Dodaj do ulubionych

Dorosłe dzieci i ich decyzje.

07.09.09, 15:33
Mam taki dylemat. Moja studiująca córka (20 l) zamierza zamieszkać ze swoim chłopcem. Na razie nie zaręczyli się, a mimo to chcą razem mieszkać. Nie bardzo mi się ten pomysł podoba, ale czy powinnam jej odradzać? Wspomnę, że chodzą już trzy i pół roku. Ja uważam, że chłopak powinien przynajmniej oświadczyć się jej. Ale nie wiem czy mam rację. Czy raczej pozostawić córce pełną swobodę i nie wtrącać się w jej życie.
Obserwuj wątek
    • zocha16 Re: Dorosłe dzieci i ich decyzje. 07.09.09, 16:22
      nie wtrącać się. Mówi to już dojrzała kobieta, która wyprowadziła sie z
      domu mając 19 lat. Żadne powstrzymywania rodziców w tej kwestii nie
      pomogły.
      • mili-ona Re: Dorosłe dzieci i ich decyzje. 07.09.09, 16:32
        To znaczy ,że nie żałujesz swojej decyzji. Ale nie zawsze tak jest, a rodzice moim zdaniem powinni zawsze być czujni.
        • joshima Re: Dorosłe dzieci i ich decyzje. 07.09.09, 18:03
          mili-ona napisała:

          > Ale nie zawsze tak jest, a rodzice moim zdaniem powinni zawsze być czujni.

          I co? Całe życie zamierzasz jej ułożyć? Powiedz jej po prostu co o tym myślisz
          (myslicie jeśli jej ojciec ma na ten temat jakieś zdanie). Powiedz jej jak
          będzie z Twojego punktu widzenia wyglądać sytuacja, gdyby przytrafiło się
          dziecko (jak przypuszczam młodzi nie maja dochodów) i to wszystko co możesz zrobić.
          • krzysztof-lis Re: Dorosłe dzieci i ich decyzje. 08.09.09, 20:45
            > Powiedz jej jak będzie z Twojego punktu widzenia wyglądać
            > sytuacja, gdyby przytrafiło się dziecko (jak przypuszczam młodzi nie
            > maja dochodów) i to wszystko co możesz zrobić.

            Na taką rozmowę to trochę jest za późno, tak z 5 lat co najmniej.
            • joshima Re: Dorosłe dzieci i ich decyzje. 08.09.09, 21:25
              Na taką rozmowę to nigdy nie jest za późno.
      • rlena Re: Dorosłe dzieci i ich decyzje. 07.09.09, 16:44
        P.S.

        Wyprowadzilam sie z domu w wieku 19 lat. Nie mieszkalam z zadnym
        chlopakiem, choc spotykalam sie z roznymi. Kiedy spotkalam mojego
        przyszlego meza, wiedzialam co lubie, czego nie toleruje (i nigdy
        nie bede), bylam gotowa na powazny zwiazek. Ale w tym tzw. miedzy-
        czasie dorobilam sie swojego mieszkania (malego ale bardzo
        slicznego, uwielbialam je), pracowalam na pelnym etacie. Jestem
        pewna, ze ta gotowsc na nastepny etap w zyciu - malzenstwo sprawila,
        ze moje malzenstwo jest udane (bo wiedzialam kim jestem zawierajac
        je). Dodam,ze przechodzilam burzliwe momenty w moim przedslubnym
        zyciu ( nie jeden ani nie dwa), jednak ufalam swojej intuicji,
        czesto wbrew opinii innych (skadinad dobrze mi zyczacych ludzi).
    • rlena Re: Dorosłe dzieci i ich decyzje. 07.09.09, 16:31
      Prawda jest,ze nie mozesz juz nic"kazac" 20-letniej corce. Mozesz
      jedynie miec nadzieje,ze te wartosci, ktore staralas sie jej
      przekazac "nosi w sobie" i predzej czy pozniej zaprocentuja.
      Osobiscie, porozmawialabym z corka (jak z dorosla kobieta - to
      wazne) i powiedzialabym jej jakie skutki taka decyzja moze jej
      przyniesc. Jestem zwolenniczka nie mieszkania razem przed slubem
      (nie koniecznie ze wzgledow religijnych). Taka sytuacja jest duzo
      bardziej komfortowa dla obu stron. Obrzed zareczyn i caly ten rytual
      zwiazany z okresem narzeczenskim nie jest jakos przestarzala
      fanaberia, ale madroscia sprawdzona przez pokolenia. Para odracza
      wspolne mieszkanie, jednak oczekuje tego, snuje plany, poznaje sie
      wzajemnie lepiej, cwiczy w odraczaniu przyjemnosci, buduje zaufanie.
      Poza tym Ci mlodzi ludzie musza najpierw dowiedzic sie KIM SA,
      spotykac innych ludzi, porownywac swoje zycie z decyzjami zyciowymi
      innych. Dwadziesci lat to nie jest czas na bawienie sie w doroslych,
      ale na elsplorowanie, beztroske, wolnosc.
      Taka para gdy stanie pozniej na slubnym kobiercu ma cos do
      zaoferownia sobie wzajemnie, nie jest jak para znudzonych soba
      malzonkow, ktorzy juz wszystko przezyli.. Wszystko musi miec swoj
      czas. Rezygnowanie z tego przyjemnego czasu nie jest madre..
      • mili-ona Re: Dorosłe dzieci i ich decyzje. 07.09.09, 16:51
        Właśnie tak myślę i próbuję w delikatny sposób uświadomić córkę, że warto czekać na piękne zaręczyny. Ale obecna moda młodych ludzi na mieszkanie razem w czasie studiów powoduje,że córka choć zawsze ułożona i słuchająca moich rad chce zdecydować po swojemu.Wychowywałam ją w duchu dobrych obyczajów, starałam się wpajać zasady również religijne, mimo to dokonała takiego wyboru.
        • rlena Re: Dorosłe dzieci i ich decyzje. 07.09.09, 17:11
          Nie masz innego wyjscia jak uszanowac jej decyzje. Ona niczego
          bardziej nie pragnie niz bycia traktowana jako dorosla kobieta.
          Traktuj ja tak respektujac jej decyzje (szczerze, bez podskornej
          agresji). Oprocz twojej aprobaty ona tez chce bys byla z niej dumna.
          Pokazuj to wszedzie gdzie mozesz - jej wyglad, stroj, osiagniecia
          uczelniane itp. Pozwol jej zyc swoim wlasnym zyciem, nawet jesli ty
          postapilabys inaczej. Ufaj.
        • kawka74 Re: Dorosłe dzieci i ich decyzje. 07.09.09, 17:16
          > córka choć zawsze ułożona i słuchająca moich rad

          Nie dziwię się, że dziewczyna chce dać nogę.

          > mimo to dokonała takiego wyboru.

          I nic z tym nie zrobisz.
          Pogadasz, ona pokiwa głową, a i tak zrobi po swojemu. Być może przejedzie się na tym, ale życia za nią nie przeżyjesz.
        • aiczka Re: Dorosłe dzieci i ich decyzje. 11.09.09, 12:03
          Rozumiem, że Twoja córka jest młoda i możesz niepokoić się, czy poradzi sobie
          "na swoim". Wiele osób wyprowadza się z z domu dopiero po studiach, kiedy może
          spokojnie zarobić na swoje utrzymanie itd.

          Natomiast, nie obraź się, ale Twoje oczekiwanie zaręczyn jest niedzisiejsze.
          Wydaje mi się, że powinnaś brać pod uwagę, że wiele związków, mimo że są
          stabilne, trwają latami itd. nigdy nie staje się małżeństwami. Decyzja o
          wspólnym zamieszkaniu po długim, młodzieńczym związku często jest
          psychologicznym odpowiednikiem małżeństwa, rozumianego jako podjęcie świadomej
          decyzji o spędzeniu z kimś życia.

          Nie wiem, jak naprawdę czują się Twoja córka i jej chłopak - o tym najlepiej
          zorientujesz się sama w spokojnych rozmowach. Jeśli na serio chcą razem żyć to
          wspólne zamieszkanie w tym nie przeszkodzi.

          Jeśli niepokoisz się, jak sobie poradzą, to po prostu zaznaczając, że się
          martwisz, spróbuj porozmawiać z córką na temat tego, jak wyobrażają sobie
          utrzymanie się, kwestie formalne (np. kwestie własności czy umów najmu), jak
          radzą sobie z konfliktami (chociaż to chyba wiesz - czy obrażają się i nie
          dzwonią do siebie przez kilka dni czy rozmawiają). Możesz w ten sposób
          podpowiedzieć kilka kwestii, o których warto pomyśleć zawczasu.
      • krzysztof-lis Re: Dorosłe dzieci i ich decyzje. 08.09.09, 20:48
        > Jestem zwolenniczka nie mieszkania razem przed slubem (nie
        > koniecznie ze wzgledow religijnych).

        A z jakich innych? Masz na myśli to "odraczanie przyjemności"?

        > Poza tym Ci mlodzi ludzie musza najpierw dowiedzic sie KIM SA,
        > spotykac innych ludzi, porownywac swoje zycie z decyzjami zyciowymi
        > innych. Dwadziesci lat to nie jest czas na bawienie sie w
        > doroslych, ale na elsplorowanie, beztroske, wolnosc.

        Myślę, że kilka lat wspólnego związku to dostatecznie długo, by się wybawić,
        wyporównywać, wyeksplorować, wybestroskować i wywolnościować.

        > Taka para gdy stanie pozniej na slubnym kobiercu ma cos do
        > zaoferownia sobie wzajemnie, nie jest jak para znudzonych soba
        > malzonkow, ktorzy juz wszystko przezyli.. Wszystko musi miec swoj
        > czas. Rezygnowanie z tego przyjemnego czasu nie jest madre..

        To z jakiego przyjemnego czasu rezygnują mieszkając razem?
        • rlena Re: Dorosłe dzieci i ich decyzje. 09.09.09, 18:48
          Umiejetnosc odraczania przyjemnosci jest oznaka dojrzalosci
          emocjonalnej i spolecznej. Dwulatek wchodzi do sklepu widzi zabawke
          i chce ja natychmiast, matka wie,ze w slepie obok sa lepsze i nawet
          tansze, jej dziecko jednak nie ma pojecia o czym mama mowi..
          Dosrosli doswiadczaja odraczania przyjemnosci caly czas - pragna
          pojechac do Indii, wiec zbieraja pieniadze, czekaja na urlop, snuja
          plany, zamiast wsiasc do pierwszego samolotu w tym kierunku.

