksze parcie na szukanie tlumaczen, zlecen, dorabiania w szkole jezykowej itp.
                  Ale jesli chodzi o dziecko - to ja bym sie skonsultowala z lekarzem czy bedziesz mogla przyjmowac leki ktore teraz przyjmujesz w ciazy? A jesli nie, czy dasz rade wytrwac ten rok bez lekow? Zeby nie bylo sytuacji ze Ty trafiasz na leczenie zamkniete, a jedyny zywiciel rodziny zostaje sam z noworodkiem.
                • bergamotka77 Re: Tak zwane życiowe dylematy 24.08.15, 19:43
                  typ ksiezniczki reprezentujesz albo utrzymanki jednym slowem. Wez urodz chociaz dziecko to do czegos sie przydasz i bedziesz miala zajecie - masz za duzo czasu na rozkminianie. A dlaczego pracy nie przyjelas? Bo trzeba wstac i do niej pojsc?
                • klamkas Re: Tak zwane życiowe dylematy 24.08.15, 22:01
                  A czemu przerwałaś terapię?
                • pade Re: Tak zwane życiowe dylematy 24.08.15, 22:13
                  Ale z tego co piszesz nie wynika, że Ty chcesz pracować, więc nie rozumiem tego poczucia winy.
                  Mam wrażenie, że nie masz pomysłu na życie i stąd to rozmemłanie.
                • princesswhitewolf Re: Tak zwane życiowe dylematy 25.08.15, 00:51
                  >że Ty jesteś "zaleczona" lekami

                  odnosze wrazenie ze pasozytujesz na wlasnej przeszlosci meczenskiej i robisz z siebie psychiatryczna kaleke.

                  > chyba nie byłoby zdrowe, gdybym czuła się kwitnąco nie mając pracy

                  nalezy kazdy jeden moment zycia doceniac. Docen cierpliwego faceta obok i ludzi jacy ci pomagaha. Na rynku pracy nie reprezentuesz nic co sprawi, ze zaraz dostaniesz super fajna posade. Patrz na zycie realnie.

                  >arzeczony przychodził
                  > styrany po całym dniu pracy i zastawał mnie lężącą i czytającą książkę. Co inne
                  > go, gdyby były dzieci czy gospodarstwo do obrobienia.

                  zabieraj sie za dzieciaki zanim bedzie za pozno. Cale zycie marzysz o karierze.
            • edw-ina Re: Tak zwane życiowe dylematy 24.08.15, 20:09
              Decyzja i ruch należą do ciebie. Tylko musisz pamiętać, że przekwalifikowanie się niekoniecznie coś da, bo z każdym rokiem twoje szanse na rynku pracy będą malały, a aspiracje raczej nie. A robienie praktyki w wieku 30-, a 30+ to konkretna różnica. Z własnego doświadczenia osoby zarządzającej mogę ci powiedzieć, że cv osób po trzydziestce bez stażu pracy po prostu odrzucałam, niezależnie od tego, jakie kierunki i na jakich uczelniach te osoby ukończyły. Znacznie chętniej widziałam w swoim zespole ludzi, którzy rozpoczynali staże już na studiach, często również te bezpłatne, bo przynajmniej miałam świadomość, że prawdopodobnie wiedzą, jak wygląda praca w ich zawodzie i będą miała z nimi mniej problemów. Żaden szef nie chce problemowego pracownika, bo zwykle i bez tego nie wyrabia na zakrętach.
            • echtom Re: Tak zwane życiowe dylematy 24.08.15, 21:31
              > nie mam noża na gardle.

              A szkoda. Z takim podejściem to ja czarno widzę, bo najłatwiej znaleźć pracę, będąc w pracy.
            • princesswhitewolf Re: Tak zwane życiowe dylematy 25.08.15, 00:47
              >agorafobii/fobii społecznej.

              moja droga wez sie w garsc i walcz. Zycie to nie ucieczka ale walka w jakiej jest radosc.
    • edelstein Re: Tak zwane życiowe dylematy 24.08.15, 21:43
      Wiele lat chodziłam na terapię, a x lat temu byłam nawet hospitalizowana z powodu depresji. Niemniej, wyszłam na prostą, wyprowadziłam się z domu, poznałam mojego narzeczonego, 

      A tego narzeczonego masz od 10lat?tongue_out
    • julka.82 Re: Tak zwane życiowe dylematy 24.08.15, 21:51
      a w jakim miescie mieszkasz? jest jakas szansa zebys podjela prace w warszawie?
      • niektorymodbija Re: Tak zwane życiowe dylematy 24.08.15, 22:01
        Z innej beczki - piszesz,że jesteś na lekach,a narzeczony namawia na ciąŻę? Żart czy nieświadomośc?
      • w-prozni Re: Tak zwane życiowe dylematy 25.08.15, 09:50
        Julka, masz pocztę gazetową? Próbuję napisać do Ciebie pw, ale coś się nie udaje....
        • julka.82 Re: Tak zwane życiowe dylematy 25.08.15, 21:32
          nie mam. moj adres to chilledwoman @ gmail.com
    • klamkas Re: Tak zwane życiowe dylematy 24.08.15, 22:13
      W kwestii pracy nie poradzę, poza tym, że wydaje mi się, że mimo wszystko dla ciebie najlepszy jest system korepetycji, ale na dg (z twojego opisu nie wydaje mi się, żebyś poradziła sobie NA DZIŚ na etacie w biurze, szkole językowej czy gdziekolwiek).

      W kwestii dziecka - leczysz się psychiatrycznie, tak? Jesteś pod stałą opieką psychiatry (co do psychologa to wiem, że nie, dopiero wróciłaś na terapię)? Bierzesz jakieś leki zapisane przez niego? Rozmawiałaś z nim kiedyś o ciąży/dziecku? Masz zamiar porozmawiać o tym z terapeutą (niekoniecznie w sensie "dziś chcę sobie zrobić dziecko" raczej "co zrobić, żeby ułatwić sobie poradzenie sobie z taką sytuacją i jak się na to przygotować"?

      Wiesz, przed ciążą byłam zdrowa. W ciąży ujawniły się problemy, o których wcześniej nie miałam pojęcia. Efekt był taki, że mój mąż bardzo przecierpiał ciążę opiekując się mną, a potem dostał w pakiecie i noworodka i żonę na psychotropach wymagającą stałej opieki. Jesteś pewna, że w razie czego on sobie poradzi z opieką nad tobą i dzieckiem (nie wiadomo jak twój organizm poradzi sobie z ciążą i połogiem), a co więcej - pytałaś go kiedyś, czy on jest pewien, że da radę?

      Ja bym poczekała na lepszy stan psychiczny. Praca raz jest, raz jej nie ma, na to mamy średni wpływ. Na zdrową psychikę zdecydowanie większy - a to emocje, psychika, wsparcie innych i umiejętność korzystania z niego czynią cię dobrą matką, a nie praca zawodowa. No i skonsultowałabym się z psychiatrą i psychologiem przed.
    • capa_negra Re: Tak zwane życiowe dylematy 24.08.15, 23:14
      ale nie wiem czy teraz jest odpowiedni moment. Uważam, ze dziecko nie mo
      > ze słuzyc załataniu dziury egzystencjalnej. Ja ostatnio jestem ciagle w stanie
      > lekkiej depresji, mimo ze jestem na lekach. Frustruje mnie i mierzi moja sytuac
      > ja zawodowa,a raczej jej brak. Chciałabym znalezc pracę i dopiero wtedy zajść
      > w ciążę, a już na pewno jak będę w lepszej kondycji psychicznej.
      > Doradzcie coś.

