stefanmichnik
12.10.06, 11:58
No to wkladam kij w mrowisko:) :
Ambasador przy Dworze Św. Jakuba - żałosne kulisy, czy aby jednak
Ambasador przy Dworze Św. Jakuba (Ambassador to the Court of St. James's) -
żałosne kulisy, czy aby jednak?, de-nominacji(?)
Londyński high life, a przynajmniej jego polska i pro-PeO-wska odmiana, jest
mocno zbulwersowany faktem nie mianowania dotąd bardzo konkretnej osoby, p.
wiceminister Barbary Tuge, na stanowisko ambasadora RP w Londynie. O tej
nominacji mówi się już bez mała pół roku, bodaj jeszcze od czasów ministra z
Unii Wolności w rządzie koalicji PiSu, prawej ręki Bronisława Geremka -
Stefana Mellera. Pani Tuge miała właśnie teraz jechać do Londynu. Tymczasem w
miesiącu sierpniu br. wynikły bardzo poważne przeszkody, które taką
właśnie "uniowolnościową" nominację uczyniły, cokolwiek trudną do
przełknięcia nawet dla dość zahartowanych w bojach braci Kaczynskich. Chodzi
o kwestię braku podstawowej lojalności u p. minister Barbary Tuge.
Około połowy (lub bardziej precyzyjnie około połowy drugiej połowy) sierpnia
br. pani Tuge, podniecona i ośmielona medialną wrzawą skierowaną dzień w
dzień przeciw Kaczyńskim, a także nie bez, zapewne, zachęty ze strony swych
patronów: Geremka i Mellera, rozpoczęła w Ministerstwie Spraw Zagranicznych
zbierać podpisy wśród wiceministrów. A jakiż to był szczytny cel? Podpisy pod
listem protestacyjnym w obronie rzekomo "prześladowanych przez prezydenta" 8
dotychczasowych ministrów spraw zagranicznych III RP, którzy jak powszechnie
wiadomo na forum europejskim w Brukseli ogłosili publicznie swój całkowity
rozbrat z urzędującym Prezydentem Rzeczypospolitej. Ten wyraz solidarności z
byłymi ministrami zupełnie p. wiceminister nie wyszedł, bo pomimo zaklęć,
że "tak trzeba", p. Tuge nie zebrała żadnego, nawet tylko choćby własnego
podpisu. Cóż - odwaga widać zdrożała (choć to przecie benzyna miała zdrożeć!)
Przynajmniej "Gazeta Wyborcza" żadnego takiego listu protestacyjnego, czy
też "solidarnościowego" nie ogłosiła, a więc takiego listu - po prostu - nie
było. Bo gdyby tylko był, no to wówczas "Wyborcza" nie omieszkałaby walić z
całych sił w bęben. Pani minister Tuge pozostała na stanowisku sekretarza
stanu, ale wyjazd do Londynu, pomimo rozlicznych nacisków ze sfer, które
uważają siebie za bardziej oświecone, niż cały PiS, a w szczególności
Kaczyńscy - pozostał pod dużym znakiem zapytania. Bo czy można do jednej z
głównych stolic świata wysyłać osobę, która aż tak nie wie, jak należałoby
się zachować, pełniąc wysoką funkcję w rządzie? Natomiast po swoim wyskoku p.
Tuge powinna - po prostu - podać się do dymisji. Liczy jednak zapewne, że
przeczeka ten rząd. A w każdym razie patroni, zapewne, każą jej trwać -
przyznać trzeba - niezupełnie wygodnie, bo z piętnem zdrajcy ale w końcu na
ministerialnym stanowisku.
Kogoś, kto nie zna kulis tych spraw, może zapewne dziwić, że p. ministrowi
Lipińskiemu, przeszło przez usta w zakulisowej, niezobowiązującej rozmowie,
to co zaproponował, zapewne nie zupełnie serio, p. posłance i było-nie było,
ustalił to sąd, hochsztaplerce Beger. Ale czym, zaprawdę, różni się p. Tuge
od p. Beger? Honorem, przyzwoitością, wreszcie może lojalnością?
Żarty na bok. Pani minister Tuge zażądała, gdy została sekretarzem stanu w
końcu 2005 r., aby być pierwszym sekretarzem stanu, ponad p. Anną Fotygą,
obecną minister spraw zagranicznych, a wówczas także mianowaną sekretarzem
stanu. Jaki mając ku temu mandat? Środowiska dawnej Unii Wolności, partii w
stanie szczątkowym, której reprezentant Stefan Meller został pierwszym
ministrem spraw zagranicznych w rządzie pisowskim. A został po to, aby
zapewnić PiSowi spokój na arenie międzynarodowej. Jaki to był spokój
(nieustanny wrzask inpirowanych, zachodnich mediów) - dobrze zobaczyliśmy.
Uleganie eskalacjom żądań dawno przebrzmiałych elit na dobre na pewno PiSowi
nie wyjdzie. Połowiczność w podejmowaniu decyzji - podobnie. Pani Tuge jest
wciąż wiceministrem, choć "cały Londyn" już na nią czeka. Nie podejmowanie
działań w celu naprawy sytuacji kadrowej w MSZ przez Kaczyńskich, może się
poważnie zemścić na przyszłości planu naprawy Państwa, głoszonym z takim
hukiem rok temu przez PiS. Czy Kaczyńscy wciąż tak boją się ludzi Geremka
z "partii 1%" (dawnej Unii Wolności)?
A tak na marginesie: czy TVN i TVN24 nie powinny się wreszcie zająć
wyjaśnieniem tej monstrualnej - chyba przecież - politycznej korupcji? Partia
która nie ma posłów, ma tylko jednego senatora (Kazimierz Kutz), partia w
sojuszu marginalnych ekstremistów, w sojuszu z SLD i drobiazgami ze skrajnej
lewicy, ma tak przemożny wpływ na MSZ, mierzony wieloma stanowiskami
ministerialnymi w MSZ i jeszcze większą ilością stanowisk decyzyjnych,
dyrektorskich i ambasadorskich. Czy to nie jest jakaś niepojęta mega-korupcja
spółki demokraci.pl i bracia Kaczyńscy?
Lepiej aby p. Barbara Tuge, zamiast pojechać do Londynu i tam np. szkalować
swego szefa (prezydenta Kaczyńskiego), zbierać podpisiki and so on, wyjaśniła
ten niezwykły fenomen przed przyszłą Komisją ŚLEDCZĄ ds. niedemokratycznych,
post-totalitarnych kadr w MSZ!
PS. Nie tak wiele się pomyliliśmy. Oto cytat z tygodnika: "Nasza Polska" z
1999 r.:
Dyrektorem-koordynatorem Polityki Europejskiej w MSZ jest Barbara Tuge-
Erecinska. Do niedawna ambasador w Sztokholmie. Ma swego rodzaju pewne
doświadczenie w dyplomacji. Co prawda obcej, gdyż wcześniej była
recepcjonistką i tłumaczka w skandynawskiej agencji konsularnej w Gdańsku. Na
ambasadorski stołek posadzona przez swego przyjaciela J.K. Bieleckiego, także
partnera w interesach jej męża (zresztą mąż zajmował się interesami
handlowymi i wykorzystywał do tego celu służbowy samochód żony z numerami
dyplomatycznymi). Do ewenementów w jej działalnosci należało mianowanie
konsulem honorowym RP w Karlskrona żony miejscowego handlarza tluczonym
kamieniem, lecz za to swej koleżanki. Nominacja i awans tej pani, to z kolei
owoc wszechogarniajacego geremkowski MSZ "pluralizmu". Ambasadorem została z
poręki byłego premiera Bieleckiego, dyrektorem departamentu na polecenie
Cimoszewicza, a obecnie dyrektorem-koordynatorem z nadania Geremka. Pani Tuge
ma typową dla dyplomatów ery Geremka przypadłość. Mimo że nowa, myśli
kategoriami dawnych zależnosci - zamartwiania się przy niemal kazdej okazji,
co na to powie Moskwa. Praktycznie nie istnieje podpisana przez nią notatka,
w której nie byłoby sformułowania: zachować stosunek ostrożny, bo może
wywołać negatywną reakcję Rosji. Oszałamiająca kariera dyplomatyczna Tuge to,
uwzględniwszy jej kwalifikacje zawodowe, wielka zagadka. Wzorem telewizyjnej
audycji "997", zwracamy sie do wszystkich czytelnikow o pomoc w jej
rozwiazaniu: Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie...
www.abcnet.com.pl/pl/artykul.php?art_id=2513&token=