anders76
31.12.09, 17:07
Chyba pora co nieco odbrazowic ta sprawe i otrzezwiec ze slepych wzruszen.
Popatrzcie na cytaty z innego artykulu, bo niestety te pierwsze doniesienia
mowiace dokladnie jak to bylo sa juz poza zasiegiem dzisiejszego czytelnika.
"Grenoble: Powrót nad urwisko -
Prawo do wyjazdu mają wszyscy, którzy przeżyli, i bliscy tych, co zginęli.
Joanny, pilotki pielgrzymki, która wtedy zgodziła się na przejazd krótszą, ale
ryzykowną górską trasą, krewni ofiar nie zaprosili
To data objawień fatimskich - wyjaśnia Jadwiga Urbaniak, mama Łukasza, który
jako jedyny z trzech księży ocalał.
Mężczyzna, który stracił żonę, myśli, że wie: - Ksiądz Łukasz, który siedział
za plecami kierowcy, powinien chwycić za kierownicę i nią wykręcić. Przecież
widział, że suną wprost na barierkę. Wystarczyło chwycić. A ksiądz nie zrobił nic!
Inni wciąż rozpamiętują: - Dlaczego pozwoliła kierowcy jechać tą
trasą?(pilotka) Przecież tam były znaki zakazu wjazdu dla autobusów!"
Ci wszystcy co przezyli maja moralnego kaca bo sa oczywiscie
wspolodpowiedzialni tragedi. Pomysl jazdy tamta trasa powstal juz na miejscu
pielgrzymki podpowiedziany przez miejscowego duchownego i entuzjastycznie
podchwycony przez wszystkich uczestnikow pielgrzymki bo to taka nobliwa trasa,
Szlak Napoleonski. Teraz staraja sie znalesc kozla ofiarnego wsrod zmarlych
ewentualnie tzw. pilotki, ktora, co prawda, tez nie protestowala, ale takze
nie jest jej rola pilnowanie kierowcy w sprawach technicznych.
Wszystcy byli zgodni co do zmiany trasy i zlekcewazenia w sumie okolo 18-tu
znakow i tablic informujacych o zakazie jazdy dla autobusow tamta trasa. Drugi
kierowca, starszy i doswiadczony, siedzial obok i zareagowal na utrate
hamulcow zapieciem swojego pasa ! A jak sie zjezdza z gory to ucza juz
naamatorskie prawo jazdy w najmniejszej szkole.
Naturalnie, kierowca nie jechal prawidlowo i niewlasciwa droga.I to jest jego
bezdyskusyjna wina.
Ale jest cala masa wspolwinnych tej tragedi, ktorzy nie tylko godzili sie na
jazde zakazana trasa jak i nawet go do tej trasy zachecali i potem tez sie
cieszyli z takiej wspanialej szybkiej, pelnej emocji jazdy na serpentynach.
I to wszystko pod swiatlym kierownictwem religijnych organizatorow wracajacych
z uniesien duchowych majacych uczynic ich lepszymi ludzmi.
No ale narazanie zycia bliznich to drobiazg jak sie ma umysl zaprzatniety
wznioslymi ideami o np. nienaruszalnosci zycia poczetego, okropnoscia
zapobiegania ciazy i walka z tak niewlasciwymi metodami poczynania jak in vitro.
Niewinne tej tragedi byly tylko dzieci !