          Kilka lat wspolnego mieszkania, szczegolnie w tak mlodym wieku, nie
          pomoze ci w poznaniu siebie jako odosobnionej jednostki (nie w
          parze). Jest to krytyczne do stworzenia zdrowej relacji - musisz
          wiedziec kim jestes.


          Pozniej osoby maja do zaoferowania to co w nich najlepsze, czuja sie
          pewniej, bo zanaj aswoje mocne i slabe strony; nie sa powodowane
          emocjami, ktorych nie rozumieja. W malzenstwie/zyciu w dwojke
          nieprzepracowane/nierozpoznane sklonnosci tylko sie poglebiaja.
          Wiele par rozchodzi sie nie dlatego, ze to sa okropne osoby z
          ktorymi nikt nie powinien sie zwiazac, ale dlatego,ze dobre checi
          seksualna fascynacja nie wystarcza.


          Piszac o radosci eksplorowania swiata w pojedynke, nie mialam na
          mysli calonocnego imprezowania, ale wolnosc to spotykania roznych
          ludzi, doswiadczania siebie z relacji z nimi. Taka osoba pozniej
          doceni czas spedzony w domu z dzieckiem, i nie stanie sie zaniedbana
          kura domowa w porannych pantoflach i szlafroku, gorzko rozmyslajaca
          o tym co wlasnie ja w zyciu omija..
          • kicia031 Re: Dorosłe dzieci i ich decyzje. 10.09.09, 15:40
            wolnosc to spotykania roznych
            > ludzi, doswiadczania siebie z relacji z nimi. Taka osoba pozniej
            > doceni czas spedzony w domu z dzieckiem, i nie stanie sie
            zaniedbana
            > kura domowa w porannych pantoflach i szlafroku, gorzko
            rozmyslajaca
            > o tym co wlasnie ja w zyciu omija..

            No patrz, a ja uwyszlam za maz i mialam dziecko w mlodym wieku i nie
            stalam sie zgorzkniala kura domowa w szlafroku, wrecz przeciwnie. Do
            tego mialam przywilej eksplorowania tego swiata wspolnie z moim
            synem, a patrzenie na swita oczami dziecka wzbogacilo moja
            wrazliwosc i osobowosc.

            Nie jestem wielbicielka wczesnych malzenstw, ale nie jestem pewna,
            czy zachodzi koniecznosc zycia w pojedynke, zanim sie zostanie para.
            Takie ososby czesto maja wielki problem z nagieciem sie do wymogow
            zycia w zespole, jakim jest zwiazek.
            • rlena Re: Dorosłe dzieci i ich decyzje. 10.09.09, 15:52
              Gratuluje.

              Takie osoby rzeczywiscie niewiarygodna skonnosc do naginania sie do
              wymogow, niejednokrotnie az do bycie naduzywanym, lub wrecz
              przeciwnie: buntuja sie jak nastolatki..
          • sanciasancia Re: Dorosłe dzieci i ich decyzje. 11.09.09, 09:31

            > Piszac o radosci eksplorowania swiata w pojedynke, nie mialam na
            > mysli calonocnego imprezowania, ale wolnosc to spotykania roznych
            > ludzi, doswiadczania siebie z relacji z nimi.
            Mieszkając razem, czy nie mieszkając razem, spotyka się róznych ludzi i
            doświadcza siebie w relacji z nimi. Nikt tego nikomu nie broni i nie przywiązuje
            do kaloryfera. Tak samo i w związku odracza się różne przyjemności - od nie
            kupienia sobie takich mebli, jakie by sie chciało, bo człowieka na nie nie stać,
            po czekanie czterech dni, aż partner wróci z delegacji.
            Nie wydaje mi się, żeby była jedna recepta na szczęśliwe życie. Owszem dla kogoś
            "odraczanie przyjemności" może działać, dla innych nie. Dla mnie stanowczo nie
            działało, pewnie gdybyśmy nie mieli długiego stażu mieszkania razem przed
            ślubem, w momencie prawdziwych kłopotów, które dopadły nasze małżeństwo, nie
            przeszlibyśmy ich razem i bylibyśmy teraz rozwiedzeni.
    • alexxa6 Re: Dorosłe dzieci i ich decyzje. 07.09.09, 17:37
      a co zmieni fakt gdy chłopak się oficjalnie oświadczy? Czy to będzie jakaś
      gwarancja stałości ich związku? wtedy z czystym sumieniem będą mogli spać w
      jednym łóżku i jeść przy wspólnym stole?
      • verdana Re: Dorosłe dzieci i ich decyzje. 07.09.09, 18:17
        "Piekne zareczyny" - piekne, w XIX wieku. lepiej chyba rozstac się
        bez "pieknych zareczyn", mniejsze koszty psychiczne.
        Jestem przeciwniczka mieszkania ze sobą przed ślubem osob, ktore
        znają się miesiąć. Ale po 3,5 roku to bardzo dobra decyzja - mlodzi
        poznaja się naprawdę - lepsze ew. rozstanie przez ceremoniami, niż
        po. No i wiele par dziś nie zamierza w ogóle brac ślubu. Rodzice
        moga tylko pokiwac głową i siedzieć cicho.
    • kol.3 Re: Dorosłe dzieci i ich decyzje. 07.09.09, 18:51
      Rozumiem, że córka zdaje sobie sprawę z tego, że po przyjściu z zajęć będzie
      miała na głowie samodzielne utrzymanie domu - zakupy, pranie, sprzątanie,
      gotowanie itp., nawet jeśli na spółkę z chłopakiem (w co wątpię), to nie jest
      to mało pracy. Rozumiem, że nie będziesz wpadała do jej domu, żeby jej uprać,
      pomyć okna, ugotować, bo to byłoby fatalne i niewychowawcze.
      Uważam, że robi głupio - 20 lat to dla mnie okres wypadów, spotykania się z
      przyjaciółmi, całonocnych dyskusji, tańców, szaleństw, podróżowania, a nie
      domowej rutyny. To jest, tak jak napisała któraś z Pań powyżej, najpiękniejszy
      okres w życiu, a ona chce sama sobie go odebrać. Jej problem, skoro postanawia
      sobie spie.. sobie młode lata, nie możesz jej tego zabronić.
      • kawka74 Re: Dorosłe dzieci i ich decyzje. 07.09.09, 21:07
        To jest, tak jak napisała któraś z Pań powyżej, najpiękniejszy
        > okres w życiu, a ona chce sama sobie go odebrać.

        Tym, że będzie miała faceta pod ręką?
        Osobiście zaczynając studia miałam gdzieś wypady i całonocne dyskusje, marzyłam wyłącznie o tym, żeby mieszkać osobno, na własny rachunek. Nie każdy potrzebuje szaleństw i podróżowania, zresztą jak miałoby w nich przeszkadzać mieszkanie z facetem?
        • verdana Re: Dorosłe dzieci i ich decyzje. 07.09.09, 21:39
          Dla kazdego co innego jest piękne - tak to jest, jak się wszystkich
          chce wizją, tego co "najlepsze w zyciu" uszczęśliwić wszystkic
          dookola, na czele z wlasnymi dziecmi.
          Nie znosilam imprez. Nie znosilam "zawieszenia" pomiedzy
          jednym "banalnym życiem" a drugim. Stabilizajca - to jest akurat to,
          co lubie.
      • kicia031 Re: Dorosłe dzieci i ich decyzje. 08.09.09, 11:38
        Nie wszystkich bawi:

        okres wypadów, spotykania się z
        > przyjaciółmi, całonocnych dyskusji, tańców, szaleństw,
        podróżowania,

        I nie kazda kobieta urodzila sie sluzaca i meczennica.

        córka zdaje sobie sprawę z tego, że po przyjściu z zajęć będzie
        > miała na głowie samodzielne utrzymanie domu - zakupy, pranie,
        sprzątanie,
        > gotowanie itp., nawet jeśli na spółkę z chłopakiem (w co wątpię),
        • verdana Re: Dorosłe dzieci i ich decyzje. 08.09.09, 14:32
          Coz ,bywaja takie wypadki, że zamieszkanie z facetem nie robi z
          kobiety służącej.
          A jesli robi - to bardzo dobrze - wie, ze powinna natychmiast ze
          zwiazku sie wycofać. Bo ćóż, po slubie bycie meczennicą tez nie jest
          takie doskonałe.
      • serendepity Re: Dorosłe dzieci i ich decyzje. 08.09.09, 12:00
        Pomieszkiwalam z chlopakiem od 20 do 23 roku zycia i byl to okres imprez,
        spontanicznosci itp. Domowe obowiazki nie sa az takie duze i ciezkie, zeby
        codziennosc mogla zniszczyc zwiazek i przyjemnosc z tego wspolnego mieszkania.
        Kobieta nie musi zostawac meczennica, nie musi prac za chlopaka, ani mu gotowac.
        Moga to robic razem lub na zmiane.

        W wieku 23 lat wyprowadzilam sie do swojego mieszkania, chlopak zostal w swoim,
        nigdy nie wprowadzil sie do mnie, rozstalismy sie pare miesiecy pozniej. Ale
        dzieki temu dowiedzialam sie jaki jest i wiedzialam, ze nic z tego nie bedzie
        jednak.

        Oczywiscie moglam sie z nim spotykac przez ten okres mieszkajac sama lub z
        rodzicami i wierzyc w piekny slub, malzenstwo itp. A tak nigdy nie przeszlam
        przez etap oswiadczyn i oszczedzilam sobie "przyjemnosci" rozwodu.

        Teraz prawie 10 lat pozniej widze to jeszcze wyrazniej, bo dalej utrzymyjemy
        stosunki towarzyskie z bylym chlopakiem i wiem, ze nie moglibysmy byc
        malzenstwem, bo po prostu mamy inne oczekiwania od zycia.

        To, ze ktos z kims mieszka w wieku 20 lat to nie znaczy, ze chce od razu brac z
        nim slub, zakladac rodzine itp. Rownie dobrze taki zwiazek moze rozpasc sie za
        pare lat, ale kazda polowa bedzie bogatsza o doswiadczenie zyciowe i bedzie
        wiedziala czego oczekuje w zyciu i czego powinna unikac w przyszlosci.
      • joshima Re: Dorosłe dzieci i ich decyzje. 08.09.09, 21:28
        Piszesz jak by 20-to letnia dziewczyna mieszkająca z rodzicami nie miała żadnych
        obowiązków. Nie przesadzaj. Mieszkam poza domem rodzinnym od 19-tego roku życia
        (nie dlatego, że chciałam mieszkać z chłopakiem ale dlatego, że wyjechałam na
        studia) i jakoś miałam czas na zabawę i rozrywki. A nie wyobrażam sobie, żeby
        dorosła dziewczyna mieszkająca u rodziców nie zajmowała się sprzątaniem, praniem
        i gotowaniem.
    • burza4 Re: Dorosłe dzieci i ich decyzje. 07.09.09, 18:52
      nie przeżyjesz życia za dziecko i nie uchronisz jej przed błędami. O
      niebo lepiej jeśli sama przed ślubem przekona się, czy w codziennym
      życiu się ze sobą zgadzają. Z pierwszym mężem byliśmy ze sobą parę
      lat - ale nie mieszkając razem, po ślubie szybko okazało się, że nic
      z tego nie będzie.

      Jak rozumiem - córka z chłopakiem mają zamiar utrzymywać się sami?
      • mili-ona Re: Dorosłe dzieci i ich decyzje. 07.09.09, 19:57
        Nadal będziemy utrzymywać córkę, a jej chłopaka utrzymują jego rodzice,
        studiują w tym samym mieście i dotychczas ona mieszkała osobno w wynajętym
        mieszkaniu, a on też inne mieszkanie wynajmował, a teraz wymyślili sobie, że
        zamieszkają razem w jednym mieszkaniu.
        • kicia031 Re: Dorosłe dzieci i ich decyzje. 07.09.09, 20:32
          No i super - bedzie taniej dla wszystkich.
          • mili-ona Re: Dorosłe dzieci i ich decyzje. 07.09.09, 23:17
            Właśnie córka powiedziała ,że mieszkanie oddzielnie - ale w ty samym mieście z
            możliwością spotykania się o każdej porze dnia i nocy to pic na wodę. Może
            lepiej żeby wynajęła stancję z jakąś starszą osobą (do tej pory mieszkała z
            koleżankami), która nie pozwalałaby siedzieć chłopakowi dłużej niż do 22 i przy
            otwartych drzwiach... eh sama nie wiem
            • burza4 Re: Dorosłe dzieci i ich decyzje. 08.09.09, 19:52
              mili-ona napisała:


              > lepiej żeby wynajęła stancję z jakąś starszą osobą (do tej pory
              mieszkała z> koleżankami), która nie pozwalałaby siedzieć chłopakowi
              dłużej niż do 22 i przy> otwartych drzwiach... eh sama nie wiem


              no to już trollem pachnie, bo AŻ takiej dulszczyzny ostatnio się nie
              spotyka
              • mili-ona odnośnie dulszczyzny 08.09.09, 20:59
                Tak tylko rozważałam, ale wiem ,że to jest bez sensu. Po tak długim okresie bycia ze sobą, nie da się zakazać dorosłemu dziecku wspólnego życia. A jeżeli ktoś to robi to w moim przekonaniu wynika z chęci zachowania pozorów, wobec otaczającego środowiska. I tak córka postąpi jak zechce, a ja będę z nią bez względu jaką decyzję podejmie, a zapoznanie się z opiniami innych ludzi pozwala na konfrontację moich poglądów. Dlatego bardzo dziękuję za wszelkie wpisy.
    • anix_only Re: Dorosłe dzieci i ich decyzje. 07.09.09, 23:15
      Wypowiem się, gdyż sama na 2 roku studiów postanowiłam zamieszkać z moim ówczesnym chłopakiem (teraźniejszym narzeczonym), a byliśmy wtedy parą od 2 lat. Sama lekko obawiałam się oznajmić ten fakt rodzicom, ale powiedziałam. Odczucia podejrzewam, że podobne były jak u autorki wątku, a że zaraz zajdę w ciążę, że zawalę studia itp. Zamieszkaliśmy razem, nawet już pomijając wszystkie romantyczne aspekty, nawet pod względem logistycznym było to dobre rozwiązanie, można było czas poświęcić na coś innego niż przemieszczanie się przez całe duże miasto, co naprawdę zabierało codziennie wiele czasu. Wyprowadzka z akademika na wspólny pokój oprócz tego, że zaczęłam wreszcie "normalnie" jadać, owszem gotowałam, prałam, prasowałam, sprzątałam ---> i to nie sama, lecz wspólnie z chłopakiem, zależnie w tygodniu kto wracał wcześniej, w weekend wspólnie, przyniosła inne korzyści - obydwoje wzajemnie dopingowaliśmy się, dostaliśmy stypendia naukowe. Dla niektórych takie "uwiązanie" w wieku 20 lat, to koniec wolności. Ja uważam, że tak naprawdę wyszalałam się w liceum - pełno imprez, ciągłe wyjścia, nocne powroty, na studiach już nie miałam ochoty na ciągłe wyjścia, oczywiście chodziliśmy razem, chodziliśmy każde osobno na babskie/ męskie party i naprawdę nikt nie narzeka. Jak wspomniałam nadal jesteśmy razem, już po studiach, w stanie narzeczeńskim (ciąży jak nie było, tak nie ma;-) jak parka jest dojrzała, to zna konsekwencje i nie dopuści do czegoś, na co gotowa nie jest.
      Może Twoje obawy wiążą się z tym, co ludzie powiedzą? U mnie wydaje się, że też rodzice nad tym myśleli, mimo iż z miasta wcale nie najmniejszego pochodzę, po prostu starej daty są i takie już ich poglądy. Swoją drogą rodzice wzięli ślub, po nawet nie półrocznym okresie znajomości, więc czemu nasza długoletnia znajomość miała by aż tak oburzać? ;-)Dziś jesteśmy ludźmi w 100% samodzielnymi, jeszcze nawet na studiach bywały czasy, że też grosza od rodziców nie braliśmy (studia dzienne)i fakt, iż zamieszkaliśmy razem oceniamy jak najbardziej pozytywnie, uczymy się siebie, prawdziwego życia, dzieląc pokój z bliską osobą ma się trochę intymności, chociażby do nauki i w ogóle więcej przestrzeni dla siebie, w odniesieniu do dzielenia stancji z przypadkowymi i naprawdę czasem "trudnymi" osobami.
      Porozmawiaj z córką o swoich obawach, na pewno je rozwieje, a gdybyś nalegała zdania pewnie i tak nie zmieni. I ciesz się, że córka powiedziała Tobie o swoich planach, bo znam pary, które w tajemnicy (przed rodzicami)zamieszkały ze sobą w pokoju w akademiku, a później jak rodziny miały ich odwiedzić w tym akademiku, było szybkie sprzątanie rzeczy partnera i wstawianie na to miejsce rzeczy koleżanki czy kolegi ;-)
      A jeśli sam fakt mieszkania pary przed ślubem oburza, to chyba warto poczytać na tym forum wątki mężatek, które dopiero poznawały nawyki męża po ślubie i często nie są one akceptowalne, są przyczyną sprzeczek, awantur, poznają męża w codziennych sytuacjach i rozpacz wielka, że on taki okropny. Mieszkając razem można poznać partnera od różnych stron,a uwierz mi 3,5 roku razem to już naprawdę sporo, mimo, iż córka ma 20 lat. Niech postępuje w zgodzie z własnym serduszkiem. Dziś rzeczywiście mieszkanie razem jest bardzo popularne, zwłaszcza w dużych miastach akademickich - znam całe mnóstwo takich par, zdecydowana większość z nich planuje teraz śluby, a jeśli nie - to nadal są razem szczęśliwi. Powodzenia życzę:-)
      • sebalda Re:Mieszkanie przed slubem 08.09.09, 10:35
        Mam córkę w wieku 18 lat i widmo podobnej jej decyzji też już zaczyna krążyć:)
        Jak nie za rok, dwa, to może za 5 lat. I wiem, że nie będę miała żadnego wpływu
        na jej decyzję, mimo najlepszego kontaktu, i właściwie nie wiem, czy chcę mieć
        ten wpływ, w końcu to jej życie, ale co jakiś czas śledzę różne wypowiedzi na
        ten temat i podsyłam jej pod rozwagę, już teraz, prewencyjnie. Oczywiście pewne
        względy przemawiają za tym, żeby się wypróbować przed ślubem, ale takie
        wypróbowanie często przemienia się w niekończące mieszkanie bez ślubu i wtedy
        przemawia do mnie taka opinia z forum:

        "Myślę, że Twoi rodzice zdają sobie sprawę z czegos, z czego Ty do
        końca nie. Skłonność faceta do slubu maleje wraz ze stażem związku,
        a już wspólne zamieszkanie minimalizuje ją wyraźnie. Ma wszyskie
        zalety małżeństwa: wikt, opierunek + dostępność seksualna o każdej
        porze dnia i nocy i nie musi do tego tracic "wolności", dalej może
        Cię bez konsekwencji zamienic na młodszy i lepszy model. Za to Ty
        już jesteś zaklepana ..., bo przy wspólnym mieszkaniu trudniej się
        przyznać, że się pomyliło, co do faceta. Kobieta w takiej sytuacji
        zwieksza swoje zaangażowanie w związek, facet nie koniecznie.
        Poza tym Twoja atrakcyjność dla innych mężczyzn maleje, co zmniejsza
        szanse na ułozenie sobie życia z kimś innym.
        Tak więc, jeżeli rzeczywiście nie zależy Ci na ślubie, to możesz
        zignorować mój post. Jezeli Ci zależy, to przemyśl to. Masz niewiele
        do zyskania a dużo do stracenia, zwłaszcza jeśli masz już 25+.
        Głupio by było za dwa trzy lata musieć zaczynać wszystko od
        początku. Kobieta powinna sobie ułożyc życie do 30, jeśli nie chce
        tego robić w desperacji. Facet nie ma takich ograniczeń. Dlatego nie
        warto tracić kolejnych 2 lat na niepewny związek. Jeżeli
        rzeczywiście to ten facet, to co Cię powstrzymuje przed
        zalegalizowaniem waszego związku. A może to on nie chce? "

        Oczywiście takie argumenty mogą nie trafić do 20-latki, zwłaszcza zakochanej
        bez pamięci, ale gdzieś tam może zapalą maleńką czerwoną lampeczkę.
        Przykre jest to, że względy religijne zupełnie przestały się już liczyć dla
        młodych. Relatywizm w tych kwestiach poszedł już bardzo daleko. Wiadomo, że
        większość z nas nie pozostawała w czystości do ślubu, ale wspólne mieszkanie
        jakoś dla mnie wyklucza możliwość przystąpienia do spowiedzi, która miałaby
        sens. Jestem ciekawa, jak radzą sobie z tym te wszystkie osoby, które deklarują,
        że są wierzące i praktykujące, a mimo to decydują się na wspólne mieszkanie.
        • kicia031 sebalda 08.09.09, 11:37
          Pod tymi wszystkimi argumentami moglabym sie podpisac, gdyby
          chodzilo o osobe starsza, wlasnie 25+. Ale dziewczyna ma 20 lat i
          mam wielka nadzieje, ze nie planuje juz na wieki wiekow amen wiazac
          sie z chlopakiem, z ktorym teraz sie spotyka.