      O jejjjjj

      Najchętniej to bym cie kopnęła w doopę.
      Depresja, depresją, ale.............. jak cię na siłę z łóżka po tygodniu niemycia pod prysznic nie wyciągają i jeszcze korepetycji udzielasz to i depresję i stany lękowe masz farmakologicznie ogarnięte.
      Do tego dobrzy ludzie protegują cie do pracy, a ty dalej sobie nie radzisz.
      Chciała bym mieć taki luz.
      Od dawna leczę depresję i różne stany lękowe i bez żadnego wsparcia na powierzchni się utrzymuję, wiosłując do celu.
      I to ja jestem tą co mięso do domu przynosi.
      Tobie po prostu się nie chce nic zmienić w życiu i owinęłaś się jak bluszcz wokół faceta.
      Jest ci wygodnie z nic nierobieniem, a jedyne co ci przeszkadza to brak "higieny psychicznej"
      Teraz koniecznie zajdź w ciążę i czekaj na depresję poporodową.
      Rusz się kobieto, życie przed tobą.
    • princesswhitewolf Re: Tak zwane życiowe dylematy 24.08.15, 23:25
      w prozni, widzisz takich co znaja jezyk jest na peczki. Tu jest problem. Nie masz jakiegos sensownego zawodu gwarantujacego ci jakas pewna prace. Robienie kolejnej humanistycznej czy jezykowej podyplomowi nic ci nie da. Jesli chcesz studiowac cos to moze tlumacz symultaniczny ale to b trudny kierunek.

      >uważam, ze dziecko nie mo
      > ze słuzyc załataniu dziury egzystencjalnej.

      sorry ale brak pracy to nie jest dziura egzystencjalna. Wlasnie byc moze dziecko spowodowaloby ze mialabys wreszcie wlasciwe priorytety w glowie a nie ciagle myslenie o pracy jakby celem zycia czlowieka byla tylko praca.
    • princesswhitewolf Re: Tak zwane życiowe dylematy 24.08.15, 23:29
      a poza tym nie ma zachowanej higieny psychicznej. Lekcje bywają odwoływane, w wakacje, ferie i święta jest zastój. Nie mówiąc już o jakimkolwiek zabezpieczeniu

      aha a ty liczysz na to ze sa posady gdzie wszystko idzie jak z platka i jest bezpiecznie i cacy? Naiwniara nieznajaca zycia.
      Moja droga nie masz wrednego szefa ani nie wisi nad toba termin czy niska sprzedaz i grozba straty pracy. Twoje problemy to pikus a brak higieny psychicznej swiadczy ze czas sie przestac samouzalac i ciagle patrzec w przeszlosc jaka to ty bylas biedna ( meczennica) i czas gnac do przodu. Jak ten chlop wytrzymuje z kobieta co to trzeba z nia jak z jajem dla "higieny...psychicznej". Bloze!
    • lauren6 Re: Tak zwane życiowe dylematy 24.08.15, 23:59
      Masz za wysokie oczekiwania w stosunku do swoich umiejętności. Tutaj co druga chciałaby ciepły etacik w biurze 8-16 z pełnym socjalem i dobra pensja. Ile dostanie taką pracę?
      Bierz pracę, która ci dają i się w niej rozwijaj, awansuj. Jeśli nie chcesz to sama sobie stworz stanowisko pracy, załóż dzialanosc, tłumacz, ucz.

      Rozmawialas o dziecku ze swoim lekarzem? Przy depresji to nie takie hop siup. Stan zawodowo na nogi i dopiero myśl o dziecku, bo jak ci dojdzie depresja poporodowa to macie przerabane.
    • paloma_blauwinder Re: Tak zwane życiowe dylematy 25.08.15, 00:10
      W taki sposób się wypowiadasz, że wyglądasz na rozkapryszoną księżniczkę, nie DDD w depresji, co ja poradzę.
    • burina Re: Tak zwane życiowe dylematy 25.08.15, 00:37
      Nie chciałabym dokładać kolejnych lęków, ale czy macie obgadane, co (zwłaszcza w opcji z urodzeniem dzieci), gdyby narzeczonemu coś się stało i nie mógłby pracować (powiedzmy miał szczęście w wypadku samochodowym i wystarczy rok - dwa lata rehabilitacji; ale są też gorsze scenariusze). Albo co za 15-20 lat, gdy będzie chciał się rozwieść.

      Albo prozaicznie: podobnie zarabiający koledzy będą mieć podobnie zarabiające żony i status narzeczonego będzie się stopniowo rozjeżdżać z tym panującym w jego środowisku. Będzie coraz bardziej sfrustrowany, będą go coraz bardziej fascynować przebojowe bizneswomen.
    • 3-mamuska Re: Tak zwane życiowe dylematy 25.08.15, 02:24
      A moze pomysleć nad własnym biznesem, powoli rozkręcać cos... Lub choćby wolontariat?
      Tak zeby wyrwać sie z domu ze schematu poznać nowych ludzi.

      Ja tez tak miałam po urodzeniu 3 dziecka, byłam z młodym w domu, potem okazało sie ze ma autyzm zaszyłam sie w domu, skupiłam ma nim. Cieżko było mi wyjsć do ludzi.
      Potem najpierw wolontariat ,maz zaczął zabierać mnie do pracy hehe, pierwszy raz to przypadek do jednej z firm, pracuje w dwóch rożnych. Polubiłam sie z ludźmi, zaczęłam pomagać, od tak z ludzkiej życzliwości.
      I tak z początku robiłam co chciałam, pomagałam poznawałam ludzi, nauczyłam sie przebywać i rozmawiać z dorosłymi. Poznałam co i jak, i szef meza wyskoczył z propozycja ze moga mnie zatrudnić, zreszta i zespół sie ucieszył.
      Maja kogoś kto pomaga im kilka godzin w tygodniu, szefowi jest to na rękę, bo nie obciąża budżetu firmy, a normalnie nikt by nie przyszedł na mniej niz pol etatu.
      A ja mam w perspektywie możliwość przejścia na więcej godzin.
      Narazie z braku możliwości , (przerwy w roku szkolnym kłopoty z młody) układ zostaje jaki jest.
      Ale czasem pracuje 4 dni czasem 3 najcześciej 2.
      Czasem 1. A jak młody w domu to nie ide wcale i nic sie nie dzieje. Bo jeden tydzień sobie poradzą bez dodatkowej osoby.
      A ze musze odebrać dziecko o 15.30 i nie musze sie martwić ze szef złe patrzy ,ze musze wyjsć lub gdy młody chory. Teraz szef bardziej został przyjacielem. Widujemy sie z jego żona prywatnie.

      Spróbuj moze cos z tego wyjdzie, moze uda ci sie odnaleźć co innego mogłabyś w życiu robic.
      • chocolate_cake Re: Tak zwane życiowe dylematy 25.08.15, 07:57
        Co jest złego w udzielaniu korepetycji?

        Może napiszę jak stara ciotka z innego pokolenia wink ale coraz częściej widuję podobne osoby w wieku 20-30 lat.
        Dawniej, gdy miałam tyle lat co ty też udzielałam korepetycji, też jestem po filologii. Finansowo wspominam to bardzo dobrze ale oczywiście wiem że jak lekcje są odwoływane to się nie zarabia. W wieku 23 lat pracowałam już w liceum. Może i było łatwiej o pracę ale nikt mnie nie utrzymywał i po prostu zabrałam się do roboty.
        • pade Re: Tak zwane życiowe dylematy 26.08.15, 09:43
          Co jest złego w udzielaniu korepetycji?

          Ja też nie wiem. Mój syn ma korepetytora, od lat, pan jest na pewno przed 40-stką i dawanie korków jest jego jedyną pracą. Obłożenie ma spore, wszystkie popołudnia od godz.13 do wieczora zajęte. Na pewno nie zarabia na waciki.
          Kwestia podejścia, można myśleć o sobie: "nic nie znaczę, tylko korki daję, to nie praca", albo: " całkiem dobrze zarabiam na korepetycjach, uczniowie mnie lubią, nie mam szefa".
    • nowi-jka Re: Tak zwane życiowe dylematy 25.08.15, 09:32
      osoby którym przytrafia się depresja zawsze mają kogos na kim tą depresję mogą oprzeć - zastanawiające nie uważacie?
      rozumujący narzeczony, wspierajacy mąż, ogarniająca codziennosc mama itd
      czy te osoby naprawde pomagają? może bez nich by sie szybciej dobiło do dna zeby sie od niego odbić, zamiast tak pływać 10cm powyżej trzymany za rękę przez pomagającą osobę

      a moze po prostu tych osob co nie mają kogoś w pobliżu w depresji juz nie ma albo sa w zamkniętych ośrodkach



      • tully.makker Re: Tak zwane życiowe dylematy 25.08.15, 09:58
        > osoby którym przytrafia się depresja zawsze mają kogos na kim tą depresję mogą
        > oprzeć - zastanawiające nie uważacie?

        Niekoniecznie. Jestem zywym przykladem, ze nie.
        KOlejny glupi stereotyp, stygmatyzujacy osoby chore jako leniwe i nieogarniete.
        • princesswhitewolf Re: Tak zwane życiowe dylematy 25.08.15, 10:26
          >stygmatyzujacy osoby chore jako leniwe i nieogarniete.

          oj Tully nie generalizuj w druga strone. W grupie osob z depresja sa osoby chore ( depresja endogenna czyli nierownowaga chemiczna), sa osoby majacy PSD czyli skutki traumy ( ci maja szanse na wyjscie z tego), oraz faktycznie sa tez ludzie jacy maja depresje bo im sie nic nie chce i sa nieogarnietymi ksiezniczkami oczekujacymi nie wiadomo czego od zycia bo naogladaly sie reklam w TV jak to ma niby wygaldac.
      • najma78 Re: Tak zwane życiowe dylematy 25.08.15, 09:59
        Nie masz pracy,,nie jestes jedyna. Wspominalas ze mieszkasz w malej miescinie, w ktorej o prace trudno, moze poszukaj gdzies dalej. Mozesz dojezdzac? Z rozmanzaniem powinnas sie wstrzymac, ty raczej nie jestes na to gotowa. Twoj partner orientuje sie w twoim problemie mentalnym? Masz w nim oparcie i to bardzo dobrze ale zdajesz sobie sprawe ze nic nie jest dane na zawsze? Dla wlasnego dobra powinnas stanac stabilnie na wlasnych nogach, nie na jego barkach. Na spokojnie ale jednak konsekwentnie szukaj pracy a gdy ja znajdziesz zrob wszystko aby sie w niej utrzymac. To ty musisz zapanowac nad hustawka nastrojow, to ty musisz opanowac swoje leki, mozesz a nawet powinnas wspomoc sie terapia czy lekami ale ty muisz tego dokonac. Zrob to dla siebie ale i dla partnera zebys kiedys nie obudzila sie z reka w nocniku.
    • mynia_pynia Re: Tak zwane życiowe dylematy 25.08.15, 10:43
      Yyyyy ... ja wieję od takich osób gdzie pieprz rośnie.
      • lena.113 Re: Tak zwane życiowe dylematy 25.08.15, 23:14
        Dziewczyny...
        Autorka wątku leczyła się na poważne choroby...to nie katar....
        Wiele walki kosztował ją powrót do względnej normalności...
        Masz zawód i to konkretny,jesteś w dużo lepszej sytuacji niż np pedagog,socjolog itp oni nawet korków udzielać nie mogą...
        Problem w tym ze żyjemy w presji społecznego sukcesu...każdy musi robić karierę?
        Cierpliwie szukaj pracy np w szkole choć na pół etatu,kiedyś znajdziesz...zanoś cv,do języków obcych potrzeba...np pół etatu to 9-10 h a juz względna stabilizacja plus korki...
        Masz konkretny zawód wyższe wykszt mńostwo młodych ludzi nie ma pracy...
        Masz narzeczonego on nie chciał bizneswoman...
        Ambicja nie pozwala ci cieszyć sie ze stażu i tych korków w każdej pracy jest stres i wymagania
        • yoma Re: Tak zwane życiowe dylematy 26.08.15, 09:41
          Co innego choroba, co innego podejście do pracy. Autorka, o ile istnieje, ma 28 lat i nigdy nie pracowała, czyli jak na polskie warunki jest po prostu stara. A marzy jej się miły etacik biurowy bez wymagań (WTF?) i bez krytyki, za to z higieną psychiczną. Darmo robić nie będzie, to na pół etatu też pewnie nie. To nie choroba, to mentalność.

