Dodaj do ulubionych

NGO-sy od wewnątrz. Społeczeństwo nie chce się ...

12.01.10, 21:39
czemu im się wszystko kojarzy z feminizmem?

No niech sobie i feministki tworzą NGOsy ale to dość niszowa sprawa.

NGO=feminizm?
Obserwuj wątek
    • billert NGO-sy od wewnątrz. Społeczeństwo nie chce się ... 13.01.10, 12:01
      Istnieje logiczny związek między polskim paradygmatem politycznym zbudowanym w
      wyniku neoliberalnej koncepcji transformacji (prywatyzacja, deregulacja), a
      brakiem motywacji dla właściwego działania NGOS-ów. Polityka polska opiera
      swoje działanie na postępującej redukcji państwa i przenoszeniu zadań
      publicznych i odpowiedzialności politycznej do obszaru niedostępnego dla
      kontroli instytucji politycznych i kontroli społecznej. W ten sposób eliminuje
      się sens działania społecznego. To tak, jakby zachęcać rzeźbiarzy do
      rzeźbienia drewnianym dłutkiem granitowych kamieni. W ten sposób generuje się
      demoralizację również na obszarze inicjatyw społecznych. W ten sposób nie
      tylko państwo się odspołecznia, ale również i społeczeństwo. W ten sposób
      znaleziono też świetną metodę obrony przed unijną akulturacją Polski. Bierze
      się pieniądze europejskich podatników, likwidując równocześnie sens ich
      oddziaływania. To znowu tak, jakby brać wodę święconą w celu zaspokojenia
      pragnienia po libacji.
    • hajota Re: NGO-sy od wewnątrz. Społeczeństwo nie chce si 13.01.10, 12:10
      Czy tylko we mnie ten koszmarek "NGO-sy" [endżiosy] budzi negatywne reakcje?
    • japolak organizacje społeczne 14.01.10, 06:33
      Nie chcę teoretyzować, ale każda orgnizacja potrzebuje członków,
      społecznego aktywu oraz zawodowego aparatu. Raz do roku można się
      spotkać nawet w oparciu o to, że każdy zainteresowany zrzuci się 30
      zł. Wystarczy na kawę i ciasteczka.
      Przy większych i stałych działaniach potrzebne jest jakieś zaplecze.
      Banał taki jak pokój, telefon. Godzinę można społecznie przepracować
      w ciągu roku czy miesiąca - nie 12 godzin codziennie.
      Zgadzam się, iż część organizacji zajmuje się pozyskiwaniem dotacji
      by je tylko na własne potrzeby konsumować. Przy pomocy
      zaprzyjaźnionych polityków i dziennikarzy. Gdy merytoryczna ocena
      projektów staje się najmniej ważna. Jakieś stowarzyszenie mające
      kilkunastu członków czy jednoosobowa fundacja potrafi "łyknąć" parę
      milionów złotych. O Kościele już nie wspominając.
      W latach 70 byłem aktywny w ruchu studenckim. Pierwszego dnia
      studiów wybrano mnie na szefa rady roku, założyłem klub turystyczny,
      działałem w klubie kultury, współzakładałem koło naukowe,
      organizowałem juwenalia. Było to dalekie od indokrynacji
      politycznej, "pracy operacyjnej" itd. Ale zaplecze SZSP mi sie
      przydawało - bo mogłem zorganizować obóz i kurs speleologiczny.
      Nawet z ludźmi z SB zdarzało mi się rozmawiać - że nie trzeba
      odwoływać studenckiej konferencji naukowej, bo dwoje studentów
      socjologii z Warszawy, Zbyszek z narzeczoną, nie obalą ustroju na
      tym spotkaniu.
      Z artykułu wynika, iż jakby nie było działalności społecznej w
      Polsce, jedynie sztuczne powoływanie się na amerykańskie
      doświadczenia. Była - i to nieźle zorganizowana, mająca pomoc
      finansową państwa. Czy to było takie wredne, iż członek PTTK w
      schronisku PTTK dostawał zniżkę? Że przygotowując rajd studencki,
      wytyczajac trasę, załatwiając noclegi i wyżywienie dostałem zwrot
      udokumentowanych kosztów? Ja to robiłem nie dla Breżniewa, PZPR czy
      SZSP - lecz kolegów studentów. Koleżanek też...
      Czy społeczeństwo nie chce się organizować? Teza dyskusyjna. Jedni
      nie mają czasu, wpędzeni w "wyścig szczurów", by zarobić na
      prestiżowy urlop, samochód, dom. Inni wpadli w pętlę biedy. Parę dni
      temu był w GW tekst, relacja z badań, iż dotyka ona nie tylko
      bezrobotnych alkoholików, ale parę milionów Polaków, w tym z wyższym
      wykształceniem.
      Czy i ilu z nich zmobilizować można do działalności społecznej? Jest
      oferta kursów "jak być przedsiębiorczym" - organizowanych przez
      gminy, urzedy pracy, NGO's z tego się utrzymujące. Gorzej z
      kredytami na rozpoczęcie własnej działalności...
      Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy jest przykładem, że można setki
      tysięcy Polaków zmobilizować do działania, ileś milionów do pomocy
      finansowej lub innej. Ale też musi istnieć jakieś biuro, księgowość,
      umowy z mediami sprawdzone przez prawników...
      Fajnie potem czytać, iż urzędniczki w jakiejś gminie swoją biżuterię
      oddały na licytację dla WOŚP, faktycznie zaś na sprzęt medyczny dla
      dzieci - byle z tego powodu nie miały najścia nad ranem BBN lub
      innej ABW. Nie podejrzewam, by była to kolekcja porównywalna do
      posiadanej przez królową brytyjską...
      Z organizacjami społecznymi jest jak z komputerami - coś musi być na
      wejściu, by coś było na wyjściu. Jeśli więcej wchodzi, niż wychodzi -
      to wyjaśnić muszą członkowie - lub prokuratura!
    • flasska Re: NGO-sy od wewnątrz. Społeczeństwo nie chce si 14.01.10, 12:38
      Bo te autorki (Graff, Nowicka) są feministkami i działają na tym polu. Trudno wymagać, żeby pisały o działaniu w organizacjach zajmujących się np. pomocą osobom niesłyszącym, skoro w nich nie pracują.
    • chasyd_666 Prawidłowa nazwa : OPZ b/t 14.01.10, 20:01

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka