w-prozni
24.08.15, 15:18
No właśnie, z takimiż się zmagam. Nie chcę się za bardzo rozpisywać, zasypując was być może nieistotnymi szczegółami. Zdaję sobie też sprawę z tego, że kwestie, które tu poruszam to nie tematy do doradzania się, ale chcę się wygadać, poukładać sobie to wszystko i posłuchać waszych opinii.
Mam 28 lat, jestem od 10 lat w szczęśliwym związku. Nasz związek na początku przechodził pewne turbulencje, ale to tylko go wzmocniło. Gdy ktoś spojrzy z boku, może pomyśleć, że niczego mi nie brakuje. Mam superfaceta, niedługo męża, mieszkamy w dobrych warunkach, nie mamy problemów finansowych- narzeczony dobrze zarabia. Problem jest ze mną. Nie mam pracy. Zawsze byłam dobrą lub najlepszą uczennicą, a potem studentką. Na studiach dorabiałam z tłumaczeń, pracy w szkole językowej i korepetycji (jestem po filologii). Miałam w życiu parę szans podjęcia pracy (nie ukrywam, że głównie po znajomości), ale wszystko je zaprzepaściłam z powodu hmmm.... swojej osobowości/ choroby? Leczę się na nerwicę, miałam trudne dzieciństwo, toksyczną matkę i to odcisnęło na mnie wielkie piętno w życiu. Wiele lat chodziłam na terapię, a x lat temu byłam nawet hospitalizowana z powodu depresji. Niemniej, wyszłam na prostą, wyprowadziłam się z domu, poznałam mojego narzeczonego, zaadoptowałam kilka zwierzaków, zaczęłam budować krok po kroku swój świat. Generalnie dobrze funkcjonuję, choć jak to z nerwicą bywa, miewam nawroty. Miałam wyrzuty sumienia, gdy rezygnowałam z ofert pracy, które inni wzięliby z pocałowaniem w rękę. Ale już się jakoś z tym wszystkim poukładałam, narzeczony mnie bardzo wspiera i akceptuje w 100proc. taką, jaką jestem. Mam też bardzo serdeczne relacje z jego rodziną, szczególnie z mamą. Mieszkamy blisko siebie, często się odwiedzamy, rozmawiamy, spacerujemy. Problemem jest mój brak pracy. Mam już jak wspomniałam 28 lat i nigdy nie pracowałam na umowę, poza umową zlecenie. Od lat udzielam korepetycji, ale już mnie to powoli zaczyna męczyć. Nie mam działalności, w moim mieście w obecnej sytuacji rynkowej, nie ma mowy żeby wyrobić na zakrętach w takiej branży. Jest to jednak dość nużące (przyjmuję u siebie w domu), a poza tym nie ma zachowanej higieny psychicznej. Lekcje bywają odwoływane, w wakacje, ferie i święta jest zastój. Nie mówiąc już o jakimkolwiek zabezpieczeniu finansowym na przyszłość. Obecnie odbywam kolejny z rzędu staż z urzędu pracy- dostaję miesięcznie marne 800zł, w dodatku niczego się tu nie uczę, nie rozwijam, nie mam perspektywy zostać zatrudniona. Wysyłam cv, byłam na klku rozmowach, ale nic z tego nie wynika. Najbardziej pasowałaby mi praca biurowa, ale tam zwykle chcą osobę niepełnosprawną, żeby ciąć koszty.
Narzeczony namawia mnie na dziecko. Twierdzi, że nie ma co czekać, że mamy warunki itd. I tu pojawiają się moje obawy. Z jednej strony też bym chciała mieć dziecko, ale nie wiem czy teraz jest odpowiedni moment. Uważam, ze dziecko nie moze słuzyc załataniu dziury egzystencjalnej. Ja ostatnio jestem ciagle w stanie lekkiej depresji, mimo ze jestem na lekach. Frustruje mnie i mierzi moja sytuacja zawodowa,a raczej jej brak. Chciałabym znalezc pracę i dopiero wtedy zajść w ciążę, a już na pewno jak będę w lepszej kondycji psychicznej.
Doradzcie coś.