          A co umie? Nikt nie zatrudni na etat tylko do kserowania papierków, bo nikogo na to po prostu nie stać.
          • echtom Re: Tak zwane życiowe dylematy 26.08.15, 10:40
            > ma 28 lat i nigdy nie pracowała, czyli jak na polskie warunki jest po prostu stara.

            Bez przesady, pierwszą pracę podjęłam właśnie w tym wieku smile Ale wcześniej nie próżnowałam - skończyłam dwa fakultety i urodziłam dwoje dzieci.
          • princesswhitewolf Re: Tak zwane życiowe dylematy 26.08.15, 16:09
            >czyli jak na polskie warunki jest po prostu stara.

            W Polsce pracuje sie miedzy 18 a 24 rokiem zycia a potem jest sie starym i powoli sie czlowiek czolga do trumny. Czolga sie do 83rz bo taka jest srednia zycia.
            • echtom Re: Tak zwane życiowe dylematy 26.08.15, 17:04
              6 lat pracy i 60 lat czołgania smile
        • kashka-manna Re: Tak zwane życiowe dylematy 27.08.15, 14:13
          Zgadzam się z Leną. Jak ktoś był HOSPITALIZOWANY z powodu depresji, w dodatku wiele LAT chodzi na psychoterapię, to chyba nie fair jest nazywanie go leniem i darmozjadem?! Nie znacie dokładnie sytuacji dziewczyny, a już oceniacie. Ja tam ją rozumiem, bo pracę znaleźć nie jest tak łatwo. A jeżeli ma kochającego faceta, warunki finansowe i możliwość dorobku (korepetycje) to dlaczego miałaby odkładać realizację pragnienia o posiadaniu dziecka???
    • ruda.anka2 Re: Tak zwane życiowe dylematy 26.08.15, 09:18
      Jest to jednak dość nużące (prz
      > yjmuję u siebie w domu), a poza tym nie ma zachowanej higieny psychicznej.
      Podaj przykład pracy z higieną psychicznąwink
    • itka-julitka Re: Tak zwane życiowe dylematy 26.08.15, 09:42
      Prawda jest taka, ze jakbyś chciała pracować, to byś pracowała. Problem w tym, ze poszukujesz bezpiecznej posady - takiej w obecnych czasach nie ma ! W każdej pracy są różnego rodzaju stresy, różni wspólpracownicy, różni kierownicy, "targety" i "budżety" do realizowania, itp. Są różne wyzwania, z którymi sobie musisz radzić jesli pracę chcesz utrzymać. Z Twojego opisu wnioskuje, ze nawet jakbyś znalzła pracę buirową, nie utrzymałabys jej. MAsz fach w ręku, to go rozwijaj, zakładaj dzialaność, gdzieś się reklamuj, szukaj tłumaczeń, szkół językowych gdzie możesz pracować. Sądzę, ze dawno by się już cos w Twoim życiu zadziało, gdybys nie miała co do garnka wlożyc, a tak siedzisz na "garnuszku" narzeczonego i uzalażasz się nad sobą.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka