fanka_99 02.03.08, 14:22 Lubię te Pana opowiadania, Panie Januszu. Właściewie głównie dla nich kupuję sobotnią Wyborczą. Wstyd się przyznać, ale jestem z Wrocławia i nie wiedziałam o tym ... palcu.;) Pozdrawiam! Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
ar.co Fotografie 03.03.08, 20:50 Szanowny Autorze, historia ładna, ale trochę jednak wstyd. Cała opowieść nie jest ani specjalnie nowa, ani też specjalnie odkrywcza; ów tajemniczy badacz to oczywiście Bogdan Zakrzewski, a całą historię opisał już w 1990 r. w "Pamiętniku Literackim" (Historia grobu Fredry, z. 3, s. 197-224; wcześniejsze wersje niepełne zw względów cenzuraknych). W dodatku w całości historia jest jeszcze smakowitsza, niż ta przytoczona przez Pana. Pomijając inne smakowitości: palec Fredry został na granicy odkryty przez radzieckiego celnika, na którego jednak podziałał rozpaczliwy argument Zakrzewskiego. Badacz wytłumaczył mianowicie, że jest to ... pamiątka po babci. Również samo zamurowanie palca we wrocławskim kościele nie przebiegło tak gładko, jak by się mogło wydawać, i to nie ze względu na opory władz państwowych czy partyjnych, ale... duchownych katolickich (może znali Fredrę wyłącznie jako autora obscenów?). Wspomniane przez Pana nagrobki Fredry i jego bliskich nie znajdują się w podziemiach kaplicy (gdzie zachowały się natomiast trumny), a w samej kaplicy, jest ich zresztą znacznie więcej; zarówno same nagrobki, jak i widniejące na nich napisy zostały ostatnio opisane i wydane. Zachęcam do lektury artykułu, jest tam wiele interesujących szczegółów (w tym rozwiązanie nurtującego Pana problemu - jak badacz dojechał do Rudek). Przy okazji - jeśli chodzi o dostęp do krypty, sprawa również jest bardzo prosta. Nie był tu potrzebny żaden specjalny załącznik dla stróża, jako że badacz dysponował pismem prorektora Uniw. Wr. z okrągłą pieczęcią rektorską, która zrobiła na tyle piorunujące wrażenie, że z otwarciem krypty nie było kłopotu. I ostatnia, drobna uwaga: w kościole w Rudkach mieścił się w czasie wizyty Zakrzewskiego skład żywnościowy. Oznacza to, że miał on (tzn. kościół, a i Zakrzewski pewnie też) wyjątkowe szczęście - obecność nawozów sztucznych nie przeszłaby tak ulgowo i z pewnością byłaby wyczuwalna aż do dzisiaj. Odpowiedz Link Zgłoś