          Wiem, bo sama wyszlam za maz w wieku 21 lat i choc bylam powazna,
          dojrzala ososba, to brakowalo mi jednej zasadniczej umiejetnosci,
          ktorej nabywa sie z wiekiem - asertywnosci, umiejetnosci stawiania
          granic i zwyklej madrosci zyciowej. Zle wybralam partnera - kryteria
          byly takie, ze przystojny, intelegentny, pracowity, z dobrej
          rodziny. Nie zauwazylam, ze ta dobra rodzina to pic na wode, ze jest
          DDA ze wszystkimi tej sytuacji konsekwencjami lacznie z tendencja do
          uzaleznien (pracoholizm) i mnostwa innych rzeczy.
          malzenstwo to powazna decyzja, i warto z nia poczekac. a
          zamieszkanie z chlopakiem moze byc dobra szkola zycia, zwlaszcza ze
          ludzi w tym wieku na bank juz wspolzyja, wiec w sumie co za roznica?
          • sebalda Re: Kiciu droga:) 08.09.09, 12:02
            Wiem, wiem, że to dotyczy starszych panienek, ale ja wszak o prewencji piszę,
            czym skorupka za młodu i takie tam inne śmieszne rzeczy. Najłatwiej jest załamać
            ręce, jak syn powie sp...daj, ale czy nie lepiej pracować od początku nad
            dzieckiem, żeby nigdy do tego nie doszło? Z całym współczuciem dla nieszczesnej
            mamy tamtego 17-latka.
            Dziecko może zaprzeczać i mówić, ze mną bedzie inaczej, ale w głowie, w
            podświadomości zostanie odrobina ostrożności. Tak myślę.
            • triss_merigold6 Re: Kiciu droga:) 08.09.09, 12:46
              Hmmm, nie sądzisz, że biorąc pod uwagę poziom Twego małżeńskiego
              szczęścia, nie powinnaś udzielać kategorycznych rad? Lepiej niech
              się dziewczyna 3 razy zawiedzie na konkubinatach z róznymi facetami
              niż z pierwszym wyląduje w takim kanale jak nieraz opisywałaś.
              • daria13 Re:Triss darling:) 08.09.09, 13:17
                Ale to nie kategoryczne rady, jedynie dyskretne cienkie aluzie;)
                Już pisałam: wypróbowanie tak, ciągnięcie tego potem latami - nie.
                A o to nietrudno. Trzeba mieć tego świadomość. Wieloletni konkubinat bije w
                kobietę, miałam na to przykłady w wielu znanych mi związkach. Żal mi bardzo
                takich wyeksploatowanych emocjonalnie, a nierzadko finansowo kobiet. Nie
                wiedzieć czemu, kobiety częściej unoszą się honorem i wychodzą z takich ukladów
                gołe i wesołe. A przede wszystkim zgorzkniałe i mocno zniechęcone, czemu trudno
                się dziwić.
                Moja córka oczywiście zrobi za jakiś czas, jak sama uzna za stosowne, chcę
                jedynie żeby była świadoma ewentualnych zysków i strat. Tyle.
                • kicia031 Wszystko zalezy od kobiety 08.09.09, 15:31
                  Wieloletni konkubinat bije w
                  > kobietę, miałam na to przykłady w wielu znanych mi związkach. Żal
                  mi bardzo
                  > takich wyeksploatowanych emocjonalnie, a nierzadko finansowo
                  kobiet. Nie
                  > wiedzieć czemu, kobiety częściej unoszą się honorem i wychodzą z
                  takich ukladów
                  > gołe i wesołe. A przede wszystkim zgorzkniałe i mocno zniechęcone,
                  czemu trudno
                  > się dziwić.

                  Zyje od 9 lat w konkubinacie z wyboru. z wyboru, bo moj partner jest
                  gotow wziac slub gdybym sobie tego zyczyla, ale ja na razie sobie
                  nie zycze. Dobrze mi tak jak jestm, dobrze mi z tym, ze ze moj
                  partner wciaz musi o mnie zabiegac i nie moze take for granted
                  , jak mowia anglosasi.

                  Zwlaszcza ze dopilnowalam, by sprawy majatkowe zalatwic tak, bym nie
                  poniosla uszczerbku na swoim zyciowym dorobku.

                  Nie czuje sie emocjonalnie wypalona, wrecz przeciwnie.
                  • sebalda Re: Wszystko zalezy od kobiety 08.09.09, 15:57
                    kicia031 napisała:
                    "> Zyje od 9 lat w konkubinacie z wyboru. z wyboru, bo moj partner jest
                    > gotow wziac slub gdybym sobie tego zyczyla, ale ja na razie sobie
                    > nie zycze
                    Po pierwsze to, po drugie z tego co pamiętam nie jest to Twój pierwszy związek i
                    nie masz 20-25 lat. Jesteś doświadczona przez życie i wiesz, czego chcesz.
                    Dwudziestolatka tego nie ma.

                    > Zwlaszcza ze dopilnowalam, by sprawy majatkowe zalatwic tak, bym nie
                    > poniosla uszczerbku na swoim zyciowym dorobku.
                    Zakochana, niedoświadczona idealistka w życiu nie zadba o swoje sprawy
                    majątkowe, w życiu.


                    > Nie czuje sie emocjonalnie wypalona, wrecz przeciwnie.
                    Nie czujesz się wypalona, bo nadal jesteś w związku, miałaś farta być może, a ja
                    pisałam o takich kobietach, które po kilkunastu latach wspólnego mieszkania,
                    dorabiania się, zaangażowania wszystkich sił i środków, nagle dowiadują się, że
                    drogi konkubent jednak się rozmyślił, poznał dziewczynę, która go lepiej rozumie.
                    To musi boleć, a i dowodów na wspólne urządzanie mieszkania nie ma, nie mówiąc
                    od szeregu zim bez ogrzewania, bo trzeba było wszystko wkładać w pub, który
                    wreszcie zaczął przynosić zyski, tylko już nie dla niej niestety.
                    • verdana Re: Wszystko zalezy od kobiety 08.09.09, 16:01
                      A jakby to był mąż, nie konkubent - to OK? Nie czulyby się źle?
                      Oczywiscie, ze trzeba miec cien rozsadku i pamietać o sprawach
                      majatkowych. Ale jeśli zona zamieszka w mieszkaniu, ktore facet miał
                      i urzadzil przed slubem, to też nie jest to wspólna wlasność.
                      • sebalda Re: Wszystko zalezy od kobiety 08.09.09, 16:13
                        Mąż jednak 2 razy pomyśli zanim się zwiąże z inną i wystawi wieloletnią
                        partnerkę do wiatru. Konkubent nie musi pomyśleć, nic nie musi. Oczywiście mąż
                        też zdradzi i porzuci, ale nie zawsze tak ochoczo jak konkubent. Wiem, że nie ma
                        gwarancji, ale jednak małżeństwo odrobinę bardziej wiąże. Odrobinę.
                        • kicia031 Re: Wszystko zalezy od kobiety 08.09.09, 16:29
                          Mąż jednak 2 razy pomyśli zanim się zwiąże z inną i wystawi
                          wieloletnią
                          > partnerkę do wiatru. Konkubent nie musi pomyśleć, nic nie musi.
                          Oczywiście mąż
                          > też zdradzi i porzuci, ale nie zawsze tak ochoczo jak konkubent.
                          Wiem, że nie m
                          > a
                          > gwarancji, ale jednak małżeństwo odrobinę bardziej wiąże. Odrobinę.

                          Hmm, a ja sie czuje poszkodowana przez konkubinat, bo nawet nie moge
                          mu grozic rozwodem, jak mnie wkurzy ;-)) A ze mieszkanie moje, to
                          nawet nie moge mu zaspiewac: watch me walking, walking out the
                          door

                          Jak sie nie obrocic, doooopa zawsze z tylu.
                        • mrowkojad2 Re: Wszystko zalezy od kobiety 08.09.09, 18:23
                          Chyba nie piszesz tego poważnie. Jak chce zdradzić, to zdradzi, bez względu na
                          status związku. Są tacy, co mają i żonę, i kochankę, a i tak obie zdradzają z
                          jakąś inną panią. Stan cywilny nie ma tu żadnego znaczenia.
                          • mrowkojad2 Re: Wszystko zalezy od kobiety 08.09.09, 18:26
                            To było do Sebaldy.
                • krzysztof-lis Re:Triss darling:) 08.09.09, 20:53
                  > Wieloletni konkubinat bije w kobietę,

                  Tylko w taką, która chce być utrzymywana przez męża.
    • mrowkojad2 Re: Dorosłe dzieci i ich decyzje. 08.09.09, 12:42
      Moim zdaniem wszystko bardzo zależy od relacji w związku. Gdy byłam
      na studiach, to nie mieszkałam ze swoim ówczesnym chłopakiem, ale on
      często odwiedzał mnie i pomieszkiwał po kilka dni. Było super, bo
      potem zabierał się i wracał do domu, a tam mu już prali, sprzatali
      itd. Wcale nie miałam potrzeby tracenia najpiękniejszych chwil
      studenckich na takie rzeczy. On był typem do obsługiwania:).
      Ale potem, już pracując, szybko zamieszkałam z moim innym już
      partnerem i tak sobie mieszkamy razem, a na ślubie mi wcale nie
      zależy, chyba on bardziej coś bąka na ten temat, ale ja go hamuję.
      Dla mnie to bardzo sterotypowe myślenie, że kobieta powinna dążyc do
      ślubu ze względu na szybsze "zużywanie się", ślub nie gwarantuje
      nic, tyle że po rozstaniu jest się rozwódką, a nie panną. Zresztą
      wśród moich znajomych par małżeństw jest niewiele, a zawierane są
      głównie ze względów podatkowych, nawet ciąża nie jest już żadnym
      argumentem na rzecz legalizacji związku. Co więcej związki
      nieformalne są o wiele bardziej udane, małżeństwa tak sobie, a część
      to już po rozwodzie albo w trakcie.
    • krzysztof-lis wtrącać się! 08.09.09, 20:43
      Wtedy, gdy będzie to obiektywnie patrząc korzystne dla dzieci.

      Teraz
      • alexa0000 Re: wtrącać się! 08.09.09, 21:29

        partnerstwo.onet.pl/1571191,4704,1,plusy_i_minusy_zycia_na_kocia_lape,artykul.html

        Ciekawy artykuł.Jeśli chodzi o mnie, to parę lat temu,kiedy byłam
        niby mocno dorosła, a tak naprawde kompletnie
        nieasertywna,naiwna,mało świadoma siebie i własnej wartosci, to
        pewnie wyszłabym za swojego ówczesnego partnera po pięciu latach
        znajomości.Na szczęście nie mieszkaliśmy razem.Ale u innych,rzecz
        jasna,nie musi tak być.
        • mili-ona Re: wtrącać się! 09.09.09, 15:26
          Dzięki za artykuł na ten temat. A kwestie religijne, etyczne ? Chyba świat już
          się za bardzo zmienił i brak jest zapotrzebowania.
          • sebalda Re: wtrącać się! 09.09.09, 15:42
            mili-ona napisała:

            > Dzięki za artykuł na ten temat. A kwestie religijne, etyczne ? Chyba świat już
            > się za bardzo zmienił i brak jest zapotrzebowania.

            No właśnie, nikt tu nie odpowiada na postawione przeze mnie pytanie sprzed
            bodajże dwóch dni, więc powtarzam:
            "Przykre jest to, że względy religijne zupełnie przestały się już liczyć dla
            młodych. Relatywizm w tych kwestiach poszedł już bardzo daleko. Wiadomo, że
            większość z nas nie pozostawała w czystości do ślubu, ale wspólne mieszkanie
            jakoś dla mnie wyklucza możliwość przystąpienia do spowiedzi, która miałaby
            sens. Jestem ciekawa, jak radzą sobie z tym te wszystkie osoby, które deklarują,
            że są wierzące i praktykujące, a mimo to decydują się na wspólne mieszkanie."
            Dla mnie to jednak jest pewien problem, ale ja wiem, niedzisiejsza jestem. Choć
            przysięgam, że daleko mi do fanatyzmu religijnego czy bycia dewotką lub innym
            moherowym beretem:)Ale jednak....
            • kicia031 Re: wtrącać się! 09.09.09, 15:55
              Mozna mieszkac razem i nie wspolzyc, mozna wspolzyc nie mieszkajac
              razem. Etyka katolicka nie zabrania chyba mieszkania, tylko
              wspolzycia przed slubem, prawda?
          • aandzia43 następna z monopolem na etykę 09.09.09, 17:57
            mili-ona napisała:

            > Dzięki za artykuł na ten temat. A kwestie religijne, etyczne ? Chyba świat już
            > się za bardzo zmienił i brak jest zapotrzebowania.

            Kwestie religijne mnie nie interesują, bo mnie po prostu nie dotyczą. Kwestie
            etyczne natomiast - jak najbardziej. Bo intersują one i dotyczą wszystkich
            ludzi. Więc zapotrzebowanie na nie było, jest i będzie. Nie utyskuj więc
            falsetem sznurując usteczka, że świat zszedł na psy i zrobił się strasznie
            niemoralny, bo coraz mniej ludzi kojarzy etykę ze sprawą współżycia
            przedmałżeńskiego. Ja np. nie kojarzę jej w najmniejszym stopniu. Twoja religia,
            twoja wynikająca z nakazów tej religii etyka, to NIE JEST etyka w ogóle. Nie
            pochelbiaj sobie. I nie obrażaj reszty świata zainteresowanej jak najbardziej
            etyką, ale nie mieszającej jej z zaglądaniem dorosłym, zdrowym na umyśle ludziom
            do łóżka.
            • mili-ona Re: następna z monopolem na etykę 09.09.09, 19:15
              Andzia dzięki za post, ale prośba - czytaj ze zrozumieniem.
          • aiczka Re: wtrącać się! 11.09.09, 12:38
            1. Owszem, wielu ludzi nie ma "zapotrzebowania na kwestie religijne". Ale to
            chyba nie jest takie straszne?

            2. "Kwestie etyczne" w związku to chyba przede wszystkim wzajemny szacunek,
            uczciwość, troska, zrozumienie, lojalność, solidarność?

            Ludzie zaczynają wspólne życie poprzedzając to podpisaniem najrozmaitszych
            kontraktów lub odbyciem najrozmaitszych ceremonii. Nie zawsze i nie wszędzie
            jest to akt ślubu zgodny z polskim prawem i ceremonia z udziałem katolickiego
            kapłana. Obecnie często jest to prywatne wyznanie i wprowadzenie się do
            wspólnego mieszkania. Może nie jest to tak spektaklarne, ale spektakularne
            ceremonie po prostu sa nam mniej potrzebne.
    • marianka_marianka Re: Dorosłe dzieci i ich decyzje. 08.09.09, 22:38
      Twoja córka i tak zrobi co uzna za stosowne i będzie to wg niej "dorosła" decyzja. Przedstaw jej wszystkie za i przeciw, korzystając m.in. z powyższych opinii.
      Moja siosta będąc studentką 1 roku zastanawiała się nad zamieszkaniem z obecnym chłopakiem. Kiedy rozmawiałyśmy na ten temat, odradziłam jej ten pomysł. Wg mnie 20 latki mają jeszcze sporo czasu na zabawę w dorosłość, mimo że sprawiają wrażenie gotowych pod każdym względem. Uważałam, że zbytnio angażowałaby się w ten związek, co dla chłopaka (on nalegał) byłoby pod każdym względem korzystnym układem, dla niej niekoniecznie. Miałam rację - kilka miesięcy później nie byli już razem. Moja siostra dała sobie czas na zamknięcie tego rozdziału, trochę była sama i w tym czasie dbała przede wszystkim o siebie, imprezowała, bawiła się itp. I poznała swojego aktualnego męża.
      Po pewnym czasie- pewna już swojej decyzji - zamieszkała z chłopakiem, a po roku wyszła za niego za mąż.
      • mamamira Re: Dorosłe dzieci i ich decyzje. 09.09.09, 00:47
        Corka jest dorosła,sama wie co jest dla niej dobre a co złe.Powiedz co zmienia
        zaręczyny.Moja wtedy 23letnia córka tez zamieszkała z chłopakiem,niestety nie
        udało się,trudno,mając ślub tez mogłoby się nie udać.Syn tez mieszkał z
        dziewczyna,mieszkali wspólnie 3 lata od tygodnia są małżeństwem.Jednym się udaje
        drugim nie.
    • deodyma Re: Dorosłe dzieci i ich decyzje. 09.09.09, 18:12
      a to znaczy , ze moga ze soba zamieszkac, gdy sie jej oswiadczy,
      tak???
      ale przeciez to niczego nie dowodzi.
      znam pary, ktore po wielu 8 latach, po oswiadczynach i doslownie
      przed slubem, zrywaly ze soba.
      wiec co to da, gdy on sie jej oswiadczy?
      nawet gdyby, to przeciez kiedys moga sie rozstac i kazde z nich
      pojdzie swoja droga...
      • verdana Re: Dorosłe dzieci i ich decyzje. 09.09.09, 18:27
        Kwestua religijna - cóż. Przeciez nie matka ma zamiar sypiac bez
        slubu z jakims facetem, tylko córka. Corka nie musi wierzyć w to, w
        co mama każe. jest dorosła. Trzeba się z tym pogodzić.
        • sebalda Re: Dorosłe dzieci i ich decyzje. 10.09.09, 14:55
          Verdana, masz rację, jak zawsze;) Ale jeśli córka Mili deklaruje, ze jest
          wierząca, chodzi do Kościoła, a mimo to chce mieszkac z chłopakiem? Podejrzewam,
          że tak bywa. Inaczej liczba katolikow w naszym kraju gwaltownie by zmalała wobec
          masowości zjawiska konkubinatu. Jestem ciekawa, jak sobie z tym radzą młode
          praktykujące katoliczki (i katolicy). A jeśli rezygnują z katolicyzmu, to dowód
          ma małość i miałkość takiego katolicyzmu, niestety.
          • triss_merigold6 Re: Dorosłe dzieci i ich decyzje. 10.09.09, 15:07
            Normalnie sobie radzą. Wierzą ale odrzucają pewne anachroniczne
            zasady obyczajowe, bo co ma piernik do wiatraka.
            • sebalda Re: Dorosłe dzieci i ich decyzje. 10.09.09, 15:51
              Ja to nazywam relatywizmem. Biorę tylko to, co mi pasuje, resztę wywalam w
              cholerę. Przykazania owszem, ale tylko te z sensem (dla mnie z sensem), reszta
              won. W Kościele nudy - nie będę chodzić, matka mnie nie rozumie, nie będę jej
              szanować. A tych części zapasowych do czegoś tam jest tak dużo u mnie w firmie,
              że nikt nawet nie zauważy, jak sobie trochę wezmę, nakłamię o koleżance, ona i
              tak się nie dowie, a to mnie przyjmą do pracy, nie ją. I tak można byłoby długo.
              Zapisujesz się do jakiegoś stowarzyszenia, czytasz regulamin i albo sie do niego
              stosujesz, albo się wypisujesz. Myślę, że bez sensu jest deklarowanie wiary i
              odrzucanie niewygodnych przykazań. Ale może się mylę?
              • verdana Re: Dorosłe dzieci i ich decyzje. 10.09.09, 16:24
                Cóż, a ja to czasem nazywam relatywizmem, a czasem umiejętnościa
                samodzielnego myślenia, a nie słuchaniem autorytetów, niezaleznie
                czy się z nimi zgadzamy, czy tez nie.
                Moja corka jest osoba wierzacą, ale w Boga, a nie w doktryny
                katolicyzmu - ani tym mniej w zalecenia KK. Oficjalnie rzecz biorac
                jest katoliczką, bo w takim kosciele zostala ochrzczona. To jednak w
                żaden sposob nie zobowiazuje jej do konca życia z rezygnacji z
                wlasnych pogladow na rzecz pogladów organizacji religijnej.
                Wiara nie musi być wiara we wszystkie dogmaty - nie ma obowiazku
                bycia albo praktykujacym katolikiem, albo osoba niewierzacą. Nie da
                się uwierzyć w rzeczy, w ktore się nie wierzy, a posluszenstwo
                nakazom, ktore sa sprzeczne z wlasnymi przekonaniami - czy to jest
                naprawdę sluszne?
                Zwracam uwage, ze 20-latka nie zapisywała się do KK, zostala do
                niego przyjeta bez wlasnej zgody i woli. A wystapić - cóż, jesli na
                przyklad wierzy w Boga - czy to nie wystarczy aby, aby pozostać
                czlonkiem koscioła?
                • sebalda Re: Dorosłe dzieci i ich decyzje. 10.09.09, 16:41
                  Wiesz Verdano, to bardzo logiczne, co piszesz i bardzo bym chciała móc tak
                  rozumować, bo to bardzo wygodne i przyjemne. Dużo tego BARDZO. Ale dla mnie
                  jednak jakieś nieuczciwe. Branie z wiary tylko tego, co mi pasuje, co jest
                  zgodne z moimi zapatrywaniami. A skąd pewność, że się nie mylę? Kim jestem,
                  żebym mogła przeczyć wyższym autorytetom? Ja nie jestem jednak aż tak pewna
                  siebie. Oczywiście, że większość osób wierzących odrzuca większość dogmatów
                  wiary, nie uznaje hierarchii kościelnej, nie chodzi do Kościoła. Ale czy wtedy
                  oni nadal mogą się nazywać katolikami? Wierzący niepraktykujący. Nie śmieszy Cię
                  taka deklaracja? Jaki masz kontakt ze swoim Bogiem nie spotykając się z nim w
                  Kościele, w komunii? To tylko puste deklaracje, niczym nie poparte. To
                  wygodnictwo. W tym, jak w rzadko w czym, jednak jestem radykalna.
                  • amorek1974 Sebalda mylisz pojęcia... 10.09.09, 16:49
                    W kościele katolickim jest mowa o czystości przed ślubem ale nie ma
                    zakazu wcześniejszego mieszkania razem:)Jeżeli jest inaczej pokaż mi
                    ten fragment w Biblii.
                    Nie wiem jakie masz układy z własnymi dziemi i na ile jesteś wstanie
                    zrozmumiec odręnośc młodego człowieka.Niestety szacunek obowiązuje w
                    dwie strony i dotyczy tak samo rodziców jaki i dzieci.
                    Ty szanujesz poglady swojego dziecka nawet jeśli się z nimi nie
                    zgadzasz i odwronie.
                    Nie ma nic bardziej trywialnego niż rodzice starający się za wszelką
                    cenę umoralnic i wskazac jwedynie słuszną drog własnemu dziecku.
                    Wierzę też sebalda że zasady KK potrafisz wdrożyc przede wszystkim
                    we własne życie i małżeństwo, bo życie zgodne z kanonami jest o
                    wiele lepszę lekcją dla DZIECKA NIŻ EGZALTOWANE wypowiedzi , bez
                    pokrycia w realu.
                  • kol.3 Re: Sebaldo 10.09.09, 19:31
                    A dlaczego rozumować aby było niewygodnie i nieprzyjemnie ? Skoro jesteś taka
                    zasadnicza to może pomyśl.
                    Potępiasz ludzi, którzy są wierzący ale nie chodzą do kościoła i odrzucają
                    hierarchię kościelną. Kościół mocno się napracował aby ludzie wybrali taką
                    właśnie drogę. Nie chodzą ,bo są uczciwi i nie chcą mieć nic wspólnego z
                    przedsiębiorstwem pod nazwą kościół i z jego udziałowcami, którzy dodatkowo mają
                    skandale moralne na swoim koncie a ich dobre samopoczucie jest przy tym niczym
                    niezmącone. Głoszą idee dla maluczkich, sami czerpią z życia pełnymi garściami
                    mimo ograniczeń jaki narzuca stan kapłański.Wybierają właśnie to co wygodne i
                    przyjemne.
                    Czy lepsze jest bezmyślne bieganie do kościoła bez refleksji, kogo w zasadzie
                    się popiera i po co. Gdybyś była taką dobrą katoliczką to byś wiedziała, że
                    święte księgi nakazują modlenie się w komorze a nie wystawanie po świątyniach na
                    pokaz.
                    • verdana Re: Sebaldo 10.09.09, 20:20
                      Cóż, dla mnie podporzadkowanie się zaleceniom, z ktorymi się
                      czlowiek nie zgadza, jest moralnie naganne. Jest taka piosenka
                      Okudżawy o zolnierzu:
                      "A gdyby się historia jakaś działa,
                      Ty jedno wiedz, Ojczyzna ci kazała
                      I możesz w swą niewinność wierzyć szczerze.
                      Jak dobrze być żołnierzem, żołnierzem."
                      Dla mnie to dobrze oddaje istote rzeczy. Jesli K kaze potepiac in
                      vitro, homoseksualizm i antykoncepcję, to czlowiek głęboko wierzacy
                      moze to odrzucić nie dla wlasnej wygody, ale dlatego, ze czyje
                      wewnetrzny sprzeciw. A podporzadkowanie się temu, co budzi sprzeciw,
                      to nie jest cnota.
                    • rlena Re: Sebaldo 10.09.09, 20:22
                      Kto tobie daje prawo do wrzucania wszystkich ksiezy i hierarchow KK
                      do jednego worka? Skad wiesz jakie samopoczucie maja poszczegolni
                      ksieza lub hierarchowie? Mowiac o bezmyslym bieganiu to kosciola,
                      tez z cala pewnoscia nie masz na mysli siebie, tylko tych glupich i
                      maluczkich? To w tobie jest to zacietrzewienie, ktore przypisujesz
                      Sabaldzie. Nie ma na swiecie przynajmniej tym na ktorym zyjemy)
                      idealej instytucji, ludzi, ani miejsca. To od ciebie zalezy, co
                      zrobisz z tym co zastalas,bez wzgledu na to jak mocno kosciol sie
                      napracuje nad tym by cie do siebie zniechecic. A co z twoim
                      wysilkiem w odwrotna strone?


                      Ta biblija komora to raczej metafora odnoszaca sie do stanu ducha,
                      niz do miejsca. Mozna sie modlic w samotnosci i byc bardzo pysznym,
                      podobne jak mozna modlic sie w 1000-letniej bazylice pelnej ludzi i
                      byc skupionym i pokornym duchem.
                      • kol.3 Re: Sebaldo 10.09.09, 20:46
                        To nie jest kwestia wrzucania wszystkich księży do jednego worka, tylko kwestia
                        przymykania oczu zwierzchników kościoła na przestępstwa kleru, kwestia zgody na
                        takie postępowanie bez potępienia, rozliczenia i pobycia się ze swoich szeregów,
                        co jak widać niektórym wiernym nie przeszkadza. A także chęć utrzymania władzy
                        nad ciemną masą za cenę zatrzymania rozwoju nauki.
                        Ludzie modlą się do Boga. Kościół jako budynek lub wspólnota bezmózgów, którym
                        nie przeszkadzają przestępstwa kapłanów ludziom myślącym nie jest do niczego
                        potrzebny.
                        A tak na marginesie - jakież to ja powinnam czynić wysiłki w odwrotną stronę?
                        Zabawne.
                        • rlena Re: Sebaldo 10.09.09, 22:07

                          Zamiast sie zacietrzewiac i pielegnowac nienawisc zrob cos
                          konstruktywnego, np.napisz petycje, umow sie z ksiedzem na dyskusje,
                          uczestnicz w grupach dyskusyjych, napisz artykul, w koncu modl sie
                          za tych zwyrodnialcow. Mozliwosci jest mnostwo.
                          Te osoby, kore dopuscily/dopuszczaja sie roznego rodzaju przestepstw
                          byli juz zwyrodnialcami zanim przyszli do seminarium, czy zostali
                          ksiezmi. Jest to spokojny, kamuflarz dla ich skonnosci i dewiacji.
                          Mozesz postulawac o doglebne badania psychologiczne kandydatow do
                          seminariow, moze masz pomysl jak tej sytuacji zaradzic, ale czy
                          naprawde o to ci chodzi..?
                    • mili-ona Re: Sebaldo 10.09.09, 21:16
                      Mnie najbardziej dziwi pewien fakt, że ludzie, którzy na ogół deklarują się jako niewierzący, w czasie świąt Bożego Narodzenia pielęgnują tradycję związaną z tym świętem. Wynika z tego, że i oni są również obłudni, co tak gorliwie wytykają kościołowi. Ale nie można w żadnym przypadku generalizować, ponieważ w każdej profesji można spotkać wypaczenia. A księża to też ludzie, mający prawo do błędów.
                      • morekac Re: Sebaldo 10.09.09, 21:38
                        Ludzie świętują, bo lubią...Spotykają się wtedy przy lepszym niż
                        zwykle posiłku - każda okazja jest dobra. W dodatku większość świąt
                        kościelnych ma rodowód pogański. BTW ani choinki, ani choinkowe
                        ozdoby, ani dawanie sobie przezentów pod choinkę, ani wielkanocne
                        pisanki, ani Święto Zmarłych/Zaduszki nie są aż tak chrześcijańskie
                        jakby się mogło wydawać...
                      • kol.3 Re: Sebaldo 10.09.09, 21:38
                        Co innego błąd co innego przestępstwo i to ciężkie i na masową skalę.
                        • sebalda Re: Po co do Kościoła 10.09.09, 22:36
                          Wróciłam niedawno z zebrania dla rodziców klas maturalnych, więc uprzedzam, że
                          mam chwilowo nieco wyprany mózg;)
                          Po co chodzimy do Kościoła? Żeby się spotkać z księdzem? Idziemy do niego w
                          odwiedziny? Ja idę, żeby się spotkać z Bogiem, ksiądz jest tylko pracownikiem,
                          raz lepszym raz gorszym. Jak w każdym zawodzie. Jestem, jak każdy, bardzo
                          zabiegana i zarobiona. Raz w tygodniu zatrzymuję się w tym biegu, wyciszam i idę
                          na spotkanie z Bogiem. Daję mu minimum mojej uwagi. Uważam, że w zamian
                          otrzymuję znacznie więcej. NIe rozumiem, co do tego ma ksiądz albo niektóre
                          rzeczywiście naganne, a wręcz zbrodnicze działania niektórych księży. Rydzyka
                          nienawidzę serdecznie i przyznam bardzo nie po chrześcijańsku.
                          Nie zgadzam się z Kościołem w kwestiach in vitro i antykoncepcji (w większości),
                          ale nie przez wygodę, lecz głębokie przekonanie o błędnej interpretacji Kościoła
                          i niezrozumieniu życia wsród księży. NIe jestem fanatyczną katoliczką, ale tez
                          nie chcę żyć tak jak mi wygodnie, nie zważając na pewne wartości, które jednak
                          niesie przesłanie Kościoła. NIe jestem bez grzechu, ale za grzechy żałuję i
                          staram się poprawić. Wspólne mieszkanie (i współżycie, nie bądźmy śmieszni)
                          wyklucza taką możliwość.
                          Nie narzucam córce takiego sposobu myślenia, ale mogę chyba jej przedstawić swój
                          punkt widzenia; ona zrobi z nim, co zechce. Mam prawo, czy mi nie wolno?
                          • nat.wroclaw Jak mawiała moja prababka.. 11.09.09, 08:27
                            ..czort swoje a pop swoje.

                            Sebalda, wartościujesz subiektywnie - akceptację dla in-vitro i
                            antykoncepcji nazywasz głębokim przekonaniem o błędnej interpretacji
                            Kościoła. Konsekwentnie - gdybys bardzo chciała miec dziecko, a nie
                            mogla - zastosowalabys metodę in-vitro, bo tak masz ustawiony
                            priorytet. Priorytetem jest bycie biologiczna mamą nad stanowiskiem
                            Kościoła.

                            Tyle, że z czyjegos innego puktu widzenia - wspólne mieszkanie przed
                            ślubem równiez może być decyzją opartą na głębokim przekonaniu o
                            mylnej interpretacji Kosciola i nieznajomości zycia - nie zaś, jak
                            piszesz - relatywizmem i wygodą. W tej postawie priorytetem i
                            wartością będzie mozliwość lepszego poznania partnera zanim zapadnie
                            decyzja o ślubie.

                            I może jeszcze osobisty wtręt: mnie tak wychowano, że do ślubu żyłam
                            w czystości (czyli do 28 rż). Wspolnego mieszkania tez nie było,
                            choć było mnostwo wspolnych wyjazdow, wspolnego namiotowania, etc.

                            I co? Jajco. Dzis bym tego nie powtorzyła. Mądrzejsza o
                            doświadczenia _po ślubie_ - dziś, gdybym była u progu dorosłości
                            wybralabym opcję: mieszkać wspolnie przed ślubem i zobaczyć jak w
                            wygladają górnolotne deklaracje o miłości, jedności i wsparciu w
                            codziennej żmudnej praktyce.

                      • sanciasancia Re: Sebaldo 11.09.09, 09:24
                        Istnieje coś takiego, jak polska tradycja. Jednym z jej elementów jest
                        obchodzenie Bożego Narodzenia jako święto rodzinnego, jako wieczerzy w gronie
                        rodzinnym. Odmawiasz Polakom-niekatolikom prawa do czerpania z polskiej
                        tradycji? I co Tobą motywuje? Chrześcijańskie miłosierdzie?
                        • verdana Re: Sebaldo 11.09.09, 09:40
                          W mojej rodzinie obchodziło się Boze Narodzenie. Nikt nie był
                          wierzący - rodzina jest żydowskiego pochodzenia. Obchodzilo się je
                          tradycyjnie, choć bez elementow religijnych, bez chodzenia na
                          pasterkę. Jako świeto rodzinne, polski obyczaj.
                          Cóż, oznaczałoby to, ze osoby niewierzace nie maja prawa obchodzic
                          żadnych świąt, nawet jesli czują się związane z tradycjami.
                        • sebalda Re: Sebaldo 11.09.09, 12:44
                          sanciasancia napisała:

                          > Istnieje coś takiego, jak polska tradycja. Jednym z jej elementów jest
                          > obchodzenie Bożego Narodzenia jako święto rodzinnego, jako wieczerzy w gronie
                          > rodzinnym. Odmawiasz Polakom-niekatolikom prawa do czerpania z polskiej
                          > tradycji? I co Tobą motywuje? Chrześcijańskie miłosierdzie?

                          Teraz dopiero zauważyłam, że ten post był skierowany do mnie (w tytule). Otóż to
                          nie ja pisałam o świetach, tylko mili_ona, więc to raczej nie do mnie powinien
                          być on skierowany. To się nazywa uprzedzenie do rozmówcy i przypisywanie mu
                          nieprawdziwych intencji. To już drugi przypadek bezpodstawnych zarzutów pod
                          niewłaściwy adres. Dziewczyny! Czytajcie uważniej, a juz zwłaszcza wtedy, gdy
                          chcecie komuś dowalić. Choć może można byłoby powstrzymać się od wypowiedzi w
                          takim duchu? Jesteś złośliwa, ale zanim to zrobisz, sprawdź, czy masz podstawy i
                          w czyją stronę kierujesz złośliwość. Ok?
                          • sanciasancia Sebaldo 11.09.09, 12:51
                            Oczywiście, że nie było to kierowane do Ciebie. Wydawało mi się, że podpięcie
                            się do wypowiedzi, do której się odnoszę wystarczy, temat został przepisanu
                            automatycznie. Zresztą w temacie było "Re:Sebaldo", a nie "Sebaldo", więc sprawa
                            wydawała mi się oczywista. Przepraszam, jeżeli czujesz się urażona.
    • amorek1974 A moje pytanie zasadnicze ..Sebaldo 11.09.09, 08:34
      A moje zasadnicze Sebaldo czy Twoje własne małżeństwo może byc dla
      córki przykładem na życie zgodnie z KK i głoszonymi przekonaniami
      pozostało bez odpowiedzi..
      Czyli jak wnioskuje, jeśli się myle to popraw, ale tak podpowiada mi
      moja intuicja kobieca;)łatwiej jest głosic dzieciom kazania niż
      własnym życiem służyc za przykład
      Masz dobry kontakt z mężem?
      • nat.wroclaw Łooo klasyk demagogii ... 11.09.09, 08:40
        Amorek, pewnie dlatego, ze nie oglądałam ostatniej komisji śledczej
        z Lepperem mogę powiedziec, że dawno takiej demagogii nie widziałam.

        >>czy Twoje własne małżeństwo może byc dla córki przykładem na życie
        zgodnie z KK

        >>> Masz dobry kontakt z mężem?


        Dziewczyno, po pierwsze wjeżdżanie komus na prywatę w dyskusji na
        zupełnie inny temat jest co najmniej nieelegenackie. A po drugie, co
        ma piernik do wiatraka? Gdzie jest powiedziane, ze katolickie
        rodziny muszą mieć ze soba idealny kontakt? Gdzie jest napisane, ze
        rodziny w których sa trudnosci z komunikacją, których członkowie
        maja trudne charaktery nie mogą być przykładem postepowania zgodnie
        z nauka Kościoła?

        Gdzie? Dziewczyno, dyskusja fajna, ale chyba pojechalaś za daleko.
        Zrób sobie kawy może i wydłub belkę z oka ..
        • verdana Re: Łooo klasyk demagogii ... 11.09.09, 08:56
          Ależ Sebaldo - albo się bierze cały pakiet (wg.Ciebie), albo sie nie
          jest katolikiem. Wobec tego nie wolno nioczego wykreslac z nauczania
          KK. Jesli nawet uznajesz zatem, ze antykoncepcja jest dobra, to
          powinnaś uznać autorytet Kosciola i stosowac tylko NPR. Czy tak
          robisz?
          • sebalda Re: Odpowiedzi różne 11.09.09, 09:57
            Sprawa zasadnicza: nie uzurpuje sobie prawa do nieomylności, kieruję się
            intuicją, odrobiną rozsądku i mam nadzieję, że zostałam obdarowana łaską wiary.
            Bo wiary nie można wykoncypować, przeanalizować, tak jak nie można
            przeanalizować Boga, bo wtedy nie byłby Bogiem. Tyle tytułem wstępu.
            Bóg dał nam 10 przykazań i większość ludzi, także niewierzących, uznaje je w w
            znacznym stopniu za kanon etyczno-moralny. W sumie na tym opiera się zasadniczo
            nasza kultura. Nikt nie zaprzeczy, że przykazania: nie zabijaj czy nie kradnij
            są bez sensu. I to jest podstawa. Jest przykazanie nie cudzołóż. I ono w moim
            pojęciu nie jest bez sensu. Córka mówi mi: ale jeśli się kogoś kocha? Ok. to
            piekne uczucie, a spełnienie fizyczne tejże miłości jest także piękne. Ale to
            może iść dalej. Zakochuję się bez pamięci w żonatym mężczyźnie, on mówi, że żona
            go nie rozumie i nie sypiają ze sobą od roku, idę więc z nim do łóżka, bo go
            kocham i tylko to sie liczy. Ja takie właśnie rozumowanie nazywam relatywizmem.
            Antykoncepcja i in vitro nie są ujęte w ramach przykazań, można je podciągać pod
            jakieś przykazania, ale to już właśnie kwestia interpretacji. NIE PODĄŻAM ŚLEPO
            ZA WSZYSTKIMI NAKAZAMI I ZAKAZAMI KOŚCIOŁA. Zdaję sobie sprawę z pewnych
            manipulacji, jakimi się posługuje Kościół i umiem na to spojrzeć krytycznie. Ale
            to nie są ZASADNICZE kwestie odnoszące się do podstaw katolicyzmu. Ok. ktoś może
            powiedzieć, że z mojej strony to też jest relatywizm. Ale ja to widzę inaczej i
            mam do tego prawo.
            Mogę Wam wszystkim dać słowo, że niczego nie narzucam córce. Przedstawiam jej
            jedynie swój punkt widzenia, dyskutuję z nią, zmuszam do myślenia, ale tez
            szanuję jej poglądy, nie wpływam na nie, do niczego nie namawiam. Uważam, że mam
            prawo przedstawiać dziecku swój punkt widzenia. Czyż nie?
            I jeszcze jedno. Moje życie małżeńskie nie jest wzorem, ale staram się robić
            wiele, żeby nad tym pracować. Nie mogę brac odpowiedzialności za zachowania i
            postawę mojego męża, ale jesli popełniam grzechy w małżeństwie, to za nie żałuję
            i staram się poprawić.
            Może teraz Was zaszokuję, ale stosuję NPR przez całe życie. Mam dwoje dzieci
            absolutnie zaplanowanych i zrobionych z dokladnością zegarka:), a właściwie
            zegara biologicznego. Może mieliśmy niezłego farta;)
            Ps.
            Jeśli moja córka za jakiś czas postanowi zamieszkać z ukochanym czlowiekiem nie
            wpadnę w zachwyt, ale też jej nie skrytykuję, nie mowiąc o jakiejś próbie
            zabraniania. To będzie jej wybór i ja go uszanuję, choć bym się z niego nie do
            końca cieszyła. I moja córka już dziś o tym wie.
            • verdana Re: Odpowiedzi różne 11.09.09, 10:30
              To mit z tym kanonem uznawanym przez ludzi niewierzacych. Zareczam,
              ze co najmniej trzech pierwszych przykazań niewierzacy nie uznają.
              "Nie cudzołóż" oznacza zdradę, nie sypianie z kimś bez ślubu.
              Katolik powinien przestrzegac nie tylko przykazań, ale i zasad -
              m.in. zawartych w katechiźmie. A więc, podobnie jak inni, wybierasz
              sobie to, co wydaje Ci się słuszne, tylko tłumaczysz to sobie
              inaczej - ale fakt faktem - także wybierasz.
              Co wiecej - przykazania, ktorych przestrzegasz sa niepełne, albowiem
              KK podzielił ostatnie przykazanie na dwa "Nie bedziesz pożądał zony
              blizniego swego.... ani żadnej rzeczy jaka jego jest", wyrzucajac
              przykazanie drugie , niewatpliwie znajdujące się na tablicach: "Nie
              będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego co jest na
              ziemi nisko ani tego, co jest w wodach pod ziemią! Nie będziesz
              oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, ponieważ Ja Pan twój
              Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze występek ojców na synach
              do trzeciego i czwartego pokolenia względem tych, którzy Mnie
              nienawidzą. Okazuję zaś łaskę do tysiącznego pokolenia tym, którzy
              Mnie miłują i przestrzegają moich przykazań."
              Zdecydowanie, mozna przedstawiać dzieciom swój punkt widzenia - ni
              mozna tylko wymagac od dzieci, szczególnie doroslych, aby go
              podzielaly.
        • amorek1974 Re: Łooo klasyk demagogii ... 11.09.09, 09:33
          masz rację wyjaz sebaldy z in vitro był jak najbardziej w temacie;)
          • sebalda Re: Łooo klasyk demagogii ... 11.09.09, 10:36
            Wyjazd sebaldy z in vitro nie był wyjazdem, lecz odpowiedzią na wypowiedź
            Verdany. Wiem, że wątek jest długi, ale może krytykując innych, należałoby się
            nieco przyłożyć:P
            • sebalda Re: Odpowiedzi różne 11.09.09, 10:47
              JESTEM NIEKONSEKWENTNA, JESTEM NIEKONSEKWENTNA, JESTEM NIEKONSEKWENTNA.
              Przyznaję się bez bicia. Ale też jakoś bardzo się nie kajam z tego powodu, bo,
              jak już pisałam, nie jestem nieomylna, mam prawo błądzić.
              Wiarę opieram na intuicji, uczuciu właściwie. Chcę się stosować do głównych
              przykazań, ale też nie chcę być ślepo posłuszna KK, bo mając rozum, umiem
              odróżnić sedno od manipulacji, a takimi są nauki dotyczące antykoncepcji i in
              vitro. W moim kulawym podejściu.
              Nie cudzołóż chyba jednak nie dotyczy jedynie zdrady, to stosunki intymne z
              osobą, z którą nie połączył nas jeszcze sakrament małżeński. Czy się mylę? Oj,
              jeśli tak, to po co te wszystkie lata wyrzeczeń:( Żartuję, jakby co:)))
              • nat.wroclaw Grunt to się pięknie różnić .. ;)) 11.09.09, 10:54
                > Nie cudzołóż chyba jednak nie dotyczy jedynie zdrady, to stosunki
                intymne z osobą, z którą nie połączył nas jeszcze sakrament
                małżeński.

                Bo dla mnie osobiście chyba jednak dotyczy jedynie :)
                • mamamira Re: Grunt to się pięknie różnić .. ;)) 11.09.09, 11:24
                  Jedna wiara a rożne "podejście"Mam syna który jest bardzo wierzący,czynnie
                  uczestniczy w "życiu" kościoła,np:prowadzi lekcje przygotowującej młodzież do
                  bierzmowania,czyta podczas mszy.Jego obecna już zona często służyła do
                  mszy.Razem mieszkali prawie trzy lata i ich proboszcz to wiedział,odwiedzał ich
                  dość często i nigdy nie usłyszeli
                  złego słowa,nigdy nie słyszał ze to grzech,nigdy nie pytał kiedy ślub.Co kraj
                  to to inne podejście

                  wnuczka


                  [img]https://emoty.blox.pl/resource/meeting.gif[/img]
                  • sebalda Re: Grunt to się pięknie różnić .. ;)) 11.09.09, 11:30
                    mamamira napisała:

                    > Jedna wiara a rożne "podejście"Mam syna który jest bardzo wierzący,czynnie
                    > uczestniczy w "życiu" kościoła,np:prowadzi lekcje przygotowującej młodzież do
                    > bierzmowania,czyta podczas mszy.Jego obecna już zona często służyła do
                    > mszy.Razem mieszkali prawie trzy lata i ich proboszcz to wiedział,odwiedzał ich
                    > dość często i nigdy nie usłyszeli
                    > złego słowa,nigdy nie słyszał ze to grzech,nigdy nie pytał kiedy ślub.Co kraj
                    > to to inne podejście

                    To na końcu to tylko taki zwrot, czy rzeczywiście chodzi o inny kraj. Jeśli tak,
                    to jaki. Teraz na Zachodzie Kościół się bardzo liberalizuje i księża ida na
                    daleko posunięte ustępstwa, byle zatrzymać wiernych. I w sumie ja to dużo
                    bardziej popieram niż oszołomstwo Rydzyka:)
                    A Ty jesteś wierząca, tak szczerze? Jeśli tak, to jaki jest Twój stosunek do
                    tej sprawy? Pytam bez odrobiny złośliwości, ja naprawde chcę poznać wszystkie
                    punkty widzenia.
                    Aha, teraz już chyba widzę, że to jednak nie w Polszcze. U nas kobieta nie słuzy
                    do mszy:P Nie wiedzieć zresztą czemu.
                    • nat.wroclaw Re: Grunt to się pięknie różnić .. ;)) 11.09.09, 11:35
                      >>U nas kobieta nie słuzy do mszy:P

                      O pardon! ja słuzyłam, nieraz. W albie, bylam akolitą, rozkladałam
                      korporał, polewałam księdzu dlonie wodą. W Polszy, w Polszy.

                      A takiego proboszcza, jak ten opisany przez mirę mam w swojej
                      parafii. (Wrocław).

                      :-)
                      • sebalda Re: Grunt to się pięknie różnić .. ;)) 11.09.09, 11:42
                        Wow, pozazdrościć, znaczy takiego proboszcza:)
                        Jestem bardzo niedouczona. Ale taka ze mnie zorientowana katoliczka:) Mówiłam,
                        ja tylko intuicyjnie:)))
                • sebalda Re: Grunt to się pięknie różnić .. ;)) 11.09.09, 11:25
                  Jestem wielka zwolenniczką i orędowniczką hasła: pięknie się różnić:)

                  Chyba jednak życie byłoby za piękne i za łatwe, gdyby cudzołóstwo było wyłącznie
                  zdradą. A jak zdradza jedna strona, a druga jest wolna? A jak dziewczyna robi to
                  na każdej imprezie z innym kolesiem, ważne że ona i on nie są w innym związku?
                  Takie tłumaczenie sobie, że ja nie grzeszę, bo oboje jesteśmy wolni, nikogo nie
                  zdradzamy, kochamy się jest jednak niebezpieczne, bo potem możemy pójść dalej.
                  Tworzymy własny kodeks, potem go rozciągamy, naciągamy, wyciągamy. Podejmujemy
                  kolejne kroki i znowu się usprawiedliwiamy, że przeciez to z mojej strony nie
                  zdrada. Ja się tego boję. Choć może chciałabym, żebyście miały rację:) Dla mnie
                  to i tak już po ptakach, ale dla naszych pociech:)
                  Verdano, jesteś obeznaną babką, naprawdę jest gdzieś naisane, czarno na białym,
                  że cudzołóstwo to wyłącznie zdrada, a nie współżycie bez ślubu? Czy podpierasz
                  się koncepcją Twojej córki? To nauka Kościoła, czy Twoja interpretacja, bez
                  urazy oczywiście:)
                  • mamamira Re: Grunt to się pięknie różnić .. ;)) 11.09.09, 11:49
                    Jestem osoba wierząca ale nie praktykująca(ponoć nie ma czegoś takiego),nie
                    chodzę do kościoła,Bóg jest wszędzie(nie wymyśliłam tego sama),pomodlić mogę się
                    tez w domu.Od dwudziestu lat mieszkam w Niemczech,tu to jest normalne ze
                    dziewczynki,kobiety służą do mszy nie dlatego ze brak chłopców,po prostu maja
                    takie same prawo.Jeżeli chodzi o spowiedź nie spowiadamy się księdzu tylko
                    ....Spowiadam się Bogu.....Dlaczego mam się spowiadać osobie która czasami ma
                    więcej grzechów jak ja,przysięgała ze będzie żyć np:w celibacie a tego nie
                    przestrzega.Owszem napisał już ktoś ze ksiądz to człowiek i ma prawo popełniać
                    błędy tylko dlaczego nie ponosi za to kary.
                    • sebalda in vitro 12.09.09, 12:28
                      wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,7030052,In_vitro__Kosciol_moze_zmienic_front.html
                      Właśnie dlatego mimo obecnego stanowiska Kościoła jestem za in vitro. Dziś
                      Kościół jest przeciw in vitro, jutro nie będzie. To o czym pisałam:
                      interpretacja i manipulacja.
                      Kwestie zasadnicze, główne przykazania - to rzeczy w miarę niezmienne,
                      fundamentalne, coś, na czym można się oprzeć. To jest dla mnie ważne, a nie
                      często nieżyciowe, wręcz niesprawiedliwe i krzywdzące nakazy i zakazy wciąż
                      zmieniającego się KK.
                  • verdana Re: Grunt to się pięknie różnić .. ;)) 12.09.09, 13:02
                    W tej materii KK zmienia opinie w zaleznosci od epoki. Kiedys, gdy
                    ludzie mieszkali w odleglych od siebie miejscach, a księża
                    przyjeżdżali rzadko bylo aprobowane, ze para przysięgala sobie
                    wzajemnie, a ksiądz błogoslawił, jak przyjechał, często jednoczesnie
                    chrzac piatke dzieci tej pary:)
                    Potem to się zmieniło - obecnie raczej KK interpretuje "cudzołóstwo"
                    jako wszelkie kontakty seksualne bez slubu. Zostalo jednak z tamtych
                    czasow cos w formule ślubu - przedoltarzem tak naprawde nie ksiądz
                    udziela sakramentu - mloda para udziela sakramentu sobie nawzajem.
                    Ksiadz jest tu tylko celebrantem i świadkiem.
                    Czyli rozumienie tego przykazania zmienia się w zaleznosci od
                    czasów...
                    No i czym innym jest stosowanie się do zasad religii, a czym innym
                    moralność.
    • kornela24plus Re: Dorosłe dzieci i ich decyzje. 18.09.09, 10:21
      Miałam ten sam problem, ale wybrałam, zaufałam swojemu dorosłemu dziecku i
      dałam wolny wybór. Jednocześnie wspierając swoją miłością.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka